"Prawo do przeżywania emocji coraz częściej staje się normą społeczną, ale dzieje się to bardzo powoli". Stąd nowa książka

Przemek Staroń, Nauczyciel Roku 2018, psycholog i ulubiony belfer od etyki i filozofii powrócił z inspirującymi miniwykładami dla młodych czytelniczek i czytelników. Publikujemy fragmenty książki "Szkoła bohaterek i bohaterów 2" .

W swojej poprzedniej książce, "Szkoła bohaterek i bohaterów, czyli jak radzić sobie z życiem", korzystając z licznych przykładów ulubionych książek, filmów, gier, komiksów i seriali, Staroń pomagał współczesnym nastolatkom odnaleźć i zrozumieć siebie, niósł duchowe wsparcie oraz zachęcał do otwartości na drugiego człowieka.

Zobacz wideo Zwierzęta w filmach i serialach. Czy twórcy rzeczywiście pilnują, żeby nie stała im się krzywda? [Popkultura]

Choć obie części można czytać niezależnie, nowa książka została pomyślana w taki sposób, że stanowi rozwinięcie pierwszej części. Dotyka trudniejszych tematów, jak wstyd czy zazdrość, skupiając się na zagadnieniach związanych z budowaniem własnej wartości, rozpoznawaniem i obroną przed manipulacją, spełnianiem cudzych oczekiwań kosztem własnej autentyczności, ćwiczeniem się w asertywności.

Więcej informacji o książkach znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Marta Korycka z książką 'Pamiętam' i jej autor Piotr StankiewiczTa książka nie ma klasycznie rozumianej fabuły, narracji, ani bohatera

Przemek Staroń "Szkoła bohaterek i bohaterów, czyli jak radzić sobie ze złem. Tom 2", Wydawnictwo Agora - fragment:

The world is changed. /I feel it in the water. /I feel it in the earth. /I smell it in the air.

Pamiętam doskonale moment, w którym usłyszałem te słowa.

Ekranizacje pierwszej części "Harry’ego Pottera" oraz "Władcy Pierścieni" przypadły zaraz po sobie, na początku 2002 roku. Były dla mnie, niemal siedemnastoletniego Przemka, tak wielkimi wydarzeniami, że zorganizowałem grupowe wyjścia, na które zaprosiłem krewnych i znajomych królika. Czułem, że takie wydarzenia muszą być przeżywane wspólnie.

Kiedy usiadłem w kinie i rozpoczął się seans "Drużyny Pierścienia", miałem ciarki na całym ciele. Gdy usłyszałem głos Cate Blanchett, czyli Galadrieli, wypowiadającej te cztery krótkie zdania, ciarki sięgnęły zenitu. "Świat się zmienił. Czuję to w wodzie. Czuję to w ziemi. Czuję to w powietrzu". Te słowa były piękne i straszne zarazem. Powtarzałem je sobie potem, czasami wręcz wypowiadając je na głos, w różnych chwilach swojego życia, kiedy czułem, że mój świat się zmienia. Jakieś dziesięć lat od tego pamiętnego seansu zacząłem zdawać sobie sprawę, że diagnoza Galadrieli nie jest tylko metaforą, która pasuje mi do przełomowych momentów życia. Ona odnosi się do całej otaczającej rzeczywistości. Obserwowałem rodzącą się potęgę mediów społecznościowych, coraz większe przyzwolenie na ranienie innych słowem, w końcu zmiany podstaw funkcjonowania naszego kraju i innych krajów Europy oraz w ogóle zachodniego świata. Fake newsy i hejt. W końcu – podważanie ustalonych przez stulecia, szczególnie uznanych za kluczowe po doświadczeniu II wojny światowej, demokratycznych fundamentów życia społeczno-politycznego.

Wyglądało na to, że czas przestać wierzyć w Świętego Mikołaja, czyli w to, że świat wojen i konfliktów jest domeną historii. Piłem zmienioną wodę, stąpałem po zmienionej ziemi, oddychałem zmienionym powietrzem. A wtedy przyszedł rok 2020, który przyniósł pandemię, wstrząsając posadami świata. Gdyby umiał mówić, zapewne powiedziałby, że dorośli odpowiedzialni za ten świat mogli posłuchać zmieniającej się wody, ziemi i powietrza.

I – co najważniejsze – powinni byli wyciągnąć wnioski. Nie zrobili tego. Między rokiem 2002 a 2020 upłynęło osiemnaście lat. Wiek, w którym wkracza się w dorosłość. Tymczasem dorośli wciąż bawili się w piaskownicach tego świata. Byli odpowiedzialni za świat, ale nie okazali się odpowiedzialni.

Nasz świat wymaga naprawy. I jestem przekonany, że w dużym stopniu zostanie – ba, już jest – naprawiony. Także przez tych, których obecnie zaliczamy do grona dzieci i młodzieży. A przecież żadne dziecko, żaden młody człowiek nie zasłużyli na to, aby nieść na barkach świat, który doskonale charakteryzuje słowo tworzące tytuł kultowego dzieła filmowego – koyaanisqatsi. W języku rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, Hopi, wyraz ten oznacza życie wytrącone z równowagi, życie w stanie chaosu doprowadzającego do zepsucia i rozkładu.

To dlatego napisałem "Szkołę bohaterek i bohaterów". Żeby im pomóc. A jako że my, którzy – jak powtarza moja mama – mamy osiemnaście lat plus z roku na rok rosnący VAT, często sami także nie dostaliśmy pomocy od dorosłych, chciałbym, żeby ta książka pomogła wszystkim, którzy po nią sięgną. Poza tym żeby pomóc dzieciom i młodzieży, trzeba pomóc najpierw sobie.

"Szkoła bohaterek i bohaterów" ukazała się w wyjątkowo trudnym 2020 roku, na początku drugiego już lockdownu. Gdy ją pisałem, nie było pandemii (chwilami trudno uwierzyć w świat przed pandemią, ale naprawdę taki istniał). Jeśli była dla kogoś wsparciem w tym ciężkim czasie, bardzo, bardzo się cieszę. Po premierze szybko okazało się, że trzeba pisać dalej. To była dla mnie wielka radość. A także zaszczyt, duma i poczucie spełnienia. Ale jednocześnie odezwał się lęk. Znany mi (a Wam pewnie też) lęk przed oceną, przed sukcesem, przed porażką. Co zatem zrobiłem? Wróciłem do XII rozdziału z I tomu, który nosi taki tytuł: "Czy sukces uszczęśliwia? Czyli o klęsce urodzaju". Przeczytałem go uważnie raz za razem i uświadomiłem sobie, że mój lęk jest przecież pamiątką z dawnych czasów. Kiedy to młody Przemek chłonął jak gąbka cały paradygmat systemu edukacji: ocen, średnich, osiągnięć, zwycięstw, sukcesów, olimpiad. Rozbroiłem tę pułapkę błyskawicznie.

Z lewej okładka książki, z prawej manifestacja 'Nie bądźmy obojętni' w związku z sytuacją uchodźców na granicy polsko-białoruskiej w Bydgoszczy, 5.10.2021"Żywicielka". Dochód dla organizacji wspierających uchodźców na polsko-białoruskiej granicy

"Napisałeś I tom dzięki gotowości pracy nad sobą. Dzięki pokonywaniu smoków i dementorów, dzięki rzucaniu zaklęć Riddikulus, dzięki stawaniu przed lustrem i spoglądaniu sobie w twarz, dzięki odrzucaniu iluzji, dzięki ogarnięciu się w wyniku psychoterapii, a mówiąc najbardziej symbolicznie – dzięki poradzeniu sobie z jednym z największych paradoksów życia: pozostawieniu swojego ego i jednocześnie ukochaniu samego siebie". Przypomniał mi się Harry, rzucający potężne Expecto patronum, kiedy to uświadomił sobie, że zrobił to już wcześniej. Wtedy zacząłem pracę nad II tomem.

Bardzo pomagała mi myśl, że tu przecież nie chodzi o mnie. Przypominała mi o tym moja najlepsza na świecie redaktorka, Karolina Oponowicz, podkreślając, żebym był spokojny, gdyż jej rolą jest bycie Waszą rzeczniczką – czytelników i czytelniczek. Dlatego bardzo szybko rozprawiłem się z myślami "trzeba napisać porządny sequel". Od pewnego momentu niosła mnie myśl: "trzeba dalej pomagać innym poprzez jak najbardziej rzetelne i atrakcyjne przybliżanie im problemów oraz wskazywanie rozwiązań".

Zacząłem uważnie przyglądać się po raz kolejny światu oraz słuchać płynących od innych osób emocji i potrzeb. Rosła we mnie pewność, że temat zarządzania tymi różnymi elementami życia psychicznego jest tematem najpilniejszym. Gdy powtarzałem to na zaspach i rozstajach, na webinarach i konferencjach, często słyszałem, że to przesada. Poznanie siebie? Poznanie swoich potrzeb? Rozumienie swoich emocji? Akceptacja siebie? Ukochanie siebie? Dla wielu osób (z klubu dorosłych) było to przedmiotem kpin. Na szczęście pojawiło się wielu mówiących dokładnie to samo dorosłych (tych, którzy dorośli, zachowując jednocześnie w sobie całą dziecięcość, i do których mam zaufanie). Yuval Noah Harari, izraelski historyk, autor słynnego "Homo sapiens. Od zwierząt do bogów" napisał, że samopoznanie nigdy nie było tak naglące. A co powinno być obecnie najważniejsze w edukacji? Harari wymienia: "zdolność radzenia sobie ze zmianą, uczenia się nowych rzeczy i zachowywania równowagi psychicznej w nieznanych sytuacjach".

Przecież to jest istota nauki w Szkole Bohaterek i Bohaterów!

Prawo do przeżywania emocji coraz częściej staje się normą społeczną, ale dzieje się to bardzo powoli. W I tomie pisałem o smutku, pisałem o dawaniu sobie prawa do słabości. W ciągu półtora roku od napisania I tomu, w czasie niszczących nas psychofizycznie lockdownów, usłyszałem dziesiątki komentarzy o tym, że chłopaki nie płaczą. Gdy zacząłem dumnie nosić koszulkę zaprojektowaną przez Martę Frej z napisem "Chłopaki też płaczą", widziałem zniesmaczone reakcje na te słowa. Jednocześnie byłem świadkiem tego, jak kobiety mojego życia buntowały się przeciwko ograniczającym je więzom i podnosiły głowy – wychodząc zarówno na ulice, jak i z krępujących je związków. Kilka miesięcy temu uwielbiana przeze mnie pisarka, Marta Kisiel, napisała zdanie: "Kobiety już sobie wywalczyły prawo do wściekłości, pora, żeby mężczyźni wywalczyli prawo do płaczu". Poczułem ciarki. Jakie to jest w sedno! Już miałem w głowie odpowiedź na to, jak napisać ten drugi tom najlepiej. Kiedy zrobiłem ankietę na Instagramie i spytałem moją gwardię – czyli członków i członkinie grupy Ksiazkagate – moje hipotezy potwierdziły się.

Uświadomiłem sobie, że drugi tom będzie tym samym co pierwszy, nie będąc jednocześnie taki sam. Istota – szczegółowo omówiona we wstępie do I tomu – pozostaje taka sama, a jednocześnie drugi różni się od pierwszego fundamentalnie. Pierwszy pozwolił nauczyć się trzymania różdżki i podstawowych zaklęć. Drugi jest niczym rozpoczęcie fakultetu dla tych, którzy przebyli podstawową drogę. O ile tom pierwszy był nauczeniem się Wingardium leviosa, Expelliarmus, Expecto patronum i Riddikulus, o tyle drugi jest rozpoczęciem nowego przedmiotu. Obrony przed czarną magią. Rozpoczęciem działalności Gwardii Dumbledore’a.

Dlatego wstaję z łóżka i idę na zajęcia z obrony przed czarną magią z Lupinem, a zaraz potem biegnę na ćwiczenia do Gwardii Dumbledore’a. Jeżeli macie ochotę, chodźcie ze mną! Tak, będzie Voldemort. I to nie będzie jedyny czarny charakter. Ale obiecuję Wam, że zrobimy wszystko, żeby go pokonać. Jeśli wyruszycie w tę podróż ze mną, chwilami nie będzie łatwo, ale będziecie doświadczać czegoś, co sprawi, że zapomnicie o tym, że nie jest łatwo. Pożyczę od Natalii Hatalskiej słowa ze wstępu do jej książki, "Wiek paradoksów. Czy technologia nas ocali?": "To książka o technologii, ale tak naprawdę o jakości naszego życia. O tym, że można je zmienić, zmieniając swoje myślenie, nastawienie i zachowanie. To książka o rezygnacji z iluzji, która jest bezpieczna i wygodna, która może nas karmi, ale ma niewiele wspólnego z realnym życiem. To książka o wyborach, których powinniśmy dokonać, nawet jeśli wolelibyśmy tego nie robić, bo tak byłoby nam łatwiej".

Myślę, że profesor Dumbledore, mówiący "nadejdzie czas, w którym będziecie musieli wybierać między tym, co słuszne, a tym, co łatwe", przybiłby Natalii piątkę. Mnie pewnie też. A co najważniejsze – każdemu i każdej z Was.

Być może, kiedy się schylicie, część osób pomyśli, że upadacie. W porządku, niech tak myślą, jeśli nie są w stanie zauważyć, że Wy po prostu wiążecie buty, bo wyruszacie w podróż. Jestem jednak pewien, że gdy się wyprostujecie, zaczniecie iść, biec, a w końcu dobiegniecie do mety, te same osoby zapytają, czy mogą pójść w Wasze ślady. Bo słowa uczą, ale to przykłady pociągają. Oddając Wam tę książkę do rąk, czuję się jak Albus Dumbledore – w momencie, gdy sugeruje Hermionie użycie Zmieniacza Czasu i mówi do niej oraz do Harry’ego: "Jeśli wszystko dobrze pójdzie, dziś w nocy będziecie mogli uratować więcej niż jedno niewinne życie".

A zatem dobrej podróży!

<<Reklama>> Ebook "Szkoła bohaterek i bohaterów. Część 2" dostępny jest w Publio.pl >>

Więcej o: