Tęsknię za Laurą Palmer. Trudne powroty do miasteczka Twin Peaks

Czy w maju 2017 roku będzie znów można zobaczyć na ulicach ludzi w tajemniczych koszulkach z napisem "To ja zabiłem Laurę Palmer"? Dla fanów serialu "Miasteczko Twin Peaks" maj to prawdopodobnie najważniejszy miesiąc w tym roku. Czy powrót kultowego serialu będzie też nowym początkiem? A może fala uwielbienia jeszcze do końca się nie przetoczyła?

METRO

 „Miasteczko Twin Peaks” ma zagorzałych fanów, którzy przez całe lata – od emisji ostatniego odcinka – nadal snują teorie o tym, co wydarzyło się w lasach przygranicznego amerykańskiego miasteczka. Analizują szczegółowo każdy odcinek, każdy kadr, każde słowo, poszukując odpowiedzi na coraz to nowe pytania.

Wiadomość o tym, że David Lynch zdecydował się na realizację projektu „sezon trzeci”, zelektryzowała nie tylko świat filmu, ale i setki tysięcy ludzi, którzy przez lata nie pogodzili się z tym, że „najlepszy amerykański serial” miał zaledwie dwa sezony.

Jednak – jak to w życiu bywa – po eksplozji zadowolenia przyszedł czas na klasyczne marudzenie i zwątpienie. A zaczęło się od tego, na co także długo czekali fani „Twin Peaks” – zapowiadanej przez wiele miesięcy książki Marka Frosta.

„Sekrety Twin Peaks” dzielą fanów

Wydana w 2016 roku książka Frosta reklamowana i zapowiadana była jako biblia dla fanów. Miała ostatecznie nakreślić historię tego, co wydarzyło się w Twin Peaks, pokazać genezę ciemności ogarniającej miasteczko i tłumaczyć, jak mrok wkroczył w bezkresne lasy i zapanował nad ich mieszkańcami.

Zapowiadało się świetnie – opowieść Frosta sięga bowiem początków XIX wieku i słynnej wyprawy badaczy i podróżników amerykańskich - Meriwethera Lewisa i Williama Clarka. Książka jest zbiorem fotografii, dokumentów i listów, analizowanych przez tajemniczego agenta po zniknięciu Dale’a Coopera. Fani zacierali ręce.

Efekt? Chciałoby się powiedzieć, że przez fandom przeszedł pomruk niezadowolenia. Było jednak znacznie gorzej. Komentarze internetowe i recenzje książki nie noszą nawet śladów litości dla Frosta, którego oskarżano o podeptanie świętości, jaką jest ezoteryczna wiedza na temat wydarzeń w Twin Peaks. Jego próby wplecenia amerykańskiej historii w sedno fabuły serialu uznano za nad wyraz nieudolne, całą książkę za profanację i zapowiedź absolutnej klęski nadchodzącego trzeciego sezonu.

Fani obawiają się, że nowa odsłona ukochanego widowiska zawierać będzie elementy z książki i pójdzie tropem przedstawionych w niej wydarzeń. Trzeba przyznać – bez zdradzania szczegółów – że jeśli faktycznie tak się stanie, trzeba będzie uzbroić się w naprawdę dobrą wolę, żeby nie rozczarować się już na wstępie. Ale przecież jest jeszcze Lynch, który prawdopodobnie nie dopuści do skrzywdzenia swojego ukochanego dziecka. Jednak i reżyser dorzucił soli do oczu uważnych obserwatorów rozwoju sytuacji.

Kontrowersyjne wybory?

Kolejnym ziarenkiem goryczy okazała się… obsada nowego sezonu. Nic w tym dziwnego, że do „Twin Peaks” zapragnęły dołączyć największe gwiazdy – i to nie tylko kina. Fani jednak nieco kręcą nosem na reżyserskie wybory. Twierdzą bowiem, że jedną z ogromnych zalet serialu była właśnie obsada – niezbyt liczna, doskonale oddająca liczebnością klimat, jakiego szukamy w małym i tajemniczym miasteczku.

Tymczasem do grona osób wybranych przez Lyncha załapało się tyle nazwisk, że głowa może rozboleć. Zdaniem najbardziej zaangażowanych fanów nie pomaga to, że większość gwiazd – przynajmniej według informacji zawartych na stronie IMDB – pojawia się wyłącznie w epizodach. Na ekranie zobaczymy nie tylko aktorów – do obsady dołączył też choćby Eddie Vedder, wokalista zespołu Pearl Jam. Wśród gwiazd ekranu znalazły się takie sławy, jak Michael Cera, Madeline Zima, Tim Roth, Ashley Judd, Jennifer Jason Leigh czy Laura Dern.

Oczywiście sam reżyser także pojawi się ponownie, we wspaniałej roli agenta Gordona Cole’a. Zobaczymy też, jak David Duchovny wciela się w rolę kontrowersyjnego agenta DEA – Dennise.

Niespokojne oczekiwanie

Zagorzałych fanów niepokoją zazwyczaj kontynuacje ukochanych seriali. Zrealizowany w 1992 roku pełnometrażowy film "Ogniu, krocz za mną" został uznany za katastrofę i „wybuczany” na premierowym pokazie podczas festiwalu w Cannes. Krytycy filmowi nie zostawili na nim suchej nitki. Film mocno podzielił także fanów – jedni uznali, że opowiedziana przez Lyncha historia ostatnich dni życia Laury Palmer to absolutne arcydzieło, inni narzekali, że film kompletnie odarł serial z całej tajemnicy.

Nic zatem dziwnego, że na powrót serialu niektórzy czekają z pełnym podekscytowania napięciem, a inni nie mogą doczekać się długich godzin hejtowania kolejnych elementów nowej serii – oczywiście zakładając, że tylko to, co stare, może być dobre.

Prawdziwa miłość trwa całe życie

Na szczęście świat nie jest miejscem aż tak mrocznym, jak nasze serialowe miasteczko. Nadal nie ubywa ludzi, którzy na premierę nowego sezonu czekają nie tylko z utęsknieniem, ale też z niczym nie zmąconym optymizmem. I być może to właśnie ich należy słuchać najczęściej.

Niewielkie miasteczko Snoqualmie, położone w niewielkiej odległości od Seattle, przez ostatni rok przeżywa prawdziwe oblężenie – niezależnie od pory roku. Z okazji nadchodzącej premiery fani serialu postanowili znowu zacząć tłumnie odwiedzać miejsce, które na ekranie telewizora zamieniło się w miasteczko Twin Peaks.

Hotel Salish Lodge and Spa położony nad malowniczym wodospadem to chyba jeden z najczęściej fotografowanych ośrodków w stanie Waszyngton. To właśnie ten budynek „zagrał” w serialu rolę Great Northern – hotelu, którego właścicielem był demoniczny tatuś Horne. Salish Lodge and Spa ma w swojej ofercie pakiet „Twin Peaks”, obejmujący ukochaną kawę (oczywiście z kawałkiem placka wiśniowego!) Dale’a Coopera, a także pokój z widokiem na słynny wodospad, drinka nazwanego na cześć postaci agenta Coopera oraz sesję ze wszystkimi odcinkami serialu.

Krótka podróż samochodem z hotelu doprowadzi do kolejnego miejsca, tym razem w miasteczku North Bend, czyli znanego z ekranu Twede’s Cafe, które na planie zamieniło się w diner Double R - niepodzielnie rządziła nim piękna Norma. Można tam nie tylko zjeść rewelacyjny placek, ale całymi godzinami stać pod ścianą z pamiątkami serialowymi. Wisi tam mnóstwo zdjęć z planu, artykułów z lokalnej i międzynarodowej prasy, a także okładki rewelacyjnego czasopisma, wydawanego przez fanów serialu – „Wrapped in Plastic”. Za dolara można kupić tu papierową mapę miasteczka Twin Peaks i po krzepiącym posiłku ruszyć dalej – nie zapominając oczywiście o zakupach…

Choć może to brzmieć dziwnie, w miasteczku, w którym każdy motel ma w recepcji studniówkowe zdjęcie Laury Palmer, jest tylko jeden sklepik z pamiątkami. Właścicielka Selah Gifts od razu odławia okiem tych, którzy omijają witrynkę z hippisowską biżuterią i kierują się do kubków, kartek i plakatów z wizerunkiem serialowych postaci. Sowy są tu wszędzie i oczywiście nie są tym, czym się wydają. Na podeście z regałem gęsto zastawionym fantastycznymi pocztówkami spoczywa pluszowy pieniek.

Nie ma szans, żeby wyjść stąd bez zakupów, choć przecież w internecie można kupić tyle rzeczy związanych z serialem, że nie zmieszczą się one w przeciętnym mieszkaniu. Zwłaszcza że im bliżej premiery nowego sezonu, tym prężniej działają i sprzedawcy i artyści, którzy od lat tworzą sztukę do serialu nawiązującą.

Fot. Night Owls by Mike Rubino Designs | Society6.com

 Fani gier towarzyskich mogą nabyć nawet serię kart uzupełniających słynne „Cards Against Humanity”, bazującą na serialu.

Fot. AP

Co robić do końca maja?

Do Seattle nieco daleko, ale można tam błyskawicznie się przenieść – wystarczy zagwarantować sobie wieczór z serialem. Można też jeszcze spróbować zarezerwować sobie bilety na tegoroczny Twin Peaks Festival – ale bilety na to wydarzenie trudniej kupić niż karnety na Coachellę.

Optymistycznie oczekujący nie potrzebują dodatkowej zachęty, by wygłodniale rzucić się do telewizorów pod koniec maja. Mającym obawy można jednak doradzić, by jeszcze raz przyjrzeli się historiom opowiedzianym niegdyś przez Davida Lyncha – może pomogą przywrócić zaufanie do nowego projektu.

Laura Dern, jedna z ukochanych aktorek reżysera, którą mieliśmy ostatnio okazję oglądać w produkcji „Wielkie kłamstewka”, zapowiada, że nowy sezon to coś absolutnie wspaniałego. – Nowy sezon jest porywający, ognisty, zabawny i wzruszający. Ja sama nie mogę się go już doczekać, fani nie będą zawiedzeni! – mówiła Dern podczas konferencji.

Prawdopodobnie warto posłuchać aktorki, która pracowała z Lynchem przy trzech filmach, wśród których znajduje się jedno z jego absolutnych arcydzieł – „Dzikość serca”. Być może właśnie ten film może wypełnić pustkę w sercu, która potrwa do 21 maja. Okazja już w długi weekend – seans w telewizji METRO już 3 maja o 23:10. Koniecznie trzeba to obejrzeć.

 

A my na pewno „widzimy się” przed telewizorami za miesiąc. Będzie cudownie, jestem pewna. Twin Peaks jest zawsze tym, czym się wydaje – wspaniałą tajemnicą, którą warto zgłębić na nowo.