Jaki jest Władimir Putin? Donald Tusk: W Zachodzie brzydzą go cztery rzeczy [FRAGMENT]

- Po raz pierwszy spotkałem go podczas mojej jedynej jak dotąd wizyty w Moskwie w 2008 roku. Duża ekipa, mnóstwo rozmów w różnych formatach, ale najlepiej zapamiętałem śniadanie na Kremlu. O dziewiątej rano, z szampanem i z wódką, jak Pan Bóg przykazał w tamtej części świata. Gospodarzem śniadania był ówczesny prezydent Miedwiediew, ale kiedy próbowałem z nim rozmawiać na poważniejsze tematy, mówił: "Przepraszam, ale o tym to proszę z szefem". Nie pozostawiał żadnych wątpliwości, jaka hierarchia panuje na Kremlu - mówi o Władimirze Putinie Donald Tusk w książce "Wybór", którą napisał z Anne Applebaum. Publikujemy fragment, w którym rozmawiają o prezydencie Rosji, który 24 lutego 2022 ogłosił agresję na Ukrainę.

Donald Tusk: Przywódcy potężnych albo chociaż bogatych państw budzą zrozumiały respekt i zainteresowanie, choć jako ludzie bywają nudni, nijacy. Mówiąc krótko, są z reguły bardzo przereklamowani. Co ciekawe, podobnie jak wieki temu – im bardziej są bezwzględni, autokratyczni, bogaci, poza kontrolą, tym respekt jest większy.  

Remigiusz MrózMróz o sankcjach na Rosję: Wypada tylko zacytować żołnierzy z Wyspy Węży

Anne Applebaum: Masz na myśli Putina? Nigdy osobiście go nie spotkałam, ale obserwuję od lat. Zawsze robił na mnie wrażenie prawdziwego kagebisty. "Wszyscy dookoła są potencjalnymi wrogami, świat jest wrogi, więc trzeba go traktować z największą podejrzliwością. Bezustannie gdzieś na Zachodzie jacyś wrogowie pracują nad osłabieniem Rosji" – do takiego myślenia został wychowany i wytrenowany, tak widzi rzeczywistość. Jego autentyczne emocje można dostrzec właśnie wtedy, gdy mówi o tym wrogim zewnętrznym świecie. Na przykład w 2011 i 2012 roku trwały wielkie demonstracje w Moskwie, a on opowiadał o knowaniach państw i agentów Zachodu, którzy infiltrują rosyjskie społeczeństwo. Miał łzy w oczach. 

Aktualne informacje o wojnie w Ukrainie znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

DT: Podobno to wiatr…

AA: Albo gra. Ale nie sądzę, żeby to zostało w całości zainscenizowane. Mam wrażenie, że na pewnym poziomie były to autentyczne emocje. Tak jak jego oschłość i dystans, kiedy jest poza Rosją. Sądzę, że za granicą Putin ma poczucie, że znalazł się na wrogim terytorium, i musi postępować z najwyższą ostrożnością.

DT: Zawsze uderzała mnie jego dziwna nieśmiałość i brak pewności siebie w relacjach z innymi liderami. Po raz pierwszy spotkałem go podczas mojej jedynej jak dotąd wizyty w Moskwie w 2008 roku. Duża ekipa, mnóstwo rozmów w różnych formatach, ale najlepiej zapamiętałem śniadanie na Kremlu. O dziewiątej rano, z szampanem i z wódką, jak Pan Bóg przykazał w tamtej części świata. Gospodarzem śniadania był ówczesny prezydent Miedwiediew, ale kiedy próbowałem z nim rozmawiać na poważniejsze tematy, mówił: "Przepraszam, ale o tym to proszę z szefem". Nie pozostawiał żadnych wątpliwości, jaka hierarchia panuje na Kremlu. Chyba przerażała go myśl, że ktoś mógłby pomyśleć, że on chciałby mieć coś do powiedzenia w jakiejś kluczowej sprawie. Dlatego sądziłem, że przynajmniej z Putinem będziemy mieli poważną merytoryczną rozmowę. Nic z tych rzeczy. Monotonny, ponury i nużący monolog. Wyuczona, zapewne powtarzana już wielokrotnie przemowa o tym, jak potężna jest Rosja i jak szybko może zniszczyć każdego sąsiada. Ciemny, dość klaustrofobiczny gabinet, przytłumione światło, wystrój wnętrza jak z filmów o Stalinie. Kilkanaście starych aparatów telefonicznych, czerwono-brunatno-czarne boazerie i obicia, ponure meble oraz Putin wyciągający co parę minut jakieś mapy i wykresy ilustrujące militarną przewagę Rosji nad Europą. Ale w jego głosie słyszałem też pretensję, może nawet żal, że ma tyle rakiet, a i tak wszyscy wkoło się stawiają. Widziałem po drugiej stronie stołu imitację dyktatora, człowieka bez charyzmy, bez wewnętrznego żaru oraz kompletnie bez dystansu i poczucia humoru. Przez dobre kilka minut perorował o różnicy w potencjałach i że prawdziwa polityka to zdolność i gotowość wykorzystania takiej różnicy przez silniejszego. 

Zobacz wideo Czy Putin powinien stanąć przed Trybunałem w Hadze odpowiadając za ludobójstwo? Zalewski: Moim zdaniem tak

Nie spotkałem nikogo, kto mógłby powiedzieć, że zaprzyjaźnił się z Putinem czy zbudował z nim jakieś osobiste relacje. Powodem nie jest chyba jego wyuczona i intencjonalna asertywność, tylko głębokie wycofanie i brak naturalnej empatii. A to w połączeniu z rakietami musi lekko niepokoić. 

Nawet Merkel, która swoim zwyczajem gotowa była godzinami z nim rozmawiać i negocjować, kokietując swoją szkolną znajomością rosyjskiego, nie znalazła chyba klucza do jego emocji. 

AA: A w polityce?

DT: Dla niego jest ona grą interesów i potencjałów. Jeśli masz przewagę, muszą z tego wynikać bezpośrednie konsekwencje. Dlatego w Zachodzie brzydzą go nie tylko kulturowe różnice, wolności, prawa człowieka. On czuje coś na kształt pogardy wobec politycznej cywilizacji, w której naga siła nie jest jedynym kryterium. Właściwie cała współczesna polityczna kultura Zachodu polega na tym, żeby niwelować znaczenie potencjału i siły w relacjach między narodami i państwami. Oczywiście bardzo często polityka pozostaje bezduszną i bezlitosną grą sił. Ale właśnie dlatego naszym obowiązkiem jest podejmowanie wysiłku, żeby nie rozstrzygała ona o wszystkim. Żeby była ograniczona porozumieniami, kulturą, regułami etyki chrześcijańskiej, liberalnej czy etyki po prostu. Zupełnie inaczej niż to widzą rosyjscy ideolodzy.

Ale niewykluczone, że Putin ulega czasami głębszym i autentycznym uczuciom. Pamiętam jego spotkanie z rodzinami marynarzy z okrętu podwodnego "Kursk". Sprawiał wrażenie mocno poruszonego. Tylko nie wiem, czy trudnością sytuacji, w jakiej się znalazł skonfrontowany z rodzinami ofiar, czy współczuciem. Ale wyglądał, jakby na chwilę zdjął – wydawałoby się zrośniętą na trwałe z twarzą – maskę.

AA: Właściwie to był ostatni raz. Katastrofa "Kurska" wydarzyła się na samym początku jego rządów i już wtedy Putin zrozumiał, że publiczne okazywanie słabości zupełnie mu się nie opłaca.

<reklama> "Wybór" Anne Applebaum i Donalda Tuska możesz kupić w kulturalnysklep.pl

DT: Później zawsze już nosił maskę lekceważącego wszelkie trudne sytuacje, czasami do bólu cynicznego polityka. Pamiętasz jego słynne odpowiedzi na pytania o "zielone ludziki" na Krymie: "Takie mundury można kupić w każdym sklepie z mundurami". Albo o otruciu Nawalnego, że jeśli to Kreml chciałby go zabić, toby nie przeżył… 

AA: W ten sposób Putin sam staje się trollem.

DT: Jakby przyjął strategię: "Będę bezwstydny, cyniczny, nigdy słaby – i co mi zrobicie?".  

AA: W tym jedynym, wąskim sensie Putin okazał się bardzo wpływowy – wypromował ten cyniczny, trollowski styl, który potem zaczęli naśladować inni przywódcy. Ale chyba on sam niewiele się zmienił. Za to w ciągu ostatnich dwóch dekad wyraźnie zmieniała się putinowska propaganda i stosunek do Zachodu. Początkowo jego teoria rządzenia sprowadzała się do wykorzystywania i przypisywania sobie zasługi za stopniowo poprawiającą się sytuację gospodarczą w Rosji. "Lata 90. były straszną pomyłką. Teraz jesteśmy zjednoczeni i ruszamy do przodu. Odbudowujemy nową, silniejszą ojczyznę". Ale żeby w oczach społeczeństwa uchodzić za jedynego zbawcę Rosji, a więc zapewnić sobie autorytet, musiał po drodze zniszczyć media i opozycję. Gdy jednak rosyjska gospodarka przestała rosnąć, ta propaganda przestała działać. W ślad za słabnącą ekonomią nastąpił więc zwrot. 

Od tej pory Putin prowadzi politykę opartą na lęku i gniewie. Nowy komunikat brzmi: "Zachód chce zniszczyć Rosję. Mówią o demokracji, ale chodzi im o chaos i przemoc. Musimy się przed nimi bronić". Dla Putina takie przesunięcie akcentów propagandy nie było problemem, bo on naprawdę tak właśnie postrzega świat. Jesteśmy przyzwyczajeni do myśli, że ludzie tacy jak Putin nigdy nie mówią prawdy. To kuszące móc sobie powiedzieć: nie wierzymy mu w nic, bo to wszystko kłamstwo, cynizm, przemyślana konstrukcja i chłodna kalkulacja. Ale to zbyt proste, powinniśmy raczej uważnie słuchać, co Putin mówi i jak dobiera słowa. "Chaos i przemoc". "Musimy chronić Rosję przed obcymi". On w to naprawdę wierzy i pod tę jego wiarę sformatowana jest polityka Kremla. W to samo wierzą miliony Rosjan, dla których kremlowska propaganda jest jedynym dostępnym obrazem świata. 

DT W tym sensie oficjalna rosyjska doktryna jest nieźle "dopasowana" do mentalności przywódcy, a więc człowieka zamkniętego, nieufnego wobec obcych – a wszyscy poza swoimi są obcy – i agresywnego.

W czasie spotkań, nawet tych w cztery oczy, Putin sprawia wrażenie trochę stremowanego i nastroszonego.

Tak jakby ciążyła mu świadomość, że ma reputację prostego siłowika z KGB-owską przeszłością. Ale jeśli nawet, to nie widać po nim kompleksów, a przynajmniej dobrze przykrywa je wystudiowaną arogancją. 

Nie wiem, czy zauważyłaś, bo teraz to jest rzadziej widoczne, ale jeszcze kilka lat temu on na każdym spotkaniu tête-à-tête z kamerami siadał w bardzo charakterystyczny sposób.

AA: Obama też to zauważył…

Okładka i autorka - Oksana ZabużkoZabużko: Świat zmienia się, przekraczając jakąś fatalną granicę, właśnie tutaj, teraz, natychmiast

DT: Powiedziałbym, że on siada ze swoistą przesadą. Pamiętam spotkanie na marginesie Davos, bo jak wiemy, Davos składa się głównie z wykładów i wystąpień, które są…

AA: …nieistotne.

DT: …poza jednym czy dwoma wystąpieniami najważniejszych gości. Ale w kuluarach odbywają się sp:otkania twarzą w twarz i to one nadają sens tego typu spędom. W takich właśnie okolicznościach spotkałem kiedyś Putina i byłem w lekkim szoku, kiedy usiedliśmy na jakichś krzesłach. To znaczy ja usiadłem, a on się niemal położył. Jednocześnie jego twarz i jego ręce mówiły: czuję się źle, niepewnie. Takim go zawsze widziałem: w środku spiętego, na zewnątrz nienaturalnie wyluzowanego, pozującego na kogoś zupełnie innego, niż jest w rzeczywistości.

Ktoś mi kiedyś pokazał zdjęcia Putina jeszcze z czasów, kiedy był kagebistą. Stoi w tłumie w takim zbyt obszernym płaszczu, z jakąś niewymiarową teczką i twarzą pełną złości. Patrzysz na niego i widzisz, co się może zdarzyć w przyszłości, kiedy ten człowiek – nie ma co ukrywać – stanie się najbardziej jak dotąd wpływowym politykiem XXI wieku.

AA: Najgorsze jest to, że Putin zrozumiał, iż strach, nienawiść i agresja są skutecznymi metodami, by nie stracić władzy. Ale ten lęk przed utratą pozycji na Kremlu musi dziwić. Przecież nikt nie uwierzy, że w dzisiejszej Rosji możliwe jest powstanie ludowe, które mogłoby go obalić. Prawie niemożliwe, prawda? Władza jest zbyt silna, zbyt dobrze chroniona, zbyt wielu ludzi ją popiera. A mimo to wydaje się, że tego właśnie Putin boi się najbardziej – ludzi na ulicach skandujących prodemokratyczne i antykorupcyjne hasła. Kiedy zobaczył to na Ukrainie, a ostatnio na Białorusi, wpadł w szał. Łukaszenka pod naciskiem ulicy był bliski rezygnacji. I wtedy, 18 sierpnia 2020 roku, do Mińska przyleciał samolot pełen funkcjonariuszy FSB. Białoruskich dziennikarzy wymieniono na rosyjskich dziennikarzy, białoruskich policjantów na rosyjskich policjantów i przywrócono autokratyczny reżim. Do tego niemal natychmiast po wybuchu rozruchów na Białorusi Putin zaczął prześladowania w Rosji na dużą skalę. Demonstracje w Mińsku przeraziły go tak bardzo, że zaczęły się aresztowania rosyjskich dziennikarzy i opozycjonistów, a przedstawicielom trzeciego sektora, czyli społeczeństwa obywatelskiego, zaczęto nadawać status "zagranicznego agenta". Tym samym sparaliżowano ich pracę i odcięto od źródeł finansowania. A przecież to irracjonalne lęki, nikt nie wierzy, że następna zmiana władzy na Kremlu mogłaby wyglądać na przykład tak jak na Majdanie.

Do pewnego stopnia te lęki nawet da się wyjaśnić. Oprócz Ukrainy i Białorusi Putin przeżył przecież rok 1989 w Dreźnie. To znana historia: demonstranci otaczają siedzibę KGB, tłum gęstnieje, a Putin z kilkoma innymi rezydentami niszczą dokumenty i usiłują wezwać posiłki. Dzwonią do Berlina, dzwonią do Moskwy, ale nikt nie przybywa na pomoc. Zostają sami z poczuciem absolutnej przegranej. Putin na pewno dobrze zapamiętał te chwile. 

Jest jeszcze jedna przyczyna tej jego swoistej paranoi. Nie znamy dokładnej natury relacji Putina z Jurijem Andropowem, ale wiemy, że był on jego akolitą i zausznikiem. Tymczasem Andropow, zanim został szefem KGB, a potem sekretarzem generalnym KPZR, zasłynął jako sowiecki ambasador w Budapeszcie. Odegrał kluczową rolę w stłumieniu powstania węgierskiego w 1956 roku. A więc kiedy Putin miał cztery lata, Andropow miał już za sobą doświadczenie demokratycznego buntu i paranoiczny stosunek do ruchów dysydenckich i niepodległościowych. Ten styl myślenia ma więc swoją genezę w rosyjskiej historii, a Putin, co teraz bardzo wyraźnie wychodzi na jaw, jest jej kontynuatorem. Jeśli na początku tego stulecia mogło się wydawać, że Rosja zmierza w kierunku jakiejś nowej, oświeconej dyktatury, to teraz już wiemy, że ten koncept zawiódł i Putin powraca do taktyki znanej z przeszłości. Do tego dochodzi jeszcze "nawrócenie" Putina. O ile jego wrogie nastawienie do Zachodu jest szczere, o tyle ostentacyjne noszenie krzyża na szyi jest czystą hipokryzją. Jednym ze sposobów na dotarcie do ludu. A więc taktyka, a nie wiara. Tego też uczą w KGB. Dziś Rosji, krajowi wielojęzycznemu, wieloetnicznemu, w którym dwanaście procent populacji to muzułmanie, a tylko cztery procent kiedykolwiek czytało Biblię, otóż takiej Rosji udało się wyrobić sobie wizerunek obrończyni chrześcijaństwa. Dlaczego? Dlatego, że oprócz kultu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Putin potrzebował symboliki cerkiewnej, aby dać Rosjanom wrażenie jedności i siły państwa. 

DT: Putin ma po prostu skrzynkę z narzędziami. Są wartościowe wtedy, gdy się do czegoś przydają. Nieważne, czy do otrucia lidera opozycji, ataku na Gruzję czy rozwiązania problemu rosyjskiej tożsamości po upadku komunizmu. No bo na czym ją ufundować? Na czym budować na nowo imperialną politykę? Oczywiście na tęsknocie za dawną wielkością, poczuciu wyjątkowości oraz pamięci o heroizmie i historycznym znaczeniu Rosji. Najpierw więc pojawił się Aleksander Dugin ze swoimi tradycjonalistycznymi teoriami i koncepcją Eurazji jako alternatywy dla Zachodu. A potem Putin te koncepcje kupił. Nieważne, czy w nie wierzy, nieważne, czy chodzi do cerkwi z autentycznej religijnej potrzeby – ważne, że dość konsekwentnie buduje ten nacjonalistyczny, "chrześcijański" i prawosławny element nowej rosyjskiej tożsamości. Ale żeby ją domknąć, potrzebny jest mu ten klasyczny wróg Rosji – zepsuty, zgniły Zachód. Straszenie nim i obrzydzanie go dobrze działało za czasów komunizmu.

<<Reklama>> E-book i audiobook "Wybór" są dostępne w Publio.pl >>

Anne Applebaum, Donald Tusk - WybórAnne Applebaum, Donald Tusk - Wybór Wydawnictwo Agora

Więcej o: