Jackie Chan zaczynał jako kaskader w filmie "Wejście smoka", dziś ma na koncie Oscara

Jackie Chan to prawdziwy człowiek orkiestra - nie tylko gra, ale też pisze scenariusze, reżyseruje, śpiewa. Biorąc pod uwagę uwielbienie dla jego osoby w Azji, być może jest najpopularniejszym aktorem świata.

Stopklatka TVStopklatka TV Stopklatka TV

 Jackie Chan bije się równie dobrze jak Bruce Lee, rozśmiesza bardziej niż Buster Keaton. Ostatnio pokazuje jeszcze jedno, poważniejsze, dramatyczne oblicze. Żadna rola mu nie straszna.

Pamiętacie film „Człowiek demolka" z 1993 roku? Sylvester Stallone gra w nim policjanta, który został poddany hibernacji i budzi się w nieznającym przemocy XXI wieku. W walce z dawnym wrogiem pomaga mu Lenina Huxley, w którą wciela się młoda Sandra Bullock. W jednej ze scen Stallone pyta ją, jak nauczyła się tak świetnie kopać. Ta odpowiada krótko: „Z filmów z Jackiem Chanem".

Ten dialog nie znalazł się w filmie przypadkowo. Stallone od dawna jest wielkim fanem, a zarazem przyjacielem azjatyckiego gwiazdora kina akcji. To właśnie on w listopadzie wręczył Chanowi Oscara za całokształt twórczości. Stojący wtedy na scenie rozpromieniony aktor przyznał: „Dziś spełniam swoje największe marzenie. Po 56 latach w przemyśle filmowym, nakręceniu ponad 200 filmów i złamaniu tak wielu kości, ta nagroda wreszcie jest moja!".

Kadr z filmu 'Nowa policyjna opowieść'Kadr z filmu 'Nowa policyjna opowieść' reż. Benny Chan, prod. JCE Movies Limited, Emperor Motion Pictures, China Film Group Corporation

Buster Keaton z Hongkongu

Chan nie wierzył w to, że może kiedyś otrzymać słynnego złotego rycerzyka. Gdy zaczynał karierę w Stanach, podczas jednego z przyjęć miał okazję przez chwilę potrzymać Oscara, i wydawało mu się, że już na zawsze będzie to jego jedyna styczność z tą nagrodą. Początki w Hollywood nie były bowiem dla niego łatwe.

Kiedy w latach osiemdziesiątych po raz pierwszy trafił do Ameryki, nie poznano się na jego talencie. Role były małe, nietrafione, niewykorzystujące największych umiejętności Chana. Taki „Protektor" na przykład był dla aktora tak dużym rozczarowaniem, że przed premierą w Azji postanowił on za własne pieniądze nakręcić kilka dodatkowych scen i przemontować całość. Bał się, że w innym wypadku rodzima publiczność po prostu go wyśmieje.

Stany Zjednoczone udało mu się podbić dopiero przy drugim podejściu. Niespodziewanie dużym sukcesem na amerykańskim rynku okazał się film „Draka w Bronksie". Produkcja z Hongkongu w samych Stanach zarobiła ponad 32 miliony dolarów, a producenci zaczęli bliżej przypatrywać się temu, niby kojarzonemu, ale jednak niedocenianemu, aktorowi.

Kadr z filmu 'Nowa policyjna opowieść'Kadr z filmu 'Nowa policyjna opowieść' reż. Benny Chan, prod. JCE Movies Limited, Emperor Motion Pictures, China Film Group Corporation

Kolejne filmy, jak „Przyjemniaczek" albo „Jackie Chan: Pierwsze uderzenie" ugruntowały jego pozycję. W 1997 roku otrzymał gwiazdę w Hollywoodzkiej Alei Sławy, a rok później do kin trafiły „Godziny szczytu". Komedia akcji w reżyserii Bretta Ratnera przyniosła wpływy rzędu 250 milionów dolarów, jej kontynuacje - jeszcze więcej.

Chan był gwiazdorem już nie tylko w Azji, ale na całym świecie. Widzowie pokochali go za połączenie pojedynków kung-fu z akrobatyką oraz specyficznym humorem. Nie bez powodu nazywany jest Busterem Keatonem z Hongkongu – słynny komik epoki kina niemego zachwycał mimiką, ale Chan pochwalić może się jeszcze bogatszą.

Kung-fu na wesoło

Co ważne, Chan w swoich filmach naprawdę walczy i właściwie nigdy nie wyręcza się dublerami. Mimo że często doznaje kontuzji, a kilka razy na planie omal nie stracił życia, nie zamierza niczego w tej kwestii zmieniać. Porównuje się go nie tylko do Keatona, ale też np. do ikony kina akcji, Bruce'a Lee. Będąc nastolatkiem Chan pracował zresztą jako kaskader przy „Wejściu smoka".

Choć próbowano zrobić z niego nowego Lee, szybko znalazł swój własny przepis na sukces – kung-fu na wesoło. Po premierze filmu „Pijany Smok" 24-letni Chan niemal z dnia na dzień został gwiazdą specyficznej formy kina kopanego. Aktor sam odpowiadał za choreografię scen walk, wkrótce zajął się też reżyserią.

Kadr z filmu 'Nowa policyjna opowieść'Kadr z filmu 'Nowa policyjna opowieść' reż. Benny Chan, prod. JCE Movies Limited, Emperor Motion Pictures, China Film Group Corporation

Ciągle doprowadzał do perfekcji swój styl gry, tworząc coś na kształt autoparodii. Słynne stały się np. jego cyrkowe ucieczki przed przeciwnikami. To całkowicie jego pomysł – jak często mówi, lubi akcję, ale nie toleruje przemocy. Z tego też powodu nigdy nie dał się namówić do współpracy Quentinowi Tarantino.

Wszechstronność przede wszystkim

W ostatnich latach Chan stara się wybierać nieco inne, poważniejsze projekty. W pewnym momencie zapowiedział nawet, że kończy z kinem akcji i chce zostać azjatyckim Robertem De Niro. Widzowie, którzy niezbyt uważnie śledzili jego karierę, komentowali, że aktorowi „odbiło", a w dramatycznym repertuarze będzie karykaturalny. Prawdziwi fani wiedzieli jednak, że ich idolowi tak naprawdę żadna rola nie straszna.

Przykładem na to jest choćby „Nowa policyjna opowieść". Niektórzy uważają nawet, że to najlepsza produkcja w dorobku Chana i właśnie w takich obrazach pokazuje on pełnię swojego talentu.

Aktor wciela się w inspektora Chan Kwoka-Winga, prowadzącego w Hongkongu specjalną brygadę policji. Pewnego dnia ochroniarz banku zgłasza napad. Kwok-Wing wysyła tam swoich ludzi, ale akcja kończy się tragicznie – ginie cały oddział, a napastnikom udaje się uciec. Inspektor nie może poradzić sobie z tą sytuacją. Czuje się winny, ma depresję, zaczyna pić.

Kadr z filmu 'Nowa policyjna opowieść'Kadr z filmu 'Nowa policyjna opowieść' reż. Benny Chan, prod. JCE Movies Limited, Emperor Motion Pictures, China Film Group Corporation

Z dołka wyciąga go dopiero młody policjant, jego nowy partner. Namawia Kwoka-Winga, aby rozprawić się z, odpowiedzialnym za śmierć jego kolegów, Gangiem Pięciu – grupą miłośników sportów ekstremalnych, zabijających dla rozrywki i adrenaliny. Prowadzą oni ze sobą makabryczną grę, w której za śmierć policjanta przyznają sobie określoną liczbę punktów.

To nietypowa, ale bardzo udana odsłona Jackiego Chana. Aktor nie tylko zagrał w filmie główną rolę, ale też napisał scenariusz oraz zaśpiewał końcową piosenkę. O tak, ten gwiazdor kina akcji jest też świetnym piosenkarzem! Nagrał m.in. jeden z oficjalnych utworów promujących igrzyska olimpijskie w Pekinie, a niedawno też własną wersję przeboju Adele „Rolling In the Deep". To się nazywa wszechstronność. Pod tym względem już chyba wyprzedził De Niro.