O chorobie dowiedział się przypadkiem. Mimo to Maciej Kozłowski nie tracił nadziei i pogody ducha

Zwykle wcielał się w czarne charaktery, co było przeciwieństwem jego prawdziwej natury. O chorobie, która odebrała mu życie, dowiedział się przypadkowo, biorąc udział w kampanii. W tym roku Maciej Kozłowski obchodziłby 65. urodziny.

Maciej Kozłowski ukończył aktorstwo w Szkole Filmowej w Łodzi. Przez lata występował na deskach Teatru Narodowego w Warszawie. Na swoim koncie ma wiele ról w filmach i serialach. Zagrał m.in. w "Psach", "Liście Schindlera", "Kilerze" czy "Ogniem i Mieczem". Telewizyjnym widzom znany jest głównie z roli Waldemara Jaroszy z serialu "M jak miłość". Choć zwykle wcielał się w role drugoplanowe, to jego bohaterowie byli na tyle charakterystyczni, że zapadali w pamięci widzów na długo.

Wziął udział w kampanii "Krewniacy". Nie wiedział, że to zmieni jego życie

Maciej Kozłowski swoją popularność wykorzystywał, by czynić dobro. Przez lata angażował się w kampanie i akcje charytatywne, a także pomagał biednym czy bezdomnym. Nie inaczej było w 2005 roku, gdy jego kolega po fachu, Radosław Pazura, zainicjował kampanię "Krewniacy". Kozłowski od razu wyraził chęć wzięcia udziału w akcji. Podczas oddawania krwi, spadła na niego druzgocąca wiadomość. Okazało się, że jest zakażony wirusem zapalenia wątroby typu C. Mimo to nie stracił pogody ducha. Podjął się leczenia i wierzył, że uda mu się pokonać chorobę. — Jestem zdrowy jak koń, no niestety, mam tylko zakażoną wątrobę — żartował aktor. W trakcie leczenia cały czas był aktywny zawodowo. Uważał, że choroba niczego nie przekreśla. — Nie dyskutuję z wyrokami. Warto pamiętać, że w chwili poczęcia dostajemy nowe życie i nową śmierć. Należy żyć tak, jakby każdy dzień był ostatnim. Mam jeszcze trochę do zrobienia. Trzeba żyć i dawać świadectwo — mówił. Wielokrotnie podkreślał, że "W życiu najważniejsze jest samo życie. I to, żeby być szczęśliwym".

Choć sam twierdził, że czuje się dobrze, to inni dostrzegali spustoszenie, jakie pozostawia w jego organizmie choroba.

Opowiadał o chemii, którą właśnie przeszedł i która była koszmarem. Dwa słowa i ciężki oddech, dwa słowa i pięć sekund przerwy. Tak zabija żółtaczka typu C, wirusowe zapalenie wątroby

pisał Zbigniew Hołdys w książce "Czas na mnie".

Niestety choroba, z którą się zmagał, przekształciła się w nowotwór wątroby. Maciej Kozłowski zmarł 18 maja 2010 roku.

Podczas choroby mógł liczyć na wsparcie. Żona nie opuszczała go na krok

Agnieszka Kowalska była wieloletnią partnerką aktora. To dla niej porzucił zgiełk wielkiego miasta i przeprowadził się na wieś. Obydwoje kochali zwierzęta i ratowali bezpańskie, błąkające się psy. W trakcie choroby kobieta nie opuszczała go na krok. Dwa lata przed jego śmiercią, para sformalizowała związek. — Był takim twardym facetem, ale bardzo uczciwym, z kręgosłupem i niezwykle otwartym na współczucie, na empatię — mówiła o mężu podczas audycji Polskiego Radia.

Zobacz wideo Wywiad z Wojciechem Mecwaldowskim ["Powrót" Canal+]

Kowalska wielokrotnie mówiła, że uczucie, które połączyło ją z aktorem, było wyjątkowe. W wywiadach podkreślała, że stale czuje jego obecność i wie, że nad nią czuwa. — Tego rodzaju więzi, którą mieliśmy z mężem, nie jest w stanie przerwać śmierć. Duchowo ciągle jesteśmy razem. Bardzo wyraźnie to czuję i doświadczam na co dzień jego pomocy. Maciej dla mnie nadal żyje. Jest tylko w innym świecie. Nie odczuwam jego odejścia, straty — mówiła podczas rozmowy z "Dobrym Tygodniem".

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Więcej o: