Polski fotoreporter wypuszczony z białoruskiego aresztu. "Poddano nas co najmniej 15-godzinnym torturom"

Laureat Grand Press Photo 2020, fotoreporter Witold Dobrowolski, został zatrzymany przez białoruskie siły posiłkowe w poniedziałek - wypuszczono go pod koniec tygodnia. "Byłem przetrzymywany najpierw na posterunku milicji lub MSW, gdzie mnie i setki innych osób poddano co najmniej 15-godzinnym torturom w sali gimnastycznej" - relacjonuje szczegóły fotograf.
Zobacz wideo

W związku z protestami, które wybuchły na Białorusi po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich, zostało zatrzymanych już ponad sześć tysięcy osób. Wśród nich znalazła się także grupa co najmniej 22 dziennikarzy i fotoreporterów z różnych części świata - spotkało to też Witolda Dobrowolskiego, nagrodzonego w tym roku Grand Press Photo za reportaż z protestów w Hongkongu. O jego zatrzymaniu informowaliśmy w czwartek.

Zatrzymany na Białorusi polski fotoreporter został wypuszczony na wolność

Dorota Zielińska ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przekazała press.pl, że zatrzymany w poniedziałek Witold Dobrowolski jest już na wolności. O jego uwolnienie, a także innych zatrzymanych dziennikarzy, apelowały takie organizacje jak Europejska Federacja Dziennikarzy i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Dobrowolski przekazał mediom:

Byłem przetrzymywany najpierw na posterunku milicji lub MSW, gdzie mnie i setki innych osób poddano co najmniej 15-godzinnym torturom w sali gimnastycznej. Bicie pięscciami, pałkami skutych więzniów leżących na brzuchu, nie mogących się w żaden sposób bronić... bito pod różnymi pretekstami. To ciągnęło się bez końca od wieczora do popołudnia następnego dnia.

Jak relacjonuje, później został przewieziony około 40 km od Mińska. W nowym zakładzie nie stosowano już przemocy - choć przynoszono regularnie posiłki i zapewniono dostęp do wody i toalety, cele i tak były przepełnione. Dobrowolski opisuje, że sam był zamknięty w sześcioosobowej celi, w której ulokowano 24 osoby.

O brutalności białoruskich służb opowiedział także 24-letni polski student, którego zwolniono z aresztu. - Od razu wsadzono nas do więźniarki i tam zmuszono nas do klęczenia na kolanach. Wtedy zostaliśmy pobici po raz pierwszy - powiedział Kacper Sienicki. Całą relację mężczyzny można przeczytać TUTAJ.

Protesty na Białorusi trwają od niedzieli, kiedy przeprowadzone zostały wybory prezydenckie. Zgodnie z oficjalnymi wynikami podanymi przez władze, ponownie prezydentem kraju został Alaksandr Łukaszenka. Polityk ten rządzi Białorusią już od 26 lat. Od początku protestów zatrzymano blisko siedem tysięcy osób. Manifestacje są brutalnie tłumione przez OMON - oddziały specjalne milicji.