Reżyser "Mr Robot": Wszystkie produkcje o hakerach, jakie widziałem do tej pory, to straszny chłam [RELACJA Z SXSW]

- To, jak do tej pory pokazywano środowisko hakerów w filmach i serialach, to niesamowite bzdury, chciałem zrobić to zupełnie inaczej - mówił w Austin twórca serialu "Mr Robot", Sam Esmail.

Jednym z trzech głównych modułów programowych odbywającej się w Austin w Teksasie konferencji South By South West jest film. W jego ramach mieszczą się, obok klasycznych produkcji kinowych, także coraz popularniejsze seriale. W tym roku szczególnie dużo uwagi organizatorzy poświęcili jednemu z nich, "Mr Robot".

Powodów było co najmniej kilka, choćby zbliżająca się premiera drugiego sezonu. Ale nie tylko to. Austin to dla twórców tego serialu szczególne miejsce, to właśnie na festiwalu SXSW zaczęła się jego wielka kariera. Miał on tu swoją premierę rok temu, a twórcy wyjechali z imprezy z nagrodą publiczności. Nic więc dziwnego, że po roku chcieli wrócić i pochwalić się swymi osiągnięciami. Zrobili to ze sporym rozmachem: w centrum miasta pojawiło się prawdziwy mały "park rozrywki" poświęcony tej produkcji, a na spotkanie z fanami przyjechali najważniejsi twórcy filmu.

Nerd opowiada o nerdach

W wypełnionej po brzegi wielkiej sali - to był najlepszy dowód na popularność serialu w Stanach - z publicznością spotkali się reżyser i scenarzysta filmu Sam Esmail oraz dwóch aktorów grających główne role: Rami Malek i Christian Slater. Spotkanie zapowiadało powstający właśnie drugi sezon, choć realizatorzy w zasadzie starali się powiedzieć o nim jak najmniej. W przypadku serialu bazującego na tajemnicy i kompletnie zaskakujących zwrotach akcji jest to w pełni zrozumiałe. Skupili się więc raczej na podsumowaniu tego, co się wokół serialu wydarzyło do tej pory.

 

- Ten projekt miał bardzo jasny punkt wyjścia - opowiadał Esmail. - W szkole średniej byłem prawdziwym nerdem, moi koledzy byli hakerami, przez wiele lat to było całe moje życie. Chciałem opowiedzieć historię o tym środowisku. Bo wszystko, co na ten temat widziałem do tej pory w kinie i telewizji, to straszny chłam i niewyobrażalne bzdury. To opowieści oparte na stereotypach, zupełnie pozbawionych sensu i podstaw, na dodatek pokazane w jakiś absurdalny sposób: hacking to naprawdę nie są zera i jedynki przelatujące po ekranie.

Kod na pamięć

Reżyser wyjaśniał, że z technicznego punktu widzenia przygotowanie scen "hakerskich" w filmach do tej pory zawsze wyglądało tak samo: aktor siedział przy komputerze i uderzał palcami w przypadkowe klawisze, a potem specjaliści od efektów specjalnych wklejali przelatujące po ekranie animacje. W "Mr Robot" jest zupełnie inaczej: aktorzy wpisują do komputerów fragmenty prawdziwego kodu, które widać na ekranie.

- Powiedzmy sobie szczerze - zwierzał się Malek, - nie mam zielonego pojęcia o programowaniu. Musiałem się więc na pamięć uczyć sekwencji kodu, które miałem wpisywać do komputera. Musiałem też opanować umiejętność bardzo szybkiego stukania w klawisze. Na początku było bardzo ciężko. I bardzo wolno. Teraz jest o wiele lepiej, obiecuje, ze w drugim sezonie będę już pisał o wiele sprawniej.

Serial na wyścigach z rzeczywistością

Sceny "hakerskie" to jednak tylko jeden z ważnych elementów, od których zależy coś, na co Esmail zwraca w przypadku "Mr Robot" bardzo dużą uwagę: realizm i autentyczność.

- To jest absolutny priorytet, coś co zawsze jest na pierwszym planie - opowiadał reżyser w Austin. - Mamy konsultantów zarówno ze środowiska programistów i hakerów, ale także z departamentu cyberprzestępczości FBI. Ja sam natomiast cały czas śledzę, co się dzieje w świecie nowoczesnych technologii, żeby być na czasie i nie pokazywać na ekranie czegoś, co byłoby ośmieszająco przestarzałe.

- To wszystko sprawiło, że sporo nauczyłem się na planie tego serialu - żartował Slater. - Wiem już np., że od czasu do czasu trzeba jednak zmienić hasło w komputerze.

Esmail przyznał, że pisząc kolejne odcinki uwzględniał nie tylko najnowsze osiągnięcia technologiczne. Ważnym punktem odniesienia były także wydarzenia polityczne, związane w ten czy inny sposób ze środowiskiem hakerskim.

2016 SXSW - Kevin Sullivan, Rami Malek, Sam Esmail i Christian Slater2016 SXSW - Kevin Sullivan, Rami Malek, Sam Esmail i Christian Slater Rich Fury / Rich Fury/Invision/AP

 

Kevin Sullivan, Rami Malek, Sam Esmail i Christian Slater podczas panelu "Mr. Robot", fot. Rich Fury/Invision/AP

- Nie ukrywam, że bardzo inspirującym wydarzeniem, jeszcze na długo przed powstaniem serialu, była dla mnie "arabska wiosna" - opowiadał. - To był przecież pierwszy moment, który pokazał, że ludzie siedzący przy komputerach mogą poważnie zmienić świat. Od tego się zaczęło, a potem już niemal codziennie pojawiały się informacje, które idealnie nadawały się do tego, żeby jakoś przekształcić je na wątki serialowe: działalność grupy Anonymous, dyskusja o anonimowości w sieci i szyfrowaniu danych, czy rzecz dosłownie z ostatnich dni: spór między FBI i firmą Apple o udostępnienie danych z telefonu terrorysty.

Tort na grobach

Esmail opowiadał też o innych sprawach, które sprawiają, że jego serial tak bardzo różni się od innych filmów o środowisku hakerów. Mówił, że chciał pokazać także jego drugą, bardziej ludzką, stronę: samotność, oderwanie od społeczeństwa, narkotyki. I chciał, żeby była ona co najmniej tak samo autentyczna, jak warstwa informatyczno-technologiczna.

- Bardzo mi zależało na tym, żeby jak najbardziej "uczłowieczyć" mojego bohatera - opowiadał Malek. - Robiłem wszystko, żeby oglądając film łatwo było się odnieść do jego problemów. Przecież wielu widzów doskonale wie, co to znaczy być samotnym, pod przykrywką aktywności w najróżniejszych serwisach społecznościowych, co znaczy być wyalienowanym w kontekście nowoczesnych technologii.

Choć twórcy filmu mówili o poważnych sprawach, ani na moment nie uciekali od żartobliwego tonu, sypali jak z rękawa anegdotami z planu. Choćby o tym, jak powstawała jedna z najważniejszych scen w pierwszym sezonie serialu, dziejąca się na cmentarzu.

- To była bardzo trudna scena - opowiadał Esmail. - Z punktu widzenia wszystkich biorących w niej udział postaci jest bardzo mocna pod względem emocjonalnym. Ujawnia skomplikowane relacje między nimi i rozgrywa się na bardzo subtelnych niuansach. Już samo pokazanie ich w wystarczająco sugestywny sposób było dla aktorów sporym wyzwaniem. Na dodatek kręciliśmy ją na prawdziwej nekropolii, co wiązało się z najróżniejszymi trudnościami: technicznym i emocjonalnymi. Na szczęście udało nam się rozładować ciężka atmosferę w zaskakujący sposób - ktoś z ekipy miał bowiem tego dnia urodziny i stwierdziliśmy, że jakoś trzeba to uczcić. Skończyło się więc tak, że jedliśmy tort na grobach. To było w gruncie rzeczy strasznie dziwne, ale bardzo ułatwiło nam pracę tego dnia.