Trutnie nie mają ojca, tylko dziadka. Matka jest ich jedynym rodzicem [FRAGMENT]

"To, że pszczołami rządzi królowa, a nie król, przez wieki było niemalże herezją" - pisze Sarah Hambro, od ponad dwudziestu lat redaktorka norweskiej gazety biznesowej "Dagens Naeringsliv". Zainspirowana spotkaniem z dwójką mistrzów pszczelarstwa i za ich namową pogłębiła temat niesamowitego życia pszczół i produkcji miodu. Tak powstał fascynujący "Świat według pszczół", którego fragment przedpremierowo publikujemy.

Pszczelarze, których poznała, to osoby wyjątkowe: Ingegärd Øien, z wykształcenia waltornistka, przez wiele lat artystka Narodowej Norweskiej Opery i Baletu, a obecnie największa dostawczyni miodu organicznego w Norwegii oraz Knut Åge Floor, dla którego pszczelarstwo to biznes pokoleniowy i który także jest jednym z największych producentów miodu w kraju. Sama książka, która ukaże się w Polsce 28 lipca, to skarbnica wiedzy i anegdot, a także literacki manifest w obronie życia pszczół. I po prostu - wciągająca lektura.

"Świat według pszczół", Sarah Hambro (tłum: Joanna Barbara Bernat), Wydawnictwo MOVA - fragment

Skalista droga do pasieki Ingegärd Øien jest tak stroma, że mimo napędu na cztery koła czuję zapach spalenizny, wjeżdżając tam wreszcie w nieprzyjemny jesienny dzień. Deszcz prawie zamienia się tu w śnieg. Na zewnątrz jednak pachnie słodko miodem i woskiem. Stary parowar zapewnia ciepło, które topi niezliczone plastry miodu w bezkształtne grudy. W tle pełna krzaków jagód łąka, na której pszczoły latem zbierały nektar, błyszczy ostro jesienną czerwienią.

Niewielkie gospodarstwo leży 300 metrów n.p.m., 180 metrów nad miejscowością Mjøsa. Jest to dom wakacyjny i podstawa utrzymania blisko osiemdziesięcioletniej kobiety, której przyznano tytuł Pszczelarza roku 2018.

Ingegärd Øien, dawna waltornistka, ma 300 uli i jest największym producentem ekologicznego miodu w Norwegii. Jej niewielka, leżąca na uboczu pasieka produkuje także królowe dla innych pszczelarzy w dużej części Norwegii.

Ten zawód nie ma przed nią tajemnic, jest jak ciągła praca przy wspomaganym zapładnianiu.

Pod koniec maja wypełnia ule pszczołami i młodymi. Mają wszystko oprócz królowej.

"Desperacko potrzebują królowej. Są całkowicie uzależnione od feromonu, który wydziela" - wyjaśnia Øien.

Bez starej królowej rój nie może stworzyć nowej, bo to ona przecież składa jaja. Ten paradoks wykorzystuje hodowczyni królowych. W innej części pasieki trzyma królowe o wyśmienitym rodowodzie, spokojne i przedsiębiorcze. Składają one jaja we własnych ulach. Kiedy larwy się wykluwają, Øien je zabiera i ostrożnie umieszcza w woskowych komórkach przygotowanych przez rój pozbawiony królowej.

'Diuna' - premiera filmu została przeniesiona z powodu koronawirusa"Diuna". Dlaczego to najbardziej wyczekiwana premiera roku?

Tak, byłem trutniem, wokół mnie był rój,
piłem słodki miód i usłyszałem mój najnowszy wiersz. (Herman Wildenvey)

Królowa jest samym centrum życia pszczół. Nowoczesna monarchini w ludzkim świecie nie może nawet marzyć o takiej pozycji.

Zobacz wideo Koleśnik rewelacyjnie gra ciałem. Twórcy "Kruka" bardzo dużą uwagę przywiązują do fizyczności

Jeśli jednak chodzi o prawdziwe wpływy, umiarkowana władza monarchy konstytucyjnego jest być może dobrą paralelą dla życia królowej pszczół. Rój nie wie, co bez niej ma robić, a sama królowa żyje w luksusie. Czy w jakimkolwiek stopniu decyduje o swoim życiu?

Geny królowej są dokładnie takie same jak u jej sióstr robotnic. Jest jednak prawie dwa razy większa niż jej skromniejsze krewniaczki. Nic dziwnego, że musi mieć oddzielną komnatę, która zwisa z woskowego plastra jak przerośnięta brodawka. Musi też mieć specjalne jedzenie. Podczas gdy inne pszczoły zjadają mieszankę pyłku i nektaru, larwa księżniczka kąpie się w pszczelim mleczku – nie geny, ale dieta uczyni ją królową.

Kiedy larwa królowej jest nakarmiona, a robotnice zamykają jej komórkę, Øien ostrożnie unosi plaster i umieszcza go w inkubatorze, w którym utrzymywana jest stała temperatura 34,5 stopnia.

W roju po raz kolejny panuje bezkrólewie, ale wkrótce ro-botnice otrzymają nowe larwy do wykarmienia. Będą kontynuować ten cykl przez całe lato.

Gdyby Øien zostawiła komórki królowej w ulu, rozmnażanie królowych by się zatrzymało. Rój potrzebuje tylko jednej, więc pierwsza larwa, która wydostanie się z komórki po około 5 dniach, jest zwyciężczynią walki o byt. Szybko rozprawia się z konkurentkami. Jeśli ich nie zabije, będą musiały zniknąć w inny sposób, na przykład przez wyrojenie.

W inkubatorze jednak sytuację kontroluje Øien. Widzi wylęg przez szybę i dba, żeby każda królowa była sama, kiedy majestatycznie opuści swoją komórkę, z jajnikami dziesięciokrotnie większymi od jajników robotnic.

W dużym brzuchu pomieści wkrótce również nasienie i zapłodnione jaja, zapas na całą resztę życia.

Musi jednak znaleźć partnera.

Kiedy Ingegärd Øien hoduje nowe królowe, umieszcza każdą z nich w kasetce – miniulu z jedzeniem i służącymi. Wysyła ją do nowych właścicieli, którzy zabierają ją do stacji godowej, gdzie trutnie (samce pszczół) latają wysoko, daleko od innych uli. Królowa musi latać, żeby sparować się z trutniami z innego roju, niezależnie od tego, czy powstała naturalnie, czy w wyniku hodowli. To jedyna podróż królowej, zanim rój stworzy nową, pozostawiając jej wybór – wyroić się lub zginąć.

Ten lot zwany jest lotem godowym. Nie jest to jednak romantyczna podróż, a raczej dziki wyskok na jedną noc, podczas której truteń za trutniem poświęca życie, żeby dostarczyć nasienie do spermateki królowej.

Trutnie za chwilę ekstazy płacą życiem i spadają na ziemię, ponieważ cały ich penis i połowa brzucha zostały wyszarpnięte w czasie miłosnego aktu. Królowa natomiast odlatuje beztrosko do swojego roju lub do stacji godowej. Lot będzie powtarzać, jeśli nie uda jej się napełnić spermateki za pierwszym razem. Kiedy zbiornik nasienny jest pełen, rozpoczyna się składanie jaj.

Kwestia płci pszczół była dla nas wielką zagadką przez większość naszego współistnienia. Podziwialiśmy je za ich produktywność i płodność, a także za pozorną czystość.

Tak długo, jak płeć i życie seksualne pszczół były dla nas zagadką, mogliśmy przypisywać królowej takie cechy, jakie chcieliśmy u niej widzieć. To, że pszczołami rządzi królowa, a nie król, przez wieki było niemalże herezją.

Od czasów Arystotelesa filozofowie mierzyli się z tym problemem – nie mogli przyjąć do wiadomości, że robotnice są samicami, skoro mają broń w postaci żądła. Nie mogły jednak być samcami, bo jakiż samiec opiekuje się potomstwem? I skąd, u diabła, brały to potomstwo? Znajdowały je w kwiatach drzew oliwnych czy też młode wylatywały gotowe z trupów krów, koni lub lwów, jak podawały mity arabskie, egipskie i biblijne?

Zarówno dla Greków, Rzymian, jak i średniowiecznych uczonych było pewne, że największa pszczoła musiała być męskim przywódcą. Jeszcze w XVI wieku Szekspir sławił imię króla pszczół. Nawet ci, którzy jako pierwsi podejrzewali, że król jest jednak płci żeńskiej, przypisywali jej rolę matki, a nie przywódczyni. Tak pisał o niej Richard Remnant w 1637 roku: "to bardzo łagodna i czuła pszczoła, nigdy nie żądli".

Tymczasem królowa jest jedyną płodną samicą w ulu. Tylko ona dba o przekazanie dalej genów, chociaż robotnice w niektórych sytuacjach mogą złożyć niezapłodnione jaja, z których wylęgną się trutnie.

Królowa składa dwa rodzaje jaj: zapłodnione dają początek robotnicom, a niezapłodnione – trutniom. Trutnie nie mają ojca, tylko dziadka. Matka jest ich jedynym rodzicem. Podczas gdy robotnice muszą dbać o swoje siostry i siostry przyrodnie (pamiętajcie, że królowa współżyła z wieloma trutniami) i zapewnić im dalsze przetrwanie, jedyną funkcją trutni jest rozprzestrzenianie genów poza macierzysty rój.

Królowa emituje do 30 różnych feromonów – zapachowych hormonów, które regulują życie w ulu. To jej zapach sprawia, że pszczoły rozpoznają się nawzajem i potrafią odróżnić własny rój od innych. Jej feromony mówią robotnicom, że niestrudzenie muszą kontynuować swój wysiłek – karmienie larw, naprawianie plastrów i magazynowanie żywności.

Życie królowej nie jest jednak pełne splendoru. Mimo że jej hormony kontrolują życie roju, który liczebnością dorównuje liczbie ludności w Kristiansand (63 000), ma znacznie mniejszą kontrolę nad swoim losem niż królowa Norwegii – Sonja.

Aktor i komik Robin Williams (1951-2014) z żoną Susan. Kadr z filmu dokumentalnego 'Dzień dobry, Robin' (2020)"Opanujemy chorobę tak, żeby przeżył pan 10 lat w zdrowiu". Zabrakło czasu [FRAGMENT]

Według współczesnych interpretacji najważniejszą rolą królowej nie jest rządzenie, ale składanie jaj. Ma tylko ten jeden, krótki okres ucieczki. Przez resztę życia czołga się po plastrze i w sześciokątnych komórkach składa jajo za jajem. W ciągu dnia składa więcej jaj, niż wynosi masa jej ciała. W ciągu całego życia złoży ich prawie pół miliona.

Nie musi robić nic więcej, ponieważ nie ma na to czasu ani siły. To dlatego zawsze otaczają ją damy dworu, które ją czeszą, myją i karmią. Nie ma jednak wolności. Jest jak Freda w "Opo-wieści podręcznej" – maszyną do rodzenia, kobietą w haremie, ale bez rozrywki w postaci wizyt sułtana.

Respekt roju dla królowej ma jednak granice. Celem nadrzędnym roju jest przetrwanie i rozprzestrzenienie się kolonii. Kiedy więc na wiosnę ul ożywa i jego populacja zaczyna rosnąć, zwykle następuje zmiana pokoleniowa.

Nikt tak naprawdę nie wie, co rozpoczyna ten proces, pisze Thomas Seeley w Honeybee Democracy. Może pszczoły orientują się, że mają teraz wystarczające zasoby, aby założyć nową kolonię, a może populacja pszczół staje się tak liczna, że feromonów, które królowa wysyła, żeby regulować życie w ulu, nie starcza dla wszystkich. Albo może królowa się starzeje i spada u niej produkcja feromonów.

Tak czy inaczej, pszczoły szykują się do wyrojenia.

Na plastrach budują większe komórki, jak dla królowej, i karmią zamknięte w nich larwy bogatym w białko mleczkiem. Często, tak na wszelki wypadek, tworzą nawet 10 nowych królowych.

Czasami można usłyszeć, jak bzyczą one w swoich komórkach, oznajmiając otoczeniu, że oto są, gotowe się wyczołgać i przejąć kontrolę.

Stara królowa czuje więc, że na nią już pora.

Zresztą robotnice dają jej to do zrozumienia. Królowa, zanim wylęgną się nowe królowe, przeżywa coś, co można porównać z przechodzeniem menopauzy wśród zbuntowanych nastolatek w domu. Dostaje mniej pożywienia, spada u niej produkcja jaj, staje się lżejsza i szczuplejsza. A córki zaczynają królowej dokuczać. Popychają ją, szarpią i potrząsają, zmuszają do poruszania się, przez co traci jedną czwartą masy ciała. To brutalne.

Ale konieczne. Kiedy bowiem wykluje się nowa królowa, poprzednia musi odlecieć – poprowadzi część swojego roju do nowego domu, podczas gdy młodzież przejmie stary ul.

Pozostawia liczne córki z solidnym posagiem. Pozwala jednej trzeciej populacji pozostać z nową królową oraz dużym zapasem miodu i młodych.

Kiedy nadchodzi czas, ona i pozostałe dwie trzecie roju pakują miód i zostawiają ul za sobą. Najpierw wzlatują w górę, na pobliskie drzewo, gdzie stłoczone debatują, gdzie dalej polecieć. Wspólnie muszą znaleźć odpowiednie miejsce do stworzenia nowej kolonii.

<<Reklama>> Ebook "Świat według pszczół" dostępny jest w Publio.pl >>

Świat według pszczół - okładkaŚwiat według pszczół - okładka mat. prasowe

Więcej o: