Nie ma nudnych egzystencji - laureatka literackich nagród znowu oczaruje czytelników

Opowieść jak rzeka: leniwie meandruje, przyspiesza, zatrzymuje się. Ale najważniejsze dzieje się pod powierzchnią, gdzie wiry i wyrwy w dnie. Taka jest "Historia syna" Marie-Helene Lafon.

Rzeka jest metaforą ludzkiego życia. Bywa nieprzewidywalna, czasem wyrywa się z brzegów, zabierając lub dając. Od źródła, przez rozlewisko pędzi do ujścia. Zaczyna się i kończy, porządek początku jest ustalony.

Jednak rzeka nigdy się nie zatrzymuje – do morza wpada pierwsza fala, za nią kolejne i miliardy innych. Człowiek, jego jednostkowy los, jest falą, pokolenia już rzeką.

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Marie-Helene Lafon staje nad jej brzegiem, obserwuje, zanurza się, wyławia pojedyncze losy. Tak było w opowieści "Joseph" (nominowanej do nagrody Prix Femina) – niespiesznej, przejmującej historii człowieka niewidzialnego, dostosowanego i pogodzonego, a przecież tak bardzo jaskrawego. Dokładnie to samo zrobiła Lafon w "Naszym życiu" – pozorną nieciekawość pojedynczego losu zamieniła w przypowieść o skrywanych namiętnościach, przekonując nas, że każdy może być kimś do opowiedzenia (nominacja do Nagrody Goncourtów w 2017 roku). I jest konsekwentna – jej najnowsza powieść, "Historia syna" to wybieranie z rzeki kamyków, układanie z nich ludzkiego losu, przyglądanie się odwiecznej sile, która styka ze sobą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zawsze w tym samym miejscu – człowieku.

Koieta czyta - zdjęcie ilustracyjneKsiążka na wakacje to zawsze dobry pomysł. Pod warunkiem, że jest dobra. Takie polecamy

Podróż przez życie bohaterów

Paul, Armand, Georges, André, Antoine – kilku mężczyzn połączonych genami, różne adresy, punkty wyjścia, ale ta sama historia. Historia syna. Zaczyna ją Paul, kończy Antoine. Zmysłowość jednego zmienia życie drugiego, nieobecność pierwszego determinuje życie trzeciego i czwartego. Każdy ma poczucie, że w swoim życiu jest u siebie, a jednak szuka odpowiedzi. Synostwo zamienia się w ojcostwo, przeszłość drąży teraźniejszość. Brakuje pewności, ukorzenienia się. Są i kobiety – matki, córki, siostry, babki. Patronki, strażniczki, ciężary. Dające miłość, odbierające ją albo idące samotnie i tylko dla siebie. Tułacze i tułaczki.

Okładka książki 'Historia syna'Okładka książki 'Historia syna' mat. wydawcy

Po drodze fantomy, ból utraty czegoś, czego nigdy się nie posiadało. Wszyscy chcą zaistnieć, zmateralizować się w pamięci innych. "Historia syna" jest przypowieścią o stawaniu się. Bohaterów nie mamy kochać czy nienawidzić, odbywamy z nimi głęboko ludzką podróż.

"Antoine porozmawia z ojcem, z matką; nawet na drugim końcu świata, żeby nie zgubić wątku, czasem rozmawia ze swoimi umarłymi, zwłaszcza z matką. Potwierdzi ojcu to, co tamten już wiedział, że Chanterelle jest położonym na górze królestwem, gdzie drzewa są wysokie, a widok ciągnie się daleko; będzie też mógł mu powiedzieć, że od tej pory w Chanterelle wiedzą, że André Léoty, syn Paula Lachalme’a i Gabrielle Léoty, był na tym świecie i będą o nim pamiętać" – pisze Lafon. To ostatni akapit książki, ale nie jej zakończenie. Ona zwyczajnie go nie posiada.

Zobacz wideo Biografie muzyków to łakomy kąsek dla scenarzystów

Sztuka stwarzania światów

Lafon ma wielki dar opowiadania. Mają go ludzie, z którymi siada się w długi wieczór w kuchni, przy herbacie. Zaczynają od "opowiem ci historię". Tej narracji nie dzielą dialogi, cechuje ją potoczystość, prostota i wiara, że nie ma nudnych egzystencji. To trudna sztuka stwarzania światów, ale jeżeli rozumie się, na czym polega uniwersalność opowieści, wychodzi arcydzieło. Żadnych ozdobników, egzaltacji i patosu. Po prostu język niespiesznych wieczorów i nieskończonych nocy. Zmysłowy, niekiedy powściągliwy, dosadny, i nigdy nie wszechwiedzący: 

"Bo w tym domu ludzie mają miejsce i czas, żeby myśleć o tych, którzy są daleko". "Wszystkie rodziny skrywają w tkliwych punktach swojej historii małe trumienki, które były znakiem czasów, rodzajem ofiary z młodych, delikatnych ciałek złożonej larom, bóstwom domostw o licznym potomstwie". "Gabrielle jest jego matką, ojca nie zna nikt. Ma ojca, tylko nikt go nie zna. Na pewno mieszka w Paryżu, lecz nie z jego matką, albo w Lyonie, albo w Marsylii, daleko, w dużym mieście. Gdyby mieszkał w tak małej miejscowości jak Figeac, nie mógłby pozostać nikomu nieznanym. W Figeac nie ma nieznanych ojców. Od kilku dni, nie wiadomo dlaczego, André zastanawia się, czy ten ojciec zechciałby go poznać, jego, André, czy chciałby go znać". "Amélie pachnie rzeką, rzeką na wiosnę, wezbraną od stopniałych śniegów. Paul ma zapach wiatru i noży o zimnych ostrzach, które leżą w kuchni i których nie wolno im dotykać. Armand waha się co do matki, jej woń stale się zmienia, raz pachnie wieczornym śniegiem, który nabiera niebieskiej barwy na skraju lasu, kiedy indziej ciepłą kawą, ale też, czasami, czerwienią. Ojciec chyba zupą jarzynową, nie znajduje jednak nic, co by naprawdę pasowało".

Minuta ciszy"To właściwie jedyny serial, w którego przypadku chciałbym, żeby był drugi sezon"

Ludzie, o których opowiada Lafon, żyją w przestrzeni między przypadkiem a przeznaczeniem. I dlatego właśnie są tacy nieodlegli, prawie na wyciągnięcie ręki. To jedyna przestrzeń, którą nam dano – z pozoru cicha, a tak naprawdę szalona rzeka, pięknie przetłumaczona z francuskiego przez Agatę Kozak.

Czytajmy Lafon, uczmy się pływać.

Marie-Helene Lafon, "Historia syna", przeł. Agata Kozak, Wydawnictwo Literackie

<<Reklama>> Ebook "Historia syna" jest dostępny w Publio.pl >>

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Więcej o: