W tych filmach wszystko jest tak bardzo złe. Tak złe, że aż dobre

Ich tytuły są łudząco podobne do tytułów największych hitów filmowych, a fabuły przypominają nam historie, które gdzieś już kiedyś widzieliśmy. O czym mowa? To filmy studia Asylum!

Stopklatka TV

Wytwórnia została założona w 1997 roku przez Davida Michaela Latta i Davida Rimawiego. Początkowo zajmowali się głównie produkcją niskobudżetowych horrorów, ale nie wytrzymywali konkurencji ze strony silniejszych graczy. Wszystko zmieniło się, kiedy osiem lat później wydali własną wersję „Wojny światów".

Latt osobiście reżyserował, a premierę zaplanowano na dwa tygodnie przed superprodukcją Stevena Spielberga, bazującej na tej samej historii. Blockbuster Inc., duża sieć wypożyczalni video, zamówiła sto tysięcy kopii filmu Asylum, a zainteresowanie nim było tak duże, że panowie postanowili pójść za ciosem i od tamtej pory skupiali się właśnie na takich projektach.

Klucz do sukcesu jest prosty – sprawdzają, jakie potencjalne hity wchodzić będą do repertuaru w najbliższych latach, a następnie tworzą ich własne wersje, wydając na DVD tuż przed oryginałami. Tak było na przykład z „Transmorphers", wypuszczonym dzień przed premierą przeboju Michaela Baya.

 

Z premedytacją?

Choć zdarzało się, że ludzie wypożyczali filmy Asylum, myląc je z hiciorami („Transformers" – „Transmorphers"; „Paranormal Activity" – „Paranormal Entity" itd.; różnice w tytułach są niewielkie), nie na tym polega strategia wytwórni. Latt stwierdził kiedyś: „Nie staram się nikogo wrobić. Po prostu chcę, aby moje filmy były oglądane. Inni też to robią, ale są bardziej subtelni. Jakieś studio mogłoby zrobić film o wielkich robotach i nazwać go ‘Robot Wars'. My nazwaliśmy nasz ‘Transmorphers'".

Przedstawiciele Asylum zawsze podkreślają, że nie tworzą kalek kinowych przebojów, ale własne filmy, jedynie nawiązujące do nich. Mimo to, kilka razy takie praktyki skończyły się procesem sądowym.

Najsłynniejszy z nich to ten związany z „Hobbitem" Petera Jacksona. Sąd uznał, że tytuł („Age of the Hobbits") oraz zbliżone daty premiery mogą wprowadzić widzów w błąd. Asylum broniło się, tłumacząc, że bohaterami ich filmu nie są „ci" hobbici, a przedstawiciele podgatunku ludzi Homo Floresiensis odkrytego w 2003 roku w Indonezji, potocznie również nazywani hobbitami. Sądu to jednak nie przekonało – materiał dowodowy wskazywał, że do takich pomyłek dochodziło wcześniej bardzo często, a studio działało z premedytacją. Tytuł ostatecznie zmieniono na „Clash of the Empires", a premierę przesunięto o dwa miesiące.

 

Udając filmowe hity

 

Produkcje Asylum nazywane są „mockbusterami", co tłumaczyć można jako „udawany blockbuster". Niektórzy porównują je do filmów Mela Brooksa, ale wydaje się, że to zestawienie nie jest do końca trafne. Owszem, Brooks również brał się za klasyczne tematy – w „Kosmicznych jajach" naśmiewał się z „Gwiezdnych wojen", w „Facetach w rajtuzach" z „Robina Hooda", i tak dalej. Jednak produkcje te były przemyślanymi parodiami. Wykorzystywały ironię, humor, były dopracowane w najmniejszym szczególe. Filmy Asylum sprawiają zaś wrażenie kręconych na serio, a element komiczny zapewnia jedynie ich realizacyjna nieudolność. Widzowie wybuchają śmiechem, ponieważ to wszystko jest aż tak bardzo złe. Tak złe, że aż. dobre.

Filmy te kręcone są w ekspresowym tempie, a budżet nigdy nie przekracza miliona dolarów (zazwyczaj zamyka się w kwocie znacznie niższej). Tym sposobem każdy film studia zapewnia zysk. Bardzo popularne były np. „Thor Wszechmogący", „Atlantic Rim" czy „Tragedia w San Andreas". Dość oczywiste, do jakich tytułów nawiązywały.

Opowieść o Thorze, podobnie jak oryginał, skupia się na walce pomiędzy blond-bogiem, a jego bratem Lokim. W głównej wystąpił roli Cody Deal, który pod względem muskulatury może i mógłby mierzyć się z Chrisem Hemsworthem, ale aktorsko słynny Australijczyk zjadłby go na śniadanie. Czy to istotne? Nie, ponieważ prym i tak wiodą tutaj efekty specjalne, słabsze niż te z naszego „Wiedźmina".

15 lat od premiery Wiedźmina. Filmu, o którym wszyscy chcielibyśmy zapomnieć >>

Thor WszechmogącyThor Wszechmogący reż. Christopher Ray, prod. Asylum

Ubaw po pachy zapewniają już same wykreowane przez komputer potwory. „Tragedia w San Andreas" zaś może nie ma w obsadzie Dwayne'a Johnsona, ale zamiast niego jest. polujący na ludzi hipopotam, wyglądający jak żywcem przeniesiony z kreskówki. To po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy.

Niech szczęki będą z tobą

Wytwórnia ma też w swoim dorobku film, który okazał się prawdziwym fenomenem. Słyszał o nim niemal każdy. Chodzi oczywiście o słynne „Rekinado". Film opowiada o nie jednym, ale trzech tornadach wypełnionych rekinami. Gdy ludojady znajdują się w końcu na ulicach Los Angeles, rozpoczynają żer. Brzmi niedorzecznie? Jasne. Nie ma tu jednak żadnej pomyłki.

Ta nietypowa fabuła sprawiła, że film stał się internetową sensacją. Na Twitterze przebił popularnością nawet „Grę o tron". Pierwszy seans zgromadził przed ekranami telewizorów 1,37 miliona widzów, a kolejne powtórki około dwóch milionów. Na skutek próśb film pojawił się nawet w kinach. Szybko zyskał miano kultowego – na jego podstawie powstały gra komputerowa oraz komiks, a Czerwony Krzyż wykorzystał jego popularność do edukowania o regułach postępowania w trakcie prawdziwego tornada (takiego bez rekinów).

Nakręcono też trzy kontynuacje, których promocję w całości zapewnili fani udzielający się w mediach społecznościowych. Ostatnia z nich, „Rekinado 4: Niech szczęki będą z tobą" została wyemitowana w polskiej telewizji zaledwie dzień po premierze amerykańskiej. Odwołuje się nie tylko do „Szczęk", ale też do „Parku jurajskiego" oraz „Gwiezdnych wojen".

RekinadoRekinado materiały prasowe Stopklatka TV

Wcielający się w główną rolę Ian Ziering (Steve z „Beverly Hills 90210") bez ogródek przyznawał, że wziął tę rolę, bo musiał znaleźć pracę, aby jego dzieci miały ubezpieczenie. Potem aktor był jednak zachwycony możliwością uczestniczenia w takim projekcie. W trzeciej części dostał nawet szansę gry obok swojego idola, Davida Hasselhofa. - Udało nam się coś, czego nie osiąga wielu twórców tak zwanych hitów. Bez względu na to, czy uważasz „Rekinado" za świetną rzecz lub badziewie, z pewnością nie przejdziesz obok tego filmu obojętnie - mówił Ziering.

Trzeba mu przyznać rację – ludzie oglądają „Rekinado" aby je wykpić, pośmiać się z jego wad, ale. oglądają. Duża część powtarza zresztą seans i z utęsknieniem czeka na kolejne części. A te pojawiać się mają co roku. Tornada wypełnione rekinami to najwyraźniej rzecz cykliczna. W finale ostatniego z filmów z nieba spada zresztą obgryziona przez rekiny wieża Eiffla, co sugeruje, że problem stał się globalny. Czyżby czekało nas „Rekinado: Wakacje w Europie"?

Im więcej kiczu, tym lepiej

Wielbicieli tego typu produkcji nie brakuje też w Polsce. Regularnie organizowane są u nas festiwale najgorszych filmów świata czy pokazy w ramach cyklu VHS Hell. Jego organizatorzy zapraszają na seanse słowami: „Na naszych pokazach zobaczycie filmy zapomniane, absurdalnie nakręcone, tandetne i niesmaczne, a jednocześnie perwersyjnie fascynujące". W internecie istnieje też fanklub kina klasy Z, którego członkowie informują się wzajemnie o nowych pozycjach wartych uwagi. Wybierają filmy do obejrzenia, by potem dyskutować o nich na forum. Wybór mają naprawdę spory – samo Asylum w tym roku wypuściło aż 10 nowych tytułów, a w końcu to nie jedyne takie studio.

Filmy klasy Z to takie filmy, które w swej absurdalności zaszły tak daleko, że stworzyły pewną nową jakość. Kręcone jako thriller, horror czy science-fiction, wzbudzają reakcje godne najlepszej komedii. To nie jest gatunek dla każdego, a raczej dla koneserów, ale ich grono powiększa się z każdym rokiem. Każdy ma w końcu prawo do wstydliwej przyjemności czy niezbyt wymagającej rozrywki po ciężkim dniu. „Rekinado" nadaje się do tego idealnie. Mózg odpocznie, przepona zapewni sobie przyjemny masaż, a wy raz na zawsze stracicie półtorej godziny z życia. Mało kto będzie chyba jednak nad tym rozpaczał.

Filmy wytwórni Asylum w Stopklatce TV:

„Rekinado” - 11 listopada, piątek 22:35

„Thor Wszechmogący” - 16 listopada, środa 20:00

„Tragedia w San Andreas” – 30 listopada, środa 20:00