Miała zagrać dziewczynę Bonda i podbić Hollywood. Po spotkaniu z "łowcą talentów" znalezioną ją martwą

Gdy dowiedziała się, że ma szansę zagrać dziewczynę agenta 007, była wniebowzięta. Jak się później okazało, rzekomy łowca talentów, który miał jej zapewnić rolę w kolejnym filmie o przygodach Jamesa Bonda, nie był związany ze światem kinematografii.

Kristi Johnson miała wszystko, co potrzebne do zrobienia kariery w Hollywood. Szczupła blondynka o niebieskich oczach od lat próbowała zaistnieć w świecie filmu. By zwiększyć swoje szanse na karierę, przeprowadziła się z Michigan w okolice Los Angeles. Choć miała zaledwie 19 lat, wiedziała, czego chce i co zrobić, by to osiągnąć. W jej działaniach zabrakło jednak ostrożności. Ślepo zaufała mężczyźnie, podającemu się za łowcę młodych talentów, a bezmyślną decyzję przepłaciła życiem.

Zobacz wideo Morderstwo jak u Agathy Christie, tylko w Podkowie Leśnej. Jest zwiastun "W jak morderstwo"

Kristi Johnson chciała zostać aktorką. Wierzyła, że w końcu dostanie wymarzoną rolę

Gdy Kristi Johnson otrzymała rolę w filmie "Śmiertelna wyliczanka", w którym w roli głównej miała się pojawić Sandra Bullock, oniemiała z zachwytu. Jej amerykański sen w końcu miał szansę się ziścić. Była podekscytowana i nie mogła doczekać się momentu wejścia na plan. Jej determinacja i upartość w dążeniu do celu sprawiły, że szybko zainteresowała się nią wytwórnia Warner Brothers, która przyjęła ją pod swoje skrzydła.

Niestety próby zdobycia kolejnej roli zwykle kończyły się fiaskiem. Bez powodzenia brała udział w licznych castingach, lecz mimo to nie traciła nadziei. Pewnego dnia została zauważona przez mężczyznę, który podawał się za łowcę młodych talentów. Zachwycony jej wdziękiem zaproponował, że załatwi jej rolę w filmie o przygodach Jamesa Bonda. Kristi miała wcielić się w postać dziewczyny agenta, co dla 21-latki było wówczas jak spełnienie najskrytszych marzeń. Niestety, jak się później okazało, aspirująca aktorka padła ofiarą oszusta.

Telefon Kristi nie odpowiadał przez kilka dni. Zaginięcie dziewczyny zgłoszono na policję

15 lutego 2003 roku Kristi Johnson rozmawiała z mamą. Choć kobiety miały w zwyczaju nieco dłuższe pogawędki, to tym razem połączenie trwało tylko kilka minut. Dziewczyna nie ukrywała, że spieszy się na ważne spotkanie, nie zdradziła jednak, z kim będzie się widzieć. Obiecała, że następnego dnia oddzwoni i wszystko wyjaśni.

Gdy nazajutrz Kristi się nie odezwała, jej matka była zaniepokojona. Telefon milczał, więc postanowiła zgłosić sprawę na policję. Detektywi szybko sprawdzili bilingi i ustalili, że połączenie wykonane przez dziewczynę do matki, było ostatnim. Nie pojawiła się także w pracy, mimo że nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało. Jej zniknięciem były również zmartwione współlokatorki. Kobiety zdradziły policji, że dwa dni wcześniej, gdy ostatni raz widziały koleżankę, Kristi szykowała się na spotkanie z łowcą talentów. Ta informacja rzuciła na sprawę nowe światło i śledczy zaczęli przypuszczać, że dziewczyna mogła paść ofiarą oszusta.

Sprawa Johnson natychmiast trafiła do mediów. Upubliczniono zdjęcie dziewczyny oraz najważniejsze informacje o jej wyglądzie i ubiorze w dniu zaginięcia. Śledczy podali również do wiadomości publicznej podejrzenia, jakoby w jej zniknięcie były zamieszane osoby trzecie. 

Rzekomy łowca talentów obiecał jej rolę. Ofiar było więcej

Zaledwie pięć dni później gazeta z informacją o zaginięciu Kristi trafiła w ręce niejakiej Susan Murphy. Dziewczyna pospiesznie zgłosiła się na policję, gdzie złożyła obszerne zeznania. Wyznała, że jakiś czas wcześniej została zaczepiona w centrum handlowym przez mężczyznę, który zaproponował jej podobną ofertę. Choć wybrała się na casting, to do przesłuchania nawet nie doszło. Na spotkaniu pojawiła się bowiem w dresie, choć obowiązywał ją dresscode – biała koszula, spódniczka mini, rajstopy i szpilki, a także towarzyszył jej chłopak. Łowcę talentów oburzyła ta sytuacja i zatrzasnął jej drzwi przed nosem. Na szczęście dzięki temu para dobrze zapamiętała jego wygląd i udało się sporządzić portret pamięciowy.

Kolejny przełom w śledztwie nastąpił 24 lutego, gdy odnalazł się samochód 21-latki. Stał na parkingu hotelu położonego w pobliżu galerii handlowej. Policja udostępniła wówczas portret pamięciowy mężczyzny, a na odzew nie trzeba było długo czekać. Na komisariat zgłosił się kurator, który oznajmił, że to jego podopieczny. 41-letni restaurator, Victor Paleologus, posiadający bogatą kartotekę, głównie za przemoc w stosunku do kobiet. 

Sprawcę złapano. Choć odpierał zarzuty, ostatecznie przyznał się do winy

W trakcie poszukiwań mężczyzny ustalono, że przebywa on w areszcie za próbę kradzieży samochodu. W międzyczasie czterech turystów natknęło się na ukryte w zaroślach zwłoki. Choć ciało skrępowane i zawinięte w śpiwór było w znacznym stanie rozkładu, to badania wykazały, że jest to poszukiwana od kilkunastu dni Kristi Johnson. Ofiarę znaleziono w pobliżu nieruchomości, którą, jak się później okazało, Paleologus zamierzał kupić. To właśnie do tego domu dziewczynę zaprosił jej oprawca.

W maju 2003 roku Paleologus usłyszał zarzut morderstwa. Ustalono, że gdy Kristi przybyła pod wskazany adres, mężczyzna zaszedł ją od tyłu i zakneblował jej usta. Później brutalnie ją zgwałcił, a na koniec udusił. Zawinięte w śpiwór zwłoki zrzucił ze skarpy do wąwozu znajdującego się nieopodal. Mimo niezbitych dowodów, oskarżony nie przyznawał się do winy. Dopiero zeznania aż ośmiu kobiet sprawiły, że zdecydował się na współpracę. W celu uniknięcia kary śmierci, podpisał ugodę przyznając się tym samym do wszystkich zarzucanych mu czynów. Victor Paleologus otrzymał wyrok 25 lat pozbawienia wolności.

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Więcej o: