Twierdził, że musiała zażyć cyjanek przez pomyłkę. To matka ofiary nakierowała milicjantów na dobry trop

Pewnej styczniowej nocy 1955 roku do mieszkania na Nowym Świecie zostały wezwane milicja i pogotowie. Na miejscu stwierdziły zgon młodej żony znanego w warszawskim świecie profesora zoologii, Kazimierza Tarwida. Zostaje on oskarżony o otrucie Teresy Tarwid cyjankiem potasu... Sprawie przyjrzał się teraz Jarosław Molenda.

Nieszczęśliwy wypadek, samobójstwo czy morderstwo doskonałe? Tę zagadkę swego czasu próbowała rozwiązać cała Polska Ludowa. Jarosław Molenda w książce "Profesor i cyjanek"  pisze właśnie najgłośniejszym chyba -  obok sprawy Gorgonowej - procesie poszlakowym w historii polskiego sądownictwa. Książka ukazała się w kwietniu tego roku, 27 lipca ukazuje się audiobook. W związku z tą premierą publikujemy fragment.

"Profesor i cyjanek" Jarosław Molenda, Wydawnictwo Lira - fragment:

Czy Teresa miała powód, by targnąć się na swoje życie? Kazimierz Tarwid zdecydowanie zaprzeczał. Według niego była szczęśliwą, młodą mężatką, a on wiedział o wszystkim, co działo się w jej życiu. Jego zdaniem mogło dojść jedynie do tragicznej pomyłki. Małżonka - zamiast tabletki na ból głowy - z roztargnienia musiała połknąć tę z cyjankiem… Jednak w trakcie śledztwa taką możliwość wykluczono. Teresa Tarwid doskonale znała śmiertelne właściwości tej substancji, wiedziała, jak się z nią obchodzić.

Sprawa wydawała się więc oczywista - otrucie. Kto jednak podał śmiercionośny proszek? Czy ktoś z gości? A może ceniony i szanowany profesor, mąż i ojciec dwójki ich dzieci? Matka? Ta ostatnia usłużnie nakierowywała śledczych na właściwy trop. Przesłuchana pierwszy raz 25 stycznia zeznała:

"Zięć mówił do mnie, że wychodząc o godz. 21.00 do swej matki zostawił żonie proszek na ból głowy, które sam stale używa, jak mi wiadomo, są to bardzo silne proszki, ponieważ zięć cierpi na ciężkie i silne migreny i zawsze w kieszeni ma proszki przy sobie. W dniu 22-I-55 r. zabierając dzieci […] znalazłam proszek w łóżeczku młodszej córki Agnieszki, który zabrałam ze sobą celem doręczenia do K.D.M.O Stare Miasto.

O znalezieniu tego proszka powiedziałam zięciowi, proszek ten również zagrażał życiu takiego dziecka, które ma 11 miesięcy, więc mi powiedział, że córka tego proszka, który pozostawił, nie zażyła, ponieważ znalazł go nienaruszony jak wrócił o godz. 23.00".

Siłą napędową hipotezy sporządzonej na potrzeby aktu oskarżeniu stał się zatem motyw albo zabójstwa, albo samobójstwa. Jednak ta druga wersja dla prokuratury wyglądała mało prawdopodobnie. Denatka była pogodną i ambitną młodą kobietą, kochającą życie i męża. W ten dzień, który jednocześnie okazał się dniem jej śmierci, zdała egzamin kandydacki z zoologii oraz gościła na obiadokolacji przyjaciół i męża. Tryskała radością i humorem. Jakiż miałaby powód, by w tak radosnym momencie z własnej woli przyjąć śmiertelną dawkę cyjanku?

Kiedy goście opuścili mieszkanie, Tarwidowa poprosiła męża o jakąś przeciwbólową substancję. Kazimierz podał jej proszek w opłatku i pozostawił odpoczywającą. Po godzinie leżała już martwa, w anturażu opisanym przez milicjanta w raporcie cytowanym w poprzednim rozdziale.

Z fachowych uwag profesora Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego w "Protokole oględzin zwłok" z 22 stycznia 1955 roku warto odnotować obecność na ustach denatki piany oraz brak znamion rozkładu ciała. Z kolei biegły lekarz Janusz Składziński z Zakładu Medycyny Sądowej podczas badania w dniu 24 stycznia 1955 roku nie stwierdził "na ciele denatki zmian urazowych".

DLOGDJoanna to Bareja w spódnicy. "Matka siedzi z tyłu" to książka idealna na wakacje

Co ważne, w punkcie B "Protokołu oględzin i sekcji zwłok" ostatnie zdanie punktu 5 brzmi: "Z jamy czaszki i z przekrojów mózgu wyczuwa się zapach gorzkich migdałów". Punkt 6: "W zatokach opony twardej na podstawie czaszki spora ilość ciemno-wiśniowej krwi. Kości podstawy czaszki badane po usunięciu opony twardej nie wykazują uszkodzeń". W części III, w punkcie 23 lekarz zapisał: "Z żołądka wydobywa się zapach gorzkich migdałów".

Zobacz wideo Męskie Granie 2021. "I Ciebie też, bardzo" to zupełnie inny singiel, niż się spodziewaliśmy. I bardzo dobrze

Opinia końcowa tegoż protokołu brzmiała:

"1. Oględziny i sekcja zwłok Teresy TARWID wykazały: zapach gorzkich migdałów z jamy czaszkowej, z mózgu i z żołądka, przekrwienie płuc, krew płynną w sercu i w naczyniach, nieznaczne wybroczynki w błonie śluzowej żołądka, ciałko żółte menstruacyjne w lewym jajniku, okres menstruacyjny błony śluzowej macicy oraz rozpoczynające się zmiany gnilne.

Zmian urazowych lub chorobowych, które mogły by tłumaczyć przyczynę zgonu, nie stwierdzono.

2. Zachodzi uzasadnione przypuszczenie, że przyczyną śmierci denatki najprawdopodobniej było zatrucie cyjankiem.

Jeśli chodziłoby o wydanie dokładniejszej opinii, byłoby koniecznym przeprowadzenie badania chemicznego narządów, które zostały zarezerwowane do dyspozycji Prokuratora, oraz zapoznanie się z wynikami dochodzeń w tej sprawie".

W tym samym dokumencie Janusz Składziński odnotował w części V: "Do badania chemicznego zarezerwowano część mózgu, wątroby, nerek, żołądek wraz z treścią oraz część jelit cienkich i grubych". Materiał do badania sądowo-chemicznego wnętrzności Tarwid Teresy dostarczono w trzech słojach ze szklanymi nakrywkami i pieczęciami «Akademia Medyczna w Warszawie, Zakład Medycyny Sądowej»".

Jak zapisał magister Jan Kubalski: "Po otwarciu słoja zawierającego mózg wyczuwało się wyraźny zapach gorzkich migdałów, co nasuwało podejrzenie zatrucia cyjankiem.

Próba Schonbeina na cyjan wypadła silnie dodatnio /papierek natychmiast zniebieszczał/.

Do badania wyłącznie na cyjan użyto: około 70 g wątroby z krwią i około 80 g z mózgu. Materiał pobrany szybko rozdrobniono, przeniesiono do kolby, zakwaszono kwasem winowym i poddano destylacji. […] W destylacie obu frakcji dawał się wyczuć zapach gorzkich migdałów, przy czym silniej we frakcji drugiej. […] Również pozostałe próby jak z nitroprusydkiem, ze zredukowaną fenoloftaleiną wypadły wyraźnie dodatnio, wskazując bezspornie na obecność cyjanowodoru w materiale sekcyjnym".

W sądzie - zdjęcie ilustracyjneMiał zostać świadkiem koronnym, nie wyszło. "Jednego jubilera walnęliśmy na 17 kg złota"

Wyniki badania wykonanego przez Zakład Chemii Instytutu Leków czterdziestu trzech prób leków zabranych z mieszkania Tarwidów wykazały, że w czterdziestu przypadkach albo leki były zgodne z opisem, albo nie zawierały cyjanku. Proszek podany denatce jako ten od bólu głowy oraz ten znaleziony w łóżeczku dziecka okazały się preparatami zgodnymi z przeznaczeniem bez śladów zawartości cyjanku. Również wzmianka pod nr. 40 rozwiewa wszelkie wątpliwości:

"Na ściance zewnętrznej i wewnętrznej oraz na dnie filiżanki znajdowały się plamy błyszczące koloru stalowego. Wewnętrzną ściankę i dno filiżanki wymyto dokładnie 2 ml wody. Odczyn płynu w ten sposób otrzymanego był obojętny. W płynie stwierdzono obecność sodu i potasu. Próby na obecność węglanów i cyjanków ujemne. Błyszczący nalot zidentyfikowano jako subtelnie sproszkowany metaliczny glin".

Bardzo ważna jest adnotacja w punkcie nr 41:

"Otrzymano słoik z białego szkła zamknięty zwykłym korkiem. W słoiku znajdował się szarawy proszek wagi 3,46 g.

Wynik badania: Stwierdzono obecność sodu, potasu, cyjanku i węglanów. Znaleziono 2,55% cyjanków w przeliczeniu na cyjanek potasu.

Orzeczenie: Badany preparat jest technicznym rozłożonym cyjankiem potasu".

Podsumujmy. Sekcja zwłok oraz badania wnętrzności zmarłej ustaliły przyczynę zgonu - zatrucie cyjankiem potasu. Otrucie się przez przypadek odrzucono jako wersję niewiarygodną. Krtań i jama ustna nie zostały naruszone, nasuwało to wniosek, że Tarwidowa spożyła truciznę w opłatku. Na stole dotykającym tapczanu stał zakorkowany słoik z cyjankiem potasu, w pobliżu pusta filiżanka i proszek przeciw bólowi głowy.

Zabrano się do przeglądu gości biorących udział w przyjęciu na cześć szczęśliwie zdanego egzaminu. Podczas przesłuchania 31 stycznia 1955 roku Eugeniusz Grabda zeznał, że dziesięć dni wcześniej podczas wizyty w Zakładzie Parazytologii (on sam mieszkał w Olsztynie) spotkał się około godziny 12.30 z Teresą Tarwid i umówił się, że wpadnie wieczorem. Zjawił się o godzinie 18.50, gdy jej męża jeszcze nie było, a ona karmiła dziecko w kuchni. Kazimierz Tarwid przyszedł około godziny 20.00, po czym usiedli do kolacji, w trakcie której doszedł profesor Adamczewski.

Przesłuchano również matkę Tarwidowej oraz oczywiście męża denatki, który w trakcie kolacji miał opowiadać o cyjanku. Ba! Pokazywał go nawet zebranym, mówiąc o przygotowywanej truciźnie na owady. Nic dziwnego, że kwestia pochodzenia cyjanku zainteresowała śledczych. Notatka służbowa z 22 stycznia 1955 roku, podpis nieczytelny:

"Udałem się do ob. Tarwid Ireny, […] od której zażądałem pokwitowania na «Cjanek potasu» oświadczyła, że odniosła to do Zakłada Parazytologii Wydziału Weterynarii przy ul. Grochowskiej, skąd właśnie proszek ten pobierała dla męża denatka oświadczając że dla celów naukowych, lecz dokumentu tego nie otrzymałem, ponieważ ten który pobrał to zabrał ze sobą i wyszedł z pracy, natomiast jego miejsca zamieszkania nie byłem w stanie ustalić, gdyż już było po urzędowaniu. Wobec czego poleciłem aby ten z tym dokumentem stawił się dnia 24 I 55 r. w tut. Komendzie. Ponadto ustaliłem że denatka też tam pracowała opinią cieszyła się dobrą, i że w dniu 21 I 55 r. była w pracy, nawet jak nigdy miała dobry humor, ponadto prawie że codziennie opowiadała o swoich dzieciach i mężu że tylko dla nich żyje ponieważ ich bardzo kocha, tak opowiadała do swoich koleżanek i kolegów w miejscu pracy. Słoik z proszkiem i filiżankę zabezpieczyłem do ekspertyzy i lekarstwa jakie znajdowały się w mieszkaniu. Ponadto pobrałem zawiadomienie o pobraniu paczki z poczty na nazwisko Tarwid Teresa, którą dostarczyła poczta".

No właśnie, filiżanka. Na naczyniu tym znaleziono dwa odciski palców. Z porównania z tymi należącymi do Teresy i Kazimierza Tarwidów wynikało, że pozostawił je profesor. Nie obyło się bez kontrowersji i niekompetencji. Znowu! Jak czytam w "Sprawozdaniu z przeprowadzonych badań daktyloskopijnych dla Prokuratura m.st. Warszawy do sprawy II S.260/56", okazało się, że:

"Odciski lewej ręki na karcie daktyloskopijnej Tarwida Kazimierza są odbite na miejscach, gdzie powinny być odciski prawej ręki, a odciski prawej na miejscu, gdzie powinny być odciski lewej ręki. Stąd powstała niezgodność napisów informujących na karcie daktyloskopijnej.

Odciski na karcie daktyloskopijnej Tarwid Teresy na skutek nadmiernego użycia farby drukarskiej i nieumiejętnego ich wykonania przedstawiają plamy bez wyraźnych zarysowań linii papilarnych — z tego względu większość z nich do badań się nie nadaje".

<<Reklama>> Ebook "Profesor i cyjanek" dostępny jest w Publio.pl >>

Profesor i cyjanek - okładkaProfesor i cyjanek - okładka Wydawnictwo Lira

Więcej o: