Córka wojskowych musi wykorzystać wszystkie umiejętności i siły, by ocalić nową rodzinę [FRAGMENT]

To miały być zwykłe rodzinne wakacje, a nie mordercza walka o życie na wyjętej spod prawa wyspie. Przeczytaj frament nowej powieści autora "Łańcucha".

Gdy Heather poślubia Toma, wdowca z dwójką dzieci, postanawia zrobić wszystko, by zyskać przychylność nieufnie do niej nastawionych nastolatków. Budowaniu rodzinnych więzi mają służyć wspólne wakacje, ale zmęczone podróżą i wyczerpane dzieciaki mają dość swojej nowej mamy. Sytuację ma uratować wyjazd na Dutch Island – prywatną, tropikalną wyspę, niedostępną dla zwykłych turystów.

Rodzina pisarza pozywa twórców Rodzina pisarza pozywa twórców "Top Gun: Maverick". Twierdzi, że naruszyli prawa autorskie

Rajska wyspa okazuje się jednak wyjętym spod prawa miejscem, zarządzanym przez klan O’Neillów.

Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Wypadek samochodowy i jedna zła decyzja powodują lawinę dramatycznych zdarzeń. Kobieta i dzieci, zdani sami na siebie, muszą uciekać przed lokalnymi prześladowcami, by przeżyć. Heather, córka wojskowych, musi wykorzystać wszystkie swoje umiejętności i siły, aby ocalić nową rodzinę.

Zobacz wideo Co nowego w popkulturze?

Adrian McKinty "Wyspa", tłum. Jan Kraśko, Wydawnictwo Agora - fragment:

Przez zarośla. Po wodzie. Walcząc o każdy oddech. Nie mogąc myśleć.

– Z tyłu – szepnęła Petra.

Heather obejrzała się. Niecałe sto metrów za nimi zza zakrętu wychodzili mężczyzna i chłopiec, obaj uzbrojeni. I mała dziewczynka, która podskakiwała z boku, jakby szli na przyjęcie urodzinowe. W tej gęstwinie jeszcze ich nie zauważyli, ale nie ulegało wątpliwości, że zaraz zauważą.

Heather układała w głowie rozpaczliwy plan działania. Ukryć się. Zaczekać. Zaatakować scyzorykiem chłopaka, kiedy będzie przedzierał się przez zarośla. Miałaby tylko jedną szansę na sto, ale lepsze to niż nic. Lecz z nimi dwoma nie miałaby żadnej. Mężczyzna wyglądał jak Ivan, ten prymityw z promu.

Cholera.

Ona jedna przeciwko nim?

Niech to szlag.

A więc to już koniec, prawda?

Gdzie skapituluje?

Zawsze się nad tym zastanawiała.

Bo nie skapitulowała po dwudziestoczterogodzinnej zmianie w restauracji. Ani wtedy, kiedy ciężarówka wjechała w tył jej hondy i kompletnie ją skasowała. Ani kiedy miała zapalenie wyrostka robaczkowego i musiała jechać pięć godzin do szpitala dla weteranów wojskowych w Tacoma, bo nie stać jej było na klinikę w Bellevue.

Nie, miała skapitulować tutaj, w Australii, na skrawku wyspiarskiej plaży.

Ale co to?

Zobaczyła Olivię, która wybiegała zza zakrętu, jakby ktoś ją gonił. Cholera jasna, to już naprawdę…

Wzięli ich w kleszcze i…

Nie, na twarzy Olivii gościł wyraz ponurej satysfakcji.

Chyba coś…

Stanęła przed nimi zdyszana.

– Co się stało?

– Zaraz za zakrętem są skały, pięć, sześć metrów od brzegu. Możemy tam dojść albo dopłynąć i zaczekać, aż tamci przejdą.

Maciej Siembieda i okładka książki"Katharsis". Saga kryminalna w historycznych ramach powojennej Polski. Powieść roku?

Heather zaschło w ustach tak bardzo, że tylko skinęła głową.

Petra też. Musiały się pospieszyć. Ivan, chłopak i dziewczynka byli blisko.

– Będzie dobrze, Owen – powiedziała. – Jeszcze tylko kawałek.

Z nową porcją energii przeniosły Owena przez mangrowce, dotarły do zakrętu, za którym rzeczywiście zobaczyły rząd skał.

– Jak się tam dostaniemy? – wysapała Petra.

Heather chciała odpowiedzieć, lecz słowa utknęły jej w gardle.

Tu, z dala od cienistych mangrowców, musiało być chyba czterdzieści stopni. Na skałach, w pełnym słońcu, na pewno jeszcze więcej, ale jakie miały wyjście?

Kilka razy przełknęła, żeby do ust napłynęła ślina.

– Ty popłyniesz z Olivią. Ja z Owenem. Tylko pomóżcie mi zanieść go na brzeg.

Zawlekły chłopca do wody.

– Idźcie – rzuciła. Petra i Olivia popłynęły, a ona przewróciła Owena na plecy.

– Odpręż się – szepnęła mu do ucha. – Będzie dobrze. – Objęła go za szyję i trzymając wysoko głowę, popłynęła za nimi.

Woda była zimna, ale holowanie Owena łatwiejsze, niż się spodziewała. Płynęła na boku, mocno pracując nogami i ciągnąc go za sobą prawą ręka. Wystarczyło dziesięć ruchów i dotarła do rzędu wielkich, czarnych głazów wystających z wody.

Olivia i Petra były już na miejscu.

– Tu jest taki mały występ – odezwała się Olivia. – Dasz radę go wepchnąć?

Skalny występ miał wielkość półki na książki i był nachylony pod kątem trzydziestu stopni, ale woda idealnie go wygładziła, więc we trzy zdołały go tam wciągnąć. Owenowi drżały powieki i miał białe plamki na ustach. W nieopalonych miejscach był blady i miał zimną skórę. Udar słoneczny, krańcowe wyczerpanie, odwodnienie…

Potrzebował wody, jedzenia, odpoczynku i cienia, inaczej wkrótce umrze. A one zaraz po nim. Sprawdziła mu puls. Był ledwo wyczuwalny.

– Już tu są – szepnęła Petra.

Zza zakrętu wychodziły trzy osoby: Ivan, nastoletni chłopak i mała dziewczynka. Po wodzie niosły się ich głosy.

– A skąd, St. Kilda jest za słaba, nie ma żadnych szans – mówił Ivan. – Co innego Bulldogsi. Wysoko zajdą. Są raz na wozie, raz pod wozem, ale to jedyna drużyna, która sobie poradzi. Zobaczysz.

– O czym oni mówią? – spytała Olivia.

– Nie wiem – odparła Heather. – Najważniejsze, że nie o nas. Stracili czujność, to dobrze.

Coś trąciło ją w nogę.

Zerknęła w dół, lecz nic nie zobaczyła.

Delfiny?

Nie, nie delfiny. Na sto procent.

Ilekroć przy brzegu pojawiała się orka, zawsze coś się zmieniało, coś w powietrzu. Tam, na Goose Island. Czuło się to przez skórę.

Podpłynęła tam powoli.

Wytężyła wzrok, ale woda była czarna i głęboka.

Wtem, trzy metry na prawo od niej, z wody wychynęła płetwa. Tylko na chwilę, po czym znów się schowała. To nie delfin. To młody rekin, żarłacz błękitny. Żarłacze błękitne polują głównie na kałamarnice, a ten miał tylko półtora metra długości, lecz bez względu na wiek potrafiły paskudnie ugryźć. Rekin krążył. Nie wiedziała, czy je zauważył, czy nie. Ale na pewno zauważy, jeśli wpadną w panikę i zaczną się miotać.

Zerknęła na brzeg.

Ivan i dzieci byli prawie naprzeciwko.

– Nie chcę iść do szkoły – mówił nastolatek.

– Ty decydujesz – powiedział Ivan. – Matka nie może cię zmusić. Przynajmniej tak myślę. Ale szkoła to nie więzienie. Ja chodziłem i nic mi nie jest. Banda pedałów, ale na pewno sobie poradzisz. Poza tym do Geelong nie jest tak daleko.

– Wujku, chodziłeś do tej samej szkoły co mój tata? – spytała dziewczynka.

– Tak, Niamh. Trzy lata. Do podstawówki w Geelong. Banda ciot i pedałów, jak mówiłem, ale można przywyknąć.

– Kiedy wujek Matt uruchomi drona, będę mógł nim polatać? – zapytał chłopak.

– Nie "kiedy", tylko "jeśli". Matt wyjął go z pudełka tylko dwa razy. Od nowości!

Olivia oddychała ciężko i głęboko. Owen płytko. Petra wstrzymywała oddech. Żarłacz krążył na prawo od niej. Nagle skręcił i popłynął leniwie w jej stronę.

Cholera.

Wszyscy krwawili. I właśnie to przyciągnęło jego uwagę.

Płetwa zniknęła pod wodą. Rekin przymierzał się do ataku na Olivię. A Heather nie mogła jej nawet ostrzec.

Pochyliła się nisko i cofnęła nogę. Jeśli dobrze wyczuje moment…

Spojrzała mu w prawe oko i kopnęła w skrzela w chwili, kiedy otwierał paszczę, przygotowując się do próbnego ugryzienia. Olivia zobaczyła to i zasłoniła dłonią usta. Zachlupotało i rozsierdzony żarłacz odpłynął.

Niamh odwróciła głowę, spojrzała prosto na skały, ale nic nie zauważyła. Albo tylko udawała. Nie przerywając rozmowy, ona, chłopak i Ivan doszli do kępy gęstych namorzynów na końcu małej zatoki. A potem zniknęli za drzewami.

– Wychodzimy na brzeg – zadecydowała Heather.

– Nie lepiej trochę zaczekać? – spytała Petra.

– Poluje na nas rekin. Wychodzimy. Szybko.

Dopłynęły do brzegu i zaciągnęły Owena w cień.

– Myślisz, że oni zawrócą? – denerwowała się Petra.

Heather wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Miejmy nadzieję, że nie do zmroku. Ale to bez znaczenia. I tak nie będziemy już przenosić Owena.

Zaciągnęły go nieco dalej pod drzewa, żeby odpoczął w głębszym cieniu. Woda trochę go ochłodziła, ale to nie udar cieplny był teraz problemem. Problemem było odwodnienie. Wachlowała go liśćmi, żeby się bardziej nie nagrzewał.

Minęła godzina.

Minęły dwie.

Potem trzy.

O’Neillowie nie wrócili.

Olivia ułożyła na piasku napis SOS z kamieni i wodorostów, choć wiedzieli, że zmyje go przypływ. Słońce powoli zachodziło. Co zdumiewające, Owen nie umarł.

Ale jeśli nie zdobędziemy wody, na pewno umrze, pomyślała Heather. Woda jest teraz najważniejsza. Wiedziała o tym Petra. Olivia też. Weszła na płaskie wzgórze i wdrapała się na rosnący tam młody eukaliptus.

Na równinie nikogo nie było. W domu na oddalonej o trzy kilometry farmie paliły się światła. Ptaki mościły się już w gniazdach. Powoli zapadała noc.

– I co? – spytała Petra.

– Nikogo. Heather zaczęła schodzić na dół. Nie trafiła nogą na gałąź, przytrzymała się najbliższej, a ta, wysuszona przez słońce, nie wytrzymała ciężaru, pękła i Heather spadła na twardą ziemię z wysokości prawie dwóch i pół metra. Wylądowała na plecach.

Podbiegła do niej zaniepokojona Petra.

– Nic ci nie jest?

– Chyba… nie. – Leżała z nogą uwięzioną między najniższymi gałęziami.

Holenderka pomogła jej się wyplątać.

– Nie pisałam się na to.

– A na co się pisałaś?

Heather zmarszczyła czoło.

– Nie wiem. Nie chodzi mi tylko o to. Mówię o dzieciach i o tym wszystkim.

Petra uśmiechnęła się smutno.

– My nie mamy dzieci. Hans nie chciał, a ja zbytnio nie nalegałam.

Jak… jak to się stało, że wyszłaś za Toma? Był od ciebie dużo starszy, prawda?

– Moi znajomi mówili, że zwariowałam. Wyjść za czterdziestoparolatka? Ale byłam biedna. Samotna. A Tom jest… Tom był zabawny. Od razu między nami zaiskrzyło. I natychmiast stworzyliśmy rodzinę z domem, ogródkiem i białym płotkiem. Wystarczyło włożyć wszystko do mikrofalówki, podgrzać i gotowe.

– Hans i ja nie mieliśmy początkowo wiele wspólnego. Nie podobała mu się moja muzyka. Pewnie nie uwierzysz, ale kiedyś słuchałam punk rocka.

– Nie, wierzę. Ja też wyprzedzałam rówieśników. Nie wiedziałam, jak bardzo, dopóki nie przyjechałam do Seattle.

Petra kiwnęła głową i obie umilkły. Kiedy słońce wreszcie zaszło w swojej jarmarcznej krasie, Heather wstała. – Idę poszukać wody. Jeśli nie wrócę do rana, to znaczy, że mnie złapali.

– Rozumiem.

Zawahała się.

– Zaopiekujesz się dziećmi w miarę możliwości?

– Oczywiście.

Objęły się na pożegnanie.

– Powodzenia – szepnęła Petra.

Heather pomachała jej ręką i ruszyła na wschód.

<<Reklama>> Ebook "Wyspa" dostępny jest w Publio.pl >>

Wyspa - okładkaWyspa - okładka mat. prasowe

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Więcej o: