Dziś trudno w to uwierzyć, ale to on mógł być Rambo i Terminatorem

Jego życiorys mógłby posłużyć za scenariusz do filmu. Syn aktorskiej legendy, mąż młodszej o 25 lat pięknej Catheriny Zety-Jones. Kiedyś walczył z giełdą, dziś ma o wiele poważniejszego przeciwnika w postaci ciężkiej choroby.

materiały prasowe Stopklatka TV

Mimo że postaci, w które się wcielał, rzadko wzbudzały powszechną sympatię, Michael Douglas to jedna z najbardziej poważanych osób w Hollywood. Był chociażby rekinem finansjery Gordonem Gekko z „Wall Street” Olivera Stone’a, zdradzającym mężem z „Fatalnego zauroczenia” Adriana Lyne’a czy mającym swoje za uszami detektywem z „Nagiego instynktu” Paula Verhoevena.

Doświadczył ciężkiej choroby, której – jak sam przyznawał – przyczyną mógł być seks oralny, wreszcie triumfalnego comebacku i życiowej roli Władzia Liberace u Stevena Soderbergha. Swoim życiowym oraz zawodowym doświadczeniem śmiało mógłby obdzielić kilka osób.

Syn legendy

Aktorstwo Michael Douglas ma w genach. Jest synem giganta amerykańskiego kina, Kirka Douglasa, który całkiem niedawno obchodził setne urodziny. Relacja z ojcem przez długi czas do łatwych nie należała, o czym Michael wspomina otwarcie.

- Kariera Kirka była przytłaczająca. Ten facet w ogóle się nie zatrzymywał, robił po pięć filmów rocznie. Na swoim koncie ma ponad 90 ról. Był przecież Spartakusem! Zawsze podziwiałem jego upór i wytrzymałość, ale jako dziecko czułem się trochę zastraszony. Podobnie jak wielu innych aktorów, tak i jego pochłaniała ambicja i kariera. Zżerało go także poczucie winy, że większość czasu spędza z dala od rodziny. Dużo czasu zajęło mu, żeby się z tym pogodzić. Ale dzisiaj pozostajemy w bardzo dobrych stosunkach – przekonuje.

 

Doświadczenie ojca przydało się przy okazji jednego z większych rozczarowań w karierze Douglasa, jakim była niezbyt dobra recepcja filmu „Cudowni chłopcy” Curtisa Hansona, w którym zagrał jedną z głównych ról. - Mocno zachwiało to moją pewność siebie. To był mocny cios pod żebra. Poradziłem sobie z tym dzięki ojcu. Przed laty przeżył dokładnie to samo ze swoim ulubionym filmem "Ostatni kowboj” - wspominał w jednym z wywiadów aktor.

U boku ojca zadebiutował najpierw jako asystent reżysera, później jako aktor. Zresztą przed laurami aktorskimi przyszły najpierw te producenckie. W 1976 roku 32-letni wtedy Douglas odebrał Oscara za „Lot nad kukułczym gniazdem” Miloša Formana.

Mógł być Rambo i Terminatorem!

Niewiele brakowało, by Michael Douglas został ikoną kina akcji. Mówiło się o tym, że przymierzany był do ról Johna Rambo oraz Terminatora. A wystarczy sobie przecież przypomnieć, jak mocno odznaczyły się one w karierach Sylvestra Stallone’a oraz Arnolda Schwarzeneggera. Douglas wybierał jednak zupełnie inaczej, a jego największe kreacje wzbudzały wiele kontrowersji.

- Dobrze zagrać czar-ny cha-rak-ter to aktorskie wyzwanie, ale i przyjemność. Gdybym miał sobie wyobrazić diabła, to na pewno byłby bardzo atrakcyjny. Diabeł nie chce straszyć, tylko uwodzić – przekonywał w jednym z wywiadów. Douglas podołał wyzwaniu do tego stopnia, że to właśnie role z filmów, które ułożyły się w dwie trylogie: seksu oraz biznesu (sam aktor je tak nazywa), przyniosły mu największe uznanie.

Kiedyś zapytany, dlaczego interesują go przede wszystkim filmy dla dorosłej publiczności, przekonywał, że pary, a w szczególności rodzice, zasługują na to, by od czasu do czasu wyjść z domu i mieć trochę czasu dla siebie.

Kłopotliwe "Fatalne zauroczenie"

- Jedną z rzeczy, która najbardziej podobała mi się w "Fatalnym zauroczeniu" było to, że startowałem z pozycji bohatera, którego publiczność nie lubi – wspomina. Douglas wciela się tam w rolę wziętego prawnika Dana Gallaghera, który ulega własnej słabości i pod nieobecność żony zdradza ją z poznaną w pracy atrakcyjną Alex Forrest. Odtrącona i zazdrosna kochanka zaczyna niebezpieczną grę, w której ucierpieć może nie tylko mężczyzna, ale i jego rodzina.

Przymiarek do tego filmu było wiele – od aktorskich po reżyserskie. Film początkowo miał nakręcić mistrz horroru John Carpenter, później wydawało się, że przypadnie on w udziale Brianowi De Palmie. Kiedy jednak reżyser „Człowieka z blizną” dowiedział się, że główną rolę ma zagrać Douglas, zrezygnował, uznając, że aktor kompletnie do tej postaci nie pasuje. O tym, jak bardzo się pomylił, przekonał Adrian Lyne, który ostatecznie stanął za kamerą.

„Fatalnemu zauroczeniu” dalej towarzyszyło jednak wiele kontrowersji. Wcielająca się w postać Alex Forrest aktorka Glenn Close miała pokazać scenariusz dwóm niezależnym od siebie psychiatrom, konsultując kwestie motywacji i zachowania swojej bohaterki. Początkowo film miał też zupełnie inne zakończenie. Nie spodobało się ono jednak widowni podczas testowego pokazu. Publiczność mocno skrytykowała bezkarność Alex, co w efekcie wymogło na twórcach zmianę finału. Co ciekawe, pierwotną wersję wciąż zobaczyć można w… Japonii.

Życie od nowa

Role Douglasa, ale i niełatwa relacja z ojcem, nie idą w parze ze spokojnym i statecznym w ostatnich latach życiem prywatnym. Od 2000 roku związany jest z piękną walijską aktorką Catheriną Zetą-Jones, która co ciekawe jest od niego młodsza dokładnie o 25 lat, ponieważ urodzili się tego samego dnia.

 

- Od momentu kiedy ją poznałem i założyliśmy rodzinę, stałem się nowym człowiekiem, różniącym się znacznie od tego, kim byłem wcześniej. To rezultat każdego wspólnie spędzonego dnia, miłości i szacunku, jakim nawzajem się darzymy – przekonuje. I kiedy dokładnie obejrzeć „Fatalne zauroczenie”, okazuje się, że Dan Gallagher, pomimo tego, że ma swoje za uszami, z romantycznym Michaelem Douglasem ma całkiem sporo wspólnego.