Potrzebujemy kampanii, które pokażą osoby z niepełnosprawnością jako pozytywnych i zaangażowanych społecznie mieszkańców

"Wszyscy jedziemy na jednym wózku" - tak brzmiało hasło konkursu, który w 2005 roku ogłosiła Galeria Plakaty AMS. Zadaniem uczestników było zaprojektowanie plakatu przedstawiającego nie tylko trudną sytuację osób niepełnosprawnych, ale też sposoby aktywnej pomocy, służące poprawie jakości ich życia.

Zadanie było trudne, bo niemal 15 lat temu o osobach z niepełnosprawnościami nie mówiło się jeszcze na co dzień; nie projektowano nowych inwestycji z myślą o dostępności, a miasta - dla ludzi z ograniczoną mobilnością - były raczej torami przeszkód, niewygodną przestrzenią, o którą dopiero mieli walczyć. Już samo wyjście z domu było problemem, bo większość autobusów i tramwajów miała wysokie podłogi. Dalej trzeba było zmierzyć się z nierównymi, wąskimi chodnikami, wysokimi krawężnikami i schodami w przejściach podziemnych. Choć więc około 12 proc. Polaków żyje z jakimś rodzajem niepełnosprawności, nie było ich widać na ulicach.

15 lat temu królowały stereotypy

Bartłomiej Skrzyński, aktywista i rzecznik ds. osób niepełnosprawnych we wrocławskim magistracie, tak wspominał swoje liceum:

W przerwach wszyscy oprócz mnie wychodzili na zewnątrz, a od podwórka dzieliły mnie trzy schody. Patrzyłem na znajomych za szybą. "Chyba znów pomyślimy o szkole integracyjnej, nie mogę wyjść na przerwie" - mówiłem rodzicom. Królowały stereotypy: jeśli niepełnosprawny, to pewnie po zawodówce, życie spędza w czterech ścianach, jak pracuje - to zdalnie.

To właśnie z nimi musieli zmierzyć się uczestnicy konkursu: "Z powodu barier architektonicznych niepełnosprawnych nie widać w kinach, teatrach, środkach komunikacji miejskiej. Brakuje książek, czasopism, kaset dla niewidzących lub niesłyszących. Rzadko kiedy osoby niepełnosprawne znajdują zatrudnienie zgodne z wykształceniem i inteligencją - często dostępne są dla nich jedynie prace chałupnicze" - zwracali uwagę organizatorzy konkursu AMS.

- Duża część prac była szablonowa - przyznawał wówczas prof. Janusz Górski. - Ponad połowa z nich wykorzystywała piktogram oznaczający osobę na wózku inwalidzkim. Wybór nie był prosty. Nie było zdecydowanie wyróżniającej się pracy. To, co budzi niepokój, to fakt że plakaty były niejasne, często brakowało w nich komentarza, były przeładowane elementami graficznymi.

Wygrała praca "Zapominalstwo to mój jedyny problem" autorstwa Agnieszki Meder i Bartłomieja Drosdzioka. Pomysł mieli prosty: na lodówce zawiesili żółte karteczki, których używa się do notowania ważnych spotkań i zadań. Tyle, że zamiast haseł wypisanych markerem, opisali je wypukłymi kropkami z alfabetu Braille’a. Nagrodę Specjalną ufundowaną przez Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji otrzymał Bartłomiej Bałut za pracę "Jestem cool mimo kul". Prosta grafika przedstawiała uniesiony w górę kciuk osoby, która trzyma kulę.

Prof. Górski: - Obie nagrodzone prace mają pozytywny komunikat. Pokazują niepełnosprawnych jako osoby zrealizowane, zadowolone z życia. I co ważne, są proste w odbiorze. Dlatego rada dla projektantów i wskazówka na przyszłość, to po pierwsze przedstawianie pozytywnych aspektów problemu, po drugie - dobry pomysł i czytelne jego przedstawienie.

"Dla kolegów ze szkoły mój wózek był atrakcją"

A jak poradził sobie Bartłomiej Skrzyński z trzema schodami na podwórko? Rodzice poradzili mu, by poprosił o pomoc kolegów. I pomogli. - Chodziliśmy palić papierosy za szkołę albo na wagary nad Odrę. Dla kolegów mój wózek był atrakcją. Razem uczyliśmy się balansować na dwóch kołach - wspominał.

Ale problemem przed laty był też sam język. O ludziach z niepełnosprawnościami mówiło się: niepełnosprawni, inwalidzi, kalecy. Byli "chorzy" i "cierpiący na..."; "przykuci do..." zamiast "jeżdżący na wózku".

- Niepełnosprawność nie determinuje, nie opisuje całego człowieka, tylko jakiś jego aspekt - mówiła w rozmowie z "Wyborczą" Agata Roczniak, modelka na wózku, która bierze udział w pokazach m.in. u Ewy Minge. - Ostatnio na ulicy zaczepił mnie człowiek, pytając: "A jakie nieszczęście cię spotkało, że jesteś na wózku?". Zamiast odpowiedzieć, skupiłam się na semantyce: "Ale o jakim nieszczęściu pan mówi? Ja jestem szczęśliwą osobą". Trochę się speszył: "A co się pani stało?"

Agata właśnie po to bierze udział w pokazach: nie by dopieścić ego, ale żeby osoby z niepełnosprawnością też były zauważone i doceniane. Dwanaście lat temu na wybiegu była sensacją, dziś podobne pokazy organizowane są w wielu miastach.

Zwycięski plakat z konkursu AMSZwycięski plakat z konkursu AMS mat. prasowe

To nie było rewolucja, raczej ewolucja

- To nie było rewolucja, raczej ewolucja - mówi Tomasz Jakub Sysło, grafik i designer. Porusza się na wózku od 18. roku życia, gdy w trakcie nieudanego skoku do wody uszkodził kręgosłup. - Dziesięć lat temu brakowało autobusów i tramwajów z niskimi podłogami, gdy chciałem gdzieś dojechać, musiałem kombinować albo prosić ludzi na przystanku o pomoc. To samo z pociągami: praktycznie nimi nie jeździłem. Wiele zmieniły przepisy narzucone przez Unię Europejską, musieliśmy zacząć projektować z myślą o osobach z niepełnosprawnością. Kolejne miasta przyjmują strategie dostępności, w których zapisują, jak ta przestrzeń powinna wyglądać.

Pomagają też kampanie edukacyjne i media, które opisują sytuacje kryzysowe. Tak było w przypadku Janiny Ochojskiej, której w 2015 roku nie wpuścili do pociągu. Porusza się o kulach, konduktor nie chciał więc otworzyć dla niej platformy, której używają osoby na wózkach. Było o tym głośno w mediach i ten pojedynczy przypadek doprowadził do tego, że zmienił się nie tylko regulamin, ale też podejście pracowników kolei.

W lipcu tego roku Tomasz Jakub Sysło przygotował rysunkowe wideo pod hasłem "Nie skacz". "Trach. Pęka kręgosłup i człowiek kończy na wózku lub umiera" - podsumowuje komiksową opowieść.

- Po raz pierwszy narysowałem tę sytuację w całości - przyznaje. - Nie było łatwo, ale uważam, że obrazkiem łatwiej dotrzeć do ludzi i zmienić ich zachowanie, niż za pomocą regulaminów. Na szczęście osoby z niepełnosprawnościami są dziś częścią kultury popularnej, są lalki Barbie czy ludziki LEGO na wózkach. Podobają mi się też kampanie, które towarzyszą paraolimpiadom. Dobitnie pokazują, że bariery są tylko w naszych głowach. No i protest pod Sejmem zrobił swoje: o osobach z niepełnosprawnościami mówiło się w całej Polsce.

A postulaty rodziców osób z niepełnosprawnościami, którzy protestowali pod Sejmem, popiera ponad 80 proc. Polaków. - Wiem, że temat losu osób niepełnosprawnych mocno wybrzmiał podczas 40 dni naszego protestu w Sejmie. Moja walka, która trwa już 11 lat, przynosi efekty i ogromnie się z tego cieszę. Przez polityków zostaliśmy, niestety, po raz kolejny pominięci, ale nie przez społeczeństwo. Chyba już nikt w Polsce nie ma wątpliwości, że osoby niepełnosprawne są zepchnięte na margines - mówiła Iwona Hartwich w rozmowie z "Wysokimi Obcasami".

Iwona Hartwich z synem podczas protestu w SejmieIwona Hartwich z synem podczas protestu w Sejmie Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Gdy w 2015 roku stołeczny magistrat po raz pierwszy opublikował mapę miejsc dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami, na liście było niemal 8 tys. lokali - wśród obiektów zaznaczonych na mapie znalazły się m.in. restauracje, kawiarnie, urzędy pocztowe, sklepy zakłady fryzjerskie, teatry, antykwariaty, hotele czy muzea. Takich miejsc jest z roku na rok więcej, a w ubiegłym miasto zamówiło raport badawczy dotyczący sytuacji osób z niepełnosprawnościami. Wyniki opublikowano w maju 2019.

- Należy zaznaczyć, że na podstawie dostępnych danych gromadzonych dotychczas przez instytucje publiczne nie było możliwe ustalenie aktualnej liczby osób z niepełnosprawnościami mieszkających w Warszawie, ani stopnia zaspokojenia ich potrzeb - informuje w raporcie Tomasz Pactwa, dyrektor Biura Pomocy i Projektów Społecznych. Z badań wynika, że w co piątym gospodarstwie domowym żyje przynajmniej jedna osoba z niepełnosprawnością.

Wciąż zdarzają się lekarze-ginekolodzy, którzy mówią "Ja takich jak pani nie badam"

Spośród wszystkich badanych powyżej 16 roku życia, 88 proc. deklaruje, że czuje się bezpiecznie w okolicy swojego miejsca zamieszkania. Ale ankietowani wypunktowali też braki: 70 proc. chciałoby lepszej ogólnodostępnej opieki zdrowotnej. Badani wspominali, że niejednokrotnie spotykali się z niemiłymi reakcjami i zachowaniami ze strony lekarzy. Miewają poczucie, że ich sprawy są bagatelizowane, a lekarze lekceważą ich niepełnosprawność i podważają wiarygodność informacji odnośnie stanu zdrowia. Szczególnie trudno jest kobietom, które odwiedzają ginekologów: jak donosi fundacja Kulawa Warszawa, wciąż zdarzają się lekarze, którzy mówią "Ja takich jak pani nie badam".

- Dla kobiety z niepełnosprawnością wizyta w gabinecie ginekologicznym od zawsze jest szczególnym problemem. To kwestia zdrowia, ale też godności i podmiotowości. Tymczasem w naszym kraju nie wprowadza się żadnych systemowych rozwiązań ani nie wykonuje podstawowych kroków, by tę sytuację zmienić - mówiła "Wyborczej" Magdalena Kocejko z Kulawej Warszawy.

Potrzebujemy kampanii, które pokażą ich jako pozytywnych i zaangażowanych społecznie mieszkańców

Z kolei 42 proc. osób z ograniczoną mobilnością chciałaby lepszego dostosowania miejskiej infrastruktury, bo nie zawsze mogą liczyć na pomoc kierowców czy współpasażerów. Co dziesiąta osoba zwraca też uwagę na zbyt małą liczbę miejsc, w których może się aktywizować czy spędzać wolny czas.

Wszyscy badani byli także pytani o to, czy Warszawa jest miastem przyjaznym dla osób z niepełnosprawnościami. Niemal połowa sprawnych, uznała że "zdecydowanie tak" i "raczej tak", ale już w przypadku osób z niepełnosprawnościami wynik ten spadł do 43 proc. Najlepiej ocenili infrastrukturę i wsparcie systemowe, najgorzej - dostępność szkół integracyjnych (te w Warszawie są przepełnione i często znajdują się w odległych dzielnicach) i wzrost świadomości społecznej poprzez edukację czy media.

Raport przygotowany na zlecenie warszawskiego magistratu zawiera też zalecenie na przyszłość: należy przeznaczyć więcej pieniędzy na likwidację barier architektonicznych, zmodyfikować istniejące procedury, aby były bardziej przyjazne i mniej czasochłonne oraz edukować.

Otwieranie miasta na potrzeby osób z niepełnosprawnościami to coraz częściej jedno z ważniejszych zadań magistratów. Gdy prezydent Wrocławia Jacek Sutryk ogłaszał przyjęcie dokumentu "Wrocław bez barier", mówił: - Chcemy, by miasto, a w szczególności przestrzenie osiedlowe, były dostępne dla wszystkich. Polskie prawo nie reguluje tej kwestii w wystarczający sposób. A przecież projektując dla osób z niepełnosprawnościami, dbamy także o inne grupy społeczne: rodziców z dziećmi w wózkach czy osób starszych, o ograniczonej mobilności, które korzystają z kul czy balkoników. Warto przy tym pamiętać, że Wrocław nie jest miastem dokończonym, zawiązanym na kokardę. Nie zmienimy zastanych miejsc i elementów od jutra. Mam jednak nadzieję, że nowe standardy będą impulsem do poprawy tych elementów polityki miejskiej i wsparciem dla projektantów.

Wrocław był szóstym miastem w Polsce - po Gdyni, Warszawie, Łodzi, Koninie i Poznaniu - które wprowadziło tego typu rozporządzenie.

Autorzy stołecznego raportu podsumowują: "Potrzebujemy kampanii, które pokażą ich jako pozytywnych i zaangażowanych społecznie mieszkańców Warszawy. Warto także systematycznie przeprowadzać działania integrujące środowisko osób z niepełnosprawnościami z pozostałymi mieszkańcami Warszawy, dbając jednocześnie, aby powstawało więcej wspólnych inicjatyw łączących sprawnych i niepełnosprawnych mieszkańców. Takie wydarzenia powinny być na stałe wpisane w program lokalnej polityki."

Zobacz wideo