To prawie się nie zdarza. Ekranizacje, które dorównały książkom [TOP 10]

Często słychać narzekania, że ludzie są coraz mniej zainteresowani literaturą. To nie do końca prawda. Miniona dekada pokazała, że sfilmowane powieści to murowani kandydaci na kinowe hity, a z widzów czyni czytelników - i na odwrót.

METRO

„Miłość w czasach zarazy”

Kolumbijski noblista Gabriel Garcia Marquez to sztandarowy autor „realizmu magicznego”, a „Miłość w czasach zarazy” należy do jego najsłynniejszych powieści. Trzy lata opierał się namowom, by nakręcili ją Amerykanie. W końcu zgodził, by za kamerą stanął Mike Newell („Harry Potter i Czara Ognia”), a scenariusz napisał Ronald Harwood („Pianista”, „Motyl i skafander”).

Film opowiada o trójkącie miłosnym. Kolumbijski urzędnik pocztowy Florentino zakochuje się w pięknej Ferminii, ale jej ojciec stanowczo zabrania ożenku. Dziewczyna w końcu stygnie z nastoletniej miłości i z błogosławieństwem rodziny wychodzi za przystojnego lekarza. Florentino przez ponad pół wieku kolekcjonuje kochanki (ponad 600!), dopóki nie dowie się, że niegdysiejszy konkurent zmarł. Mimo upływu lat postanawia raz jeszcze zdobyć serce Ferminii.

 

Anegdota głosi, że Marquez po obejrzeniu roboczej wersji filmu miał krzyknąć „Brawo!”. Czy potrzeba większej rekomendacji?

„Igrzyska śmierci”

Fani powieści niemal zgodnie twierdzą, że czteroczęściowa seria „Igrzysk śmierci” dorównuje, a czasem nawet przewyższa książkowy pierwowzór. Stało się tak, mimo że początkowo wytwórnia została zalana rozżalonymi i pełnymi pretensji komentarzami z powodu Jennifer Lawrence, która miała nie nadawać się do roli Katniss, bo jest... za ładna. Ale w produkcję czterech filmów mocno zaangażowana była pisarka Suzanne Collins, więc wszystkie różnice między powieściową trylogią a filmami okazały się mieć głęboki sens.

Siłą „Igrzysk śmierci” jest nie tylko wyczucie klimatu trylogii, ale także komentarz do aktualnej sytuacji społecznej. Chociaż totalitarne państwo Panem zostało wymyślone, można dopatrzyć się w nim problemów współczesnego świata: nierówności społecznych, braku wrażliwości na przemoc w mediach i inwigilację obywateli przez władzę.

„Harry Potter”

Harry Potter to dziś marka i przemysł produkujący gadżety i budujący parki rozrywki. Ale komercyjny sukces byłby niemożliwy, gdyby filmowa adaptacja nie przedłużyła sukcesu książek J. K. Rowling.

Osiem produkcji o czarodzieju, które powstawały przez dziesięć lat, rosły wraz z publicznością, zmieniając się z bajki dla dzieci w film dla nastolatków. Atmosfera stawała się bardziej mroczna, problemy dojrzalsze, a okrucieństwo świata bardziej widoczne.

Sukces serii o „Harrym Potterze” nie tylko wykorzystał plejadę znakomitych brytyjskich aktorów, ale także wypromował młode talenty, które wykorzystały otrzymaną szansę. Daniel Radcliffe, Emma Watson i Rupert Grint uporali się z klątwą bycia aktorami jednej roli.

Film 'Harry Potter i Kamień Filozoficzny', reż. Chris ColumbusFilm 'Harry Potter i Kamień Filozoficzny', reż. Chris Columbus Fot. mat. prasowe

„Zaginiona dziewczyna”

David Fincher to hollywoodzki Midas - cokolwiek dotknie, zamienia się w złoto. Nie inaczej było z „Zaginioną dziewczyną” Gillian Flynn. Thriller zachował wszystko to, co w pierwowzorze było najlepsze: nieoczekiwane zwroty akcji, gęstą intrygę i atmosferę zaszczucia głównego bohatera granego przez Bena Afflecka.

Obok scenariusza, napisanego osobiście przez Flynn, najjaśniejszym punktem była Rosamund Pike - odtwórczyni zaginionej żony. Słusznie obsypana nagrodami stworzyła postać nieobliczalną i przerażającą o słodkiej buzi amerykańskiej blondynki.

 

„Gwiazd naszych wina”

Wzruszająca historia 16-letniej Hazel, która na terapii dla osób chorych na raka poznaje Augustusa. Ich nastoletnia miłość rozwija się w cieniu pesymistycznych diagnoz, kolejnych kuracji i wizyt u lekarza. Mimo to obydwoje niespiesznie zbliżają się do siebie, jakby mieli przed sobą całą wieczność.

W powieści Johna Greena i filmie Josha Boone'a trudny temat został potraktowany dojrzale: jest tutaj trochę czarnego humoru, ale też głębszej refleksji.

Dzięki Shailene Woodley, która zagrała niezwykle bezpretensjonalnie, film uniknął melodramatycznego kiczu i sztuczności wyciskacza łez.

Gwiazd naszych wina (The Fault in Our Stars), reż. Josh BooneGwiazd naszych wina (The Fault in Our Stars), reż. Josh Boone Fot. James Bridges / materiały prasowe

 „Dziewczyna z tatuażem”

Rewelacyjna powieść „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stiega Larssona została napisana jakby specjalnie dla Davida Finchera - naczelnego twórcy amerykańskich thrillerów. Udało się coś niezwykłego: produkcja jest tak samo w stylu Finchera, jak w stylu Larssona.

Ten film nie ma słabych stron. Śledztwo prowadzone przez socjopatyczną hakerkę Lisbeth Salander (kapitalna Rooney Mara) i niepokornego dziennikarza Mikaela Blomkvista (Daniel Craig) odkrywa w posiadłościach szwedzkich rodów zamiecione pod dywan perwersje.

„Poradnik pozytywnego myślenia”

Film Davida O. Russella na podstawie debiutanckiej powieści Matthew Quicka nie jest nowatorski, odkrywczy ani awangardowy. Mimo to jest perełką wśród hollywoodzkich produkcji i zasłużenie był nominowany do Oscarów w siedmiu kategoriach.

Reżyserowi udało się zachować błyskotliwy ton pierwowzoru, dzięki czemu widzowie dostali połączenie komedii romantycznej i dramatu psychologicznego. Jest tu miejsce na żartobliwy ton, który nie zagłusza jak najbardziej poważnych problemów, z którymi borykają się bohaterowie. On ma chorobę afektywną dwubiegunową (Bradley Cooper, który pokazał, że potrafi grać nie tylko w głupich komediach). Ona przeżyła załamanie po śmierci męża, które „leczyła” nimfomanią (oscarowa Jennifer Lawrence). Ich nietypowy związek to wspólne wychodzenia z dołka na przekór wszystkiemu.

Poradnik pozytywnego myśleniaPoradnik pozytywnego myślenia reż. David O. Russell, prod. The Weinstein Company

 „Charlie”

„Charlie” to wyjątkowy przykład adaptacji. Autor powieści, reżyser i scenarzysta to bowiem jedna i ta sama osoba - Stephen Chbosky. Z pozoru to film jeden z wielu: początek liceum, grupka znajomych, pierwsze używki i nieśmiały chłopak, który ukradkiem spogląda na jedną z koleżanek. Na szczęście nie ma tutaj wyświechtanych gagów i sztampowych sytuacji. Chbosky pokazał dojrzewanie w sposób niezwykle przekonujący, także z jego gorzkim posmakiem.

Wyszedł skromny, ale inteligentny komediodramat o nastoletnich problemach, który pokazał, że także ci, którzy stoją na uboczu (oryginalny tytuł brzmi „Zalety bycia podpieraczem ścian”) nie powinni pozować na kogoś, kim nie są, byle tylko zdobyć szkolną popularność.

 

„To nie jest kraj dla starych ludzi”

Temu wyzwaniu mógł podołać chyba tylko taki duet jak Joel i Ethan Coenowie. „To nie jest kraj dla starych ludzi” jest ekranizacją powieści Cormaca McCarthy’ego - amerykańskiego pisarza, nazywanego następcą Williama Faulknera.

Żyjący przy granicy z Meksykiem główny bohater Moss (Josh Brolin), weteran z Wietnamu, znajduje torbę wypchaną dwoma milionami dolarów, ale musi uciekać przed psychopatycznym mordercą (Javier Bardem) i staroświeckim szeryfem (Tommy Lee Jones). Powstał film mroczny, posępny i pełen przemocy. Być może to najlepszy film Coenów w ogóle.

 

„Ziarno prawdy”

Polska literatura też ma coś do powiedzenia w świecie filmu. „Ziarno prawdy” Borysa Lankosza według powieści Zygmunta Miłoszewskiego to w ostatnim czasie najlepsza krajowa adaptacja.

Pisarz jest jednym z najsprawniejszych autorów powieści kryminalnych w skandynawskim stylu. Do tego mroczna historia morderstwa w Sandomierzu został odegrana przez znakomitych aktorów, na czele z Robertem Więckiewiczem w roli prokuratora Teodora Szackiego. Całość trzyma w napięciu, stopniowa odsłaniając elementy zawiłej intrygi. „Ziarno prawdy” pokazuje także, jak wiele aktorskich talentów marnuje się w serialach.

"Ziarno prawdy", reż. Borys Lankosz  Fot. mat. prasowe

Jedną z ekranizacji, „Miłość w czasach zarazy”, widzowie mogą obejrzeć 29 stycznia o godz. 22:25 w bezpłatnej telewizji METRO.

Obejrzałeś film? Może czas przeczytać książkę? Sprawdź książki w formie ebooków i audiobooków >>