Najdłuższa książka świata to dzieło sztuki. Kosztuje tysiące i nie da się jej przeczytać

Licząca ponad 21 tysięcy stron książka to projekt belgijskiego artysty Ilana Manouacha. Powstało tylko 50 kopii, jednak by je kupić nie wystarczy miesięcznej pensji, a by je przeczytać - sił. Odpowiada za nie francuski wydawca JBE Books.

Najdłuższymi książkami świata uczniom wydają się najprawdopodobniej dzieła Sienkiewicza czy Prusa. Rekord należy jednak do książki, która liczy o wiele więcej niż 500 czy 1000 stron i nie jest to kombinacja serii "Gra o Tron" George'a RR Martina. W jeden tom połączono... japoński komiks "One Piece".

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Słowa liczone w milionach, strony - w dziesiątkach tysięcy

"The Guardian" donosi, że projekt został oficjalnie uznany za najdłuższą książkę na świecie. Poprzednio o ten tytuł mogły starać się wydawnictwa liczące ponad 500 tysięcy słów, między innymi "A Chronicle of Ancient Sunlight" Henry'ego Williamsona w języku angielskim (2,436,924 słów) czy "Venmurasu" Bahuelyana Jeyamohana w języku Tamil (około 2,300,000 słów).

Jednotomowa kolekcja mangi "One Piece", której nazwa nie jest przypadkowa, bo pierwszy raz wydano ją "w jednym kawałku", liczy 21 450 stron, waży 17 kilogramów i jest bardziej dziełem sztuki, niż prawdziwą książką. Nie da się jej fizycznie przeczytać. Grzbiet ma 80 cm długości i zdobią go kolorowe, ilustrowane sceny z udziałem bohatera komiksu, Monkey D. Luffy'ego.

Zobacz wideo "Nie umiałam sobie poradzić z tą historią". Rozmowa z Anną Krztoń, twórczynią komiksu "Weź się w garść"

ONEPIECE ma dwóch autorów?

Choć autorem japońskiego komiksu jest Eijichiro Oda, za całościowe wydanie pojawiających się od 1997 roku odcinków odpowiada Ilan Manouach. To urodzony w Grecji belgijski artysta multidyscyplinarny, którego w sztuce fascynują głównie komiksy. Jest też wydawcą, muzykiem i performerem. Swoją będącą najdłuższą książką świata rzeźbę zatytułował "ONEPIECE", zgodnie z formą i pierwowzorem. Wielkość książki i potraktowanie stron jako materiału rzeźbiarskiego sprawiają, że praca nie pełni roli książki, a jej przeczytanie jest niemożliwe. Została wystawiona publicznie w siedzibie Fundacji Fiminco w Romainville w Paryżu w ramach targów Multiple Art Days.

 

Rzeźba zapoczątkowała debatę na temat praw autorskich. Część osób uznała, że mogły one zostać naruszone ze względu na to, że autorem "One Piece" jest Oda, nie Manouach. Co więcej, w sprawie powstania dzieła nie skontaktowano się ani z Odą, ani z japońskim wydawcą mangi, Shueisha. Ten fakt potwierdził Keita Murano, pracownik wydawnictwa:

Wspomniany produkt nie jest oficjalny. Nie dajemy im [wydawnictwu JBE] pozwolenia. Naszym licencjobiorcą we Francji, który wydaje One Piece, jest wydawca Glénat.

Adam West jako Batman i George Reeves jako SupermanBatman czy Superman - kto był wcześniej? Zależy, na co patrzeć

Na zarzuty odpowiedział odpowiedzialny za książkę-rzeźbę francuski wydawca JBE Books.

Manouach prowadzi badania nad ekosystemami komiksów, jest tu rozumiany jako rzeźbiarz, nie pisarz, który wykorzystuje rozpowszechniane online komiksy jako materiał źródłowy, a nie dające się przeczytać treści chronione prawem autorskim. To nieczytelna rzeźba, która przybiera kształt książki

- wyjaśnił przedstawiciel. Podobnego zdania jest sam artysta, który pisze na swojej stronie internetowej:

ONEPIECE można rozważać tylko jako materializację swoistego, nasyconego mediami cyfrowego ekosystemu komiksów cyfrowych. Istnieje tylko jako obiekt czystej spekulacji.

Ucieczka z Chinatown - okładkaSatyra na Hollywood od jednego z twórców "Westworld". Fragment książki

Zainteresowanie Manouacha komiksem "One Piece" zapoczątkował werdykt Guinnessa, który nazwał go "najbardziej rozpowszechnionym komiksem na świecie". Artysta chciał podkreślić, że komiksy mogą być zarówno dziełami literackimi, jak i towarami o konkretnej wartości. Dodatkową refleksję może prowokować fakt, że manga nie została jeszcze ukończona. Zbiorcze wydanie obejmuje 98 tomów, ale Eijhiro Oda podkreśla, że wciąż nie napisał ostatniego słowa. Rzeźba jest więc teoretycznie niekompletna.

Limitowana edycja 50 egzemplarzy miała premierę 7 września i zaraz po niej szybko się wyprzedała, choć cena nie była okazyjna. Podpisane kopie można było nabyć za 1900 euro lub 1893 dolarów. Wszystkie znalazły właścicieli w ciągu kilku dni.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Więcej o: