Standardy wyznaczył Kennedy, któremu śpiewał Sinatra. Z Trumpem gwiazdom nie było po drodze, ale teraz ich nie zabraknie

Joe Biden i Kamala Harris rozpoczną kadencję w niezwykle gęstej atmosferze - przede wszystkim przez szalejącą w USA epidemię koronawirusa i niepokój związany z niedawnymi wydarzeniami na Kapitolu, który spowodował ściągnięcie do Waszyngtonu kilkunastu tysięcy żołnierzy Gwardii Narodowej. Komisja Kongresu ds. ceremonii inauguracyjnych postarała się niemniej zadbać o to, żeby tegoroczne wydarzenie stanowiło chociaż namiastkę pompy z poprzednich lat. Biały Dom ponownie wesprą wielkie gwiazdy, których u boku Donalda Trumpa zabrakło.

Dzień zaprzysiężenia nowego prezydenta i wiceprezydenta to w Stanach Zjednoczonych wielkie święto. Zwykle w stolicy odbywają się parady i koncerty, największe stacje telewizyjne emitują specjalne programy, zaś sama nowa głowa państwa - po dopełnieniu wszystkich tradycyjnych punktów dnia, czyli m.in. po mszy, zaprzysiężeniu przed Kapitolem, przeglądzie sił zbrojnych i złożeniu wieńca na grobie nieznanego żołnierza na cmentarzu w Arlington - udaje się na uroczystą paradę i bale.

Joe BidenW wieku 30 lat był senatorem elektem. Chwilę później stracił żonę i córeczkę

Tym razem będzie zupełnie inaczej - zamiast paradować ulicami D.C., Amerykanie będą obserwować inaugurację z domu, podczas gdy gwiazdy umilą im czas wirtualnie. Ten ostatni, gwiazdorski element, to też już tradycja - całkiem świeża, ale jednak. Dla Bidena i Harris hymn narodowy zaśpiewa Lady Gaga, która idzie w ślady Beyonce i jej występu z 2014 roku dla Baracka Obamy i (wtedy wiceprezydenta) Bidena.

U Donalda Trumpa "Star-Spangled Banner" odśpiewała z kolei Jackie Evancho, która jako dziecko zaszła daleko w jednej z edycji amerykańskiego "Mam talent". Tutaj znalezienie gwiazdy chętnej do akompaniowania prezydentowi w początkach jego nowej drogi nie było jednak proste. Ale o tym za chwilę.

Zobacz wideo Donald Trump w pożegnalnym przemówieniu. Nawiązał do ataku na Kapitol, "politycznej cenzury" i... placu w Warszawie [ENG]

Inauguracja to wiele tradycji. Przynajmniej jedną z nich złamie Trump

Pierwsza waszyngtońska inauguracja w 1801 roku (dwie poprzednie odbywały się w Nowym Jorku i Filadelfii) miała trzy elementy - Thomas Jefferson przyszedł na Kapitol, odczytał swoje przemówienie i wrócił do domu.

Wydarzenia wokół zaprzysiężenia rozrastały się w szybkim tempie - kiedy Andrew Jackson obejmował urząd 28 lat później, do Białego Domu na przyjęcie ściągnęło 20 tys. osób, przez co nowy prezydent rzekomo musiał uciekać z budynku przez okno. Wielkie parady do prezydenckiej siedziby organizowano przez kilka kolejnych dekad, jednak z czasem konieczne było ograniczenie ogromnej liczby osób, która udawała się na powitanie nowej głowy państwa. Dopiero w roku 1989 George H.W. Bush wydał otwarte zaproszenie na fetę pod hasłem "White House American Welcome", która odbywała się dzień po inauguracji.

Od 1933 roku i inauguracji Franklina D. Roosevelta nowo wybrany prezydent udaje się wraz z rodziną na mszę w katedrze św. Mateusza. Następnie prezydent opuszczający stanowisko i jego następca wspólnie przechodzą do budynku Kapitolu - ten element utrwalił się od 1837 roku, gdy odchodzący Andrew Jackson podjechał dorożką na miejsce ze swoim następcą - Martinem Van Burenem.

W dniu inauguracji Joe Bidena, jeszcze w trakcie trwania mszy, Donald Trump urządzi własne pożegnanie w bazie wojskowej Joint Base Andrews. Jak ogłosił, na samej inauguracji Bidena się nie pojawi. Przed nim w ten sposób postąpili John Adams (1801), John Quincy Adams (1829) i Andrew Johnson (1869). Ten ostatni spędził poranek, zajmując się formalnościami, bo nie darzył sympatią zastępującego go Ulyssesa S. Granta. 

Trump Legacy TruthDonald Trump kiedyś kochał media ze wzajemnością - potem zaczął palić mosty

Początek prezydentury w blasku gwiazd

W trakcie uroczystego zaprzysiężenia od dekad odbywają się też występy artystyczne i to na poziomie gwiazdorskim, czego w dobie "popkulturowej" prezydentury zwyczajnie nie może zabraknąć.

U Bidena i Harris obok Lady Gagi śpiewającej hymn USA pojawią się Jennifer Lopez i gwiazdor country Garth Brooks, a także młoda poetka Amanda Gorman, która jako szósta w historii odczyta swój wiersz ("The Hill We Climb") przed zgromadzonymi. Podobnego zaszczytu dostąpili m.in. Robert Frost, który wystąpił na zaprzysiężeniu J. F. Kennedy’ego, oraz Maya Angelou, która przyjęła zaproszenie na pierwszą inaugurację Billa Clintona.

Kiedy Barack Obama obejmował urząd w 2009 roku, hymn wykonała orkiestra amerykańskiej marynarki, ale pojawiła się też Aretha Franklin. Cztery lata później na Kapitolu z hymnem wystąpiła Beyonce, która - jak okazało chwilę potem - posłużyła się playbackiem. Do zaśpiewania u Donalda Trumpa zbyt wielu chętnych nie było. Stanęło na nastoletniej Jackie Evancho, laureatce drugiego miejsca w amerykańskim "Mam talent", która ogłosiła, że postanowiła "zrobić to dla swojego kraju". - Jeżeli zostanę za to znienawidzona, to tylko z braku zrozumienia - mówiła wtedy młoda wokalistka.

 

Dla Clintona śpiewał Jackson, dla Busha - Ricky Martin

Jeśli chodzi o zapraszanie znanych nazwisk na prezydenckie uroczystości, standardy wyznaczono za kadencji Kennedy’ego, gdzie inauguracyjny występ Franka Sinatry był - aż i zaledwie - wisienką na muzycznym torcie. Oprócz niego stawili się też m.in.: Ella Fitzgerald, Harry Belafonte, Sidney Poitier i Leonard Bernstein.

Szyku zadał później także Ronald Reagan, którego hollywoodzkie znajomości odegrały tu znaczącą rolę. Wraz z żoną Nancy prezydent udał się na osiem inauguracyjnych bali, gdzie także bawił się z Sinatrą, ale i z Tonym Bennettem, Lou Rawlesem i Rayem Charlesem.

Kolejnym prezydentem, któremu komitet przygotowawczy nie pożałował blichtru i splendoru, był Bill Clinton. W 1993 roku zorganizowano dla niego wielki koncert, gdzie wystąpili m.in. Michael Jackson, Ray Charles, Kenny G. i Bob Dylan. U George’a W. Busha było już spokojniej - jak wspomina "New York Times", atmosfera zdawała się wręcz "antyhollywoodzka", ale i tak dla nowego prezydenta w trakcie świętowania zaśpiewał na przykład Ricky Martin. 

 

Barack Obama pobił Reagana i uczestniczył w dziesięciu oficjalnych balach (dodajmy, że zorganizowano też 121 nieoficjalnych) - na tym najszerzej zapamiętanym Obama wraz z żoną zatańczyli pierwszy taniec do "At Last" Etty James w wykonaniu Beyonce - wtedy na żywo. Do innych wydarzeń wokół obydwu zaprzysiężeń Obamy swoje cegiełki dołożyli np. Bruce Springsteen, Stevie Wonder, Itzhak Perlman, Yo-Yo Ma, Usher, Mary J. Blige, Jay-Z i Kanye West.

O zaangażowanie tego ostatniego często pytano w roku 2017, kiedy do Białego Domu miał się wprowadzić Donald Trump. Raper niewiele wcześniej zasłynął z publicznego wyrażenia poparcia dla kandydatury miliardera, co na tle mainstreamowych gwiazd było sporym ewenementem. West nie zdecydował się wystąpić dla nowej głowy państwa (najprawdopodobniej nikt go o to nie zapytał). Komitetowi przygotowawczemu udziału oficjalnie odmówili za to m.in. Elton John, Andrea Bocelli, Moby, Celine Dion, David Foster i zespół KISS. Na rozgrzanie publiczności ostatecznie udało się namówić 3 Doors Down czy gwiazdorów country, Toby’ego Keitha oraz Lee Greenwooda - mając w pamięci żywy obraz rozmachu, który od zawsze tworzył wokół siebie Donald Trump, można by skwitować, że szału nie było.

Pierwszy taniec państwa Trumpów odbył się przy dźwiękach coveru "My Way" - ulubionej piosenki prezydenta, którą początkowo miał wykonać jego wieloletni przyjaciel Paul Anka. Ostatecznie również on zrezygnował z udziału w wydarzeniu.

 

Joe Biden i Kamala Harris w tym roku promują przestrzeganie zasad bezpieczeństwa w związku z pandemią koronawirusa. Nie odbędzie się więc m.in. tradycyjny obiad dla prezydenta, wiceprezydenta, ich rodzin i licznych zaproszonych gości. Huczną paradę do Białego Domu zastąpi skromna - w porównaniu do przeszłości - eskorta dla Bidena, którą stworzą reprezentanci każdego rodzaju sił zbrojnych. Jak zapewnił komitet przygotowawczy, zostanie tu zachowany dystans społeczny. "Chcemy zapewnić Amerykanom i całemu światu możliwość zobaczenia historycznej chwili, gdy prezydent udaje się do Białego Domu, bez ściągania na miejsce wielkich tłumów" - oświadczyli organizatorzy.

Biden Inauguration FlagsBiden Inauguration Flags Fot. Alex Brandon / AP Photo

Zamiast tego stacje telewizyjne w całym kraju pokażą "dynamiczne i różnorodne" występy. Nie będzie też transmitowanego w telewizji balu, ale o skromności nie ma mowy. Imprezę zastąpi program "Celebrating America", który poprowadzi Tom Hanks. Dla pozostających w domach Amerykanów zaśpiewają m.in. Ant Clemons, Demi Lovato, Justin Timberlake i nieodłączny John Legend, który szczególnie mocno wspierał kampanię Bidena i Harris. Będą też Bruce Springsteen i Jon Bon Jovi, zaś występ recytatorski przygotował Lin Manuel-Miranda.

Wraz z powrotem wielkich gwiazd pod prezydenckie skrzydła wraca zatem pewnego rodzaju "namiastka normalności". Wsparcie wpływowych osób z pewnością przyda się Bidenowi i Harris, chociażby w namawianiu Amerykanów do noszenia maseczek przez 100 dni, żeby powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa. Nowi włodarze nieustannie podkreślają, że ich nadrzędnym celem jest zjednoczenie Ameryki - nawet sama inauguracja odbywa się pod hasłem "America United" - ale to nie lada sztuka. Na ten moment wygląda jednak na to, że popkultura w tej misji będzie ich sprzymierzeńcem.