"Drodzy Widzowie, będzie naprawdę kiepsko. Mimo to zapraszamy!". Świtała o "Supergirl" [RECENZJA]

Seriale na kanwie komiksów wcale nie mają lekkiego życia! Mimo wszechogarniającego hype'u, okalającego jak macki wszystko, co związane ze światem amerykańskich herosów - oczekiwania fanów najczęściej rozmijają się z możliwościami technicznymi (oraz finansowymi) twórców niedzielnej ramówki.

"Gdzie się podziała apokaliptyczna wręcz rozróba, rodem z ostatnich sekwencji "Człowieka ze stali" Snydera? To subtelne przerzucanie cegieł poza kadrem, ma niby podnieść mi tętno? Dopowiedzieć oczami wyobraźni to ja sobie mogę powyborcze scenariusze, a nie finał dzisiejszego odcinka. No i kim jest ten zniewieściały chłoptaś, co tu próbuje grać głównego bohatera i dlaczego do cholery nie widziałem go jeszcze na okładce "Esquire"?"

Cudów dziwów - którymi rozpieszcza nas Hollywood - być nie może, skoro cały kilkunastoodcinkowy sezon kosztuje mniej więcej tyle, ile kilkadziesiąt sekund "Czasu Ultrona". Telewizyjne budżety to najczęściej scenariusze czwartego sortu, CGI na poziomie konsoli Play Station 2 i obsada mogąca mieć problem z angażem do ról statystów w produkcjach HBO czy Netflixa.

Nie inaczej prezentuje się "Supergirl", najmłodsza córka CBS.

Pozostając jeszcze przy konotacjach rodzinnych, serial o ciotecznej siostrze Clarka Kenta, to duchowy kuzyn serii "Arrow" i "Flash" stacji CW. Tu też ma być luźno i wesoło, postaci niezależnie od okoliczności uśmiechają się szeroko, a każdy jedenastolatek ma być w niebo wzięty.

 

Melissa Benoist w tytułowej roli robi, co może, aby wypaść lepiej niż pilot. Aktorka dwoi się i troi, ale sprawia wrażenie jakby właśnie trafiła na niewłaściwy bal przebierańców. Na drugim planie między innymi Helen Slater, występującą w kinowej wersji "Supergirl" z 1984 roku, co jest o tyle ciekawe, że mimo 31 lat różnicy - produkcje są niemal bliźniaczo nieudane. Na deser powracająca na mały ekran Calita "Ally McBeal" Flockhart w roli bardziej oklepanej niż ramię Lewandowskiego po meczu z Irlandią.

Trudno otrzeć się wrażeniu, że wyciek pierwszego odcinka serialu, na cztery miesiące przed premierą, to zabieg kontrolowany, mający na celu jeszcze przed prologiem sprowadzenie oczekiwań fanów do samego parteru. To czytelny komunikat: "Drodzy Widzowie, ostrzegamy: przeinfantylizowaliśmy serię do granic możliwości, będzie naprawdę kiepsko - lecz mimo to serdecznie zapraszamy, bo i tak nie macie dziś nic lepszego do roboty".

"Supergirl" jest wypadkową komiksowej mody, na którą nikt nie miał pomysłu. To twór niepotrzebny bardziej niż pamiętny come back Michaela Jordana do Washington Wizards. Mistrz zagościł w nowym klubie przez dwa sezony. Ramówka zapewne tyle wytrzyma.

Widz może mieć z tym jeszcze większy problem.

Więcej o: