"Schowaj się gdzieś, głupia babo, bo cię rozerwie! Nie słyszałaś syreny?"

Dziadek Magdy zniknął z domu. Wyszedł w środku burzowej nocy i przepadł - dziewczyna klnąc pod nosem, wyrusza na poszukiwania w strugach deszczu. Opieka nad krewnym jest coraz trudniejsza, ale dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jak wielką tajemnicę skrywa przeszłość jej rodziny.

Rok 1920, Dębieniec w Wielkopolsce. Na świat przychodzą bliźniaki – Teodor i Bruno. Chłopcy dorastają w majątku ziemskim należącym do rodziców – baronostwa Steinke. Wkrótce obydwaj zostają lotnikami. Ich wejście w dorosłość zbiega się z wybuchem drugiej wojny światowej. Wiry wojny sprawią, że bracia będą walczyć po dwóch przeciwnych stronach. Niejednokrotnie znajdą się na granicy życia i śmierci. Poznają, co znaczy wola przetrwania. Doświadczą koszmaru walki o własne życie, ale także poczują smak prawdziwej miłości. Na ich losach, ale również na losach bliskich im osób zawsze będzie kładła się cieniem straszliwa wojenna.

Więcej informacji ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Współcześnie, Magda i Wiktoria nieświadome ciężaru rodzinnej tajemnicy mierzą się wyzwaniami teraźniejszego świata. Nie wiedzą jednak, jak bardzo na ich decyzje, życiowe wybory oraz na to, jakimi są osobami, ma wpływ rodzinna historia braci lotników. Przeczytajcie fragment pierwszego tomu emocjonującej sagi rodzinnej "Po tamtej stronie", która pokazuje, jak wielka siła kryje się w miłości, rodzinnych wspomnieniach i naszej przeszłości.

Zobacz wideo "Czasy są takie, że książki czytam już tylko służbowo". Rozmowa z twórcą "Behawiorysty"

Tomasz Betcher, "Po tamtej stronie chmur"

Obudził ją dźwięk, który w odróżnieniu od wypełniających noc grzmotów oscylował na granicy słyszalności. Magdalena Wolska podniosła się z łóżka i wsunęła stopy w kapcie z pomponami. Przez chwilę zwątpiła w to, co usłyszała. Być może tylko się jej przyśniło? Miarowy odgłos deszczu, bębniącego o dachówki oliwskiej starej willi, nie zachęcał do poszukiwań źródła tajemniczego dźwięku. Mimo wszystko zwalczyła pokusę powrotu do pościeli i podniosła się z łóżka. W głowie powoli rozpływały się resztki całkiem przyjemnego snu.

– Dziadku? – zawołała, przechylając się przez drewnianą balustradę. Widziała, jak z jego pokoju sączy się słabe światło, ale nie było to niczym niezwykłym. Lampka świeciła się zazwyczaj całą noc. Magda wyłączała ją dopiero rano. – Dziadku, to ty?

Odpowiedziała jej cisza. Zeszła po wytartych, trzeszczących stopniach. Na parterze, w odróżnieniu od piętra, panował przyjemny chłód. Skierowała się do pokoju dziadka. Odgłos jej kroków w korytarzu brzmiał obco. Weszła w krąg światła i zamarła. Posłanie było puste. Rozgrzebana kołdra została niedbale odgarnięta. Zniknęły też stojące zwykle koło łóżka kapcie i rzeźbiona laska.

– Cholera... – Magda zacisnęła usta i ruszyła w stronę łazienki, ale tu też nikogo nie było. Czasami dziadkowi zdarzało się do niej zawędrować, choć ostatnio znacznie częściej wypróżniał się w pieluchy. W pośpiechu przeszukała jeszcze kilka pomieszczeń, ale zgodnie z najgorszymi przeczuciami nikogo nie zastała. Rzuciła się pędem w stronę drzwi wejściowych. Zamek był otwarty.

– Dziadku! – krzyknęła, kiedy otworzyła je na oścież.

Wiatr i stukot kropel deszczu o blaszany daszek nad wejściem zagłuszyły jej krzyk. Westchnęła ciężko i sięgnęła po wiszącą na gwoździu latarkę. Ze wstrętem pomyślała o wyjściu na dwór. Zsunęła kapcie i założyła sandały, choć w tej sytuacji najbardziej przydałyby się kalosze, ale ich nie miała. Podobnie jak płaszcza przeciwdeszczowego, który wisiał gdzieś głęboko w szafie. – Szlag byto trafił.

Kiedy wyszła na zewnątrz, okazało się, że jest gorzej, niż myślała. Bawełniana piżama szybko nasiąkała wodą, a sandały po kilku krokach zaczęły nieprzyjemnie kłapać. Włączyła latarkę i omiotła światłem niewielki ogródek przed gankiem. Była to w zasadzie plątanina krzaków i bluszczu. Poczuła ulgę, gdy nie znalazła w niej tego, czego obawiała się najbardziej – ciała dziadka. Staruszek w taką pogodę nie przeszedłby bez pomocy kilkudziesięciu metrów.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.  

Wycierając twarz ze strug spływającego deszczu, wybiegła na chodnik przy ulicy. Skierowała światło latarki w obie strony, ale nie zobaczyła żywej duszy. Nie wiedziała, czy się z tego cieszyć, czy wręcz przeciwnie. W końcu uznała, że granica jej odpowiedzialności za opiekę nad dziadkiem kończy się wraz z ogrodzeniem posesji, i wróciła, zamykając za sobą skrzypiącą furtkę. Przy odrobinie szczęścia znajdzie dziadka za domem, błądzącego pomiędzy dawno nieprzycinanymi drzewami owocowymi. Żwawym krokiem ruszyła w stronę ogrodu na tyłach willi. Piżama przemokła doszczętnie i deszcz nie robił na niej już takiego wrażenia. Co jakiś czas błyskawica rozświetlała niebo, a chwilę potem basowe dudnienie przetaczało się przez okolicę. Nad Gdańskiem przechodziła właśnie jedna z letnich burz. Magda miała nadzieję, że ostatnia. Po raz kolejny zagrzmiało, a ona mogłaby przysiąc, że pomrukowi towarzyszył jeszcze jakiś dźwięk. Uznała to za zaproszenie do podążania w obranym kierunku.

– Dziadku!

Wbiegła do ogrodu, omiatając światłem jego zakamarki. W odpowiedzi usłyszała stłumiony krzyk. W siekącym deszczu był słabo słyszalny. Jeszcze chwilę trwało, zanim namierzyła jego źródło. Znajdowało się ono w psiej budzie, w której od dobrych dwudziestu lat nie było lokatora. Kiedy była mała, dziadek trzymał w niej psa, którego bali się wszyscy w okolicy, z nią na czele.

– Kryć się! Bombowiec! Bomber! – Starzec skierował na wnuczkę przerażony wzrok i machnął ręką w nieokreślonym kierunku. – Schowaj się gdzieś, głupia babo, bo cię rozerwie! Nie słyszałaś syreny?

Westchnęła ciężko. To był zatem jeden z "odlotów" dziadka. Wrócił wspomnieniami do czasów wojny, o której zresztą mówił niechętnie. Bardzo niechętnie.

– To ja, Magda. – Dziewczyna oświetliła sobie twarz tak, aby senior mógł ją rozpoznać. – Twoja wnuczka, pamiętasz?

– Co? Kto?

Przez chwilę wpatrywał się w nią zdezorientowanym wzrokiem.

– No, Magda. Jesteśmy w Gdańsku, w twoim domu, pamiętasz? – Sięgnęła do wnętrza obszernej budy i złapała za rękaw szlafroka, w który ubrany był dziadek. Najwyraźniej w całym swoim szaleństwie potrafił zadbać o to, by nie zmarznąć podczas "nalotu". – Chodź, zrobię ci melisy.

'Rio connection' / SartiKupiec sztuki? Tak naprawdę był jednym z najbardziej niebezpiecznych ludzi swoich czasów

Chwyciła dziadka za rękaw i spróbowała wyciągnąć go na deszcz. Przez moment czuła opór, który z każdą chwilą słabł. W końcu starzec ustąpił i z pomocą wnuczki wygramolił się z budy, brudząc dłonie błotem. Wsparł się na jej ramieniu i poczłapał do domu, stawiając drobne kroki na pokrytym kałużami chodniku.

Po raz kolejny przeklęła w myślach rodziców, za których namową podjęła się opieki nad dziadkiem. To od początku wydawało się złym pomysłem. Zresztą słowo "namowa" stanowiło tu jedynie eufemizm znacznie bardziej obrazowego pojęcia – ultimatum. No dobrze, jeśli miała być ze sobą szczera, istniał jeszcze jeden powód, dla którego postanowiła się nim zaopiekować.

<<Reklama>> Ebook "Po tamtej stronie chmur" dostępny jest w Publio.pl >>

Materiały promocyjneMateriały promocyjne 'Po tamtej stronie chmur', T. Betcher, wyd. W.A.B.

****

"Po tamtej stronie chmur" to historia braci-lotników, których los rzuca w wir wojny i to po dwóch przeciwnych stronach, oraz sióstr (wnuczek jednego z nich), które mierzą się z wyzwaniami współczesnego świata. W tę współczesną wpleciony jest romans. Saga, która przywiąże czytelników do bohaterów, zarówno tych historycznych, jak i współczesnych, która pokaże zarówno koszmar wojny, jak i wolę przetrwania oraz wyzwania, z jakimi mierzymy się współcześnie. Przez długi czas nie można się domyślić, który z braci jest dziadkiem Magdy i Wiktorii oraz jak potoczyła się ich historia, a także złamać kilka stereotypów, szczególnie w obszarze wojny.

Więcej o: