Harlan Coben: Nie znam nikogo, kto byłby bardziej krytyczny wobec pracy Harlana Cobena niż ja [WYWIAD]

- Napięcie jest tam tak duże, że nawet ja zacząłem się martwić i niepokoić. A to nie przytrafia mi się zbyt często, zwłaszcza kiedy znam historię, bo sam ją napisałem - mówi Gazeta.pl Harlan Coben o ekranizacji "Zachowaj spokój". Serial z Magdaleną Boczarską i Leszkiem Lichotą Netflix pokaże 22 kwietnia, a my rozmawiamy z autorem książki nie tylko o tym projekcie. Coben opowiada, jaki wkład w jego pracę ma córka, a także o kolejnym projekcie, który szykuje z Netfliksem.

Justyna Bryczkowska: Kiedy rozmawialiśmy rok temu, opowiadałeś mi z dużą radością o tym, że powstaje kolejna polska adaptacja twojej książki dla Netfliksa, czyli właśnie serial "Zachowaj spokój". W takich okolicznościach nie zostaje mi nic innego, niż zapytać, czy możemy się spodziewać także trzeciej?

Harlan Coben: Kto wie? Jeśli teraz będziemy mieli hit, to jak najbardziej zajmiemy się tematem. Na razie nie mamy jeszcze planów, ale mam nadzieję, że stworzymy z Netfliksem całą serię. Czeka nas premiera kilku tytułów zrealizowanych w innych krajach, ale "Zachowaj spokój" jest obecnie naszym głównym projektem. Polska jest pierwszym krajem, w którym powstały dwie adaptacje moich książek. Pomimo tego, że nie trzeba oglądać "W głębi lasu", żeby zrozumieć, co się dzieje w nowym serialu, to puszczamy oczko do widzów, którzy to zrobili. Wracają dwie postaci z tamtej opowieści - mają tutaj mniejszy udział, ale polska ekipa miała fajny pomysł, żeby zrobić tak jak w książce. Jestem zachwycony, że znowu mieliśmy okazję razem pracować i bardzo chętnie zrobię to znowu.   

Więcej ciekawych rozmów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

No właśnie, "W głębi lasu" i "Zachowaj spokój" nie są częściami jednego cyklu, to osobne powieści, a jednak łączą je te same postaci. 

Kiedy kończy się "W głębi lasu", nie wiemy, co dalej się dzieje z Laurą (Agnieszka Grochowska) i Pawłem (Grzegorz Damięcki). Teoretycznie ich drogi się rozchodzą, a my nie mamy pewności, czy jeszcze kiedyś się spotkają. W książce "Zachowaj spokój" dostajemy odpowiedź na to pytanie i bardzo się cieszę, że serial robi to samo. Nie śledzimy ich całej historii, ale widzimy, że coś się stało i na jakim etapie życia się znaleźli - bez większych spoilerów. 

Podoba mi się to, że jeśli wcześniej nie oglądałeś czy nie czytałeś tej pierwszej historii, to tego wątku nie zauważysz i nie będzie dla ciebie ważny, bo nie jest kluczowy dla nowej fabuły. Ale jeśli znasz "W głębi lasu" to dostajesz fajny i przyjemny smaczek. Bardzo mi zależało na tym, żeby widzowie nie mieli poczucia, że czegoś im brakuje i żeby nie czuli konieczności nadrabiania "W głębi lasu", zanim się wezmą za nowy tytuł. Myślę nawet, że obejrzenie w pierwszej kolejności serialu "Zachowaj spokój" może być ciekawsze pod tym względem, że potem będzie można wrócić do pierwszego serialu i poznać historię Laury i Pawła. 

Zobacz wideo "Zachowaj spokój" - polski serial na podstawie powieści Harlana Cobena [ZWIASTUN]

Przyznam, że już widziałam w całości "Zachowaj spokój" i jestem szczerze urzeczona, podobało mi się nawet bardziej niż "W głębi lasu".

Myślisz, że nowy serial jest lepszy od poprzedniego? Nie spotkałem wielu osób, które widziały oba, więc jestem bardzo ciekawy, co myślisz!

Jest zdecydowanie bardziej dynamiczny. "W głębi lasu" wyszło refleksyjne i poetyckie w klimacie, tutaj faktycznie wszystko płynie i porywa z prądem wydarzeń. Gdybym mogła, obejrzałabym wszystko w jeden wieczór, ale ku mojej wielkiej rozpaczy odcinki dostałam w dwóch ratach - czekanie było straszne, bo skończyłam na srogim cliff-hangerze. Ale tak, jestem zachwycona. A ty, co myślisz? 

Widziałem to ze sto razy, sporo w tym grzebałem. Robiliśmy trochę dokrętek, bo szczerze - nie byłem na początku zbyt zachwycony tym, jak wyglądał pierwszy odcinek. Nie wyszło do końca, tak jak chciałem. Netflix i wspaniała polska ekipa ze mną nad tym popracowali i teraz myślę, że jest świetnie. Zgadzam się z tobą - byłem zachwycony "W głębi lasu" i nie chcę mówić, że jeden serial jest lepszy od drugiego, ale "Zachowaj spokój" ma dużo szybsze tempo. 

Dzieje się tutaj zdecydowanie więcej, mamy też więcej intryg. Przede wszystkim jest też tutaj dużo więcej emocji. Ostatnio oglądałem "Zachowaj spokój" jeszcze raz, żeby wprowadzić poprawki w napisach i, mówiąc bez większych spoilerów, pod koniec piątego odcinka napięcie w scenie z udziałem dwóch rodzin jest tak duże, że nawet ja zacząłem się martwić i niepokoić. A to nie przytrafia mi się zbyt często, zwłaszcza kiedy znam historię, bo sam ją napisałem.

Nie wiem czemu, ale właśnie piąty odcinek podobał mi się najbardziej z wszystkich sześciu. Pewnie właśnie dlatego, że te emocje już tak buzowały - role niektórych aktorów były naprawdę niesamowite, więc kiedy wyruszyło się z nimi w podróż i odpowiedzi na pewne pytania zaczęły wypływać na wierzch, naprawdę trudno się od nich oderwać. 

Kadr z teeldyskuJak powstawało 'Nie będzie romansu'? 'Zalewski mi powiedział: chcę ciebie'

Powiedziałeś mi wcześniej, że stopień twojego zaangażowania w tworzenie serialu różni się w zależności od kraju, w którym dana produkcja powstaje. Jak było przy "Zachowaj spokój"? 

Myślę, że przy tym serialu zrobiłem więcej rzeczy niż przy "W głębi lasu". Chciałem się upewnić, że - tak jak sama to nazwałaś - będziemy mieli odpowiednie tempo. Zależało mi na tym, żeby nie tylko był piękny pod względem wizualnym, ale żeby też porywał i wciągał. Tam tak naprawdę mieliśmy głównie Pawła i Laurę - w "Zachowaj spokój" pojawia się dużo więcej interesujących postaci. Mamy Anię i Michała, ale do tego dochodzą też inne rodziny, które odgrywają w tym wszystkim ważną rolę, a część z nich mieszka po sąsiedzku.  Magda Boczarska i Leszek Lichota wnoszą tyle człowieczeństwa w te postaci - wydaje mi się, że zwłaszcza rodzice zrozumieją i wczują się w ich przeżycia. Byłem też zachwycony, kiedy polska ekipa pokazała mi to nowoczesne osiedle pod Warszawą, na którym potem kręciliśmy znaczną część zdjęć. Pomyślałem sobie, że jest naprawdę wyjątkowe - nie widziałem nigdy czegoś podobnego poza Polską. Bardzo chciałam pokazać to zagranicznej publiczności. 

Nie raz podkreślałeś, że podoba ci się, jak fabuły twoich książek są adaptowane do realiów krajów, w których dana produkcja jest kręcona. Z drugiej wyznałeś, że kiedy idzie o Myrona Bolitara, bohatera twojego najdłuższego cyklu, jesteś bardzo wybredny. Już wiesz, kto byłby idealnym odtwórcą jego roli?

Tak naprawdę ciągle nie wiem. To chyba faktycznie dla mnie najtrudniejsza do obsadzenia postać, choć jak dobrze wiesz, nie mam nic przeciwko wprowadzaniu zmian podczas kręcenia adaptacji. Ba, wręcz bardzo lubię, kiedy moja na wskroś amerykańska historia ląduje np. pod Warszawą. To naprawdę fajne. Ale nie w przypadku Myrona Bolitara. Tu wszystko musi być bardziej zgodne z książkami - inaczej to nie będzie miało dla mnie sensu. 

Teraz akurat pracuję nad serialem o Mickym Bolitarze [bohater serii o nastoletnim siostrzeńcu Myrona Bolitara - przyp. red.] dla innej platformy i tu też jesteśmy blisko klimatu z powieści. Dużo kręcimy w New Jersey, gdzie rozgrywa się akcja książki i gdzie sam przecież mieszkam. Nawet kręciliśmy odcinek pilotażowy w moim starym ogólniaku, na podstawie którego tworzyłem szkołę Micky'ego. 

Ale to jest właśnie ta trudność przy Myronie - ludzie, którzy kochają książki o nim, zawsze będą zawiedzeni. W przeszłości robiłem do takiego serialu podejścia, rozmawialiśmy o różnych aktorach. I byli naprawdę świetni, ale nie byli moim Myronem. Tu leży pies pogrzebany. Kiedyś pewnie jeszcze zrobię z nim ekranizację, ale nie wiem jak i nie wiem kiedy.  

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.  

Tworzysz długie cykle literackie, ale w twoim dorobku nie brakuje też osobnych historii, które nie wpisują się w jeden świat przedstawiony. Nad czym jako pisarz wolisz pracować?

Sposób, w jaki decyduję, czy piszę książkę o Myronie, Mickym czy jak teraz powieść "Wild" z moim nowym bohaterem Windsorem, nie wygląda tak, że mówię sobie - o teraz napiszę coś o tej postaci. Pierwszy jest zawsze pomysł na opowieść, a dopiero potem wybieram, kto ją opowie. W przypadku mojej wydanej już w Polsce powieści "Chłopiec z lasu" i jej kontynuacji, książki "The Match", która właśnie ma premierę w USA, było tak, że wpadłem na pomysł podczas spaceru w lesie.  Zupełnie szczerze - nie znoszę chodzenia po lesie, to mnie bardzo nudzi, bo wszystkie drzewa wyglądają tak samo, a do tego jeszcze gryzą komary. Dużo bardziej wolę spacerować po mieście. 

Tak czy siak, byłem w tym lesie i nagle zacząłem myśleć o sześcioletnim chłopcu, który po prostu wychodzi spomiędzy drzew. Nic nie pamięta ze swojej przyszłości, nikt nie wie, kim jest, kim byli jego rodzice, ale on był w stanie sam się wyżywić i np. włamywał się do domków letniskowych. 35 lat później ciągle nie wiadomo, co tak naprawdę się z nim wydarzyło. W nowej książce dostaje wyniki testu DNA i okazuje się, że pierwszy raz w życiu stoi naprzeciwko swojego ojca. To jest punkt wyjściowy "The Match". I kiedy mam taki zarys, decyduję, kto najlepiej opowie tę historię. Myron absolutnie by nie mógł, więc wymyśliłem nowego bohatera o imieniu Wilde. Za każdym razem robię coś takiego. Sam proces pisania nie różni się pomiędzy książkami - zmieniają się bohaterowie. Niektórych znam lepiej, bo piszę ich od lat, ale dużo satysfakcji daje mi też poznawanie tych nowych postaci.

Czasem porównuję to do malarstwa. Jeśli piszę osobną powieść, mam całkowicie czyste płótno. Jeśli to część cyklu, mówimy o wielkim i złożonym obrazie, który jest już w znacznej części zamalowany i teraz go uzupełniam o nowy element, co też jest fajnym wyzwaniem. To trochę jak ze "Strażą nocną" Rembrandta - tam jest już sporo twarzy, ale dodaję kolejną. Technicznie proces tworzenia pozostaje ten sam - to ciągle obraz albo książka.

LucyferTom Ellis i Netflix znowu razem! To coś zupełnie innego niż "Lucyfer"

Nie wiem, czy zdawałeś sobie sprawę, że scenarzyści serialu "Zachowaj spokój" - Agata Malesińska i Wojciech Miłoszewski są także pisarzami. Jak zatem tobie jako pisarzowi pracuje się z innymi pisarzami?

To działa tak, że nie pracuję z nimi bezpośrednio nad scenariuszem. Zazwyczaj komentuję np. zarys, który mi wyślą i daję im wskazówki. Nie rozmawiamy też bezpośrednio, ale z Agatą zrobiliśmy już dwa scenariusze i bardzo ją polubiłem. Jest bardzo utalentowana i dobrze rozumie to, co chcę przekazać, więc uwielbiam z nią współpracować. Zazwyczaj jednak trzymamy się uwag i notatek, żebym mógł być bardziej krytyczny i wymagający jako producent.

Moje seriale - a zwłaszcza te polskie - powstają na drodze grupowego wysiłku. Bardzo dużo tu współpracy. Lubię o sobie myśleć, jak o kapitanie drużyny albo trenerze. Wcale nie muszę być najlepszym zawodnikiem, chcę za to, żeby każdy z graczy miał jak najwięcej okazji do zdobycia punktów. Zupełnie jak w mistrzostwach świata i reprezentacjach: gramy tak, żeby po skończonej turze moi zawodnicy dostawali jeszcze lepsze kontrakty w swoich klubach. 

Tak się też staram pracować ze scenarzystami: pozostaję bardzo entuzjastyczny wobec tego, co mi proponują, dokładnie im tłumaczę, co chcę z nimi osiągnąć w przypadku danej historii. Oni z kolei mają własne opinie i pomysły - w ten sposób powstaje nasza telewizja. Ja tworzę bohatera, ktoś go trochę przepisuje po swojemu, a potem zjawia się aktor i gra tak, jak mu się wydaje, reżyser wtrąca do tego swoje trzy grosze etc. W efekcie postać, którą ja "urodziłem" na ekranie ma kilka dodatkowych warstw i jest już kimś innym - najczęściej też kimś lepszym. 

Reżyserzy Michał Gazda i Bartosz Konopka spisali się naprawdę świetnie: mają doskonale wyczulone oko, cudownie prowadzą kamerę. Niektóre ujęcia są oszałamiające: to jak pokazują sztukę Igora w jego pokoju albo zdjęcia zrobione dronem. Podkreślmy, że aktorzy rewelacyjnie oddali uczucia swoich bohaterów, kiedy ci przechodzili naprawdę przez bardzo trudne doświadczenia. Właśnie ta mieszanka mnie najbardziej interesuje i wynosi całość na wyższy poziom.

Ostatnio jeden reżyser powiedział mi, że stara się już nie pisać scenariuszy, które będzie potem reżyserować, bo łatwiej krytykować cudzy scenariusz niż własny. Jak to wygląda u ciebie? 

Nie znam nikogo, kto byłby bardziej krytyczny wobec pracy Harlana Cobena niż ja. Nienawidzę tego, jak piszę, jestem więc swoim najsurowszym redaktorem. Wydaje mi się, że tak powinno być w przypadku każdej osoby, która chce odnieść sukces w pisarstwie. Żaden z redaktorów, z którymi pracowałem, nie był dla mnie bardziej złośliwy niż ja sam. To nigdy nie był dla mnie kłopot - w moim zawodzie potrzebny jest ten głos zwątpienia, niezależnie od tego, ile już się wydało książek i jak bardzo jest się popularnym. 

Opowiadałeś mi, że twoja żona sporo ci pomaga, przeczytałam też, że zdarza ci się pracować ze swoją córką...

Moja żona nie pomaga mi już tak dużo - faktycznie przez lata była moim tak zwanym "pierwszym czytelnikiem", ale z zawodu jest lekarką, specjalizuje się w pediatrii. A im starsza stawała się moja córka, tym bardziej wychodziło w praniu, że to ona jest dużo lepszą pisarką i ma dużo lepsze oko niż jej mama. Jest bardzo utalentowana i przejęła tę rolę od mojej żony - prywatnie, ale też zawodowo. Napisała sporo scenariuszy do moich serialów "Zostań przy mnie" i "Nieznajomego", dużo też pracowała nad nową serią o Mickym Bolitarze.

Myślę, że jest dużo lepszą scenarzystką niż ja, więc bardzo dobrze jest ją mieć przy sobie w pracy. No i do tego ma dużo więcej poczucia humoru! Przykładowo w moich polskich serialach nie ma za dużo humoru, ale dzięki Charlotte np. w "Zostań przy mnie" nie brakuje żartów, to ona wymyśliła te wszystkie sytuacje z nastolatkami i lakierem do paznokci, w "Nieznajomym" wszystkie wątki z alpaką to też jej robota.  

Skoro już o tym wspomniałeś, to jestem ciekawa, czy chciałbyś, żeby w twoich polskich serialach było więcej humoru? 

Kiedy piszę książki, to uwzględniam w nich poczucie humoru, nawet jeśli poruszam naprawdę ponure wątki i tematy. Jednak wielu twórców adaptacji nie lubi tego mieszać - żarciki im nie pasują w kontekście wymowy całości. Wydaje mi się, że przy "Zachowaj spokój" faktycznie nie było na nie miejsca. Gdybym miał robić ten serial od nowa, nie zmieniałbym tego. Nie naciskałem na polskich twórców, żeby byli zabawniejsi - to naprawdę niezbyt dobrze by się zgrało. 

Przeczytałam, że jesteś bardzo otwarty na zrealizowanie jakiegoś projektu w Bollywood. Jestem zaintrygowana pomysłem muzycznego serialu kryminalnego.

Też jestem nim zachwycony - chętnie spróbuję wszystkiego. Nawet teraz pracuję z Netfliksem nad projektem, który w sumie trochę przypomina latynoską operę mydlaną tudzież telenowelę. Eksperymentowanie jest świetne, bardzo chętnie nakręciłbym też coś w różnych zakątkach Azji, na Bliskim Wchodzie i w Afryce. 

<<Reklama>> Ebooki i audiobooki Harlana Cobena dostępne są w Publio.pl >>

Więcej o: