"Przeze mnie Nowy Jork stanął w płomieniach, przeze mnie świat płakał". Fragment głośnej powieści

"Głęboka, mądra i przewrotna" - pisze Renata Lis w magazynie "Książki" o "Mój mały zwierzaku" Marieke Lucasa Rijnevelda. Nowa powieść laureata Międzynarodowej Nagrody Bookera właśnie trafiła do księgarń.

Po mocnej, wytrącającej ze strefy intelektualnego i emocjonalnego komfortu powieści „Niepokój przychodzi o zmierzchu", uznanej za jedną z najważniejszych powieści wydanych w Polsce w 2021, roku otrzymujemy książkę jeszcze bardziej intensywną i fascynującą. „Mój mały zwierzaku" to opowieść o miłości, utracie i chorobliwych fantazjach, które mają uchronić przed tym, co najstraszniejsze. Marieke Lucas Rijneveld po raz kolejny zabiera nas tam, gdzie nie ma już żadnych granic, gdzie kat i ofiara stają się jednym, a wybawienie może przynieść tylko język.

Zobacz wideo Blanka Lipińska w rozmowie z Łukaszem Kijkiem. "Na książkach ciężko się zarabia"

Fragment powieści „Mój mały zwierzaku":

„Kurt — odezwałaś się do mnie w dniu, który był rozgrzany jak wnętrze pustorożca — muszę ci coś powiedzieć, byłam w Nowym Jorku tamtego wrześniowego dnia". Początkowo nie byłem pewien, czy naprawdę nazwałaś mnie Kurt, czy się przesłyszałem, ale załóżmy, że właśnie tak się do mnie zwróciłaś, prosto z mostu i na serio, akurat stałem obok igloo dla cieląt i tak mocno ścisnąłem rozcięty worek z mlekiem w proszku, że buchnął z niego obłoczek, i pomyślałem, że w żadnym romantycznym filmie nie pada śnieg latem, bo widzowie poczuliby się oszukani, zażądaliby zwrotu pieniędzy, widzowie chcą oglądać tylko realistycznie rozkwitającą miłość, bo wtedy mają nadzieję, że im też może się przytrafić, a ja wiedziałem już wtedy, że my akurat byliśmy wyjątkowi, niepowtarzalni, chociaż „niepowtarzalni" wydawało mi się tak samo brzydkie jak wypasiony buhaj podtuczony przed ubojem, ale wtedy nie rozumiałem, że ja też byłem nastawiony na szybkie podtuczenie, karmiłem się, wydłużając każdą spędzoną z tobą chwilę, a z mojej nierozważnej namiętności robił się cielak, coraz bardziej wygłodniały i rozwścieczony, a jednocześnie czułem się zdezorientowany, że nazwałaś mnie Kurt, chodzi mi o to, że nieważne, jak bardzo zaprzątałem wtedy twoje myśli, z upływem czasu i tak stałbym się dla ciebie tylko piosenką, która nie wychodzi z głowy, mogłabyś mnie wciąż nastawiać na repeat, żywiąc próżną nadzieję, że odkryjesz we mnie coś nowego, co sprawi, że będę mógł nadal błyszczeć i nie stracę blasku, a może myślałaś, że znajdziesz coś, co cię uspokoi i przeprowadzi przez to szalone lato?

Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl 

Może byłem dla ciebie podkreślonym zdaniem w tekście piosenki, który ci dałem, nie zrozumiałaś go albo nie zauważyłaś, a może to ja pozostawałem niezauważony, nie miałem czasu dłużej się nad tym zastanawiać, bo nazwałaś mnie Kurt i w twoim głosie zabrzmiało coś bolesnego, a ja stałem w gumiakach na śniegu i z głową w palącym słońcu, pomiędzy stanem błogości a palącym rozczarowaniem, i powiedziałaś, że byłaś tam, gdy pierwszy samolot wbił się w Twin Towers, że naprawdę potrafisz latać, nie dzięki marzeniom o sławie, tylko przez pomyłkę Boga, a może to był raczej sekretny dar, spytałaś, co bym powiedział, gdybyś każdego ranka ćwiczyła kolejny lot na krawędzi łóżka, gdybyś została pierwszym latającym człowiekiem, gdybyś w taki dzień jak dziś wzbiła się po raz drugi w powietrze, tym razem z silosu na paszę, i wzleciała nad pola buraków cukrowych i łany zbóż, nad jasne wody Wirowego Strumienia, chociaż, jak powiedziałaś, powinienem liczyć się z tym, że już nie wrócisz, i gdybyś odfrunęła na zawsze, to naprawdę byłoby coś wyjątkowego, w przeciwnym razie pozostałoby tylko sztuczką, a o sztuczkach szybko się zapomina, a może jednak zostałabyś wędrownym ptakiem, wtedy wracałabyś latem i zaliczano by cię do płodów ziemi, i każdy cieszyłby się na twój widok, tak, to by ci się podobało, że ludzie z The Village sobie ciebie pokazują, kiedy wzlatujesz, mówią, że cię znają, ale nie wiedzieliby, że ty przez cały ten czas ukrywałaś skrzydła, szeptaliby, że zawsze miałaś w sobie coś wyjątkowego, lecz tego akurat, nie, tego by się w tobie nie doszukali, i patrzyliby, jak przelatujesz nad kościołem reformowanym, zataczasz kółko nad szkołą podstawową, potem lecisz nad wałem przeciwpowodziowym na południe, a wszystko pod tobą maleje, powiedziałabyś, że robi się małe jak ziarnko groszku, albo jeszcze lepiej: okruszek. I co ja o tym sądzę?

Okładka książki 'Mój mały zwierzaku' i 'Niepokój przychodzi o zmierzchu'Okładka książki 'Mój mały zwierzaku' i 'Niepokój przychodzi o zmierzchu' mat. promocyjne Wydawnictwa Literackiego

I ubarwiłaś tę opowieść jeszcze bardziej, a ja zauważyłem, że ubarwiasz, bo łapczywie oblizałaś wargi, żeby słowa brzmiały soczyście, i dodałaś, że tamtego tragicznego wrześniowego dnia poleciałaś tam i słyszałaś pod sobą wrzaski ludzi, syreny, a kiedy leciałaś tak, wszystkie te wirujące papiery sfruwające z biur wieżowców, zamieniały się w gołąbki pokoju, na serio, dodałaś, i że widziałaś, jak ludzie wyskakiwali z okien, słyszałaś głuche klapnięcia ich upadających ciał, jakby to były worki z mlekiem w proszku, a potem nadleciał kolejny samolot i wbił się w drugi wieżowiec Twin Towers, czasami wątpiłaś, czy to samolot, czy to t y wleciałaś w wieżę, najpierw głową, tułowiem, a potem resztą ciała, i sądziłaś, że to wszystko twoja wina, więc gdy zobaczyłem łzy napływające ci do oczu, pomyślałem, dziewczyno, miałaś wtedy niespełna dziesięć lat, ale pozwoliłem ci jednak opowiadać o twoich częstych fantazjach, że na farmę De Hulst spada samolot, słyszysz, jak walą się ściany, pęka szkło, i widzisz swojego tatę, tak, widzisz swojego tatę leżącego pod prawym skrzydłem, chociaż, dodałaś, to ciebie mieli na celowniku, więc może powinnaś sama na siebie donieść i z całym przekonaniem oświadczyć: „Tamtego dnia to byłam ja, ja byłam samolotem, przeze mnie Nowy Jork stanął w płomieniach, przeze mnie świat płakał, a teraz chciałabym pocieszyć świat, ujawniając sprawcę".

I brzmiało to szczerze, ale jeszcze bardziej przekonało mnie to, że tak mocno uwierzyłaś w swoją opowieść i że z taką zaskakującą łatwością przechodziłaś do tego, jak wspaniałe są twoje skrzydła, zdumiewająco piękne i potężne, z nieprzemakalnymi piórami, stałaś wtedy w drzwiach obory i nieprawdopodobnie rozkosznie poruszałaś ramionami, przy każdym ruchu widziałem mięśnie pod twoją skórą, chciałem krzyknąć, że nie wolno ci nigdy wzbić się w powietrze, słyszysz mnie: nigdy. Ale zamiast tego desperacko mieszałem w wiadrze mleko w proszku z letnią wodą, żeby się nie zbryliło i powiedziałem, że zanim zaczniesz latać, musisz się nauczyć lądować, i od razu spostrzegłem, że to była błędna reakcja, ba!, wręcz pouczenie.

Poczułem, że cię rozczarowałem, bo liczyłaś na coś innego, może nawet na to, że przyklasnę twoim planom latania, że uśpię wrześniową katastrofę w twojej głowie, a powinienem się walnąć w łeb metalową trzepaczką, bo apatycznie opuściłaś swoje skrzydła wzdłuż ciała i niemal poczułem woń pustki, która niczym trzeci samolot wbijała się w twoją pierś, tak jak z daleka rozpoznawałem też zapach cielaka, z którym było już kiepsko, bo zaraził się wirusem, to ja byłem twoim wirusem, ale wtedy nie mogłaś jeszcze o tym wiedzieć, najchętniej objąłbym twoje biedne ciało nimfetki, bo tylko tego pragnęłaś: być zauważona, żeby sobie ciebie pokazywano, inaczej niż było w szkole, żebyś nie musiała wzbijać się tak wysoko, by musieli zadzierać głowy, żeby znalazł się ktoś, kto chciałby, abyś została, proszę, zostań tutaj, bez ciebie popękają pola, bez ciebie Wirowy Strumień wypełni się sinicami albo wyschnie, a wtedy wiele wędrownych ptaków nie przeżyje trudnej wędrówki na południe, runą na ziemię jak manna, ale tego nie powinienem był mówić, tylko podążać za tokiem twoich myśli, poddać się twojemu potwornemu wyznaniu, powinienem sobie wyobrazić ciebie tam wysoko na silosie na paszę, o nieba, drżałem na samą myśl o tym!

Okładka ebooka 'Mój mały zwierzaku'Okładka ebooka 'Mój mały zwierzaku' mat. Publio.pl

Ebook "Mój mały zwierzaku" jest dostępny w Publio.pl >>

Nie przestawałem mieszać, choć mleko dawno się już rozprowadziło, i wtedy, cholera, wtedy po prostu powiedziałem: „Pomogę ci się wzbić w powietrze". I zupełnie jakby to był film, podniosłem się, stanąłem zesztywniały z trzepaczką w dłoni, mleko kapało na posadzkę, najchętniej rozbiłbym grudki w twojej głowie, ale znów poruszyłaś ramionami, górnolotnie, a twój cień sprawiał wrażenie, jakbyś naprawdę była uskrzydlona, i zaczęłaś nagle biec przez podwórze, chichocząc, wołałaś: „Jestem wroną, krukiem, jestem czaplą, jestem ptakiem, którego najbardziej się boisz". W końcu padłaś w trawę i leżałaś bez ruchu, wpatrując się w błękitne niebo, i powiedziałaś: „Coś ze mną jest nie w porządku, grubo nie w porządku".

Zaledwie kilka sekund potem zerwałaś się i zobaczyłem, że ptak ulotnił się z twojej duszy, patrzyłem, jak ze zwieszoną głową idziesz do obory, bierzesz szuflę do obornika i zaczynasz jeździć nią po kratach, usuwając gówna ze szczelin, a ja dawałem cielętom mleko, nie odrywając od ciebie wzroku, cóż, tylko to mogłem zrobić, zwabić cię do siebie, żeby cię uratować, kochana uciekinierko, uratować bezwarunkowo, i to właśnie od tamtego dnia musiały się zacząć moje koszmary, że wspinasz się wysoko na silos, a pod nim stoją grabarze, którzy ci się przyglądają, przykładając dłonie do oczu, i mówią, że zyskasz pewność, jeśli odważysz się na skok, i za każdym razem, kiedy już zaczynałaś się wzbijać, budziłem się zlany potem i chciałem do ciebie dzwonić, żeby się uspokoić, ale twój numer dostałem dopiero dużo później, przy czym powiedziałaś, żebym do ciebie nie dzwonił, że nie cierpisz, jak się do ciebie dzwoni, że nie cierpisz tych dzwonków, szczególnie Schnappi, das kleine Krokodil, mieli go prawie wszyscy z twojej klasy, poza tym moment zakończenia rozmowy był dla ciebie najtrudniejszy, zupełnie jakby przerwanie połączenia było zerwaniem więzów krwi lub przyjaźni, nie wiedziałaś, jak skończyć, mówiłaś wtedy, że coś na łączach przerywa i: „Halo, halo, źle cię słyszę".

No więc nie, nie lubiłaś, jak się do ciebie dzwoniło, ale ja dopiero dużo później będę miał twój numer i, jedząc gotowy posiłek, składający się z jarmużu, kiełbasy i sosu, w czasie, gdy Camilla i moi dwaj synowie byli w mieście, tak długo wpatrywałem się w cyfry na ekranie telefonu, dopóki nie usłyszałem twojego czystego głosiku i nie miałem cię na linii, a po kilku razach wiedziałem, że kiedy odbierzesz, zawsze wypowiesz te same słowa: „To jest poczta głosowa ptaka. Piiip". I chociaż znałem na pamięć twój numer, to dla pewności zapisałem go obok kresek w szafce z licznikami, zresztą tego lata będę częściej wpadać na kontrolę jałówek, żeby potem delektować się piwem rzemieślniczym, którego twój tato mi naleje, kiedy po całym dniu pracy na polach zalegnie już mgła niczym piana na piwie, a ja będę się uprzejmie uśmiechać przy wszystkich jego dowcipach i przechwałkach, jego ciekawostkach o klimacie, a on będzie myśleć, że cenię sobie jego towarzystwo, ale to wszystko z twojego powodu, moja kochana ulubienico, powoli spijałem twoje drobne przytłoczone i mroczne istnienie, a pod koniec wieczoru odstawiałem puste butelki do szopy obok zzuwadła, czułem po tych niezliczonych butelkach rzemieślniczego piwa, jak wszystko się we mnie pieni i niedorzecznie kotłuje, ale wiedziałem wtedy na pewno: kochałem cię.

Marieke Lucas Rijneveld, „Mój mały zwierzaku", przeł. Jerzy Koch. Wydawnictwo Literackie, 2022.

Ebooki i audiobooki Marieke Lucasa Rijnevelda są dostępne w Publio.pl >>

Więcej o: