Dobre, bo polskie? Książki, czyli literackie prezenty pod choinkę

Szukacie książki-prezentu dla miłośniczki/miłośnika literatury polskiej? Polecamy nowości, po które sami ostatnio sięgnęliśmy. Polecenia są co prawda przedświąteczne, co nie znaczy, że nie będzie wśród nich książek traktujących o bardzo poważnych tematach.

Anna Kowal: Wiedziałam, że lektura wydanej prze z W.A.B. książki "Też tak mam" Magdaleny Kostyszyn (Chujowej Pani Domu), nie będzie łatwa. Czułam też, że ta książka jest bardzo potrzebna. Bo choć głośno dziś mówimy o wszelkich rodzajach molestowania, odczarowujemy mit macierzyństwa jako samej radości, walczymy z tym, że zarabiamy mniej, łatwiej wypadamy z rynku pracy i ciężej nam na niego wrócić, to nadal wiele kobiet boi się mówić o tym, co je boli, dalej nie umiemy też prosić o pomoc. Często udajemy, że wszystko jest w porządku, a w domu zamykamy się w łazience i płaczemy. Ta książka pokazuje, że nie jesteśmy same. Zachęca do dzielenia się doświadczeniami, bo nieraz sama świadomość, że jest osoba, która czuje/czuła to samo, co my, może pomóc, dać impuls do zmiany. Koło żadnej z opisanych historii nie przeszłam obojętnie, ale najbardziej przeżyłam rozdział o macierzyństwie, bo "dotyka" mnie teraz najbardziej. Powinni go też przeczytać mężczyźni - ci, którzy już są ojcami, ale zwłaszcza, ci którzy ojcami zostaną. Żeby mogli się przygotować na to, co się może stać, żeby byli w stanie pomóc i wesprzeć, żeby wiedzieli, kiedy i jak zareagować.

Marta Korycka: Ja odebrałam ją jako taki "pierwszy krok", czułam pewien niedosyt, ale zgadzam się, że to ważny tytuł. Na pewno nie hamowała się za to Aleksandra Zbroja, pisząc debiutancką książkę "Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu" (Agora). To nie jest pozycja, którą przeczyta się w jeden wieczór, za streszczenie wystarczy jedno zdanie od wydawcy: "Prawdziwa, poruszająca opowieść o próbie odnalezienia ojca, którego zabrał alkohol". Trudna, piękna książka.

 

Ryszard Kozik: Dominika Słowik w 2019 roku dostała Paszport "Polityki" za powieść "Zimowla", a jej debiutancki "Atlas: Doppelganger" dotarł do finału Nagrody Literackiej Gdynia. Nasze drogi wcześniej się jednak nie przecięły. Po lekturze zbioru opowiadań "Samosiejki" jestem pewien, że nadrobię te zaległości. To zbiór opowiadań, z dwoma dominującymi tematami: samotnością i naturą. Samotni niemal bez wyjątku są tu wszyscy: bohaterki i bohaterowie. Pani z zapaleniem oczu zamknięta sama w domu. Kobieta mieszkająca z kwiatami i ta druga, której z nosa wyrasta pnącze fasoli. Dziewczynka spędzająca wakacje nad morzem z ciotką i przedszkolaczka, która nie lubi jeść zielonego. Mężczyzna wpadający w obsesję zakupową. Astronautka na stacji kosmicznej. I tylko dwie starsze panie mają siebie, choć córce jednej z nich trudno w to uwierzyć. A obok jest natura, tak na wyciągnięcie ręki. Z pozoru oswojona, a jednak dzika, gotowa zawładnąć bohaterami i ich sobie podporządkować. Nie dlatego, że jest agresywna, zdaje się to być raczej naturalną koleją rzeczy. I jest jeszcze kosmos, symbol nieprzewidywalności oraz zagubienia.

W księgarniach pełno kryminałów - zdjęcie ilustracyjneNajciekawsze kryminały i thrillery. Mrocznie, tajemniczo, czasem też strasznie

Od wydanego w 2010 roku "Wiecznego Grunwaldu" zaczęła się wielka kariera literacka Szczepana Twardocha. Nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się właśnie nowa edycja książki, wzbogacona o autobiograficzny esej autora. "Nie jestem żadnym z moich bohaterów. Nie jestem Paszkiem, nie jestem Kostkiem Willemannem z ‘Morfiny’, nie jestem którymkolwiek z bohaterów ‘Dracha’ , nie jestem Jakubem Szapirą, nie jestem wreszcie Aloisem Pokorą, ani jeden z tych bohaterów nie jest też moim porte-parole, jednak każdy z nich jest mną właśnie w tym, co ich łączy, mimo że dzieli ich wszystko inne, każdy z nich jest mną, bo każdy z nich toczy tę walkę, moją walkę, walkę o godność" - pisze Twardoch. "Nie jestem delikatny, moja wrażliwość to wrażliwość czułego instrumentu pomiarowego, jestem więc czuły na rzeczywistość, ale nie wrażliwy w sensie fragile, łatwy do zniszczenia. Wręcz przeciwnie, jestem nie do zajebania" - dodaje. O czym jest "Wieczny Grunwald"? Króla Kazimierz gwałci 14-letnią córkę norymberskiego kupca. Gdy ta rodzi dziecko, jego ojciec już nie żyje. Paszko zamieszkuje wraz z matką w domu publicznym. Matka umiera, a jego całym majątkiem są mały nóż i chusta z królewskim "K". Wyrusza w drogę, która zaprowadzi go na pola Grunwaldu. Umiera, ale żyć i ginąć będzie jeszcze wielokrotnie...

Zobacz wideo Krzysztof Zalewski o swojej najnowszej płycie i o roli w "Bo we mnie jest seks" [Popkultura Extra]

A skoro jesteśmy już przy Twardochu, polecam też "Wielkie Księstwo Groteski" - zbiór prawie 40 jego felietonów z lat 2016-2020, publikowanych w portalach Silesion.pl i Onet.pl, w "Gazecie Wyborczej" i miesięczniku "Pani", a także w mediach społecznościowych. Niedługich, ostrych, wyrazistych. Zdecydowanie nie tylko o Śląsku i Ślązakach, choć to dla autora temat szczególnie ważny. Autor ma bardzo wyraziste poglądy oraz zmysł polemiczny. Wali na odlew i nie bierze jeńców. A przy tym nie robi tego na pokaz. On po prostu mówi/pisze to, co myśli, a ewentualne reakcje ma gdzieś, zwłaszcza, gdy polemiści polemiki nie są warci. Wali w gębę, jak Jakub Szapiro, bohater "Króla" (i "Królestwa", w którym już jednak nie walił).

 

Anna: Wróciłam cało z "Wnyków" (Initium), choć autor - Michał Śmielak straszył, że nie każdemu się to udaje. Wnyki to z pozoru spokojna wioska w Karkonoszach. Miejsce zapomniane przez świat – jest na mapach i GPS znajdzie do niej drogę, ale rzadko przyjeżdża tam ktoś z "zewnątrz". A jak przyjeżdża, to niekoniecznie z własnej woli. Zsyła się tam księży, którzy mają coś na sumieniu, żeby przemyśleli swoje zachowanie, a w międzyczasie szuka się im miejsc w innych parafiach. Tyle, że ci księża często giną w niewyjaśnionych okolicznościach – uciekają, żeby rozpocząć nowe życie, czy spotykają Chrystusa Mściwego, który (jak twierdzą miejscowi) schodzi z krzyża w kościele, żeby wymierzyć sprawiedliwość grzesznikom? Nie zdradzę! Przeczytacie, to się dowiecie. Akcja toczy się leniwie, ale mi to w tym przypadku nie przeszkadzało. Wolniejsze tempo rekompensują świetne, zabawne dialogi, które sprawiają, że choć poruszane tematy zabawne wcale nie są, to uśmiechamy się w trakcie lektury. Chociaż to literatura rozrywkowa, autor porusza ważne i głośne tematy – mamy tu pełne spectrum ciemnej strony kościoła. Jako smakoszka, nie mogę też nie docenić opisów potraw (zwłaszcza burgerów z końcówki drugiego dnia), ostrzegam więc – nie czytajcie na głodniaka!

Więcej o tekstów kulturalnych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl 

Ryszard: Lubicie Artura Andrusa? Głupie pytanie, kto go nie lubi. Ten dziennikarz, aktor, pisarz, poeta, konferansjer i piosenkarz (nie wymieniłem chyba wszystkich odmian jego aktywności, ale z pewnością już wiecie, o kogo chodzi) jest jedną z sympatyczniejszych postaci polskiego szołbiznesu. Z podróży po Polsce przywozi wycinki z lokalnych gazet, które inspirują go do pisania stylizowanych na pieśni podwórkowe "ballad dziadowskich", jak sam je nazywa. Większość z nich została wykonana tylko raz, więc usłyszeli je jedynie uczestnicy koncertu. Oczywiście czasem fragmenty lub nagrania trafiały do lokalnych gazet lub na strony internetowe, nigdy jednak nie zebrano ich w całość. Aż do teraz. W książce "Antylopa z Podbeskidzia" (Nasza Księgarnia) znajdziecie nie tylko teksty ballad, ale też zabawne i ciepłe opowieści Artura Andrusa o okolicznościach ich powstania. Całość zilustrował Daniel de Latour.

 

Anna: Po "Florentynę od kwiatów" Agnieszki Kuchmister (Książnica) sięgnęłam w ramach odpoczynku od kryminałów i historii true crime. Szukałam czegoś delikatniejszego, bardziej kobiecego i nie zawiodłam się. To książka, która przenosi nas we wcale nie tak odległy świat (w sensie historycznym), ale równocześnie w miejsce, które jest bardzo odległe. Rytm życia wyznacza tam przyroda, dzieją się magiczne rzeczy i tak naprawdę nie wiadomo, co jest rzeczywistością, a co dzieje się w sferze snów. Florka od zawsze była "inna", widziała i słyszała rzeczy, których nie słyszeli inni, ale też zastanawiała się nad kwestiami, które zwykle nie zajmują dzieci, np. po co się urodziła. Kiedy wydaje się, że mimo przeciwności wszystko zaczyna się powoli układać - dziewczyna skończyła szkołę, odkryła swoje "powołanie", czeka na powrót narzeczonego ze studiów i na rozpoczęcie dorosłego życia… - nadchodzi wojna, a Florentyna na chwilę "umiera", przestaje dbać o kwiaty, a czekając na powrót Siemiła nie przesypia żadnej nocy. To moment, w którym jej "magiczność" po raz pierwszy gdzieś znika… Więcej nie zdradzę, żeby nie psuć wam przyjemności z lektury.

Ryszard: "Mistrzyni" Manueli Gretkowskiej (Znak Literanova) to powieść inspirowana życiem Lucyny Ćwierczakiewiczowej, która w połowie XIX w. była popularniejsza od Magdy Gessler i Małgorzaty Rozenek razem wziętych, a pewnie także Jamiego Olivera i Nigeli Lawson. Była autorką książek kucharskich i poradników o prowadzeniu gospodarstwa domowego. W 1883 roku za wydania swoich książek dostała w sumie 84 tysiące rubli, co było trzykrotną wartością sporego majątku ziemskiego. Nakładami jej książki biły na głowę dzieła Adama Mickiewicza czy Juliusza Słowackiego. Słynęła też Ćwierczakiewiczowa z postępowych poglądów. Jako zwolenniczka emancypacji propagowała samodzielną pracę zawodową kobiet. W części literackiej swego "Kalendarz na rok... Kolęda dla Gospodyń" zamieszczała nowele, opowiadania i jednoaktowe sztuki teatralne. A swoimi felietonami przyczyniła się do spopularyzowania walorów Zakopanego. Czy Manuela Gretkowska potrafiła wykorzystać potencjał tak nietuzinkowej postaci? Zdania są podzielone, z pewnością jednak czasu poświęconego na tę lekturę nie stracicie – poznacie wszak bliżej Lucynę Ćwierczakiewiczową.

Książki - zdjęcie ilustracyjneO wyspie trędowatych, a może przemocy rytualnej? Najciekawsze reportaże

Ryszard: W wydawnictwie Czarne Daniel Odija debiutował przed laty. I te trzy jego książki – "Ulica", "Szklana huta" i "Tartak" - zapadły mi w pamięć. Potem mi na długo zaniknął, choć szukając teraz na regale jego książek z pewnym zdziwieniem natrafiłem też na dwie kolejne: i "Niech to będzie sen" i "Kronika umarłych", wydane już u innych wydawców (ostatnia w 2010 roku), te pamiętam dużo słabiej, nie byłem nawet pewien, w ogóle czy je przeczytałem. Teraz Odija powraca do Czarnego ze swoją najnowszą książką "Pusty przelot", opowieścią o relacjach rodzinnych wystawionych przez życie na najcięższą próbę. O tym, jak demoluje ją choroba psychiczna. To historia dorastania i życia dwóch braci. Diagnoza w przypadku starszego jest też rodzajem wyroku dla młodszego, który musi zmagać się z przytłaczającymi go poczuciem winy i odpowiedzialnością. A mimo to nie odpuszcza, wciąż szukając w odmienionym bracie człowieka, z którym się wychował.

Ryszard: "Dziadka nie ma" Michała Turowskiego (Instant Classic) to bardzo ciekawy i wymagający debiut. Wymagający od czytelnika. Tej książki nie przeczytasz w tramwaju lub autobusie w drodze do pracy (albo jeśli ci się uda, ryzykujesz przegapieniem swojego przystanku), ani tym bardziej w przerwach na reklamy pomiędzy połowami meczu Ligi Mistrzów w telewizji. Ta książki po prostu domaga się uważnego czytania, nie da się tu przelecieć opisów przyrody, czy kontrolować przebieg akcji koncentrując się jedynie na dialogach. Sama akcja nie jest tu zresztą najważniejsza i jest zdecydowanie niespieszna. Najważniejsze jest pożegnanie, wspominanie, przepracowywanie żałoby. To osobista historia autora. - Ja "Dziadka nie ma" pisałem tylko i wyłącznie dla siebie. Gdybym dostał zaliczkę z wydawnictwa, usiadł z planem, że będę pisał o dziadku, to na pewno tych wszystkich emocji i szczerości byłoby dużo mniej – przyznaje autor. Piękna, szczera opowieść.

 

Ryszard: Na koniec jeszcze jedna książka felietonistyczna. "Wieczne odpoczywanie" Wojciecha Kuczoka (Sonia Draga) to zbór najnowszych tekstów autora 13 już chyba książek (mi w pamięci najbardziej pozostała jedna z pierwszych – "Gnój"), które od dwóch lat ukazują się w "Przeglądzie". To komentarze do współczesności opanowanej niemal w całości przez pandemię i dobrą zmianę, "swoisty dziennik z czasów dwojga tych plag", jak nazywa ją wydawca. Poprzedza je wstęp Agaty Passent, żony pisarza. A on sam przyznaje: "Moja Żona użyła w przedmowie określenia 'żarliwy' dla stylu tych felietonów. Zaiste, podczas ich pisania rozwaliłem klawiaturę. To książka o Polsce i innych chorobach". Poprzestanę na tym, bo przecież streszczanie felietonów mija się z celem.

<<Reklama>> Polska literatura pod choinkę dostępna jest w formie e-booków w Publio.pl >>

Więcej o: