Ich przebój zna każdy fan "Podziemnego kręgu". Pixies zagrają w Polsce

Oficjalnie ich muzyka zupełnie w Polsce nie istniała. A jednocześnie cieszyli się niemal kultową, choć niszową, sławą. Jako jeden z nielicznych zespołów doczekali się nawet... dwóch cover bandów. Niedługo Pixies zagrają w Polsce.

Pixies to bez dwóch zdań jeden z najważniejszych, najbardziej oryginalnych i wpływowych zespołów na światowej scenie alternatywnej. W Polsce jego popularność chodziła jednak trochę innymi szlakami niż na Zachodzie.

 

Narodziny legendy

Zespół Pixies powstał w Bostonie w 1986 roku i już jego pierwsze nagrania zwróciły uwagę wielu słuchaczy połączeniem melodyjności, zgrzytliwego brzmienia i nietypowych tekstów. Po kilku latach działalności grupa była już w ścisłej czołówce gitarowej alternatywy i wyznaczała reguły gry w tym gatunku. Zakończyła działalność w 1993 roku, po wydaniu kilku kanonicznych albumów, takich jak „Doolittle” i „Bossanova”.

Ale ponad dekadę później muzycy postanowili się reaktywować. Po kolei przypominali na koncertach swoje najważniejsze płyty, grając po kolei wszystkie piosenki, które się na nich znalazły - basistka zespołu w połowie koncertu bardzo często powtarzała żart, że właśnie w tym momencie trzeba przełożyć winylowy krążek na drugą stronę.

Pitchfork się buntuje

Po kolejnych dziesięciu latach muzycy postanowili pójść o krok dalej i zacząć pracować nad nowym materiałem. Ukazał się w 2014 roku pod tytułem „Indie Cindy” i wywołał burzę wśród fanów. Wielu z nich było wściekłych, że zespół niszczy własną legendę - wpływowy amerykański serwis muzyczny „Pitchfork” niemal zniszczył ten album, przyznając mu najniższe możliwe oceny i recenzując zamiast niego... dawne, kultowe albumy grupy.

Muzycy postąpili zgodnie z regułą, że psy szczekają, a karawana musi iść dalej. Zagrali serię dość ciepło przyjętych koncertów i zaczęli pracę nad kolejnym albumem. „Head Carrier” ukazał się kilka tygodni temu i pokazał, że burza wokół zespołu zdecydowanie opadła. Jego kolejne płyty nie są już uznawane za „szarganie legendy”, ale za nowe poczynania muzyków z chwalebną historią. Nawet „Pitchfork” nie był już tak bezlitosny i zamieścił zwykłą recenzję nowego albumu. Publiczność także „głosuje nogami” zdecydowanie bardziej za niż przeciw temu, co dziś robi zespół - tłumy na koncertach po obu stronach Atlantyku są na to wyraźnym dowodem.

 

Za łagodni dla punków i metalowców

Popularność Pixies w Polsce przechodziła różne koleje losu i można ją podzielić na kilka etapów. Na początku w zasadzie mało kto słyszał o tej grupie, bo jej muzyka nie przebijała się przez żelazną kurtynę. W latach 90-tych, kiedy Pixies zagranicą stawała się powoli jednym z gigantów sceny alternatywnej, w Polsce pojawiły się pierwsze, delikatne sygnały zainteresowania twórczością grupy. Co prawda w radiu nie można było raczej usłyszeć jej nagrań, ale kasety z jej płytami udawało się znaleźć na łóżkach polowych muzycznych piratów, a od czasu do czasu pisała o niej także prasa muzyczna.

Zespół nie miał w tamtym czasie szczęścia do polskiej publiczności - dla tych, którzy wychowywali się na promujących klasyczny rock audycjach radiowych, jego muzyka była za bardzo alternatywna, dla wielbicieli alternatywnego grania natomiast, co oznaczało wówczas przede wszystkim fanów punk rocka i metalu, twórczość grupy była z kolei zbyt łagodna i przebojowa.

A jednak znaleźli się w tym czasie słuchacze, którym piosenki Pixies były bardzo bliskie. Dawali temu wyraz w niecodzienny sposób: zakładając cover bandy Pixies, czyli zespoły grające własne wersje ich utworów. W Polsce aktywnie działały co najmniej dwa takie składy, co stawia amerykański zespół w szczególnym miejscu: mało kto doczekał się takiego docenienia.

W Poznaniu do dziś funkcjonuje efemeryczny zespół Dixies. Grają w nim muzycy grupy Happy Pills, prekursorzy muzyki indie w Polsce. W Gdańsku przez kilka lat funkcjonowała natomiast formacja Sound Of Pixies, założona przez perkusistę Filipa Gałązkę, znanego m.in. ze współpracy z Tymonem Tymańskim. Muzycy jego zespołu wykonywali covery Pixies na koncertach, nagrali je w studiu, mieli nawet - ponoć bliskie realizacji - plany wspólnego występu z liderem zespołu.

Zwykły zespół z niezwykłą przeszłością

Symbolicznym początkiem drugiego etapu w polskiej historii Pixies - podobnie zresztą jak w wielu innych krajach - były... ostatnie sceny iście kultowego filmu „Fight Club” z 1999 roku. Świat wali się tam w rytm jednego z dawnych przebojów zespołu, piosenki „Where Is My Mind”. To właśnie wtedy, pół dekady po zakończeniu działalności, usłyszała o nim publiczność znacznie szersza niż kiedykolwiek.

 

W Polsce w tym czasie rodziło się niewielkie, ale dość prężne i wpływowe środowisko mocno zafascynowane muzyką indie. Twórczość Pixies była dla niego jednym z ważnych punktów odniesienia, a piosenki zespołu były obowiązkową pozycją w repertuarze każdej alternatywnej imprezy tanecznej w warszawskiej Jadłodajni Filozoficznej i innych klubach tego typu.

Trzeci etap polskiej popularności Pixies rozpoczął się wraz z wznowieniem przez nią działalności. Ponieważ dla polskiej publiczności nigdy nie był to zespół tak ważny jak dla słuchaczy na Zachodzie, nie pojawił się też efekt oburzenia na to, że muzycy zdecydowali się nagrywać nowe piosenki. Nowe płyty grupy odbierane są w zasadzie bez żadnego „obciążenia” dawną legendą. A na polski koncert zespołu z pewnością wybierze się tłum rodzimych fanów.   

Zespół Pixies wystąpi w Polsce podczas europejskiej trasy promującej album „Head Carrier”. Koncert odbędzie się 16 listopada w poznańskiej Hali Arena. Bilety kosztują 179 zł.