Chcieli w grenlandzkiej pokrywie lodowej wydrążyć kilometry tunelów. Sowieci mieli łamać sobie głowę [FRAGMENT]

"Pod białym niebem. Natura przyszłości" Elizabeth Kolbert, laureatki Pulitzera, specjalizującej się w problematyce zmian klimatycznych, to książka poświęcona przyszłości natury, a raczej tego, co z niej zostało po stuleciach wpajanego nam przekonania, że to człowiek jest koroną stworzenia, a dzięki rozwojowi technologii możemy opanować przyrodę i podporządkować ją naszym celom.

Dziennik "The Washington Post" uznał ten tytuł za jedną 10 najważniejszych książek 2021 roku. Na liście książek, które zrobiły na nim największe wrażenie w minionym roku, umieścił ją również Barack Obama. 23 marca "Pod białym niebem. Natura przyszłości" ukazała się nakładem Wydawnictwa Filtry i w przekładzie Jakuba Jedlińskiego w Polsce. Publikujemy fragment trzeciego rozdziału.

Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Elizabeth Kolbert "Pod białym niebem. Natura przyszłości" - fragment:

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy amerykań-ska marynarka wojenna rozpoczęła projekt Stormfury, armia zaczęła realizację projektu znanego – choć tylko w wąs-kim gronie, bo był ściś-le tajny – pod nazwą Iceworm. Był to przygotowany na zimno plan wygrania zimnej wojny. Armia zaproponowała, by w grenlandzkiej pokrywie lodowej wydrążyć setki kilometrów tunelów. Miały zostać one wyposażone w linie kolejowe, a wzdłuż tras pociągu planowano rozmieścić pociski jądrowe, żeby Sowieci łamali sobie głowę, czym jest to założenie. „Iceworm łączy więc zalety mobilności i rozproszenia, skrytości i niedostępności" – chełpił się autor tajnego raportu.

Zgodnie z planem latem 1959 roku wysłano na Grenlandię Korpus Inżynieryjny Armii, żeby rozpoczął budowę bazy. Położony na siedemdziesiątym siódmym stopniu szerokości geograficznej północnej, mniej więcej dwieście czterdzieści kilometrów na wschód od Morza Baffina, Camp Century był największym jak dotąd obiektem wybudowanym na – czy raczej w – pokrywie lodowej. Wyko-rzystując przede wszystkim gigantyczne pługi, Korpus wykopał pod powierzchnią lodu sieć korytarzy, połączonych sali sypialnych, kasyno wojskowe, kaplicę, kino i zakład fryzjerski. Wybudowano nawet podziemną drogerię, w której można było kupić perfumy i wysłać do domu. (Stacjonujący w obozie żołnierze lubili żartować, że w bazie pod każdym drzewem stoi dziewczyna). Przenośny reaktor jądrowy zaopatrywał całe założenie w energię.

Zobacz wideo Topniejące lodowce Spitsbergenu. "Byłem przerażony tym, co zobaczyłem" [Oko na świat]

Camp Century był tą częścią projektu Iceworm, którą armia się chwaliła. Utrzymywano, że baza została wybudowana w celach badawczych, a wojsko nakręciło film promocyjny, utrwalający herkulesowe wysiłki Korpusu. Dostarczenie materiałów budowlanych na wybrzeże wymagało konwojów złożonych ze specjalnych traktorów, które poruszały się z prędkością trzech kilometrów na godzinę. "Camp Century jest symbolem nieustających wysiłków człowieka, zmierzających do podbicia środowiska" – recytował narrator filmu. Reporterów oprowadzono po tunelach, zaproszono też na pobyt w bazie dwóch skautów, Amerykanina i Duńczyka.

Ledwie zakończono budowę, w Camp Century zaczęły się kłopoty. Lód, podobnie jak woda, przemieszcza się. Korpus wiedział o tym, ale nie doszacował czynnika ludzkiego, a proces ten zapewne jeszcze przyspieszało ciepło z reaktora. Tunele niemal natychmiast zaczęły się kurczyć. Aby powstrzymać "zarastanie" sypialni, kina i kantyny, służby porządkowe nieustannie musiały "przystrzygać" lód piłami łańcuchowymi. Jeden z gości porównał towarzyszący temu hałas do corocznego sabatu czartów piekielnych. Do 1964 roku sala mieszcząca reaktor do tego stopnia uległa deformacji, że urządzenie trzeba było przenieść w inne miejsce. Trzy lata później bazę opuszczono.

Historię Camp Century można postrzegać jako kolejną alegorię antropocenu. Człowiek zaczął "podbijać środowisko". Winszował sobie pomysłowości i bohaterstwa, ale koniec końców musiał ustąpić przed napierającymi ścianami. Nawet jeśli będziemy odpędzać naturę pługami śnieżnymi, zawsze szybko powróci.

Nie z tego powodu jednak przytaczam tę historię. A przynajmniej nie jest to najważniejszy powód.

Choć Camp Century był potiomkinowską stacją naukową, prowadzono tam prawdziwą działalność badawczą. Nawet kiedy tunele straciły drożność, zespół glacjologów wykonywał odwierty w pokrywie lodowej. Naukowcy wydobywali długie, cienkie walce lodu do czasu, aż dotarli do podłoża skalnego. Cylindry te – w sumie ponad tysiąc – tworzyły pierwszy kompletny rdzeń pokrywy lodowej Grenlandii. Zawarte w nim informacje na temat historii klimatu są tak zagadkowe, że naukowcy nadal starają się je zrozumieć.

Po raz pierwszy przeczytałam o Camp Century, kiedy samodzielnie planowałam prywatną podróż na Grenlandię. Umówiłam spotkanie z uczestnikami kierowanego przez Duńczyków zespołu realizującego North Greenland Ice Core Project (Projekt rdzenia lodowego północnej Grenlandii), w skrócie North GRIP. Operacja prowadzona jest na mierzącej ponad trzy kilometry pokrywie lodowej, w miejscu jeszcze bardziej odosobnionym niż Camp Century. Do celu dotarłam na gapę wyposażonym w płozy samolotem C130 Hercules, nazywanym "Herc". Transport obejmował kilkusetmetrowy kabel wiertniczy, grupę europejskich glacjologów i duńskiego ministra nauki (Grenlandia jest terytorium duń-skim, fakt ten wojsko amerykań-skie beztrosko zignorowało, planując budowę bazy Iceworm). Minister, jak wszyscy pasażerowie, podróżował w ładowni z wydanymi przez wojskowych zatyczkami w uszach.

Kiedy dolecieliśmy na miejsce, przywitał nas J.P.Steffensen, jeden z kierowników North GRIP. Wszyscy mieliśmy na sobie olbrzymie, ocieplane buty i zimowe kombinezony. Steffensen był natomiast ubrany w rozpiętą, starą parkę, na nogach miał stare adidasy i nie używał rękawic. Z brody zwisały mu drobniutkie sople lodu. Najpierw zrobił krótki wykład na temat niebezpieczeństw związanych z odwodnieniem.

– To może wydawać się niedorzeczne – powiedział. – Stoicie na trzech tysiącach metrów wody. A jednak jest tu ekstremalnie sucho. Zwracajcie więc uwagę na to, czy robicie siusiu.

Potem pokrótce przedstawił zasady panujące w obozie. Dostępne były dwie niezamarzające szwedzkie toalety, ale mężczyzn proszono, by byli tak uprzejmi i załatwiali się na lód, w miejscu zaznaczonym niewielką, czerwoną chorągiewką.

North GRIP był zdecydowanie skromną bazą. Składał się z kilkunastu wiśniowoczerwonych namiotów rozstawionych wokół kopuły geodezyjnej zamówionej pocztą z Minnesoty. Przed kopułą ktoś dla żartu ustawił typowy symbol odcięcia od świata – drogowskaz kierujący do najbliższego miasta, odległego o osiemset kilometrów Kangerlussuaq. Niedaleko stał typowy symbol zimna – sklejkowa palma. Ze wszystkich stron otaczał mnie taki sam widok: całkowicie płaski bezmiar przygnębiającej – albo też zachwycającej – bieli.

Audrey rozmawia z nieśmiałą niewidomą dziewczynką w BaidoaKierownik ekipy filmowej wskazał niemowlę i poprosił Audrey, by je nakarmiła. Nie zgodziła się

Poniżej obozu znajdował się dwudziestopięciometrowy tunel prowadzący w głąb do komory wiertniczej. Pomieszczenie to zostało wycięte w lodzie tak samo jak korytarze w Camp Century, a w jego wnętrzu temperatura nigdy, nawet w czerwcu, nie przekracza zera. Tak samo jak w Camp Century komora się kurczy. Strop próbowano wzmocnić sosnowymi belkami, ale drewno połamało się pod ciężarem śniegu. Odwierty zaczynają się codziennie o ósmej rano. Pierwsze zadanie polega na obniżeniu świdra, ponadtrzyipółmetrowej tuby z żelaznym zębem na końcu, na dno odwiertu. Po odpowiednim ustawieniu zębata rura zaczyna się obracać w taki sposób, aby wewnątrz stopniowo uformował się lodowy walec. Walec następnie wyjmuje się za pomocą stalowego kabla. Kiedy po raz pierwszy byłam świadkiem tej procedury, pracami kierowali glacjolodzy z Islandii i z Niemiec. Dotarcie na dno odwiertu – głębokiego na blisko trzy kilometry – zajęło im godzinę. W tym czasie naukowcy nie mieli nic innego do roboty, niż wpatrywać się w ekrany komputerów ustawione na niewielkich podgrzewanych podkładkach i słuchać ABBY.

?– W naszym słowniku nie ma czasownika "utknąć" – rzucił Islandczyk z nerwowym śmiechem.

Jak wszystkie lodowce grenlandzka pokrywa lodowa w całości składa się z nagromadzonego śniegu. Najnowsze warstwy są grube i luźne, najstarsze – cienkie i zbite. Oznacza to, że wwiercanie się w lód to cofanie się w czasie, początkowo powolne, a następnie coraz szybsze. Na głębokości około czterdziestu metrów śnieg pochodzi mniej więcej z czasów amerykańskiej wojny domowej; na głębokości siedmiuset sześćdziesięciu metrów – z czasów Platona, na poziomie tysiąca sześciuset trzydziestu metrów – z czasów prehistorycznych artystów, którzy wykonywali malowidła w jas-kiniach takich jak Lascaux. Pod wpływem nacis-ku kryształowa struktura śniegu przekształca się w lód. Ale większość innych jego cech nie zmienia się, lód jest reliktem czasu, w którym powstał. W lodach Grenlandii zachowały się popiół z wulkanu Tambora, zanieczyszczenia ołowiem z rzymskich hut i nawiany w epoce lodowcowej pył z Mongolii. Kolejne warstwy składają się z maleńkich baniek zamkniętego powietrza, z których każda stanowi próbkę atmosfery z przeszłości. Dla kogoś, kto potrafi je odczytać, warstwy te są archiwum nieba.

Zespół w końcu wydobył na powierzchnię odcinek rdzenia długości około sześćdziesięciu centymetrów i średnicy dziesięciu centymetrów. Ktoś przyprowadził ministra, który przyszedł do komory w czerwonym kombinezonie. Wydobyty kawałek wyglądał jak sześćdziesięciocentymetrowy walec zwykłego lodu. Jednakże jeden z glacjologów wyjaśnił, że powstał ze śniegu sprzed ponad stu pięćdziesięciu tysięcy lat, na początku ostatniego zlodowacenia. Minister wykrzyknął coś po duń-sku i wszystko wskazywało na to, że obiekt zrobił na nim odpowiednio duże wrażenie.

ECMO - zdjęcie ilustracyjneSztucznie wytworzony strumień krwi był stale wtłaczany do jej ciała. Żyła, ale nie miała pulsu [FRAGMENT]

Pierwszą osobą, która zorientowała się, jak wiele informacji można pozys-kać z rdzenia lodowego, był geofizyk Willi Dansgaard. Duń-ski naukowiec był specjalistą od wytrącania osadów z substancji chemicznych. Z próbki wody deszczowej, na podstawie jej składu izotopowego, okreś-lał temperaturę, w której powstała. Dansgaard stwierdził, że tę samą metodę można wykorzystać do badania śniegu. Kiedy w 1966 roku dowiedział się o wydobytym w Camp Century rdzeniu lodowym, złożył wniosek o możliwość jego zbadania. Ku jego zaskoczeniu prośba została rozpatrzona pozytywnie. Amerykanie, jak później napisał, chyba nie mieli pojęcia, jaka "kopalnia" danych znajduje się w ich zmrożonej krypcie.

Dokonany przez Dansgaarda odczyt rdzenia z Camp Century potwierdził to, co już wiedzieliśmy na temat historii klimatu. Ostatnie zlodowacenie, nazywane w Stanach Zjednoczonych Wisconsin, zaczęło się około stu dziesięciu tysięcy lat temu. W czasie jego trwania pokrywy lodowe objęły północną półkulę, pokrywając Skandynawię, Kanadę, Nową Anglię oraz północną część Środkowego Zachodu. Grenlandię skuł mróz. Kiedy przed dziesięcioma tysiącami lat zlodowacenie się skończyło, na Grenlandii (i na całym świecie) zrobiło się cieplej.

Szczegóły to co innego. Przeprowadzona przez Dansgaarda analiza rdzenia sugeruje, że w połowie zlodowacenia klimat Grenlandii był tak zmienny, iż z trudem można okreś-lać go mianem "klimat". Średnia temperatura powierzchni lodowej w ciągu półwiecza podniosła się aż o osiem stopni Celsjusza. Następnie, niemal równie gwałtownie, spadła. Do tego rodzaju wahnięć doszło nie raz, lecz wielokrotnie. Zmiany temperatury rzędu ośmiu stopni Celsjusza? To tak, jakby Nowy Jork nagle zmienił się w Houston albo Houston w Rijad, po czym wróciły do swojej dawnej postaci. Wszyscy, łącznie z Dansgaardem, byli skonfundowani. Czy te gwałtowne zmiany w danych odpowiadają rzeczywistym wydarzeniom? Czy może są wynikiem błędu?

W ciągu czterdziestu lat wydobyto kolejne pięć rdzeni z różnych części pokrywy lodowej. Próbki za każdym razem dowodziły występowania szalonych wahnięć temperatury. Jedno-cześnie inne wskaźniki klimatyczne – jak pyłki z włos-kiego jeziora, osady morskie z Morza Arabskiego czy stalagmity z chińskiej jaskini – potwierdziły ten wzorzec. Wahnięcia temperatury, od nazwisk Williego Dansgaarda i szwajcarskiego naukowca Hansa Oeschgera, nazywane są zdarzeniami Dansgaarda–Oeschgera. W grenlandzkiej pokrywie lodowej pozostały ślady po dwudziestu pięciu zdarzeniach D–O.? Richard Alley, glacjolog na Uniwersytecie Stanu Pensylwania, porównał ten efekt do obserwowania "trzylatka, który właśnie odkrył włącznik światła i przesuwa go raz w przód, raz w tył".

<<Reklama>> Ebook "Pod białym niebem. Natura przyszłości" dostępny jest w Publio.pl >>

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.  

Najnowsze informacje z Ukrainy po ukraińsku w naszym serwisie ukrayina.pl

Więcej o: