Twórcy "Gry o tron": Mamy już szkic, do samego końca. Podjęliśmy dużo trudnych decyzji [Z SXSW]

Producenci "Gry o tron" nie zdradzili dokładnie, co się wydarzy w siódmym ani w następnym sezonie, ale ujawnili kilka ciekawych anegdot z planu swojego serialu.

Nawet jeśli popularność serialuGra o tron” przekroczyła już swój zenit i nie jest dziś tak ogromna jak jeszcze kilka lat temu, premiery kolejnych sezonów nadal są wydarzeniami przyciągającymi uwagę setek tysięcy widzów na całym świecie.

Jak to w rodzinie

Nic więc dziwnego, że w przededniu wprowadzenia ma ekrany odcinków siódmego sezonu, zaplanowanego na 16 lipca (w Polsce dzień później), organizatorzy festiwalu SXSW zaprosili współtwórców tej produkcji na panel, podczas którego mieli opowiedzieć o tym, czego widzowie mogą się spodziewać po kolejnym sezonie. Dla wielbicieli serialu było to wydarzenie największego możliwego kalibru: przed ogromną publicznością usiedli dwaj najważniejsi dla tej produkcji ludzie - producenci i współautorzy serialu: David Benioff i D. B. Weiss.

Dość niezwykły był pomysł dotyczący prowadzenia tego panelu. Z reguły w takich sytuacjach rozmowę prowadzi osoba będąca krytykiem filmowym, dziennikarzem czy znawcą serialu, tym razem poproszono o to dwie aktorki, grające w serialu aktorki: Maisie Williams i Sophie Turner. Dzięki temu spotkanie miało bardzo nieformalny, niemal rodzinny charakter i często zamieniała się po prostu w rozmowę dobrych przyjaciół, przerzucających się żartami i anegdotami.

Głównym tematem, który powracał nieustannie podczas całego spotkania, było to, co zdarzy się w ostatnich dwóch sezonach serialu - tym już gotowym, czyli siódmym i następnym, który jest w przygotowaniu.

Uwaga, spoiler? Nic z tych rzeczy

Aktorki od razu przyznały, że nie mają pojęcia, co się zdarzy w następnych odcinkach, nie wiedzą nawet czy grane przez nie postacie „dożyją” do końca. Twórcy serii wili się natomiast jak węgorze, żeby nawet w żartach nie powiedzieć za dużo na ten temat.

Z drugiej strony mówili też o tym, że spoilery niekoniecznie muszą psuć przyjemność z oglądania serialu. Wspominali choćby specyficzną dla „Gry o tron”, a zwłaszcza pierwszych sezonów serialu sytuację, wynikającą z tego, że był on ekranizacją cyklu powieściowego. Choć z książek jasno wynikało, co stanie się choćby w słynnej scenie „Czerwonego wesela”, znaczna większość widzów i tak była mocno zaskoczona.

Musimy wcisnąć absurdalną scenę

Mimo wielokrotnych zapewnień Benioffa i Weissa, że nie powiedzą nic o przyszłości serialu, aktorkom udało się jednak coś  z nich wyciągnąć.

"Gra o tron", kadr z serialu Mat. prasowe

- Mamy już napisany szkic kolejnych sezonów, właściwie do samego końca - mówili. - Tak jak robimy zawsze, część tego materiału pisaliśmy osobno, wymieniając się mailami, żeby ustalać szczegóły. Do tej pory w takich sytuacjach wystarczały nam dwa albo trzy maile, pracując nad ostatnimi odcinkami czasem potrzebowaliśmy dwudziestu wiadomości - opowiadali.

- W wielu przypadkach to były naprawdę trudne decyzje, zwłaszcza jeśli chodziło o to, kto ma przeżyć, a kto zginąć. Tym bardziej, że pożegnania z postaciami są dla nas z reguły bardzo trudne. Zwłaszcza, jeśli grają je aktorzy, których lubimy. Dlatego czasem zdarza nam się dopisywać jakieś sceny retrospektywne, tylko po to, żeby znów mogli wpaść na plan, chociaż na kilka dni i pobawić się z nami. Myślimy o tym, żeby napisać osobny serial o Hodorze, jednej z postaci, która zginęła już wiele odcinków temu.

Oprócz takich żartów, twórcy serialu ujawnili kulisy kilku sytuacji, które mogły się wydawać zaskakujące jego zagorzałym widzom.

- Musieliśmy do pilota serialu wcisnąć scenę, która - musimy przyznać - jest w jakimś sensie kompletnie absurdalna. To ta, w której bohaterowie strzygą się nawzajem i golą. Powód był tylko jeden - to był najlepszy sposób, żeby uzasadnić różnice w wyglądzie poszczególnych postaci w późniejszych odcinkach.

Prawnik dzwoni w sprawie ogolonej głowy

Nie były to jedyne tajemnice produkcji, które udało się aktorkom wyciągnąć z twórców serialu. Przyznali się do kilku zaskakujących pomysłów i decyzji.

- Owszem, zdarza nam się czasem robić żarty z aktorów - mówili. - Wymyśliliśmy, że podczas pożaru jedna z postaci bardzo ucierpi: spali jej się twarz. Nie ukrywajmy, powód był tylko jeden: bardzo chcieliśmy zmusić aktora, który grał tę postać do noszenia na planie charakteryzacji, całkowicie zmieniającej jego wygląd. Czasem jest odwrotnie, to aktorzy zaskakują nas swoimi pomysłami: jeden z nich kilka dni przed zdjęciami... ogolił głowę na łyso. Byliśmy wściekli, mieliśmy potworny problem z dobieraniem mu peruk w stylu „książę na białym koniu”, żeby wyglądał choć trochę tak, jak wcześniej. Ale wiedzieliśmy, że nie możemy powiedzieć złego słowa - jego prawnicy zdążyli powiadomić o tym naszego agenta zanim jeszcze podnieśliśmy głos.

"Gra o tron", sezon 6, odcinek 10, "The Winds of Winter" Mat. prasowe

Zabawną odpowiedź usłyszeli uczestnicy panelu, kiedy padło pytanie o to, co twórcy serii najbardziej chcieliby przynieść z planu zdjęciowego do domu.

- Kiedy odwiedzaliśmy różnych filmowców w ich domach, zauważaliśmy, że rzeczywiście mają tam pełno pamiątek z planu swoich filmów. Umówmy się - technicznie rzecz biorąc musieli je stamtąd ukraść - żartowali twórcy serialu. - Nie będziemy ukrywać, że sami chcielibyśmy ukraść kilka rekwizytów z planu „Gry o tron”. Przede wszystkim miecze. Na pewno weźmiemy sobie miecze. To bez dwóch zdań nasze ulubione przedmioty, które pojawiają się podczas zdjęć.

"Dzięki bogom!"

Anegdotami odwdzięczały się także aktorki. Turner opowiadała o tym, jak bardzo zżyła się z Sansą Stark, postacią, którą gra w serialu.

- Choć bardzo się pilnuję, czasem zdarza mi się mówić poza planem, w codziennym życiu  językiem postaci z serialu. Kiedyś zdarzyło mi się w jakimś pełnym emocji momencie krzyknąć „dzięki bogom!”. Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem czy wręcz z oburzeniem. W pierwszej chwili nie wiedziałam, o co im chodzi, ale zaraz do mnie dotarło, co powiedziałam i poprawiłam się: „dzięki bogu!”.

"Gra o tron", kadr z serialu Mat. prasowe

Benioff i Weiss na każdym kroku pokpiwali z młodego wieku aktorek i ich całkiem odmiennego gustu. Kiedy mówili o gościnnym udziale sławnych muzyków w kolejnych odcinkach, wspomnieli swoich ulubieńców, zespoły Sigur Ros i Mastodon. Na koniec zażartowali z muzycznych fascynacji aktorek, twierdząc, że do ostatniego sezonu „Gry o tron”, specjalnie dla nich zaproszą Justina Biebera. Czasem twórcy serialu, nawet kiedy używali żartobliwego tonu, mówili o poważnych sprawach.

- Czymś, co nas bardzo zaskoczyło, a znamy przecież dość dobrze realia pracy przy dużych produkcjach telewizyjnych, było to, że kiedy serial zdobył wielką popularność, udało nam się zachować tę samą atmosferę pracy na planie, która była na samym początku, kiedy dopiero zaczynaliśmy i zupełnie nie było wiadomo, co z tego wyniknie. Mówiąc krótko: nikt nagle nie zamienił się w zarozumiałego dupka, jak to się zwykle dzieje, kiedy wybucha sława. I to było dla nas bardzo ważne.

Nie czytałeś książek? Sprawdź sagę George'a R.R. Martina w ebookach >>

A teraz zobacz: Tak to robią w filmach. 50 najlepszych pocałunków

Poczuj miłość. 50 pocałunków na Święto Zakochanych

Więcej o: