Agnieszka Holland stanie za kamerą "House of Cards". Holland: "Zdjęcia będą w Baltimore"

John Coles, Jodie Foster, Robin Wright, a teraz Agnieszka Holland. Polska reżyserka zajmie się reżyserią "House of Cards" - poinformowała Stopklatka.pl. Jak udało nam się dowiedzieć, nakręci dwa odcinki.

Nie tak dawno pisaliśmy o "Dziecku Rosemary", który został przerobiony przez Holland na serial telewizyjny. Teraz reżyserka zmierzy się z gotowym formatem i przy okazji, jednym z najpopularniejszych seriali na świecie. Co nie znaczy, że nie wolnym od błędów.

- Trudno wyobrazić sobie wiceprezydenta, który jest mordercą, nawet jeśli prezydent czy wiceprezydent może być odpowiedzialny za śmierć tysięcy ludzi - mówiła Holland sugerując, że serial zbyt daleko odszedł od rzeczywistości. Dodała, że "jego twórcy doszli do ściany".

Jak dowiedziała się Gazeta.pl, Holland zajmie się reżyserią dokładnie dwóch odcinków. Przynajmniej na razie. -Zgodziłam się robić dwa odcinki. Październik - listopad, zdjęcia będą w Baltimore - mówiła w rozmowie z nami.

Kręcenie serialu o kulisach polityki to dla Holland nie pierwszyzna. Reżyserka ma na koncie "Ekipę" - serial opowiadający o najwyższych szczeblach polskiej władzy. Powstało 14 odcinków, które emitowane były na Polsacie.

"Robimy trzeci sezon"

Jeśli jakimś cudem kogoś ominęło - "House of Cards" to thriller polityczny, który opowiada o do bólu cynicznym senatorze i makiawelicznej walce o wpływy na najwyższych szczeblach amerykańskiej władzy. Kultowy stał się również w Polsce. Wypowiadali się na jego temat zafascynowani politycy, dziennikarze i ludzie kultury. Krzysztof Varga na łamach "Dużego Formatu" nazwał serial "arcydziełem". Dlatego premiera drugiego sezonu była tak gorąco oczekiwana.

W całej gorączce oczekiwania na drugi sezon serialu nie milkły pytania na temat trzeciego. Twórcy zarzekali się, że powstaną jedynie dwa, ale Robin Wright - grająca bezwzględną żonę równie bezwzględnego polityka - zdradziła, że ostatni odcinek drugiego sezonu wcale nie będzie końcem całej serii.

- Niedługo rozpoczynamy zdjęcia do trzeciej serii - powiedziała dziennikarzom na specjalnej konferencji w Nowym Jorku. Wszystko odetchnęli z ulgą - włącznie z dziennikarzami na sali.

Serialowa rewolucja

A skąd w ogóle takie zamieszanie wokół "House of Cards"? Przede wszystkim stąd, że nie jest przedsięwzięciem kolejnej stacji telewizyjnej, tylko internetowego serwisu Netflix - właśnie na tej platformie można oglądać serial. Jego produkcja kosztowała 100 mln dolarów, co jak na produkt zrobiony poza stajniami wielkich sieci kablowych robi wrażenie.

- To wyjątkowy serial. Opowieść o losach Franka Underwooda(w tej roli świetny Kevin Spacey), bezwzględnego polityka i ostrego gracza na waszyngtońskiej scenie politycznej stała się punktem odniesienia dla wielu osób zafascynowanych polityką na całym świecie - pisał Michał Kolanko dla Gazeta.pl.

Serial powstał na podstawie powieści Michaela Dobbsa oraz miniserialu BBC "Dom z kart" z 1990 roku. Ale to nie historia, choć sama w sobie intrygująca i misternie skonstruowana, okazała się tutaj decydująca. Swojego czasu całe zamieszanie komentował Spacey, szczególnie odnosząc się do specyficznego sposobu dystrybucji serialu.

- Ryzyko się opłaciło. Netflix ogłosił, że dzięki "House of Cards" zyskał dwa miliony więcej abonentów. Czyli w Stanach mają więcej użytkowników niż HBO. To jest ekstra 16 milionów dolarów miesięcznie. Nie jestem dobry z matematyki, ale oni zarabiają niezłe pieniądze - opowiadał na łamach "Gazety Wyborczej".

Zobacz wideo
Więcej o: