To przypadek tancerza Pierre'a (Romain Duris), który dowiedział się, że ma chore serce. Będzie potrzebny przeszczep. Czeka nań, siedząc w mieszkaniu na wysokim piętrze i przyglądając się z balkonu ludziom z sąsiedztwa. Ci ludzie to zbiorowy bohater filmu - ich losy się przecinają, trochę tak jak w zachodnich fabułach Kieślowskiego. Pierre użala się nad sobą, obnosi ze swym cierpieniem. Można go zrozumieć, lecz trudno go polubić. I choć grający Pierre'a Duris ma mnóstwo wdzięku, to marzy się tylko o jednym - żeby jak najszybciej zniknął z ekranu.
Chętniej patrzy się na motyw Elise (Juliette Binoche), siostry tancerza. Ta ma 40 lat i trójkę dzieci (to dzieci reżysera Klapischa). Jest pracownicą socjalną - pomaga innym. Ze sobą radzi sobie gorzej: dwóch facetów ją zostawiło. Może następnym będzie Jean (Albert Dupontel), sprzedawca z lokalnego targowiska? A już najsympatyczniejszy jest motyw z profesorem od historii Paryża Rolandem Verneuilem (Fabrice Luchini), który podrywa swą studentkę Laetitię (Mélanie Laurent). Zaczyna od wysyłania jej SMS-ów z cytatami z Baudelaire'a.
Co ma z tego wszystkiego wynikać? Boję się, że niewiele. Klapisch wyraźnie staje w filmie po stronie tych postaci, które doceniają życie. Do tego samego nas zresztą zachęca. Docenia je Pierre (choć trochę zbyt późno i zbyt patetycznie), docenia młoda Arabka, która zostaje sprzedawczynią w piekarni, docenia Murzyn jadący z Kamerunu do brata we Francji (on już właściwie jest Francuzem, bo nosi reprezentacyjną koszulkę Zidane'a z numerem 10). Doceniać życie - sugeruje Klapisch - to także zgadzać się na wpisane w nie ograniczenia. Gdy w filmie pojawia się postać mówiąca, że jest wolna jak ptak, od razu wiadomo, że zaraz coś jej się stanie.
Francuzi piszą, że film Klapischa jest egzystencjalny. Choćby dlatego, ich zdaniem, że pada w nim pytanie - co to znaczy być normalnym? Roland o tę normalność oskarża swego brata Philippe'a (François Cluzet), który jest architektem czekającym na przyjście na świat swego dziecka. Philippe odbiera słowo "normalny" niemal jak obelgę.
Ja jednak wolę szukać wymiaru egzystencjalnego gdzie indziej. Np. we fragmencie z modelkami idącymi po występie, który przeciągnął się późno w noc, na podryw facetów pracujących nad ranem w hurtowni owoców i warzyw. Albo w pobrużdżonej twarzy psychoanalityka (Maurice Bénichou), którego odwiedza historyk Roland.
Ale dajmy spokój egzystencjalizmowi. To dęta etykietka. Lepiej skupić się na tropie naprawdę w tym filmie istotnym. Chodzi o spoglądanie z góry, "zarządzanie rzeczywistością", bycie reżyserem, demiurgiem czy jakkolwiek to nazwiemy.
Pierre "reżyseruje świat" z balkonu. Wysyła siostrę, by sprawdziła, czy dziewczyna z domu vis-a-vis, jest samotna, bo wpadła mu w oko. Domaga się także, by siostra urządziła imprezę, na którą przyjdą jego dawne panienki. Sprawia nawet, że siostra podsuwa mu (w kontekście łóżkowym) sfrustrowaną koleżankę z pracy. Reżyser Klapisch świetnie zna ten proceder. Ponoć w dzieciństwie pasjami patrzył na przechodniów z okna mieszkania na paryskiej ulicy Monge, filmował ich kamerą Super 8 i wymyślał historyjki na ich temat.
Inni także tak tu postępują. Architekt Philippe robi komputerową prezentację osiedla, które zaprojektował. W tej trójwymiarowej wizji wszyscy mieszkańcy wyglądają na szczęśliwych. A kto stoi na najwyższym piętrze jednego z bloków i spogląda w dół? Oczywiście reżyser Klapisch.
Profesor Verneuil także patrzy z góry, np. z wieży Eiffla, gdy występuje w telewizyjnym programie edukacyjnym. Tworzy wtedy spektakl, choć nieco inny od potajemnego uwodzenia studentki. Studentka odpowie mu zresztą innym spektaklem - zawezwie go po kryjomu, by z boku przyjrzał się jej życiu, zobaczył, że nie ma w nim dla niego miejsca.
Tyle o reżyserowaniu codzienności. Jeśli jednak kogoś ten trop nie zadowoli, może uznać, że film Klapischa to hołd złożony Paryżowi. Uchwyconemu co prawda w niezbyt sprzyjających warunkach, bo w klimatach szarugowo-zimowych. Miasto jest tu chłodne, pozbawione blasku. Zawsze to jednak, było nie było, Paryż.
"Niebo nad Paryżem" ("Paris"), reż. Cédric Klapisch, Francja 2008