J.K. Rowling jest jeszcze bardziej transfobiczna, niż była. Krytykuje nowe przepisy w Szkocji

Autorka "Harry'ego Pottera" jest niezadowolona z faktu, że władze w Szkocji pracują nad przepisami, które mają ułatwić prawną zmianę płci osobom ze społeczności trans. Bardziej przyjazne rozwiązania prawne skierowane do jednej z najbardziej dyskryminowanych grup społecznych zdaniem J.K. Rowling "skrzywdzą najbardziej podatne na zranienie kobiety".

W czwartek 24 lutego o godzinie 3 polskiego czasu rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę. Żołnierze uderzyli zarówno z ziemi, jak i z powietrza. Ukraińska armia stawia twardy opór, ale sytuacja zmienia się z minuty na minutę. Na stronie głównej Gazeta.pl prowadzimy relację na żywo.

J.K. Rowling niepomna tego, co od blisko dwóch lat starają się jej wytłumaczyć badacze, aktywiści społeczni i jej byli czytelnicy, kontynuuje transfobiczną krucjatę w mediach społecznościowych. Pisarka sprzeciwia się zmianie przepisów dotyczących prawnej procedury zmiany płci w Szkocji na łatwiejsze, bo jej zdaniem "seksualni agresorzy" wykorzystają te rozwiązania, żeby uzyskać dostęp do damskich toalet, gdzie będą molestować kobiety.

Zobacz wideo Harry'ego Pottera nikt nam nie zabierze, ale J.K. Rowling internet ktoś mógłby [Popkultura]

J.K. Rowling znowu atakuje społeczność trans

Szkocki rząd pod przewodnictwem premier Nicoli Sturegon planuje reformę przepisów, która ma ułatwić prawną procedurę zmiany płci. Nowe rozwiązania zakładają, że łatwiej będzie zdobyć certyfikat potwierdzający płeć.

Postuluje się rezygnację z obowiązkowego dostarczenia diagnozy dysforii płciowej - dawniej nazywano to zaburzeniem tożsamości płciowej. Inaczej mówiąc, jest to cierpienie odczuwane przez osobę transpłciową wywołane przez niedopasowanie jej tożsamości płciowej do płci przypisanej w chwili urodzenia. W myśl nowej ustawy osoby ze społeczności trans mogłyby samodzielnie wskazywać swoją płeć w państwowych dokumentach.

Zamiast diagnozy  do uzyskania dokumentu świadczącego o zmianie płci konieczne będzie udokumentowanie, że dana osoba żyje minimum trzy miesiące w zgodzie ze swoją prawdziwą tożsamością płciową. Po tym czasie konieczne jest jeszcze odczekanie kolejnych trzech miesięcy "refleksji" poświęconych temu, by upewnić się, że zmiana jest naprawdę tym, czego dana osoba chce. Dopiero wtedy przyznawany miałby być oficjalny certyfikat. Zmieniony ma zostać także ustawowo wymagany wiek do tego, by zacząć procedurę: z 18 lat ustawodawcy chcą zejść do 16.

Oburzona tym rozwiązaniem Rowling napisała na Twitterze: "Wiele kobiecych grup przekazało rządowi Nicoli Sturegeon dobrze udokumentowane dowody o bardzo prawdopodobnych negatywnych konsekwencjach nowych przepisów dla kobiet i dziewczynek, szczególnie tych najbardziej podatnych na skrzywdzenie. Wszystkie zostały zignorowane. Jeśli ta ustawa zostanie zatwierdzona, i stanie się to, przed czym ostrzegano, premierka nie będzie mogła udawać, że o niczym nie wiedziała".

Rowling udostępniła także tweeta socjolożki Angie Jones z Melbourne, gdzie już obowiązują podobne przepisy. Ta opisuje, że w jej mieście "Samoidentyfikujący się mężczyźni zgłaszają się do ośrodków rehabilitacyjnych dla ofiar przemocy seksualnej. Jeśli nie zostaną przyjęci, wysyłają sprawę przed tyrbunał praw człowieka. Kobiety same się wykluczają. Grupy implodują. Nie ma już ośrodków dla najbardziej wrażliwych kobiet", co zadowolona pisarka skomentowała słowami:

Dokładnie o tym mówię. Jeśli prawo, które chce wprowadzić Nicola Sturgeon, zacznie obowiązywać w Szkocji, skrzywdzone zostaną najbardziej podatne na krzywdę kobiety w społeczności: te, które szukają pomocy po tym, jak zostały zgwałcone przez mężczyzn i te w ośrodkach karnych. Statystyki pokazują, że kobiety w więzieniach prawdopodobnie były napastowane przed osadzeniem.

Nicola Sturgeon z kolei udzieliła wywiadu BBC Radio 4, w którym powiedziała:

J.K. Rowling może swobodnie wyrażać swoje opinie, tak samo jak ja, jak my wszyscy. Ale nie o tym toczy się debata. Ustawa została przedłożona w parlamencie w zeszłym tygodniu i przejdzie standardowe, bardzo dokładne, procedury ustawodawcze. Tu chodzi o już istniejący proces, dzięki któremu ludzie mogą prawnie zmienić płeć. Chcemy, żeby był mniej traumatyczny i mniej niehumanitarny dla osób transpłciowych, które są jedną z najbardziej stygmatyzowanych grup w naszym społeczeństwie.

"Te przepisy nie dadzą osobom trans więcej praw, niż mają teraz. Nie zabiorą także praw przysługującym kobietom na podstawie ustawy o równouprawnieniu" - podkreśliła polityczka.

Transfobia J.K.Rowling 

Przypomnijmy, że to nie pierwszy raz, kiedy J.K.Rowling wyraża transfobiczne poglądy. Opinia publiczna dowiedziała się o tym, kiedy w 2020 roku pisarka umieściła w sieci link do artykułu, który dotyczył wspierania w czasie pandemii "osób, które menstruują". Inkluzywny nagłówek ironicznie skomentowała, sugerując, że te osoby to wyłącznie kobiety.

Czytelnicy zaczęli zwracać jej uwagę, że taka opinia jest krzywdząca wobec osób transpłciowych i niebinarnych, które pomimo posiadania kobiecych narządów rozrodczych, wcale nie identyfikują się jako kobiety. Pisarka odpierała krytykę, argumentując m.in. "Mówiąc, że płeć nie istnieje, unieważniamy doświadczenia i rzeczywistość kobiet na całym świecie. Znam i kocham osoby transpłciowe, ale zaprzeczanie istnieniu pojęcia płci umniejsza opis ich życia. Mówienie prawdy nie jest nienawiścią" - pisała na Twitterze.

By obronić się przed krytyką, napisała potem obszerny esej, w którym próbowała wytłumaczyć, o co jej chodzi. "Opowieści młodych trans mężczyzn [to osoby, którym narodzinach przypisano płeć żeńską - przyp. red.] pokazują, że to grupa osób szczególnie wrażliwych i inteligentnych. Im więcej czytam ich opisów dysforii płciowej pełnych dogłębnych opisów niepokoju, lęku, dysocjacji, zaburzeń odżywania, samookoleczania i nienawiści, tym bardziej zastanawiam się, czy gdybym urodziła się 30 lat później, też bym mogła spróbowała przejść tranzycję [proces mający na celu pełne dopasowanie ekspresji płciowej do tożsamości płciowej - przyp. red.]" - napisała, co dało efekt przeciwny do zamierzonego. Bo jak dalej próbowała przekonać: "Chcę to zaznaczyć bardzo jednoznacznie: wiem, że tranzycja jest rozwiązaniem dla pewnej grupy osób z dysforią płciową, ale na podstawie szeroko zakrojonych poszukiwań wiem też, że istnieją badania, które wykazują, że od 60 do 90 proc. nastolatków z dysforią wyrasta z tego stanu" - to jakby dolała benzyny do ognia.

Okazuje się, że Rowling niezbyt dokładnie wczytała się w cytowane przez siebie badania lub ich zwyczajnie nie zrozumiała. Psychiatra dziecięcy Scott Leibovitz z Uniwersytetu Medycznego w Ohio tłumaczył, że projekt badawczy, do którego pisarka tak chętnie się odnosi, dotyczył dzieci przed okresem dojrzewania i niekoniecznie cierpiących z powodu dysforii, a raczej będących "dziewczęcymi chłopcami" lub "chłopięcymi dziewczynkami".

Jego zdaniem twierdzenia, które Rowling umieściła w swoim tekście, mogą być bardzo szkodliwe dla poszukujących u rodziny akceptacji młodych osób trans. Rodzice mogą uznać, że kłopoty ich dzieci to tylko "taka faza" i skoro tak mówi znana osoba, to dziecko zapewne "z tego wyrośnie" - stwierdza lekarz.

Pisarkę określa się od tego czasu mianem "TERF". TERF to anglojęzyczny skrótowiec od zwrotu "trans-exclusionary radical feminist/feminism" co na polski tłumaczy się jako "trans-wykluczający/a radykalny/a feminizm/feministka". Skrót powstał jeszcze w 2008 roku, by opisać mniejszość kobiet określających się mianem feministek, a w istocie wyznających poglądy i twierdzenia transfobiczne. Jednym z takich postulatów jest twierdzenie, że kobiety transpłciowe nie są kobietami, a w związku z tym należy je wykluczyć z przestrzeni dla kobiet, TERF mogło też oznaczać sprzeciw wobec inicjatyw ustawodawczych na rzecz praw osób transpłciowych.

Na przestrzeni lat pojęcie zyskało znaczenie dużo szersze i obecnie odnosi się do grupy osób, które wykluczają społeczność trans. Najczęściej osoby, które określane są mianem TERF uznają to pojęcie za obelżywe, zdarza im się wymiennie używać zwrotu "gender critical" czyli "krytyczni wobec płci".

Trwa rosyjska wojna przeciwko Ukrainie. Są informacje o zniszczonych domach, rannych i zabitych. Potrzeby rosną z godziny na godzinę. Dlatego Gazeta.pl łączy sił z Fundacją Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), by wesprzeć niesienie pomocy humanitarnej Ukrainkom i Ukraińcom. Każdy może przyłączyć się do zbiórki, wpłacając za pośrednictwem Facebooka lub strony pcpm.org.pl/ukraina. Więcej informacji w artykule:

Jak pomóc Ukrainie? Gazeta.pl łączy siły z PCPMGazeta.pl łączy siły z PCPM, by wspierać Ukrainę. Sprawdź, jak możesz pomóc

Specjalne wydanie po ukraińsku z najnowszymi informacjami z Ukrainy. Gazetę możesz pobrać bezpłatnie tutaj

Więcej o: