Gdy znika przytulanka... Na podstawie tej książki powstał serial Netfliksa

Na podstawie książki Williama Joyce'a "Zaginiony Ollie" powstał miniserial pod tym samym tytułem, który od 24 sierpnia 2022 roku dostępny na platformie Netflix. Tego samego dnia polską premierę miał pierwowzór, którego fragment publikujemy.

Tam, gdzie jest Billy, tam jest i Ollie. Nigdy się nie rozstają i razem poznają świat. Ale bycie ukochaną zabawką to nie tylko przywilej, ale i niebezpieczeństwo. Bo są zabawki, które nie zostały ulubieńcami dzieci. Tak jak klaun Zozo, którego nikt nigdy nie wybrał i nikt nigdy nie polubił. Dlatego Zozo jest ponury, groźny i zły. Wszystkich nie lubi i prześladuje inne zabawki.

Pewnego dnia wydarza się nieszczęście. Ollie się zgubił! Ollie został porwany! Billy musi być naprawdę dzielny i jak najszybciej go odnaleźć. To trudne i niebezpieczne zadanie, spotka go wiele przygód i nie wszystkie będą przyjemne. Czy uda mu się uwolnić małego przyjaciela z łap nikczemnego Zozo i jego bandy?

Zobacz wideo Wieczorynka, dobranocka, czyli jak to się zaczęło i co oglądaliśmy najchętniej [Popkultura Extra]

Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

William Joyce "Zaginiony Ollie", tłum. Paweł Łopatka, Poradnia K - fragment:

Utracony i odzyskany

Kiedy Billy się urodził, omal go nie utracono. Przyszedł na świat z dziurką w sercu, więc przez kilka pierwszych dni życia rodzice rzadko byli przy nim. Noszono go z sali do sali przez labirynt korytarzy szpitala. Lekarze robili mu badania, żeby sprawdzić wielkość dziurki i by się przekonać, czy – jak powiedział jeden z nich – "warto sobie zawracać nią głowę".

Kobieta czyta książkę - zdjęcie ilustracyjneSzkoda lata na złe książki. Sprawdziliśmy, co warto przeczytać

Wiadomość o dziurce ogromnie zmartwiła rodziców Billy’ego. Jeszcze nigdy dotąd tak się nie bali – w każdym razie od tej chwili w dzieciństwie, w której nauczyli się nazywać swe uczucia. Ale niepokoju i rozpaczy, jakie ich teraz ogarnęły, nie dało się opisać ani ukoić żadnym ze znanych im słów.

Dla rodziców noworodek staje się najdroższą istotą. W jednej cudownej chwili powstaje najsilniejsza w życiu więź. "Billy ma w sercu dziurkę. Czy będzie zdrowy? Na p e w n o". Rodzice nie dopuszczali do siebie innych myśli. Gdy więc siedzieli w szpitalu, wyczekując jakichś wieści, skrycie cierpieli męczarnie niewiedzy.

Wystraszone dziecko chowa się pod kołdrą i albo płacze, albo krzyczy: "Boję się, boję!!!". A dorosły siedzi bez ruchu i bez słowa – i stara się udawać, że nic złego się nie dzieje. Choć najchętniej skryłby się gdzieś, rozpłakał lub krzyczał, na ogół tak nie robi. Zamiast powiedzieć, że go ogarnia przerażenie, dorosły mówi grzecznie, że sobie radzi z sytuacją.

Johnny (kadr z filmu)"Johnny". W jednej ze scen wystąpiła matka ks. Kaczkowskiego

Tato Billy’ego radził sobie, splatając ciasno dłonie i zaciskając zęby aż do bólu. A mama – szyjąc dla Billy’ego małą pluszową zabawkę. Słowo "zabawka" budzi przyjemne myśli i wspomnienia, lecz nie oddaje całej potęgi zabawki. W pewnych okolicznościach zabawka bywa czymś ważniejszym niż tylko przedmiotem, który służy do zabawy. Może działać cuda.

Zabawka uszyta przez mamę Billy’ego była wyjątkowa. Powstała z kawałków przemiłych w dotyku materiałów, które mama dobierała z wielką uwagą i troską. Ponadto cieszyła oko swoim kształtem. Przypominała misia, ale mama – nie wiedzieć czemu – zaopatrzyła ją w długie, niby-królicze uszy. Toteż właściwie nie był to ani niedźwiadek, ani królik, tylko ktoś całkiem, ale to całkiem wyjątkowy. Ubrany w bluzę z kapturem w poprzeczne niebieskie paski, nosił czerwony szalik i miał pogodną, przyjazną buzię.

Robiąc dla Billy’ego śmiesznego króliczka przytulankę, mama patrzyła czujnym okiem i słuchała głosu serca. Chociaż uszyty ręcznie, królik nie wyglądał byle jak czy dziwnie – wyglądał poważnie i nad wyraz uroczo. "Ta zabawka wiele zdziała" – powiedziała sobie mama.

Siedząc w szpitalnej poczekalni i starając się nie martwić o zdrowie synka, mama dodała zabawce element, który odróżniał ją od wszystkich zabawek świata. Ostrożnie wszyła jej w pierś malutkie serduszko. Serduszko zrobiła z kawałka czegoś ogromnie jej drogiego – zabawki, którą ubóstwiała, kiedy sama była dzieckiem. Zabawki, która była jej najnajulubieńszą. Mama nadała swojej zabawce imię Nina. Gdy pierwszy raz trzymała w rękach tę śliczną lalkę, imię samo wpadło jej do głowy i wydało się idealne. Nina towarzyszyła mamie Billy’ego przez całe dzieciństwo i mimo że od miłości podarła się na strzępy, mama zachowała kawałek jej pięknej niegdyś sukni i mały dzwonek, który lalka miała w sobie.

Tak więc pamiątki dzieciństwa mamy przetrwały w zabawce dla Billy’ego. Gdy się nią poruszało, obszyty niebieską bawełną dzwonek, czyli serce, cichutko, słabo, ale przyjemnie pobrzękiwał.

Gdy mama Billy’ego skończyła ostatni szew, na chwilę przymknęła oczy, bo zalała ją fala wspomnień o Ninie. Ale nagle tę powódź przerwano. Do mamy dotarło, że stoi nad nią lekarz. Trzymał owiniętego w koce nieruchomego Billy’ego. Serca rodziców na sekundę przestały bić. Lekarz jednak się uśmiechał – a Billy ziewnął.

– Dziurka jest maleńka – wyjaśnił lekarz. – Jeszcze przed kilku laty byśmy jej nie wykryli. Powinna zamknąć się sama. Billy nawet nie będzie wiedział, że ją miał.

Billy był zdrowy. Niepokój opuścił rodziców Billy’ego i nim się spostrzegli, tulili synka w ramionach. Mocno chwytając zabawkę za ucho, Billy wydał radosny gulgot: – OLLLY, OLLLY, OLLLY. Wtedy rodzice poznali imię zabawki: Oliver, w skrócie Ollie. Rodzice nigdy się nie dowiedzieli, że równocześnie stał się jeszcze jeden drobny cud.

Ollie też pojął, jak mu na imię.

Zaginiony Ollie - okładkaZaginiony Ollie - okładka Poradnia K

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Więcej o: