Uroczystość wręczenia jej dyplomu lekarze nazwali "farsą". Dlatego, że była kobietą [FRAGMENT]

Jeszcze na początku XIX wieku zawód lekarza wykonywali tylko mężczyźni. Badania prowadzono w poniżający i często bolesny sposób, a lekarze nie rozumieli problemów zdrowotnych kobiet. Porody odbierano pod kilkoma warstwami koców, bo medycy wstydzili się nagości rodzącej. W takim świecie trzy kobiety znalazły w sobie siłę i determinację, żeby otworzyć przedstawicielkom swojej płci drzwi do zawodu lekarza. W swojej książce opowiada o nich Olivia Campbell.

Olivia Campbell "Na łasce brutali. Kobiety w świecie medycyny", przekład Mariusz Gądek, Znak Literanova - fragment:

Jeśli Elizabeth Blackwell sądziła, że po uzyskaniu tytułu doktora medycyny jej życie będzie już dalej przebiegało gładko, musiała być srodze zawiedziona. Rozpoczynając karierę jako jedna z pierwszych w Stanach Zjednoczonych praktykujących medycynę kobiet, musiała się mierzyć z rosnącymi uprzedzeniami. Najpierw pojawiły się reakcje na jej tytuł naukowy. W liście do redakcji wydrukowanym 21 lutego 1849 roku w "Boston Medical and Surgical Journal" uroczystość wręczenia dyplomu Elizabeth nazwano "farsą", a wejście kobiet do zawodu lekarskiego określono jako coś "nikczemnego" i wyraźnie niezasłużonego. Autor listu błagał wszystkich lekarzy, żeby osiągnięcie Elizabeth, pierwsze tego rodzaju w historii, było zarazem ostatnim.

Panowało powszechne przekonanie, że opuszczając akceptowaną społecznie sferę aktywności kobiecej, Elizabeth szukała laurów w zakazanych dla niej dziedzinach, hańbiła swoją płeć i wypaczała prawa Boże. Nie mieściło się w głowie, żeby kobieta mogła "przejść przez to wszystko, z czym stykamy się podczas studiowania medycyny, nie szargając delikatnej powierzchni kobiecego umysłu, który nie jest nawet w stanie rozważać, czym jest obrzydliwość, nie doznawszy swego rodzaju skalania – oświadczył pewien profesor Massachusetts Medical College. – Zawód lekarza oraz chirurga wymaga przymiotów, które posiada wyłącznie mężczyzna".

Nie wszyscy jednak sprzeciwiali się tej innowacji. Wiele osób wskazywało, że kobiety są przecież położnymi, a te zasługują na lepsze medyczne wykształcenie. Ale mało kto był gotów publicznie przekonywać, iż kobiety mogą praktykować medycynę ogólną. Wielu lekarzy przyznawało – kobiety mogą odbierać porody, ale niewiele więcej.

Geneva College, który ukończyła Elizabeth, również spotkał się z publiczną krytyką i został zaatakowany przez wpływowych przedstawicieli środowiska lekarskiego za to, że przyjął kobietę na studia i pozwolił jej zdobyć dyplom. Władze uczelni postanowiły więc zakazać wstępu kolejnym studentkom, żeby uniknąć w przyszłości negatywnych reakcji.

Jedyna szkoła medyczna w kraju, która kiedykolwiek dopuściła kobietę na studia, nie zamierzała już nigdy więcej tego powtórzyć. Jeśli kobiety chciały studiować medycynę, musiały same założyć dla siebie szkołę.

Elizabeth Blackwell dokonała czegoś niemożliwego z punktu widzenia medycznego establishmentu. Wieści o pani doktor były tak szokujące, że dotarły przez Atlantyk nawet do jej ojczyzny. Z tej okazji brytyjskie pismo satyryczne "Punch" opublikowało wiersz:

Niech młode damy z wszystkich krain,

Co poświęcają czas swój cały

Na lekturę powieści i dzierganie,

Co potrafią najwyżej tańczyć, grać,

Śpiewać i po francusku trajkotać,

Niechaj więc spojrzą na przykład ten

Wspaniałej panny Liz Blackwell!

Po ukończeniu studiów Elizabeth za radą swoich medycznych mentorów wyruszyła do Paryża w celu kontynuowania edukacji. Wynalezienie przez René Laënneca stetoskopu w 1816 roku umocniło pozycję Paryża jako ośrodka innowacji medycznych. Miasto było kolebką wielu odkryć w dziedzinie chirurgii, patologii i psychiatrii, które później rozprzestrzeniły się po całym świecie. Paryż stanowił wówczas czołowy ośrodek rozwoju medycyny. W latach 1820–1860 studiowało tam około siedmiuset amerykańskich lekarzy, w tym Elizabeth Blackwell, która podszlifowawszy nieco swój francuski, w czerwcu 1849 roku wyruszyła do Francji.

Elizabeth liczyła na to, że będzie studiować chirurgię, ale najłatwiej było jej dostać się do szpitala położniczego La Maternité, gdzie zdobyła nieocenioną wiedzę na temat tego, jak kierować szpitalem dla kobiet. Zaledwie kilka dni po przybyciu powierzono jej pieczę nad sześcioma salami w izbie chorych, które nadzorowała od ósmej rano do ósmej wieczorem. W dni "wolne" wizytowała oddział noworodkowy, brała udział w obchodach lekarskich i badała pacjentki, których przypadki szczególnie ją interesowały. Wykłady rozpoczęły się dopiero miesiąc po jej przyjeździe, ale kiedy już ruszyły, trwały codziennie po cztery, pięć godzin.

W La Maternité Elizabeth pracowała z mniej więcej pięćdziesięcioma kobietami w różnym wieku, które studiowały położnictwo. Podczas wczesnoporannego obchodu z położną oddziałową cała grupa "za sprawą natłoku obowiązków była już całkiem rozbudzona, ubrana w większości w pośpiechu w małe, białe czepki oraz kolorowe chusty, niektóre zaś w zgrzebne, krótkie koszule szpitalne, twarze miały ogorzałe od słońca, dłonie czerwone od ciężkiej pracy, ale wszystkie odznaczały się łagodnym usposobieniem, zawsze na podorędziu miały dobre słowo, a ich czarne oczy błyszczały życiem". Po raz pierwszy Elizabeth miała do czynienia z innymi ambitnymi kobietami, które tak jak ona próbowały zdobyć wykształcenie w dziedzinie nauk medycznych. Być może dzięki temu, że obserwowała je z bliska, Elizabeth nieco złagodziła swoją surową opinię na temat innych przedstawicielek własnej płci.

Poza tym w Paryżu niemal znalazła miłość. Hippolyte Blot był młodym francuskim lekarzem, który odbywał staż w La Maternité. Elizabeth uważała, że jest przystojny, dystyngowany, dowcipny, ambitny, ale obdarzony porywczym charakterem.

W każdy wtorek o pierwszej po południu Blot przeprowadzał szczepienia noworodków. Elizabeth siadała u jego boku przy oknie, podczas gdy on szczepił każde niemowlę.

"Wszystkie dzieci, ku ich najwyższemu niezadowoleniu, są poddawane niezgrabnym manewrom élèves [studentów]. Niemowlęta są strasznie brzydkie w tych zgrzebnych powijakach – pisała Elizabeth. – Wyglądają zupełnie jak mumie, a wszystkie razem dają potworny koncert".

Kiedy Elizabeth pytała Blota o sposób wykonywania szczepienia, lekarz skupiał się uważnie na dziecku i mocno zaczerwieniony przesuwał dłonią po włosach "gestem w ogóle niepodobnym do Francuza". "Myślę, że jest bardzo młody albo czuje przede mną duży respekt, ponieważ nigdy nie śmie spojrzeć mi prosto w oczy, przy tym sprawia wrażenie zakłopotanego, gdy się do niego zwracam, dlatego staram się bardzo rzadko niepokoić go w ten sposób" – pisała Elizabeth.

Oprócz tego, że studenci towarzyszyli Blotowi podczas obchodów, przynosił on również mikroskop i pokazywał im rozmaite próbki, na przykład pokrywających skórę spłaszczonych komórek tkanki nabłonkowej, a także przypominającego włoski nabłonka rzęskowego, który wyścieła drogi oddechowe.

W sierpniu Blot zebrał się wreszcie na odwagę i poprosił Elizabeth, żeby uczyła go angielskiego. "Lubię go – przyznała wówczas Elizabeth z udawaną obojętnością. – Mam nadzieję, że uda nam się nieco do siebie zbliżyć".

Pod koniec jej pobytu w Paryżu rzeczywiście zbliżyli się do siebie z Blotem, choć nie w taki sposób, na jaki liczyła. W niedzielę 4 listopada Elizabeth przy użyciu strzykawki napełnionej wodą oczyszczała oczy niemowlaka, który podczas porodu zaraził się od matki bakterią rzeżączki. W pewnym momencie odrobina wody prysnęła również w oczy Elizabeth. Przez resztę dnia towarzyszyło jej drażniące uczucie, jakby pod powieki dostały się ziarenka piasku. W nocy na oczach pojawiła się mocna opuchlizna, a rano pokrywała je skorupa zaschniętej ropy. Blot potwierdził, że Elizabeth zaraziła się od dziecka zapaleniem spojówek. Konieczne było natychmiastowe leczenie.

Blot odesłał Elizabeth do łóżka i całkowicie poświęcił się opiece nad nią. Kauteryzował jej powieki, smarował je maścią z atropiną i robił okłady z rozdrobnionej czarnej gorczycy. Przystawiał też pijawki do jej skroni, kładł zimne kompresy i opium na czoło. Moczył jej stopy w wodzie i aplikował środki przeczyszczające. Co godzinę przepłukiwał jej oczy. Elizabeth jadła tylko bulion. W ciągu trzech dni stopniowo zmalała ilość światła dziennego docierająca do jej lewego oka. Kiedy lekarz delikatnie usunął błonę, która utworzyła się na jego źrenicy, Elizabeth ogarnęła ciemność. Bezpowrotnie utraciła wzrok w lewym oku. Przez trzy tygodnie leżała w łóżku z zamkniętymi powiekami, aż w końcu jej prawe oko zaczęło się z wolna otwierać. Blot dzięki swym starannym zabiegom uratował w nim wzrok. Dopiero w 1881 roku, wraz z uzyskaniem roztworu azotanu srebra, możliwe stało się leczenie pozwalające ocalić wzrok u zarażonych rzeżączką niemowląt.

Kiedy Elizabeth opuszczała wreszcie Paryż, powiedziała, że będzie niezmiernie tęsknić za Blotem z powodu łączącej ich "nadzwyczaj serdecznej sympatii", lecz ze stoickim spokojem dodała, że "życie reformatorki nie jest usłane różami".

(...)

Stan zapalny, jaki wdał się w chore oko, pokrzyżował jednak plany Elizabeth i zmusił ją do powrotu do Paryża. Tam chirurg, któremu ufała, powiedział jej, że oko trzeba operacyjnie usunąć. W jego miejsce mogła wprawdzie nosić szklane oko, ale trwale uszkodzony wzrok oznaczał, że sama już nigdy nie będzie mogła operować.

Zamiast więc wrócić do Nowego Jorku, Elizabeth znów udała się na krótko do Londynu, żeby odbyć praktyki w Szpitalu Świętego Bartłomieja. To właśnie w Londynie poznała nareszcie grupę inteligentnych i inspirujących przyjaciółek.

Elizabeth doszła wcześniej do wniosku, że nie jest po prostu osobą towarzyską, skoro gardzi jałowymi pogawędkami i plotkami. W towarzystwie większości kobiet, oprócz kilku wyjątków, brakowało jej głębi i stymulacji intelektualnej. Teraz jednak zrozumiała, że do tej pory nie spotkała jeszcze odpowiednich ludzi. Jej kalendarz szybko zaczęły wypełniać spotkania z udziałem podobnie jak ona myślących, ciekawych świata, wykształconych, postępowych i interesujących się nauką osób. A Elizabeth ku swemu zaskoczeniu odkryła, że ogromnie lubi rozmowy towarzyskie.

Wtedy właśnie poznała feministki z Langham Place: Bessie Rayner Parkes i Barbarę Leigh Smith. Wiele wieczorów i weekendów spędzała teraz w ich kręgu towarzyskim, w którym napotkała grono najznamienitszych umysłów Londynu tamtej epoki. W grupie tej znajdował się między innymi znany fizyk Michael Faraday, astronom John Herschel wraz z żoną Margaret, pisarka i historyczka sztuki Anna Jameson oraz Annabella, czyli lady Byron.

Więcej o: