Wokół J.K. Rowling znowu wybuchł skandal. Wystarczyła plotka o serialu "Harry Potter"

Ledwo w mediach rozeszła się sensacyjna informacja, że trwają prace nad stworzeniem serialu z uniwersum "Harry'ego Pottera", na autorkę serii powieści J.K. Rowling wylała się fala krytycznych uwag od byłych wielbicieli. Wrócił temat jej transfobicznych wypowiedzi, a czytelnicy i media komentują, że z ich powodu produkcja nie powinna dojść do skutku.

"The Hollywood Reporter" i "Variety" poinformowały pod koniec stycznia, że HBO Max zaczęło prace nad serialem, którego akcja miałaby zostać osadzona w świecie Harry'ego Pottera. Szefowie Warner Media mieli się spotkać ze scenarzystami, by przedyskutować pomysły na to, jak uniwersum z powieści J.K. Rowling pokazać za pomocą wieloodcinkowej produkcji. Informacja ta z jednej strony wywołała ekscytację licznych wielbicieli świata Harry'ego Pottera, a z drugiej stała się zarzewiem zażartej dyskusji. Znalazło się także całkiem liczne grono osób, które uważają, że do obiegu nie powinny trafiać już żadne produkcje związane z postacią J.K. Rowling.

Zobacz wideo Harry'ego Pottera nikt nam nie zabierze, ale J.K. Rowling internet ktoś mógłby [Popkultura]

Informacja o planowanym serialu rozpętała burzę wokół J.K. RoOwling

"The Hollywood Reporter" w swojej publikacji powoływał się na swoich informatorów, którzy mieli przekazać, że póki co nie ma żadnych konkretów: prace są na bardzo wczesnym etapie, rozpoczęły się ledwo rozmowy koncepcyjne. Żaden scenarzysta ani producent nie został do niczego zaangażowany, choć "THR" podkreśla, że rozbudowanie filmowej franczyzy ma być jednym z priorytetów dla HBO Max i wytwórni Warner Bros.

Konkretów nie ma, znalazło się za to sporo krytyków samej choćby koncepcji. Na Twitterze pojawiła się cała fala komentarzy, w których czytelnicy i byli wielbiciele głośno protestowali przeciwko temu, by ktokolwiek dawał szansę J.K. Rowling na dodatkowy zarobek. Dlaczego?

Krytyczka filmowa i redaktorka Sara Clements przykładowo napisała:

Harry Potter był najważniejszą częścią mojego dzieciństwa, i gdyby nie to, że J.K. Rowling jest transfobicznym bucem, byłabym bardzo podekscytowana tym projektem. Ale serio: kto to niby obejrzy? Jaki tu jest sens?

Część komentarzy sugerowała, że projekt miałby powstać dla pieniędzy, pojawiły się sugestie, że pisarka nie powinna dostawać tantiem, ale jedna z osób pod tym wpisem zaproponowała:

A może oddzielimy dzieło od twórcy i będziemy wspierać tych wszystkich ludzi, którzy są potrzebni, żeby taki projekt doszedł do skutku? Filmy, książki i programy telewizyjne są tworzone przez całe zespoły ludzi, którzy nie są autorem pierwowzoru, ale też potrzebują pieniędzy, żeby postawić jedzenie na stole.

Są też opinie sugerujące, że choć oryginalne książki są wspaniałe, to nie można wspierać TERF.

TERF to anglojęzyczny skrótowiec od zwrotu "trans-exclusionary radical feminist/feminism" co na polski tłumaczy się jako "trans-wykluczający/a radykalny/a feminizm/feministka". Skrót powstał jeszcze w 2008 roku, by opisać mniejszość kobiet określających się mianem feministek, a w istocie wyznających poglądy i twierdzenia transfobiczne. Jednym z takich postulatów jest twierdzenie, że kobiety transpłciowe nie są kobietami, a w związku z tym należy je wykluczyć z przestrzeni dla kobiet, TERF mogło też oznaczać sprzeciw wobec inicjatyw ustawodawczych na rzecz praw osób transpłciowych. Na przestrzeni lat pojęcie zyskało znaczenie dużo szersze i obecnie odnosi się do grupy osób, które wykluczają społeczność trans. Najczęściej osoby, które określane są mianem TERF uznają to pojęcie za obelżywe, zdarza im się wymiennie używać zwrotu "gender critical" czyli "krytyczni wobec płci".

Przypomnijmy: Rowling została oskarżona o transfobię, po tym jak latem 2020 roku umieściła w sieci link do artykułu, który dotyczył wspierania w czasie pandemii "osób, które menstruują". Inkluzywny nagłówek skomentowała ironicznie, sugerując, że te osoby to wyłącznie kobiety. Czytelnicy zaczęli zwracać jej uwagę, że taka opinia jest krzywdząca wobec osób transpłciowych i niebinarnych, które pomimo posiadania kobiecych narządów rozrodczych, wcale nie identyfikują się jako kobiety. Pisarka odpierała krytykę, argumentując m.in. "Mówiąc, że płeć nie istnieje, unieważniamy doświadczenia i rzeczywistość kobiet na całym świecie. Znam i kocham osoby transpłciowe, ale zaprzeczanie istnieniu pojęcia płci umniejsza opis ich życia. Mówienie prawdy nie jest nienawiścią" - pisała na Twitterze.

Później napisała cały esej, by obronić się przed krytyką. "Teksty młodych mężczyzn trans [mężczyźni, którym przy narodzinach przypisano płeć żeńską - przyp. red.] wskazują, że to grupa osób szczególnie wrażliwych i inteligentnych. Im więcej czytam ich opisów dysforii płciowej [dawniej nazywano to zaburzeniem tożsamości płciowej. Inaczej mówiąc, jest to cierpienie odczuwane przez osobę transpłciową wywołane przez niedopasowanie jej tożsamości płciowej do płci przypisanej w chwili urodzenia - przyp. red.] pełnych dogłębnych opisów niepokoju, lęku, dysocjacji, zaburzeń odżywania, samookoleczania i nienawiści, tym bardziej zastanawiam się, czy gdybym urodziła się 30 lat później, też bym mogła spróbowała przejść tranzycję [proces mający na celu pełne dopasowanie ekspresji płciowej do tożsamości płciowej - przyp. red.]" - napisała, co dało efekt przeciwny do zamierzonego. Bo jak dalej próbowała przekonać: "Chcę to zaznaczyć bardzo jednoznacznie: wiem, że tranzycja jest rozwiązaniem dla pewnej grupy osób z dysforią płciową, ale na podstawie szeroko zakrojonych poszukiwań wiem też, że istnieją badania, które wykazują, że od 60 do 90 proc. nastolatków z dysforią wyrasta z tego stanu" - to jakby dolała benzyny do ognia. 

Okazuje się, że Rowling chyba niezbyt dokładnie wczytała się w te badania lub ich zwyczajnie nie zrozumiała. Psychiatra dziecięcy Scott Leibovitz z Uniwersytetu Medycznego w Ohio tłumaczył, że badania, na które się powołała, dotyczyły dzieci przed okresem dojrzewania i niekoniecznie cierpiących z powodu dysforii, a jedynie będących "dziewczęcymi chłopcami" lub "chłopięcymi dziewczynkami". Jego zdaniem twierdzenia, które umieściła w swoim tekście, mogą być bardzo szkodliwe dla młodych osób trans, które pragną akceptacji ze strony rodziny. Rodzice mogą uznać, że kłopoty ich dzieci to tylko "taka faza" i skoro tak mówi znana osoba, to dziecko zapewne "z tego wyrośnie" - stwierdza lekarz.

Dyskusja zaczęła się ponownie, kiedy ukazała się recenzja jej najnowszego kryminału "Troubled Blood" ("Niespokojna krew" - przyp. red.), w którym ma się pojawić seryjny morderca - transwestyta. Koncept spotkał się z dużą krytyką użytkowników platformy Twitter, którzy zaczęli masowo używać hasła "#RIPJKRowling" - twierdzą, że jej kariera umarła. Już wtedy wielu komentatorów zwracało uwagę, że pisarka odmawia też spotkania się ze specjalistami, którzy byliby w stanie kompetentnie i rzeczowo wyjaśnić jej wszelkie kłopotliwe zagadnienia związane z transpłciowością i pomogliby uniknąć popularnych skrótów myślowych, które wprowadzają wiele osób w błąd. 

>>> Hasło "#RIPJKRowling" jest popularne w sieci. Pisarka nie umarła, to reakcja na jej nową książkę <<<

I tak też po tym, jak rozeszła się informacja o powstaniu serialu, wiele osób ponownie podniosło tę kwestię. Krytyczka kulturalna Ani Bundel napisała powielany w takich mediach jak portal Yahoo.com czy NBC News tekst, w którym także sugeruje, iż taka produkcja nie powinna powstać.

Bundel wypomina pisarce nie tylko transfobię, ale także to, że kiedy pojawiły się twarde dowody na to, że grający w filmie "Fantastyczne zwierzęta" Johnny Depp znęcał się nad swoją byłą żoną Amber Heard, Rowling go broniła (ostatecznie aktor został zwolniony i w roli Grindewalda zastąpi go Mads Mikkelsen). Podkreśla też, że transfobiczne wypowiedzi autorki były dla wielu - łącznie z nią - szokujące, wszak seria o Harrym Potterze w dużej mierze opowiadała o tym, jak inkluzywność społeczna i tolerancja są ważne. "Nagle ta kobieta, której przypisuje się, że wychowała całe pokolenie postępowych czytelników, niespodziewanie i głośno zadeklarowała, że nietolerancja czasami jest w porządku. Jeszcze gorzej - Rowling nie chce odpuścić i przyznać się do błędu, co kilka tygodni przypominając wszystkim, że ciągle jest oddana koncepcji transfobii" - pisze dziennikarka.

Nie da się nie zauważyć, że niesławne wpisy zdecydowanie wpłynął nie tylko na opinię o pisarce wśród czytelników. Jej akcje tracą też na wartości nawet w środowisku, które z jej twórczością są związane: od poglądów Rowling po kolei odcinają się kolejni aktorzy grający w serii filmów na podstawie jej książek, podobnie jest w przypadku przedstawicieli wytwórni filmowej. Warner Bros. podkreśla, że chce dokończyć serię "Fantastyczne zwierzęta", ale produkcja trzeciej części była przekładana już kilka razy. Autorka zaszkodziła swojej franczyzie - zauważa Bundel.

Nie bez powodu po ogłoszeniu "The Hollywood Reporter" i "Variety" Warner Bros. i HBO Max wydały wspólne oświadczenie, w którym zaprzeczają, że w sprawie serialu cokolwiek się teraz dzieje. "THR" do tego się odniosło i zauważyło, że niewątpliwie ma to związek z burzą wokół pisarki. Ale dodało też, że chodzi w tym wszystkim także o prawa autorskie do franczyzy, które mają bardzo skomplikowany status prawny. Rowling ma nad całością kontrolę i jej decyzje są tu ostateczne, a do tego w 2016 roku Warner Bros, podpisał z NBCUniversal bogatą umowę na siedem lat, w której mowa o prawach do dystrybucji telewizyjnej na terenie USA, nadawania produkcji w streamingu i telewizjach kablowych. Umowa obowiązuje do 2025 roku i obejmuje także działania w sieci czy zyski z parków rozrywki. Z jej powodu założyciele HBO Max musieli podpisać osobną umowę, by na start platformy w maju dostępne były wszystkie filmy z serii o Harrym Potterze - wszystkie zniknęły stamtąd po trzech miesiącach, teraz oglądać będą je mogli użytkownicy platformy Peacock, która należy do NBCUniversal.