Kto ukradł różowe babeczki? Dzieci poznają gatunki literackie [FRAGMENT KSIĄŻKI]

"Kapelusz opowieści" to zaproszenie do magicznego świata gatunków literackich. Baśń, fantasy, reportaż, dziennik, przygoda, kryminał. Wśród autorów są Zofia Stanecka, Paweł Beręsewicz, Ewa Nowak, Justyna Bednarek, Joanna Jagiełło, Jarosław Kaczmarek i ilustratorzy tej miary co Marianna Sztyma, Joanna Rusinek, Katarzyna Trzeszczkowska, Daria Solak, Marta Krzywicka, Agata Kopff, którzy wprowadzają dzieci w świat gatunków literackich. Publikujemy fragment jednego z opowiadań.

"Kapelusz opowieści", opracowanie zbiorowe, Harper Collins Polska - fragment:

Kryminał

W życiu zdarza się tak, że ktoś zrobi coś złego. Na przykład włamywacz wyniesie z domu telewizor, złodziejaszek okradnie staruszkę z całej emerytury, wandal zdemoluje przystanek autobusowy... I o takich sprawach właśnie mówią powieści albo opowiadania kryminalne. Główną postacią w powieści kryminalnej jest najczęściej detektyw, który próbuje dowiedzieć się, kto popełnił przestępstwo. Żeby to ustalić, przesłuchuje świadków zdarzenia i zastanawia się, kto mógł mieć motyw – czyli powód, aby popełnić dane przestępstwo – a także sposobność do jego popełnienia. Na początku zwykle ma całą listę podejrzanych. Niektórych podejrzanych można jednak oczyścić z zarzutów. Jeśli podejrzany w momencie popełnienia przestępstwa był na przykład na drugim końcu świata – ma tak zwane alibi. Detektyw bada też miejsce zbrodni i zbiera wszystkie potrzebne informacje, a także ślady, takie jak odciski palców, włosy czy nawet nitki z ubrania. Praca detektywa to bardzo ekscytujące i pożyteczne zajęcie. W końcu chcemy, żeby przestępca został złapany i ukarany, prawda?

Do najważniejszych twórców kryminałów należą Agatha Christie oraz Arthur Conan Doyle, który stworzył postać Sherlocka Holmesa.

Kocia Szajka i zagadka zniknięcia śledziDorośli kochają kryminały, ale dzieci też! Najfajniejsi detektywi dla najmłodszych

Joanna Jagiełło, ilustrowała Marta Krzywicka "Różowe babeczki"

Słyszysz? Ktoś biegnie ulicą. To Lusia wraca ze szkoły. Spieszy się, bo równo w południe otwiera się biuro detektywistyczne jej taty, Lucjana Zagadki. Z takim nazwiskiem tata Lusi mógł zostać tylko detektywem! Teraz codziennie rozwiązuje sprawy kryminalne, a Lusia mu w tym pomaga. Dziewczynka wbiega po schodach i puka do drzwi.

– Luizo, obudzisz cały blok! – protestuje tata, udając zagniewanego.

– Jak to obudzę? Przecież nikt już nie śpi o tej porze… Chyba że ty. Dopiero wstałeś?

– Ależ skąd! Wstałem wieki temu – odpowiada pan Lucjan i ziewa szeroko. – Zdążyłem już nawet zjeść jajko na miękko. Kawy?

– Tatusiu, sześcioletnie dziewczynki nie piją kawy, zapomniałeś? Kakałko mi zrób i pospiesz się, bo zaraz otwieramy.

Jednak nic z tego picia kakao nie wychodzi, bo rozlega się dzwonek. W drzwiach stoi Hanna Bajadera, właścicielka pobliskiej cukierni. Jest tak wzburzona, że nie może złapać tchu.

– Przyniosła nam pani jakieś ciasteczka? – pyta niewinnie Lusia i wyszczerza się w swoim najbardziej zuchwałym uśmiechu.

– Luizo, zachowuj się! – upomina ją tata i rozkłada bezradnie ręce. – Ja sobie z nią nie radzę.

– Właśnie widzę, jest kompletnie rozpuszczona – dyszy pani Bajadera. – Tak to jest, jak dziecko wychowuje się bez matki.

Tata Lusi nie odpowiada. Marszczy tylko brwi i mówi chłodnym tonem:

– Co panią do nas sprowadza?

– Jak to co?! Moje różowe babeczki! To skandal!

– Spokojnie – odpowiada pan Lucjan i szuka swojego notesu, ale że nigdzie go nie widzi, chwyta leżącą na stole gazetę, żeby na niej zanotować zeznania.

– Moja stała klientka, pani Krups, zamówiła rano do kawy różową babeczkę z kremem malinowym! Okazało się, że krem jest niedobry. Że to jakaś dziwna masa! Wygląda jak krem, ale nie pachnie ani nie smakuje jak krem! A przecież sama go robiłam tydzień temu! – opowiada coraz bardziej zdenerwowana pani Hanna.

– Tydzień temu! Fuj! Nie był zbyt świeży... Może się po prostu zepsuł?

– Nieświeży? U mnie wszystko jest świeżutkie! A krem z margaryny, cukru i barwnika spożywczego można przechowywać nawet dwa tygodnie!

Lusia patrzy porozumiewawczo na tatę. "Jak to dobrze, że rzadko chodzimy do cukierni pani Bajadery" – myśli.

– Ma pani te babeczki? – pyta rzeczowo pan Lucjan.

– Nie. Zostawiłam wszystko, jak jest, zamknęłam i przybiegłam tutaj.

– To świetnie – cieszy się pan Zagadka. Zawsze powtarza, że na miejscu przestępstwa niczego nie wolno ruszać, żeby nie zatrzeć śladów.

Zobacz wideo Ogłaszamy (kulturalnie) koniec wakacji. Jeśli przegapiliście któryś z tych tytułów, warto nadrobić. Są też nowości

Wkrótce wszyscy są już w kawiarni. Pani Bajadera otwiera szklaną gablotę i wskazuje różowe ciastka.

– To te babeczki!

– Za chwilę zbadamy je w laboratorium – mówi z powagą detektyw Zagadka.

Lusia wyciąga z kieszeni jednorazowe rękawiczki i ostrożnie bierze jedną z babeczek. Przygląda się ciastku, wącha je i…

– To nie będzie potrzebne – wyrokuje. – To ciastolina.

– Ciasto... co?! – Tata i pani Hanna wyglądają, jakby po raz pierwszy słyszeli to słowo. "Jacy ci dorośli niewyedukowani" – myśli Lusia.

– Ciastolina – powtarza. – Taka plastelina, ale lepsza.

– No tak, oczywiście. Ciastolina – mówi tata. – Hm… A teraz pobierzemy odciski palców.

– Zaraz, zaraz, co pan robi? – oburza się właścicielka cukierni.

O choroba - fragment okładkiKomiks o Adelce chorej na raka pomoże wesprzeć dzieci, które naprawdę mają nowotwory

– Posypuję babeczki proszkiem do zdejmowania odcisków palców. Będę mógł potem sprawdzić w bazie, czy odcisków nie pozostawił ktoś schwytany za inne przestępstwa.

– Nabrudzi, nabrudzi i nie posprząta – burczy pani Hanna pod nosem, ale detektyw Zagadka nic sobie z tych narzekań nie robi.

– Sprawdzała pani inne ciastka? – pyta Lusia, biorąc w palce sernik krakowski. – Hm, ten serniczek chyba jest z sera. Tato, mogę? Obiad w szkole był dziś niesmaczny, papka mięsna. – I zjada kawałek sernika. – Tak... zgadza się, jest z sera – stwierdza – choć chyba wczorajszy. A to znaczy, że ktoś zajął się tylko babeczkami. Ładna robota, nie powiem.

– Czy zauważyła pani jakieś ślady włamania? – pyta dalej pan Lucjan.

Pani Hanna kręci głową.

– Zostawiła pani cukiernię zamkniętą?

– Oczywiście! Zawsze zostawiam zamkniętą. Chuliganów tyle, złodziei, zaraz by wszystko rozkradli!

– Kto oprócz pani ma klucz? – pyta Lusia, a tata się do niej uśmiecha. Zawsze tak robi, gdy Lusia zada jakieś mądre pytanie.

– Nikt. Tylko ja. Zawsze trzymam go w torebce.

– Kto o tym wie? – pyta tata.

– Nikt…

– Wszyscy! – wykrzykuje równocześnie Lusia i wzrusza ramionami. – Nie ma chyba nic dziwnego w tym, że klucz trzyma się w torebce.

– Proszę mi teraz powiedzieć... czy ma pani wrogów?

– Ja?! – oburza się pani Hanna. – Wrogów? Absolutnie żadnych. Wszyscy mnie lubią w miasteczku.

"Aha! – myśli Lusia. – Akurat!".

– Niech pani na razie nie otwiera cukierni. Zajmę się niezwłocznie tą sprawą, ale teraz muszę zabrać córkę na obiad, jadła dziś tylko...

– Nieświeży sernik – mruczy Lusia pod nosem.

Pan Lucjan i jego córka chodzą do pizzerii Ostry Wypas. Lusia najbardziej lubi pizzę z kurczakiem, a tata diabelską pepperoni. Wypija do tego całe hektolitry coli.

– Podsumujmy, co mamy – mówi tata. – Brak śladów włamania. Odcisków palców nie ma w bazie, już sprawdziłem. Łatwy dostęp do klucza. Luizo, myślisz, że to jakiś okropny przestępca włamał się najpierw do torebki pani Bajadery, a potem krwiożercze instynkty skłoniły go do dokonania tego haniebnego czynu? Już sobie go wyobrażam... – Tata Lusi patrzy w sufit. – Czarniawy, z zarostem... blizną na policzku.

– Za dużo sobie wyobrażasz, tatku. Sam mówiłeś, że w pracy detektywa wyobraźnia tylko przeszkadza. Trzeba zbierać dowody krok po kroku...

– Ale ja mam intuicję! – obrusza się pan Lucjan. – I ta intuicja...

– ... powinna ci powiedzieć, że tego nie mógł zrobić nikt dorosły. Przecież wy nawet nie wiecie, co to jest ciastolina!

– Czyli… to dziecko... Dziecko jest zbrodniarzem! Lusiu, a może to jakaś głodna sierotka wyjadła krem, a potem ze wstydu nafaszerowała babeczki ciastoliną?

– Tato, głodne dziecko zjadłoby całe ciastka. Ten ktoś nie był głodny, tylko chciał zrobić pani Bajaderze psikusa. I tu mamy dwie możliwości. Po pierwsze, konkurencja. Kto prowadzi inną cukiernię?

– Pan Tornado ze Słodkiej Chwilki?

– Tak. Gdyby pani Bajadera straciła klientów, pan Tornado miałby ich więcej.

– Nie sądzę. Ma ciastka jeszcze gorsze od tych.

– No ale ma. Po drugie, motyw miałby ktoś, kto nie lubi tej baby.

– Luizo, mówi się: pani! Poza tym ona przecież nie ma wrogów.

– Moim zdaniem ma samych wrogów. Widziałam kiedyś, jak jednemu chłopcu zabrakło pięć groszy do pączka i mu nie sprzedała. Skąpa jest. I niemiła. Każdemu przygaduje, przecież wiesz. Ali Bochenek powiedziała, że nie powinna jeść tyle słodyczy, bo jest gruba.

– Sama za to chuda jak wieszak! – zauważa tata.

– No właśnie. Może tylko jej wnuki ją lubią, bo ich rozpuszcza jak dziadowskie lasso.

– Dziadowski bicz.

– Tak... Henio i Benio są więc poza podejrzeniem. A poza tym to może być każdy, komu zrobiła albo powiedziała coś nieprzyjemnego. Ja bym się zastanowiła nad narzędziem zbrodni. Czyli ciastoliną. Tatku, zauważ, że kupić ją można w sklepie papierniczym. Może zrobimy tak: ty pójdziesz do papiernika, ja w tym czasie skoczę do Słodkiej Chwilki.

Pan Lucjan pcha drzwi sklepu papierniczego U Tolka i podskakuje przerażony. Czuje się tak, jakby na głowie usiadła mu wielka wrona i kraknęła prosto do ucha.

– Fajny mam nowy dzwonek, prawda?! – woła rozpromieniony pan Anatol, który właśnie wyszedł z zaplecza.

– A nie straszy panu klientów?

– Gdzie tam! Dzieciaki to uwielbiają! Ale w czym mogę panu pomóc?

– Ma pan różową ciastolinę? – przystępuje do rzeczy pan Lucjan.

– Nowe śledztwo, co? Nie, są tylko podstawowe kolory. Po inne to trzeba jechać do miasta.

Nagle od wejścia dobiega potworne wronie krakanie. W drzwiach staje Luiza.

– To nie pan Tornado, tato. Jest w sanatorium, a cukiernia zamknięta, więc wygląda na to, że ma alibi. I co? Już wiemy, kto kupował różową ciastolinę?

Kapelusz opowieściKapelusz opowieści HarperCollins Polska