To opowieść o sukience, ale wciąga jak letnia powieść. Tak powstała najważniejsza suknia XX wieku

- Od samego początku nie chciałam opowiadać tej historii z perspektywy księżniczki Elżbiety ani nikogo z jej otoczenia. Nie dlatego, że uważam dzisiejszą królową Elżbietę II za osobę nieinteresującą, lecz raczej dlatego, że moim zdaniem jej prawdziwy charakter stanowi tajemnicę dla wszystkich poza najbliższą rodziną i przyjaciółmi - mówi Jennifer Robson. W dniu premiery książki "Suknia. Opowieść o królewskim ślubie" publikujemy fragment.

- Królowa nigdy nie udzieliła i nigdy nie udzieli żadnego wywiadu, jej poglądy i opinie na temat większości spraw pozostają w znacznej mierze niewiadomą, a kobieta, którą – jak nam się wydaje – znamy, to w moim przekonaniu zasadniczo projekcja naszych własnych uczuć i przekonań. Nie chcę, żeby mnie źle zrozumiano: królowa i jej rodzina są dla mnie tematem fascynującym, ale żadne kwerendy, żadne badania nie pozwolą mi ich poznać; a skoro nie mogę ich poznać i zrozumieć, myślę, że lepiej zachować pewien dystans - tłumaczy autorka. Robson wyjaśnia, że chciała napisać o okresie historii, w którym "trudno o większy kontrast: z jednej strony zmęczenie, przygnębienie i nędza powojennych lat, z drugiej – pełen blasku i przepychu spektakl królewskiego ślubu".

 

Jennifer Robson "Suknia. Opowieść o królewskim ślubie", tłum. Katarzyna Makaruk, Wydawnictwo Literackie - fragment:

Fason sukni był znajomy, przy kilku bardzo podobnych kreacjach Ann pracowała w ciągu ostatnich lat. Dekolt w kształcie serca, długie dopasowane ramiona, spódnica rozszerzająca się u dołu. Tym, co wyróżniało ten projekt – Ann spostrzegła to od razu – był haft.

Spódnicę zdobiły girlandy kwiatów i roślin, rząd za rzędem, te same motywy pojawiały się też na gorsecie i biegły przez całą długość trenu. Wzór był idealnie symetryczny, a mimo to nie sprawiał wrażenia sztywnego ani pretensjonalnego.

– Śliczna – powiedziała cicho Ann.

– Dziękuję, panno Hughes. Muszę przyznać, że z propozycji, które przedłożyłem Jej Wysokości i księżniczce Elżbiecie, tę lubię najbardziej. Pierwotną inspiracją była Wiosna Botticellego. Może ją pani widziała?

To nie był odpowiedni czas ani miejsce, żeby przyznawać się do braków w wykształceniu, dlatego Ann po prostu pokiwała głową.

– W każdym razie – ciągnął pan Hartnell – to najważniejsze motywy. Róże Yorków w kilku rozmiarach, ogóreczniki, kłosy pszenicy, kwiaty jaśminu i liście kolcorośli. Myślę, że jedna próbka z większą różą, druga z kiścią mniejszych, a do tego po jednej z pozostałymi roślinami wystarczy. Wprawdzie to motywy, które pojawiają się na trenie, ale uważam, że nie ma co się martwić dodatkowymi wzorami na sukni. Przynajmniej na razie.

– Jak myślicie? – spytała panna Duley. – Wystarczą wam dwa, trzy dni?

– Tak sądzę – odparła Ann. – A czym będą zdobione? Pan Hartnell wspomniał o perłach.

– Tak. Śliczne okrągłe perełki wzdłuż krawędzi aplikacji, większe w środku części motywów, a do tego kryształy, koraliki i tym podobne.

– Wszystko dokładnie przejrzę z panną Hughes i panną Dassin – obiecała panna Duley. – Proponuję, żebyśmy najpierw wybrały się do magazynu i zobaczyły, jaki spód panna Louie będzie miała na stanie.

Pan Hartnell pokiwał głową.

– Tak, naturalnie. Niech panie poproszą o dobry sztywny kawałek satyny duchesse na aplikacje, byle niezbyt biały. A na spód jedwabny tiul. Jeśli się nie uda, może być gazar. Ale nic za bardzo kryjącego.

– Dobrze, proszę pana – odparła panna Duley. Następnie zwróciła się do Ann i Miriam z nietypową dla siebie surową miną. – Na pewno zdajecie sobie sprawę, jak wielkie zainteresowanie budzi to zamówienie. Księżniczce Elżbiecie bardzo zależy, żeby żadne szczegóły dotyczące jej sukni nie przedostały się do prasy, i wiem, że pan Hartnell byłby bardzo zawiedziony, gdyby ktoś nadużył jego zaufania.

Ann zerknęła na pana Hartnella. Wraz z pojawieniem się przykrego tematu jego radość przygasła.

– Informacje na ten temat znajdą się dziś wieczorem w prasie i wasze rodziny albo przyjaciele mogą się zacząć dopytywać – powiedział. – To absurdalne, że w ogóle o tym wspominam. Przecież pracowałyście przy tylu ważnych zamówieniach. Naprawdę mam nadzieję…

Całe jego szczęście prysło, sprawiał wrażenie tak skrępowanego, że Ann krajało się serce. Taki dobry człowiek.

– Dobrze pana rozumiem, naprawdę, i wcale nie mam za złe, że pan o to prosi – zapewniła. – Nie pisnę nikomu ani słowa. Obiecuję.

– I ja też – dodała Miriam.

– Dziękuję. Cóż, w takim razie chyba powinienem panie zostawić. Czy potrzebuje pani czegoś jeszcze, panno Duley?

– W tej chwili nie. Dam znać, jeśli będziemy miały jakieś pytania.

Odprowadziła pana Hartnella do drzwi, a potem, zabrawszy po drodze Ethel i Ruthie, wróciła do dziewcząt.

Suknia. Opowieść o królewskim ślubieSuknia. Opowieść o królewskim ślubie mat. prasowe Wydawnictwa LIterackiego

– Ann i Miriam będą mi pomagały przez kilka dni, dlatego chciałabym, żebyście zajęły się tym gorsetem. Wiem, że pracujecie nad zamówieniem dla amerykańskiego domu towarowego, ale ono może zaczekać. Miriam pokaże wam, co i jak.

Ethel i Ruthie wymamrotały, że oczywiście, a choć spoglądały z zaciekawieniem, nie powiedziały ani słowa. Ann na ich miejscu postąpiłaby tak samo. To było jasne, że ona i Miriam zostały wybrane do zrobienia próbek. W końcu pan Hartnell zawsze je przygotowywał w przypadku naprawdę ważnych zleceń, a to z pewnością było najważniejsze od lat.

– Ann, pozwolisz ze mną?

Królową magazynu była panna Louie, która pracowała z panem Hartnellem od początku jego kariery i zawsze wiedziała, co jest na stanie, choćby był to ostatni skrawek koronki z Honiton. Cieszyła się powszechnym szacunkiem, a wśród młodszego personelu budziła niemały lęk, bo broniła swojego królestwa z zaciętością lwicy.

– Mam nadzieję, że panna Louie jest dziś w dobrym humorze – powiedziała Ann, gdy szybkim krokiem zmierzały do magazynu. – Pamięta pani, jak w zeszłym tygodniu Ethel wróciła z pustymi rękami?

– Sama była sobie winna. Z naszą panną L. trzeba się umieć obchodzić, mówiłam wam o tym, dziewczęta, nieraz. Trzeba prosić, a nie się domagać. Trzeba zapytać, jak się miewa. Podziękować za poświęcony czas. Jestem pewna, że Ethel wpadła jak po ogień i nawet nie powiedziała dzień dobry. Niemądra dziewczyna. Panna Louie pracuje tu dłużej niż ktokolwiek oprócz pana H. Ma prawo prowadzić magazyn, jak jej się podoba, a jeśli to oznacza, że trzeba poświęcić kilka minut, żeby ją skomplementować, niech i tak będzie.

Po drugiej stronie drzwi do magazynu znajdowała się szeroka drewniana lada, za którą Ann dostrzegła biegnące wzdłuż ścian rzędy półek zawalone setkami bel materiałów. Pośrodku pomieszczenia stał olbrzymi stół z miarkami przytwierdzonymi do krawędzi, choć Ann była gotowa się założyć, i to o całkiem sporą sumę, że panna Louie nie spojrzała na nie od lat.

Szła teraz ku nim szybkim krokiem, zgrabna i profesjonalna w swoim białym fartuchu, z bezlitośnie ściągniętymi do tyłu czarnymi włosami.

– Dzień dobry, panno Duley – powiedziała, oczy błyszczały jej z podniecenia. – Cudowna wiadomość, prawda?

– Cudowna – zgodziła się panna Duley. – Pan Hartnell właśnie u nas był, żeby poinformować dziewczęta, i prosił, żebyśmy przygotowały próbki dla Ich Królewskich Mości. Z pewnością pani pierwszej pokazał swój projekt. I co pani sądzi?

– Idealny. Po prostu idealny. W sam raz dla księżniczki.

– To prawda. Prosił, żebyśmy zrobiły pół tuzina próbek z najważniejszymi motywami, ale z tego, co zrozumiałam, satyna z Lullingstone jest jeszcze niegotowa. Czy mogłybyśmy skorzystać z pani pomocy? Oczywiście jeśli to nie kłopot. Wiem, że zwykle ma tu pani urwanie głowy.

– A jakże! Choć tym razem trafiłyście idealnie. Tak się składa, że mam kawałek ślicznej satyny duchesse, grubszej, ale całkiem poręcznej. Powiedziałabym, że do waszego zadania nada się wręcz znakomicie. Co pan Hartnell mówił na temat koloru? Śnieżnobiały? Czy coś stonowanego?

– Coś stonowanego. Żeby uzyskać kontrast. Jeśli chodzi o spód, to zastanawiałam się nad naprawdę cienkim jedwabnym tiulem. Pomyślałam, że przygotujemy próbki trenu. Dzięki temu efekt będzie lepszy, nie sądzi pani?

– Tak, słusznie. Ile wam trzeba?

– Powiedzmy półtora jarda? I jard satyny? Jeśli nie proszę o zbyt wiele.

– Ależ skąd. Zaraz przyniosę.

Zobacz wideo Męskie Granie 2021. "I Ciebie też, bardzo" to zupełnie inny singiel, niż się spodziewaliśmy. I bardzo dobrze

Gdy ledwie minutę czy dwie później panna Louie wróciła, podeszła najpierw do lady, żeby panna Duley mogła się przyjrzeć tkaninom.

– I co pani myśli? Nadadzą się? – spytała magazynierka, sprawnie rozwijając bele.

– Właśnie to miałam na myśli. Co my byśmy bez pani zrobiły, panno Louie?

– Podejrzewam, że świetnie byście sobie poradziły. Ale to miłe z pani strony.

Zaniosła bele do stołu, rozwinęła tkaninę wzdłuż krawędzi, błyskawicznie wydobyła z przepastnych kieszeni lśniące nożyce i odcięła kawałek satyny, a potem tiulu z precyzją godną chirurga. Złożywszy oba kupony w zgrabne kwadraty, podeszła do lady i podała je Ann.

Po ostatniej już turze podziękowań i serdecznych życzeń Ann i panna Duley wróciły do pracowni. Ethel i Ruthie pracowały przy staniku sukni panny młodej z towarzystwa, natomiast Miriam, która nie potrafiła się obijać, zgromadziła nowe igły, szpulki bawełnianych i jedwabnych nici, ramy i listwy boczne do pustego krosna.

– Bardzo dobrze, Miriam – powiedziała z aprobatą panna Duley. – Rozepnij, proszę, ten tiul. Ma pięćdziesiąt cztery cale szerokości, więc wystarczy miejsca na trzy próbki i jeszcze sporo zostanie na wykończenie krawędzi. Myślę, że na długość damy trzydzieści sześć cali. Ann, zacznij od wycinania aplikacji. Kiedy już wszystkie rozłożysz, daj mi znać, żebym mogła je obejrzeć.

Ann wzięła pół tuzina arkuszy peluru z pudła stojącego na stole pod ścianą i podeszła do okna w drugim końcu pracowni. Przyłożyła szkic największej róży Yorków do szyby, przykryła go pelurem i starannie odrysowała płatki.

Powtórzyła to samo ze wszystkimi motywami oprócz jaśminu i kłosów pszenicy, które miały zostać po prostu wyhaftowane. Wycięła po kolei wzory i ułożyła na szkicu. Bojąc się, że przeciąg je porozrzuca, obciążyła wykroje garścią guzików ze słoja, w którym trzymały różne drobiazgi.

Podeszła do jednego ze stołów, starannie go wytarła i gdy miała pewność, że jest czysty jak łza, rozłożyła na nim satynę. Gdyby materiał był mniej delikatny albo jaśniejszy, naniosłaby wszystkie wzory metodą nakłuć i przepróchy – najpierw zaznaczyłaby krawędzie igłą, a następnie roztarła wzdłuż odrobinę sproszkowanego grafitu. Satyna jednak miała tak gęsty splot, że wystarczą same ślady po igle.

Rozłożyła pierwszy wzór, wzięła odpowiednią igłę, tępy koniec wbiła w korek, żeby łatwiej ją było trzymać, i zaczęła obrysowywać krawędzie płatków. Wybrała najlepsze nożyczki, ale i tak wycięła tylko jeden wzór i postanowiła trochę poeksperymentować, zanim zabierze się do następnych.

Tak jak w większości wypadków, również i z tą satyną piekielnie trudno się pracowało, była bowiem równocześnie śliska i dość sztywna. Nie reagowała zbyt dobrze na nacisk palców i nie można jej było sfastrygować tak, żeby nie pozostał ślad. Ann będzie musiała podwinąć krawędzie i mieć nadzieję, że za bardzo się nie postrzępią.

Ustaliwszy to, wróciła do tkaniny i wycięła pozostałe płatki róży, duże i małe, potem ogóreczniki i przypominające serca liście kolcorośli; za każdym razem gotowy motyw umieszczała na odpowiednim szkicu. Gdy skończyła, miała ponad dwa tuziny wycinków, które za pomocą niewidocznego ściegu należało nanieść na rozpięty na ramie tiul. Dopiero potem mogło się rozpocząć właściwe wyszywanie.

Spojrzała na zegar, było niemal wpół do pierwszej. Przepracowała całą przerwę śniadaniową.

Panna Duley spostrzegła, że Ann przerwała pracę, i podeszła do stolika.

– Tak mi przykro, moja droga. Nie zauważyłam, że nie zeszłyście z Miriam na drugie śniadanie, zorientowałam się, dopiero kiedy dziewczęta wracały. Możecie teraz w ramach rekompensaty wydłużyć sobie przerwę obiadową o kwadrans.

– Nic się nie stało. Gdybym potrzebowała herbaty, na pewno bym zauważyła. – Ann wskazała satynowe skrawki. – Co pani myśli? Przy wycinaniu uwzględniłam osnowę.

– Dobra robota. Jak je przyszyjesz, zajmiemy się koralikami. Miriam, mówiłam właśnie Ann, że możecie sobie zrekompensować brak drugiego śniadania, wydłużając przerwę na obiad.

– Nic mi nie przeszkadzało. Praca szła dobrze.

– W takim razie idźcie już na obiad i nie spieszcie się z powrotem – zakomenderowała panna Duley z uśmiechem.

<<Reklama>> Ebook "Suknia" dostępny jest w Publio.pl >>

Suknia. Opowieść o królewskim ślubie - okładkaSuknia. Opowieść o królewskim ślubie - okładka Wydawnictwo Literackie

Więcej o: