Sztucznie wytworzony strumień krwi był stale wtłaczany do jej ciała. Żyła, ale nie miała pulsu [FRAGMENT]

Doktor Matt Morgan jest intensywistą, czyli lekarzem intensywnej terapii - wysoce wykwalifikowanym specjalistą, w którego rękach możesz się znaleźć, jeśli sprawy przybiorą bardzo zły obrót. Publikujemy przedpremierowo fragment jego książki "Stan krytyczny. Opowieści z pogranicza ludzkiego życia".

W swojej książce Morgan jest przewodnikiem po oddziale intensywnej terapii, jednym z najbardziej dynamicznych i działających pod największą presją miejsc w szpitalu. Opisuje najciekawsze przypadki, z jakimi się zetknął w swojej karierze, i opowiada o pacjentach, których sprowadził znad krawędzi śmierci z powrotem do życia. 

SukienkaPolska "Sukienka" ma szansę na Oscara. Główna aktorka już spełniła w Hollywood wielkie marzenie

Matt Morgan "Stan krytyczny. Opowieści z pogranicza ludzkiego życia", przekład Grzegorz Piątkowski, Wydawnictwo Insignis - fragment:

Podobnie jak każdy mięsień, serce musi się prawidłowo kurczyć, by móc pompować krew. Gdy nasze ciało traci tę zdolność, mamy do czynienia z niewydolnością serca. Pewnego dnia wszystkich nas to czeka. U niemal każdego ssaka na ziemi, niezależnie od wielkości, istnieje niezwykły związek między średnią długością życia a tętnem. Na każdego osobnika w ciągu całego życia przypada średnio miliard uderzeń serca. Dla kolibra, którego serce bije z niesamowitą prędkością ponad 1200 uderzeń na minutę, daje to żywotność od zaledwie trzech do pięciu lat. Na drugim krańcu mamy płetwala błękitnego z zaledwie 6 uderzeniami serca na minutę, co daje średnią długość życia ponad sto lat. Dzięki poprawie stylu życia i odżywiania ludzie sztucznie zawyżyli ten dany im przez naturę limit. Każdy z żyjących obecnie ma w ciągu całego życia do wykorzystania około 3 miliardów uderzeń serca.

Niewydolność serca jako przewlekłe schorzenie jest lekceważona zarówno przez lekarzy, jak i społeczeństwo. Ludzie cierpiący nawet na stosunkowo łagodne postaci tej wady żyją krócej od niektórych pacjentów chorych na raka. Serce nie bez kozery znajduje się na środku klatki piersiowej, powinno być również w centrum naszych działań prozdrowotnych.

Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Kiedy ostatnio poszliście na siłownię, biegliście do autobusu czy nawet uprawialiście seks, wasze serce musiało za wami nadążyć. W trakcie typowego sześciominutowego stosunku (określenie "typowy" kryje w sobie oczywiście całą gamę natężenia wysiłku) nasze serce zwiększa liczbę uderzeń z 400 do ponad 1000. Ma to na celu zwiększenie ilości krwi dostarczanej reszcie ciała z 30 do ponad 120 litrów. To równowartość 160 butelek czerwonego wina. Wraz ze wzrostem częstotliwości uderzeń serce kurczy się znacznie mocniej, za każdym razem wyrzucając 120 mililitrów krwi zamiast normalnych 80 mililitrów.

Choć mogłoby się wydawać, że to ciężka praca, to i tak nic w porównaniu z wyzwaniami, jakim musi stawić czoła kobieta, jeżeli w wyniku tych sześciu minut zajdzie w ciążę. Po dziewięciu miesiącach od tej początkowej radości przyszła mama będzie miała serce o 10 procent grubsze. Ze względu na przyrost mięśni pozwoli jej to pompować 50 procent więcej krwi przy każdym uderzeniu. Mimo niższego ciśnienia w naczyniach krwionośnych podczas porodu średnia ilość pompowanej krwi na minutę rośnie do 80 procent, zarówno w ciele matki, jak i dziecka. O dziwo, te zmiany fizjologiczne zaczynają pojawiać się już około piątego tygodnia ciąży.

United Nations AfghanistanGaisu miała 14 lat. Jej cnota została złożona w ofierze. "Nie chciałam zajść w ciążę. Wiedziałam, że nie skończę szkoły"

A przynajmniej powinny się pojawić. Moja pacjentka imieniem Lucy i jej dziecko nie mieli tyle szczęścia. Zadyszka przy codziennym spacerze nie była dla Lucy niczym nowym. Jako że miała rodzić po raz pierwszy, wraz z mężem przygotowali pokój dla dziecka już na trzy tygodnie przed terminem porodu, zrobili listę potencjalnych imion i do perfekcji opanowali składanie wózka. Nie byli tylko przygotowani na to, że ich życie – i życie nienarodzonego dziecka – zostanie tak dramatycznie wywrócone do góry nogami.

Każde schorzenie, które upośledza zdolność mięśnia sercowego do kurczenia się, w efekcie spowoduje jego niewydolność. Organ będzie pracował podobnie, ale nie wypompuje wystarczająco dużo krwi, by w pełni zaspokoić potrzeby organizmu. Jeśli defekt wystąpi po prawej stronie serca, krew będzie gromadzić się w ciele i nogach. Z kolei schorzenia lewej strony spowodują obrzęk płuc, jako że krwi będzie trudniej odpłynąć z tego obszaru. W pęcherzykach płucnych zacznie gromadzić się płyn, który niczym mokra mąka zatykająca sito zablokuje przedostawanie się tlenu do krwiobiegu. Oddychanie będzie coraz trudniejsze i mniej skuteczne. W przypadku problemów dotyczących obu stron serca już samo utrzymanie się przy życiu będzie dla ciała wyzwaniem.

Wraz ze zbliżającym się terminem porodu Lucy musiała przerwać codzienne spacery. Oddychanie sprawiało jej coraz większe problemy nawet bez żadnego wysiłku. Sen nie dawał odpoczynku, zmienił się w trudne zadanie. Jej kostki miały szerokość ramion, a obrzęki sięgały kolan. Przeglądając fora internetowe, Lucy znalazła cały szereg schorzeń potencjalnie odpowiedzialnych za jej złe samopoczucie. Jednym z nich był stan przedrzucawkowy, który może powodować obrzęk kostek, duszności i wysokie ciśnienie krwi. No ale w ciągu ostatnich kilku tygodni nie miała żadnych problemów z ciśnieniem. Inne mamy też opisywały problemy z oddychaniem i opuchnięte kostki. Być może, myślała, w ciąży już po prostu tak ma być? Po kolejnej niespokojnej nocy spędzonej na krześle nawet wyprawa do toalety okazała się niemożliwa. Kolejnego dnia Lucy zemdlała. Przewlekłe schorzenia, w tym wysokie ciśnienie krwi, otyłość, choroby niedokrwienne serca, a także palenie tytoniu stanowią ponad 90 procent powodów występowania niewydolności serca. Leczenie jest trudne i podobnie jak w innych obszarach medycyny zawsze lepiej jest mu zapobiegać. Opracowano jednak szereg leków i urządzeń, które mają na celu poprawę samopoczucia i wyników u pacjentów z niewydolnością serca.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

(…)

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Lucy, była spocona, dłonie miała sine z zimna, a ciśnienie niebezpiecznie wręcz niskie. Jej płuca wypełniał płyn, a dziecko walczyło o przetrwanie. Miała wszystkie objawy, których można oczekiwać przy ciężkiej niewydolności serca, ale była młoda i w przeszłości nie borykała się z poważniejszymi problemami zdrowotnymi. Wykres EKG jej serca odbiegał od normy właściwie na każdym odcinku, nie tylko w obszarach odpowiedzialnych za konkretne naczynia krwionośne, co znamionowałoby zawał serca. Wykorzystując te same ultradźwięki, dzięki którym zaledwie tydzień wcześniej Lucy mogła zobaczyć swoje dziecko, przyjrzeliśmy się bliżej jej sercu podczas skurczu. Prawa strona była słaba, lewa jeszcze słabsza. Kobieta cierpiała na ciężką niewydolność serca bez wyraźnie widocznej przyczyny. Nasze myśli od razu powędrowały w stronę mniej typowych diagnoz: mogła zażyć niewłaściwy lek lub suplement, mieć problem z hormonami, niedobór witamin lub wrodzoną wadę tętnic wieńcowych. Nic nie pasowało. Jedyną przyczyną, jaka nam pozostała, była krucha istota, którą nosiła pod sercem.

Zobacz wideo Z Ostrołęki do Wrocławia. Policyjny śmigłowiec Bell 407 w 2 godziny i 25 minut przetransportował serce do przeszczepu

Wiemy już, jak niezwykłym wyzwaniem dla zdrowego serca jest ciąża, która dostosowuje jego pracę do potrzeb dziecka. Rzadko jednak zdarza się, że wpływa na nie negatywnie czy prowadzi do niewydolności. Medycyna uwielbia złożone terminy i w tym przypadku nie jest inaczej: taki przypadek nazywamy kardiomiopatią okołoporodową. Chociaż nadal nie w pełni rozumiemy przyczyny tej przypadłości, najbardziej prawdopodobnymi sprawcami są infekcje wirusowe i nieprawidłowe reakcje immunologiczne.

Weźmy chociażby pod uwagę ten niezwykły immunologiczny wyczyn noszenia dziecka w ciele przez dziewięć miesięcy – to przecież, bagatela, 3 kilogramy obcej tkanki dla naszego ciała. Fakt, że zwykle powoduje to tak mało problemów, jest zdumiewający. Zdolność życia w układzie pasożytniczym z w pełni ukształtowaną istotą ludzką, korzystającą z tego samego zapasu krwi, jest jednym z najbardziej transcendentnych osiągnięć ewolucji. Korzenie tej zdolności leżą w stopniowej integracji obcego kodu genetycznego jako efektu ubocznego powszechnych infekcji wirusowych w trakcie ewolucji ssaków. Taka infekcja jest w stanie przetrwać w ciele, "włamując się" do naszego kodu genetycznego i wykorzystując komórkową maszynerię DNA do stworzenia milionów własnych kopii. Nawet po usunięciu typowych infekcji fragmenty kodu genetycznego wirusów pozostają płynnie wplecione w nasze geny, niczym puste pudła zalegające nam w piwnicy. Przez większość czasu zajmują tylko miejsce, ale niekiedy stają się bardzo przydatne. Jedno z nich kryje w sobie zdolność wirusa do ukrycia się przed naszym układem odpornościowym podczas fazy replikacji. Niczym tajny agent, wirusy – w tym przeziębienie – są w stanie przekonać nasze ciało, że są jego nieodłączną częścią, mogąc dzięki temu wykorzystywać je do własnych celów. Z niezrozumiałych dla dzisiejszych badaczy powodów ta genetyczna zdolność przetrwała w DNA naszych odległych ewolucyjnych przodków. Była uśpiona przez miliony lat, dopóki nie znalazła nowego zastosowania: pozwala ludzkiemu dziecku ukryć się przed układem odpornościowym matki. I tak oto starożytna strategia wirusowa pozwala podtrzymać nowe życie. Ironią losu jest to, że wirusy wspierały ową zdolność, ale i w ciągu wieków były źródłem szkodliwych infekcji wrodzonych oraz – jak najprawdopodobniej stało się to w przypadku Lucy – kardiomiopatii okołoporodowej.

Kiedy łóżko Lucy wjeżdżało przez automatyczne drzwi na OIOM, nie mogliśmy przestać się martwić. W takich sytuacjach pomaga powrót do rutyny, w związku z czym skupiliśmy się na trzech ważnych kwestiach: postawieniu diagnozy, wsparciu narządów i wyleczeniu przyczyny. Niestety jedynym lekarstwem na kardiomiopatię okołoporodową był czas lub przeszczep serca, w związku z czym pozostało nam wyłącznie skupić się na zapewnieniu wsparcia dla narządów Lucy.

Najnowsze informacje z Ukrainy po ukraińsku w naszym serwisie ukrayina.pl

W przypadku problemów ze skurczem mięśnia sercowego zwykle stosujemy silne leki zwane inotropami i wazopresorami, które działają na serce i naczynia krwionośne. (…) W przypadku Lucy było jasne, że same leki nie wystarczą. Miała wyziębione dłonie i stopy, nerki przestały wytwarzać mocz, a jelita w ogóle odmawiały posłuszeństwa. Niewydolność jednego narządu spowodowała problemy z kolejnymi. Chociaż leki zachęcały jej serce do bicia, nie było ono w stanie spełnić wymagań stawianych mu przez jej ciało, a już tym bardziej w połączeniu z wymaganiami ciała jej dziecka. Gdy narządy matki zaczęły zawodzić, dziecko zaczęło przejawiać oznaki niepokoju. Jego tętno raz zwalniało, by po chwili przyspieszyć do 300 uderzeń na minutę. Chcąc uratować Lucy, musieliśmy uratować jej dziecko, w związku z czym zabraliśmy ją na salę operacyjną, by wykonać cesarskie cięcie. Wyjechały z niej oddzielnie. Dziewczynka, którą rodzice nazwali Hope, w rękach zespołu położniczego wydawała się słaba i krucha. Niezwłocznie podłączono ją do maszyny podtrzymującej życie, podobnie jak jej mamę.

Chociaż wysiłek wymagany od serca Lucy został zmniejszony, to nie wystarczyło. Jej stan nadal wskazywał na pogarszającą się niewydolność serca, w dodatku od ciśnienia rosnącego coraz bardziej w naczyniach krwionośnych zaczęła też powiększać się wątroba Lucy. Na początku mieliśmy nadzieję, że pomoże zaradzić temu wstawienie pompy balonowej – tego samego urządzenia, które wspomagało serce Sędziego. Udało się dzięki temu wywołać prawidłowe skurcze serca po lewej stronie, ale wciąż mieliśmy problem z prawą stroną serca i płynem w płucach u Lucy. Kolejnym krokiem było sprezentowanie Lucy nowego serca, a właściwie jego metalowej imitacji.

Serce fascynuje świat medycyny, odkąd William Harvey po raz pierwszy opisał je jako "centrum obiegu krwi" w 1628 roku. Narząd ten jest najcudowniejszą z pomp: miękką, reagującą na zmieniające się wymagania i doskonale rytmiczną. Wyzwania związane z zastąpieniem jego funkcji wciąż nie zostały rozwiązane, chociaż obecnie są dostępne urządzenia wspierające pracę serca wystarczająco małe, aby można je było wszczepić pod skórę. Mogą one podtrzymywać życie przez lata – nawet u osób z niemal zerową aktywnością serca. Nowe osiągnięcia nauki i technologii pozwalają na życie bez serca. Były czeski strażak Jakub Halik został drugim na świecie pacjentem, u którego funkcję najważniejszego narządu zastąpiły dwie wszczepione pompy mechaniczne. Przez sześć miesięcy życia z plastikowym sercem Jakub mimo braku tętna mógł nawet chodzić na siłownię. Chociaż w przypadku Lucy przeszczep wydawał się najbardziej oczywistą opcją, nie było to takie proste. Znalezienie odpowiedniego dawcy w krótkim czasie, jaki jej pozostał, graniczyło z cudem. W obliczu poważnych braków w bankach organów średni czas oczekiwania na przeszczep wynosi prawie trzy lata. Dla Lucy wyzwaniem było przeżycie kilku kolejnych godzin.

(…)

Gdybyśmy jednak nawet mieli serce odpowiednie dla Lucy, wykonanie operacji w takich okolicznościach byłoby co najmniej trudne. Istnieje błędne przekonanie, że w momencie wykonania przeszczepu kończą się problemy pacjenta, jednak nie jest to pojedyncza interwencja lekarska. Po każdym takim zabiegu do końca życia pacjent musi przyjmować silne leki, które wyniszczają układ odpornościowy, mogą prowadzić do ciężkich infekcji, a nawet rzadkich rodzajów raka. Ale przywracając stopniowo funkcję sercu Lucy, moglibyśmy dać jej czas potrzebny do powrotu do zdrowia bez przeszczepu. Pierwsza operacja na człowieku wykonana z pomocą płucoserca miała miejsce w 1951 roku, ale pacjent ten wkrótce zmarł. Dwa lata później, w 1953 roku, w Szpitalu Uniwersyteckim Thomasa Jeffersona w Filadelfii osiemnastoletnia kobieta przeżyła operację zamknięcia otworu w sercu wykonaną z pomocą urządzenia zwanego żelaznym sercem. Choć proste w teorii, takie maszyny są niezwykle złożone zarówno pod względem konstrukcji, jak i obsługi. Odciągają krew z żył, sztucznie natleniają i wpuszczają z powrotem pod ciśnieniem do tętnic. Wyzwanie polega na tym, aby nie uszkodzić delikatnych komórek krwi podczas tego gwałtownego procesu, jednocześnie zapobiegając powstawaniu poważniejszych skrzepów. Przy stosowaniu leków rozrzedzających krew należy wziąć pod uwagę wysokie ryzyko wzmożonego krwawienia z powodu dużych rurek zainstalowanych w naczyniach krwionośnych. Z czasem zmniejszono rozmiar, złożoność i koszt użycia tych maszyn. Obecnie są one przenośne i mogą zastąpić funkcję serca, korzystając jedynie z dwóch dużych rurek połączonych z naczyniami krwionośnymi. Ta technologia, znana jako pozaustrojowe natlenianie krwi (ECMO, ang. extracorporeal membrane oxygenation), wykorzystuje pompy odśrodkowe, które z uwagi na swoje delikatne działanie chronią komórki krwi, jednocześnie natleniając je za pomocą niezwykle cienkiej membrany o dużej powierzchni. Pokrycie lekami wewnętrznej strony rurek stosowanych w urządzeniu zmniejsza konieczność podawania pacjentowi leków przeciwzakrzepowych, co z kolei obniża ryzyko wystąpienia krwawienia.

Był gorący wtorek, kiedy Lucy po raz pierwszy podłączono do ECMO. (…) Ciemnoczerwona krew wkrótce zaczęła wpływać do sterylnych przezroczystych wnętrzności maszyny, a gdy po chwili wracała do ciała kobiety, była już jasnoczerwona i pełna życia.

Kiedy położycie wskazujący i środkowy palec z boku szyi, poczujecie rytmiczne echa uderzeń serca, które przenoszone są przez aortę do tętnicy szyjnej. Gdybyście dotknęli w ten sam szyi Lucy, nie poczulibyście niczego, ECMO całkowicie zastąpiło funkcję jej słabnącego serca. Sztucznie wytworzony strumień krwi był stale wtłaczany do jej ciała. Lucy żyła, ale nie miała pulsu.

Tlenu dodawanego przez ECMO do jej krwi było na tyle dużo, że zaledwie dwa dni po porodzie Lucy odzyskała przytomność. Odłączyliśmy aparat oddechowy, wyjęliśmy rurkę z jej tchawicy i wkrótce mogła z nami porozmawiać. Z trudem usłyszeliśmy pierwsze słowa, które powiedziała, spoglądając na swoje ciało, ręką wodząc po omacku po kołdrze przykrywającej jej brzuch:

?–?Co z dzieckiem?

W godzinę po zadaniu najważniejszego pytania w swoim życiu Lucy mogła po raz pierwszy zobaczyć córkę. Mała Hope doszła do siebie szybciej niż jej mama, spędziła zaledwie jedną noc w maszynie podtrzymującej życie na oddziale noworodkowym. Gdy Hope przytuliła głowę do klatki piersiowej Lucy, nie usłyszała tak dobrze poznanego przez ostatnie dziewięć miesięcy bicia serca. Musiała poczekać jeszcze pięć dni, zanim serce jej mamy wydobrzało na tyle, by móc kurczyć się samodzielnie, i mogliśmy na dobre odłączyć ją od ECMO. Pięć tygodni później Lucy wraz z córką były już w domu, gotowe razem stawić czoła reszcie życia.

Stan Krytyczny - okładkaStan Krytyczny - okładka Insignis

Więcej o: