W miarę jak Stalin się starzał, kino stawało się jego obsesyjnym rytuałem, a także miejscem sprawowania rządów

Książka Simona Sebaga Montefiorego opiera się na niepublikowanych wspomnieniach, wywiadach ze świadkami wydarzeń i nowych dokumentach archiwalnych. Przedpremierowo publikujemy fragment wydawnictwa "Stalin. Dwór czerwonego cara" (premiera 29 września).

Simon Sebag Montefiore "Stalin. Dwór czerwonego cara", Znak Horyzont - fragment:

Widok zbliżającego się generalissimusa i jego orszaku mroził krew w żyłach każdemu młodszemu urzędnikowi, który akurat przechodził korytarzem. Ubrani po cywilnemu ochroniarze szli dwadzieścia pięć kroków przed i dwa metry za Stalinem, natomiast umundurowani strażnicy podążali za nim wzrokiem. Wśród tej falangi pretorianów, poruszających się bezgłośnie, ale szybko i dziarsko, szedł ciężkim, niezdarnym krokiem krępy imperator ze swoją piękną głową górala, spadzistymi ramionami i tygrysimi zmarszczkami. Każdy, kto go zobaczył, musiał stanąć plecami do ściany i pokazać ręce. Młody dyplomata, Anatolij Dobrynin, też znalazł się kiedyś w takiej sytuacji: "Przycisnąłem się plecami do ściany". Stalin "nie omieszkał zauważyć mojego zmieszania" i spytał "kim jestem i gdzie pracuję". Potem, "podkreślając swoje słowa powolnym ruchem palca prawej dłoni" przed twarzą Dobrynina, oświadczył:

– Nie musicie się bać towarzysza Stalina. To przyjaciel.

Dobrynin zadrżał.

Okładki książekWciągający kryminał? Dobra literatura akcji albo true crime? Polecamy książki na jesień

Spacer do kina trwał kilka minut. Stały tam rzędy błękitnych, miękkich wyściełanych foteli ustawionych parami, a pomiędzy nimi stoliki z wodą mineralną, winem, papierosami, pudełkami czekoladek. Na podłodze leżał szary dywan. Przed przyjściem Stalina członkowie Politbiura zajmowali swoje miejsca, pozostawiając pierwszy rząd pusty. Witał ich szef kinematografii, Iwan Bolszakow, który kierował przemysłem filmowym od 1939 roku i był w tym otoczeniu nieodzowną, ale komiczną figurą.

Bolszakow bał się Stalina, ponieważ jego dwaj poprzednicy na tym stanowisku zostali rozstrzelani. W miarę jak Stalin się starzał, kino stawało się jego obsesyjnym rytuałem, a także miejscem sprawowania rządów. Bolszakow musiał zdecydować, jaki film pokazać. Rozstrzygał ten dylemat, próbując odgadnąć nastrój Stalina. Obserwował chód przywódcy, intonację głosu, a czasem, jeśli miał szczęście, Własik lub Poskriebyszow dawali mu jakąś wskazówkę. Jeśli Stalin był w złym humorze, Bolszakow wiedział, że lepiej nie pokazywać nowego filmu.

Stalin był tworem przyzwyczajenia: uwielbiał stare filmy z lat trzydziestych, takie jak "Wołga, Wołga" lub filmy zagraniczne, jak na przykład "In Old Chicago", "Mission to Moscow", komedię "It Happened One Night" lub dowolny film Charlie Chaplina. Stalin posiadał teraz całą kolekcję amerykańskich, angielskich i niemieckich filmów, która wcześniej należała do Goebbelsa. Jeśli był w złym nastroju, zwykle zadowalał go jeden z nich. Lubił filmy detektywistyczne, westerny, filmy gangsterskie – i uwielbiał walki. Nie znosił wszelkich przejawów erotyzmu. Kiedy Bolszakow pokazał pewnego razu umiarkowanie śmiałą scenę z nagą dziewczyną, Stalin uderzył pięścią w stół i spytał:

– Urządzacie tu burdel, Bolszakow?

Zobacz wideo Ogłaszamy (kulturalnie) koniec wakacji. Jeśli przegapiliście któryś z tych tytułów, warto nadrobić. Są też nowości

Po czym wyszedł, a za nim całe Politbiuro, pozostawiając nieszczęsnego Bolszakowa w śmiertelnym strachu, że zaraz zostanie aresztowany. Od tej pory Bolszakow wycinał nawet najmniejszy ślad nagości. Stalin kazał Bolszakowowi tłumaczyć zagraniczne filmy. Bolszakow mówił jednak tylko łamanym angielskim, dlatego spędzał mnóstwo czasu, przygotowując się do tych sesji i ściągając tłumaczy, aby oglądali z nim film, a następnie ucząc się na pamięć dialogów. Za każdym razem było to wyzwanie, ponieważ miał do pokazania Stalinowi setki filmów. Jego tłumaczenia były zwykle absurdalnie oczywiste i mocno spóźnione, kiedy od dawna było już jasne, co powiedziała dana postać. Członkowie Politbiura śmiali się i drwili z przerażonego Bolszakowa. Beria pokazywał na ekran i wołał:

–Spójrzcie, zaczął biec…

Wszyscy się śmiali – lecz Stalin, którego najwyraźniej bawiła ta farsa, nigdy nie zażądał sprawniejszego tłumacza. W 1951 roku Bolszakow poprosił Stalina, by zaaprobował film "Tarzan": można sobie wyobrazić, że jego tłumaczenie okrzyków Tarzana i zalotnych pochrząkiwań z Jane ubawiło widzów do łez. Jeśli Bolszakow pokazywał stary przebój, "Wołga, Wołga", Stalin lubił się popisywać, jak dobrze go zna, i odgrywał każdą scenę, wyprzedzając słowa aktora.

Jeśli Stalin był w dobrym humorze, Bolszakow pokazywał jakiś nowy obraz radziecki. Stalin pozostał cenzorem całego przemysłu: żaden film nie mógł wejść na ekrany bez jego osobistej zgody. Kiedy wyjeżdżał na południe na całe miesiące, nie można było podjąć żadnej decyzji, toteż musiał oglądać wszystkie nowe filmy po powrocie.

Gdy Stalin nadchodził, Bolszakow czekał na niego przed kinem. Raz przestraszył Stalina, czając się w ciemnościach.

– Kim jesteście? Co tu robicie? – warknął Stalin. – Dlaczego się chowacie?

Później przez całe tygodnie patrzył wilkiem na Bolszakowa. Zajmując swoje miejsce w pierwszym rzędzie w otoczeniu gości i mieszając gruzińskie wino z wodą mineralną, pytał zawsze:

– Co też pokaże nam dzisiaj towarzysz Bolszakow?

Z Anną SeniukKobuszewski, chcąc rozbawić towarzystwo, zakopał portfel w piasku i miejsce oznaczył kamieniem...

Stalin rozmawiał przez cały film. Lubił filmy kowbojskie i podziwiał Spencera Tracy’ego i Clarka Gable, ale również "krytykował je, dokonywał ich oceny ideologicznej", wspominał Chruszczow, "a potem kazał puszczać nowe".

Stalin podziwiał aktorów i często pytał:

– Gdzie już widzieliśmy tego aktora?

Po wojnie aktorzy i reżyserzy często bywali na obiadach u Stalina, zwłaszcza gruziński reżyser filmów o bohaterskim przywódcy, Michaił Cziaureli, i aktorzy: Michaił Gełowani (który grał Stalina z akcentem gruzińskim) i Aleksiej Dikij (głównie po wojnie, z akcentem rosyjskim).

– Uważnie mnie obserwujecie – zwrócił się Stalin do Gełowaniego. – Nie tracicie czasu, co?

Pewnego razu zapytał Dikija, jak zamierza "zagrać Stalina".

– Tak jak widzą go ludzie – odparł aktor.

– Prawidłowa odpowiedź – powiedział Stalin i dał mu butelkę koniaku.

Po projekcji zawsze pytał swego nadwornego intelektualistę:

– Co nam powie towarzysz Żdanow? Żdanow wygłaszał pompatyczny werdykt, po którym następował lakoniczny komentarz Mołotowa i sarkastyczne uwagi Berii. Stalin lubił żartować z twórców:

– Jeśli towarzysz reżyser jest niedobry, towarzysz Ulrich podpisze jego wyrok śmierci.

Bolszakow zwrócił się pewnego razu do Berii i Mołotowa z pytaniem, czy Żukowski, film o lotniku, może być wyświetlony w dniu święta lotnictwa, skoro Stalin, który był na wakacjach, jeszcze go nie widział. Odpowiedzieli, że to jego decyzja, nie ich, więc Bolszakow puścił film. Po powrocie Stalin obejrzał Żakowskiego i powiedział:

– Wiemy, że postanowiliście puścić go na ekrany w ZSRR! Próbowali mnie oszukać, ale to się nie uda.

Bolszakow zamarł. – Na czyje polecenie? – dopytywał się Stalin. Bolszakow odparł, że "skonsultował się i podjął decyzję".

– Skonsultowaliście się i podjęliście decyzję – powtórzył cicho Stalin. Wstał, podszedł do drzwi, otworzył je i powtórzył jeszcze raz: – Wy podjęliście decyzję. – Wyszedł, pozostawiając obecnych pogrążonych w ponurym milczeniu. Nagle znowu otworzył drzwi i uśmiechnął się. – Podjęliście słuszną decyzję.

Jeśli Stalinowi film się nie podobał, po prostu wychodził, nigdy jednak nie zapomniał zrugać przedtem Bolszakowa.

Stalin. Dwór czerwonego caraStalin. Dwór czerwonego cara Znak

Więcej o: