Berlin. Swietłana Aleksijewicz zatrzymana na lotnisku. W bagażu noblistki szukano bomby

"Swietłana Aleksijewicz miała przylecieć do Wrocławia wczoraj przed północą. Późnym wieczorem dowiedzieliśmy się, że została zatrzymana na lotnisku w Berlinie, podobno dlatego, że miała przy sobie bombę" - czytamy na facebookowej stronie Fundacji Olgi Tokarczuk.

Swietłana Aleksijewicz miała przylecieć z Berlina do Wrocławia na spotkanie "Aleksijewicz i Tokarczuk Protest/Pratest". "To wyjątkowe wydarzenie nie będzie tylko rozmową dwóch wybitnych pisarek, nagrodzonych najważniejszym światowym laurem w dziedzinie literatury, ale także debatą dwóch niekwestionowanych autorytetów artystycznych i intelektualnych, których słowa potrafią zmieniać rzeczywistość, których wypowiedzi są uważnie słuchane i szeroko komentowane, których głos brzmi mocno i czysto" - czytamy na stronie wroclaw.pl. Niestety, zatrzymano ją na lotnisku. Noblistce nie udało się wsiąść do samolotu.

Zobacz wideo Tokarczuk odwiedziła Grodzkiego. Brejza: Senat ratuje oblicze parlamentu

WOŚP 2020 - ile za rekordowe aukcje? Najdroższym replika medalu TokarczukWOŚP 2020 - ile za rekordowe aukcje? Najdroższym replika medalu Tokarczuk

Organizatorzy wysłali po białoruską pisarkę samochód, do Wrocławia dotarła więc drogą lądową. Po drodze opowiedziała pracowniczce Fundacji Olgi Tokarczuk, co wydarzyło się na lotnisku. "Obiecujemy także, iż tej skandalicznej sytuacji nie zostawimy bez wyjaśnienia ze strony instytucji odpowiedzialnych za to, co się stało" - pisze Fundacja.

Swietłana Aleksijewicz: Historia w stylu Łukaszenki

- Historia w stylu Łukaszenki - zaczęła opowieść noblistka, informując, że podczas kontroli bezpieczeństwo zatrzymano ją i ponownie sprawdzono jej bagaż. Mężczyzna z obsługi lotnika nagle odrzucił gwałtownie torbę, a Aleksijewicz kazano czekać.

Spotkanie z Olgą Tokarczuk w Centrum Premier Czerska 8/10 w WarszawiePolicja bada sprawę włamania. Ma chodzić o mieszkanie Tokarczuk

Kiedy pisarka alarmowała obsługę, że nie zdąży na swój samolot, dowiedziała się, że pracownicy czekają na przyjazd policji. W torbie Swietłany Aleksijewicz miała rzekomo znajdować się bomba. Przystąpiono do kolejnej kontroli. Po dłuższym czasie ustalono, że wszystko jest w porządku i pozwolono noblistce odejść. Do odlotu samolotu zostało wtedy kilka minut, nie było już szans zdążyć.

"Było już późno, prawie nie było pracowników, lotnisko niemal puste. Nie wiedziałam nawet, dokąd mam iść. Chciałam zdobyć informacje, zapytać, czy mogę lecieć jakimś następnym lotem, ale nikogo nie znalazłam. Żadnego punktu z informacją" - mówiła Aleksijewicz. 

"Ci ludzie czują bezgraniczną władzę i mają świadomość, że nie poniosą za to żadnych konsekwencji. Niemniej nigdy się z czymś takim nie spotkałam jeszcze" - powiedziała i dodała, że jest zmęczona

"To nic. Widzę bardzo piękne miasto i ono mi się podoba" - powiedziała o Wrocławiu pisarka. 

<<Reklama>> Ebooki Swietłany Aleksijewicz są dostępne w Publio.pl >>

Więcej o: