"Im bardziej się stara, tym gorzej jej to wychodzi". Natasza Urbańska się nie poddaje - będzie nowy album

Piękna, utalentowana i pomysłowa, ale niezależnie od tego, co zrobi Natasza Urbańska, może liczyć wyłącznie na falę hejtu. Jednak ciągle próbuje na nowo.

materiały prasowe Stopklatka TV

Zgłasza się do programu tanecznego – i już słyszy, że „co ona tam robi?!”, jest przecież profesjonalistką, oszukuje, nie powinni jej przyjmować.

Trafia do show muzycznego – znowu to samo; przecież śpiewa w teatrze, ma więc przewagę nad innymi artystami.

Zapraszają ją za granicę – internet lotem błyskawicy obiegają zdjęcia i filmiki z występu, które zbierają tak złośliwe komentarze, że nawet człowiek o napompowanym do granic możliwości ego schowałby się zapłakany w ciemnym kącie.

Bierze ślub – wszyscy szepczą, że mąż despota rządzi jej życiem i trzyma na krótkiej smyczy.

Nagrywa piosenkę, która ma być pastiszem – dowiaduje się, że jest beztalenciem, a „Rolowanie” zostaje zmieszane z błotem. - Gdyby tę piosenkę nagrała Maria Peszek, Ramona Rey albo Monika Brodka, to wiadomo by było, o co chodzi – że to pastisz, żart, dobrze odczytano by konwencję. A tak to strzał kulą w płot - mówiła w portalu Na Temat Karolina Korwin-Piotrowska.

Natasza UrbańskaNatasza Urbańska Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

No właśnie, gdyby. Gdyby Urbańska nie była Urbańską – być może znajdowałaby się teraz w czołówce gwiazd. Z czego wynika niechęć do tej konkretnej artystki? - Urbańska strasznie się stara, ale im bardziej się stara, tym gorzej jej to wychodzi - kwitowała Korwin-Piotrowska, dodając, że publiczność razi niespójny, nie do końca przemyślany wizerunek artystki. I nie sposób odmówić temu stwierdzeniu racji.

Jak bardzo twardą trzeba mieć skórę – i ile samozaparcia – żeby po tych wszystkich atakach dalej robić swoje? Ostatnio Urbańska zeszła na chwilę ze sceny i postanowiła spróbować zaistnieć jako projektantka. I znów się jej nie udało. Styliści odnieśli się do jej twórczości bardzo krytycznie, twierdząc, że ubrania źle leżą, a cała kolekcja jest nieprzemyślana. Artystka, jak zapewnia, nie robi jednak z tego „tragejszyn” – i podejmuje kolejną próbę. Zapowiedziała właśnie, że ten rok „przyniesie dużo nowych dźwięków”, i zdradziła, że ruszyły prace nad jej nowym albumem.

Pod okiem mistrza

O sukcesie w branży artystycznej marzyła już od dzieciństwa. Miała niecałe trzynaście lat, kiedy zjawiła się na przesłuchaniu w teatrze „Metro”. Janusz Józefowicz kazał jej jednak iść do domu – i wrócić, gdy będzie starsza. - Szalałam ze złości. Pomyślałam: "Co za buc!". I obiecałam sobie, że moja noga więcej tam nie postanie - wspominała w "Twoim Stylu".

Do teatru wróciła pokornie cztery lata później i tym razem została przyjęta, choć Józefowicz uważał, że jest co najwyżej przeciętna i czeka ją wiele pracy. Cierpliwie znosiła jego złośliwe komentarze i przytyki, przy okazji powoli zakochując się w swoim nauczycielu. Później wielokrotnie nazwie go „mistrzem” czy „ukochanym aniołem stróżem” i przyzna, że to właśnie on ją stworzył. Ale, jak się można spodziewać, romans z żonatym i znacznie starszym mężczyzną nie przysporzył jej sympatii. - Nie zastanawiałam się, co czuje żona Janusza. Byłam na to za młoda i za bardzo zakochana - wyznawała.

Janusz Józefowicz i Natasza UrbańskaJanusz Józefowicz i Natasza Urbańska Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Wreszcie Józefowicz się rozwiódł i poślubił Urbańską, a niedługo potem na świat przyszła ich córka Kalina. Dziś zapewniają, że są szczęśliwą rodziną – ale media i tak węszą za jakimś skandalem, a to pisząc o autorytarnych rządach Józefowicza w domowym zaciszu, a to wietrząc rozwód. Doniesieniami na temat swój i swojego życia prywatnego Urbańska zapewne nie przejmuje się już od dawna.

Znacznie bardziej boli ją za to ciągła krytyka, która spada na nią po każdym niemal występie. - Nie wiem, jak ona może znosić taki popis nienawiści. Na jej miejscu zastanowiłabym się nad zmianą zawodu - mówiła Korwin-Piotrowska. Każdy sukces artystki przekuty zostaje w porażkę; obrywa się i jej, i Józefowiczowi, bo, jak wieść niesie, to on decyduje o karierze żony – a ona nie ma nic do powiedzenia na ten temat. Urbańska przyznaje, że niegdyś faktycznie żyła w złotej klatce, teraz jednak działa na własny rachunek.

Krytyce wbrew

Przez długi czas spełniała się wyłącznie na scenie, ale podkreślała, że jej największym marzeniem jest występ w dobrym filmie muzycznym, gdzie mogłaby zaprezentować swoje możliwości taneczne, wokalne i aktorskie. Szansę na debiut przed kamerami zyskała dzięki udziałowi w „Tańcu z gwiazdami”, bo tam właśnie dostrzegł ją Jerzy Hoffman.

- Natasza to była klasa sama w sobie – mówił reżyser w "Gali" i dodawał, że według niego werdykt sędziów w programie był mocno niesprawiedliwy. – Ona tańczy i śpiewa na poziomie co najmniej europejskim. Kamera ją lubi... - dodawał. Zaprosił Urbańską na przesłuchanie do „1920 Bitwa Warszawska”, które wygrała bez większego trudu – i tak została Olą, artystką kabaretową.

- Dałam Oli dużo z Nataszy. Poza tym obie dorastałyśmy w jednym środowisku, czyli w świecie kabaretu, sceny, muzyki i tańca - opowiadała w PAP Life. Hoffman był nią zachwycony. - Natasza to jest zwierzę kamery, w filmie zagrała samą siebie –  tancerkę i śpiewaczkę kabaretową. Ale uniosłaby każdą inną dramatyczną rolę - zapewniał w "Vivie!". Niestety, w swoim osądzie był dość osamotniony.

1920. Bitwa Warszawska - po lewej reżyser Jerzy Hoffman, z prawej Natasza Urbańska1920. Bitwa Warszawska - po lewej reżyser Jerzy Hoffman, z prawej Natasza Urbańska Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta