Netflix w trudnej sytuacji. Może zostać zmuszony do nadawania putinowskiej propagandy [AKTUALIZACJA]

Podczas gdy w kolejnych europejskich państwach, w tym także w Polsce, zakazuje się emisji prokremlowskich mediów takich jak RT i Sputnik, rosyjskie służby zaciskają kleszcze na własnym podwórku. Amerykańska platforma Netflix stoi wobec konieczności zmierzenia się z przepisami, które obligować ją będą do nadawania materiałów stworzonych pod klucz kremlowskiej propagandy.

W czwartek 24 lutego o godzinie 3 polskiego czasu rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę. Żołnierze uderzyli zarówno z ziemi jak i z powietrza. Władze Ukrainy podają, że w wyniku ataku rosyjskich wojsk zginęło 352 cywilów, w tym 14 dzieci. Ponad 400 rosyjskich najemników z tzw. grupy Wagnera działa w Kijowie; ich celem jest prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i członkowie ukraińskiego rządu. Kraje UE i NATO błyskawicznie zwiększają dostawy broni dla Ukrainy, w życie wchodzą ostre sankcje, które odbiją się na rosyjskich rynkach. Do Polski trafiło już ponad dwieście tysięcy uchodźców z Ukrainy. Sytuacja zmienia się z minuty na minutę, na stronie głównej Gazeta.pl prowadzimy specjalną relację.

Specjalne wydanie gazety po ukraińsku z najnowszymi informacjami z Ukrainy. Gazetę możesz pobrać bezpłatnie tutaj.

Rosyjski Roskomnadzor już zażądał od niezależnych mediów, by usuwały programy i materiały o ataku na Ukrainę. Państwowy regulator mediów i internetu w Rosji na początku marca obejmie nowymi przepisami także platformę Netflix, która w ubiegłym roku została dodana do rejestru nadzorowanych przez władze platform z treściami audiowizualnymi. Na ich mocy wymaga się, żeby strony VOD nadawały 20 federalnych kanałów telewizyjnych - relacjonuje "Politico".

Zobacz wideo Rosjanie protestują przeciwko wojnie. "Nie dla wojny", "Wstyd"

Czy Netflix będzie nadawać kremlowską propagandę?

Od 1 marca Netflix ma zostać objęty nowymi przepisami Roskomnadzora, czyli państwowego regulatora mediów i internetu w Rosji. Urząd wciągnął w 2021 roku platformę do rejestru kontrolowanych przez siebie usług medialnych. Zgodnie z rozporządzeniem każda strona VOD, która ma w Rosji przynajmniej 100 tysięcy użytkowników dziennie, jest zobligowana do nadawania 20 rosyjskich kanałów telewizyjnych takich jak Channel One, NTV i Spas (to stacja prowadzona przez rosyjski kościół ortodoksyjny) - relacjonuje "The Moscow Times".

Jak zauważa "Politico", rosyjski Channel One jest bardzo blisko powiązany z Kremlem i dużą grupą najbliższych politycznych sprzymierzeńców Władimira Putina. W tę grupę włączają się Dyrektor Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej Siergiej Naryszkin i zastępca szefa sztabu Alexey Gromov. Gromov między innymi zajmuje się nadzorem nad rządową propagandą i cenzurą - niegdyś pracował jako rzecznik prasowy Putina.

Szacuje się, że Netflix ma w Rosji około miliona użytkowników, a zapytani przez "Politico" eksperci twierdzą, że platforma raczej nie wycofa się z tamtego rynku. Specjalizująca się w badaniu modelu biznesowego amerykańskiej platformy Catalina Iordache komentuje dla portalu: "Wydaje mi się, że to mało prawdopodobne, żeby odrzucili przepisy i się wycofali". Może to mieć związek z umową, jaką Netflix podpisał z moskiewskim domem mediowym National Media Group i inwestycjami w rosyjskie produkcje filmowe takie jak serial "Anna K.".

Netflix i NMG współpracują od 2020 roku, a ich umowa była szeroko komentowana jako przełomowy punkt, wydarzenie, które miało "wytyczyć nowe standardy dla zagranicznych platform streamingowych w Rosji". Sprawa jest o tyle kłopotliwa, że NMG ma posiadać pakiet 20 proc. udziałów w prokremlowskim kanale Channel One. Iordache przekazała "Politico", że w 2021 roku Netflix zdobywał coraz więcej użytkowników w Rosji, wiadomo też, że udziały w rynku mogą być jeszcze większe, bo potencjalna baza nowych klientów jest naprawdę duża.

Nałożone na Netfliksa przepisy mają też go obligować do tego, żeby nie "promował ekstremizmów". W listopadzie 2021 roku rosyjski minister spraw wewnętrznych potwierdził, że będzie zajmował się skargą, którą na Netfliksa złożyła Olga Baranets - urzędniczka odpowiedzialna za przestrzeganie przepisów dot. ochrony rodziny. Dochodzenie ma dotyczyć szerzenia "homoseksualnej propagandy" na Netfliksie. Jeśli urzędnicy uznają, że produkcje dostępne na platformie naruszają drakońskie przepisy zakazujące propagowania innych niż tradycyjnie heteroseksualne związki, firmie grożą grzywny, a nawet zawieszenie działalności. Przypomnijmy, że w 2017 roku Trybunał w Strasburgu uznał, że rosyjskie przepisy o "zakazie promowania homoseksualności" łamią Europejską Konwencję Praw Człowieka.

W Rosji od 2013 roku zakazane są manifestacje i marsze organizowane przez środowiska LGBT. Zdaniem rosyjskich władz to "promowanie homoseksualizmu", które jest karane grzywną. Organizatorzy mogą dostać mandat w wysokości 500 tys. rubli (ok. 51 tys. zł). Prawo, które forsował Putin, podoba się również Kościołowi w Rosji, którego przedstawiciele otwarcie mówią o tym, że homoseksualizm to jeden z najpoważniejszych problemów kraju. Działacze organizacji walczących o prawa gejów alarmują od lat, że takie przepisy sprzyjają przejawom agresji wobec osób homoseksualnych.

Na razie Netflix nie odniósł się do sprawy i nie udzielił komentarza "Politico". Wiadomo jednak, że platforma nie jest dostępna w kilku autorytarnych państwach i regionach takich jak: Chiny, Północna Korea, Syria i Krym. 

AKTUALIZACJA: Rzecznik prasowy serwisu przekazał 28 lutego - "Biorąc pod uwagę obecną sytuację, nie planujemy dodawać tych kanałów do naszego serwisu".

Netflix - zdjęcie ilustracyjneNetflix mówi "niet". Centrala wydała oświadczenie ws. nowych rosyjskich przepisów

Tymczasem Netflix działa w blisko w 190 krajach na całym świecie, a w 2021 roku prowadził kampanię pod hasłem "Nie da się napisać pełnej historii bez LGBTQIA+". Postaci niehetronormatywne użytkownicy platformy zobaczyć mogli w takich produkcjach jak "Orange Is the New Black", "Dom z papieru", "Stranger Things", "Sex Education, "Gambit królowej", "Chilling Adventures of Sabrina" czy "Szkoła dla elity".

Mychajło Fedorow, wicepremier Ukrainy i minister cyfryzacji, już w sobotę apelował do amerykańskich firm takich jak Google, YouTube, Apple i Netflix, żeby ograniczyły dostęp do swoich usług w Rosji - tak by młodzi Rosjanie odczuli wpływ konfliktu, który rozpętał Władimir Putin i naciskali na Kreml, żeby zakończyć inwazję. Kroki podejmują już Facebook i Google - rosyjskie media państwowe zostały odcięte od możliwości zarabiania na dystrybucji reklam.

Trwa rosyjska wojna przeciwko Ukrainie. Są informacje o zniszczonych domach, rannych i zabitych. Potrzeby rosną z godziny na godzinę. Dlatego Gazeta.pl łączy sił z Fundacją Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), by wesprzeć niesienie pomocy humanitarnej Ukrainkom i Ukraińcom. Każdy może przyłączyć się do zbiórki, wpłacając za pośrednictwem Facebooka lub strony pcpm.org.pl/ukraina. Więcej informacji w poniższym artykule:

Jak pomóc Ukrainie? Gazeta.pl łączy siły z PCPMGazeta.pl łączy siły z PCPM, by wspierać Ukrainę. Sprawdź, jak możesz pomóc

Więcej o: