Grywa mundurowych, pijaków i zbirów, a widzowie i tak go kochają. Dorociński potrafi zagrać wszystko

Wydaje się, że nie ma takiej roli, której Marcin Dorociński nie potrafiłby zagrać. Grywa mundurowych, pijaków i zbirów, a widzowie i tak go kochają - ostatnio nie tylko w Polsce, ale także zagranicą.

materiały prasowe Stopklatka TV

Do spraw technicznych ma dwie lewe ręce – nie był w stanie zostać kowalem, jak jego ojciec, a i jako technik obróbki skrawaniem niespecjalnie się sprawdził. Myślał o tym, by zostać strażakiem – miał już doświadczenie jako członek OSP, ale ku swojemu zdziwieniu dostał się na aktorstwo i tego się już trzymał. Dziś trudno wyobrazić sobie krajobraz polskiego kina bez Marcina Dorocińskiego, czasem amanta, a czasem bezwzględnego oprawcy.

Zanim jednak na dobre zaistniał w aktorstwie, omal nie stracił głowy w... restauracyjnej kuchni. Był wówczas kelnerem w Qchni Artystycznej, słynnej restauracji Magdy Gessler, a gdy nieopatrznie ponaglił szefa kuchni, w jego kierunku poleciał potężny nóż kuchenny, który wbił się w drzwi tuż obok głowy Dorocińskiego.

Bezwzględny tylko przed kamerą

A potem został policjantem.... Oczywiście stróżem prawa był tylko przed kamerą, ale dzięki "Pitbullowi" nie tylko zyskał szacunek policjantów w całym kraju, ale pewnie i wykręcił się od niejednego mandatu. Nawet bracia Dorocińskiego, również mundurowi, byli pod wrażeniem zarówno roli Marcina, jak i samej produkcji Patryka Vegi. Nie była to oczywiście jego pierwsza rola, ale pierwsza, która dała Dorocińskiemu taką popularność. Niektórzy pewnie mogą kojarzyć go z nieśmiertelnego cytatu "Amfetamina: produkcja, dystrybucja, masturbacja" z "Kilerów 2-óch" Juliusza Machulskiego, albo z ról w "Show" czy "Vincim", ale to podkomisarz Sławomir "Despero" Desperski przyniósł aktorowi prawdziwą sławę. Równolegle z serialem Vegi realizował także konkurencyjną „Falę zbrodni” i wówczas mogło się wydawać, że Dorociński na dobre zwiąże się z tematyką policyjną. On miał jednak na siebie inny pomysł.

Potrafił upijać się i tyć do roli w "Boisku bezdomnych" Katarzyny Adamik i równie szybko chudnąć, gdy miał grać wysportowanych facetów. Mundur na planie przywdziewał wielokrotnie – w jednej z najsłynniejszych ról był pułkownikiem Kuklińskim w "Jacku Strongu" Władysława Pasikowskiego, a w głośnej "Róży" Wojciecha Smarzowskiego wracał z frontu, by opiekować się wdową po niemieckim żołnierzu. W "Obławie" Marcina Krzyształowicza był bezwzględnym kapralem organizacji partyzanckiej, który nie miał litości dla zdrajców. Ale to, w jak wiarygodny sposób odtwarza role pozbawionych skrupułów twardzieli, w żaden sposób nie odzwierciedla jego prawdziwej natury.

Twardziel o gołębim sercu

W rzeczywistości jest wrażliwym i – jak sam mówi – dość spolegliwym gościem. Na animowanym "Odlocie" płacze za każdym razem, a w domu i sercu zawsze ma miejsce nie dla jednego, ale co najmniej kilku psów. Nic dziwnego, że bez problemu zgodził się na dubbingowanie głównego zwierzęcego bohatera w głośnym filmie familijnym "Był sobie pies" – uznał, że to mądry i ważny projekt, dzięki któremu można pokazać jak wiele możemy nauczyć się od czworonogów. Z tego samego powodu został twarzą akcji "Frontmani dla schronisk", zorganizowaną przez firmę Boehringer Ingelheim i wymierzoną w kleszcze i pchły. Marcin Dorociński chętnie dzieli się swoimi "psimi historiami", przypominając fanom, że jest zwykłym, zakochanym w zwierzakach człowiekiem.

Marcin DorocińskiMarcin Dorociński Fot. Adam Stpie / Agencja Gazeta

Tę wrażliwość niekiedy udaje mu się przenosić także na ekran – może nie w rolach takich, jak ta z "Na granicy" Wojciecha Kasperskiego, gdzie wcielił się w człowieka, jakiego nie chciałby spotkać żaden z nas, ale już w "Moich córkach krowach", gdzie gra męża-nieudacznika jednej z bohaterek, owszem. Widać to zwłaszcza w scenie kłótni tytułowych "krów", w której Dorociński próbuje załagodzić konflikt i pogodzić zwaśnione siostry. Wrażliwością wykazuje się także postać ojca w "Sercu, serduszku" Jana Jakuba Kolskiego, gdzie aktor – nie po raz pierwszy – wcielił się w alkoholika, który, choć słaby, bardzo chce pokonać nałóg dla dobra córki. Marcin Dorociński jako prostolinijny ojciec rezolutnej Maszeńki, marzącej o karierze primabaleriny, walczy ze swoimi słabościami, chcąc odwzajemnić jej bezwarunkową miłość, którą darzy go córka. Gdy nadchodzi dzień, w którym musi się wykazać rodzicielskim instynktem, wsiada do zdezelowanego samochodu, by stanąć na wysokości zadania. Bo tak, jak przekonujący bywa Dorociński w rolach bezwzględnych twardzieli, tak równie wiarygodni są jego bohaterowie pogubieni, wykolejeni, ale szlachetni.

Obywatel świata

Nie dość, że niemal każdym występem zachwyca widzów w ojczyźnie, to jeszcze coraz śmielej poczyna sobie zagranicą. Co prawda nie zagrał jeszcze u Scorsese’ego czy Nolana, ale praca na jednym planie z Cillianem Murphym, Davidem Tennantem czy znanym duńskim aktorem Ulrichem Thomsenem to dla polskich aktorów nie jest codzienność. Tymczasem ubiegłoroczne "Anthropoid" czy "Małżeńskie porachunki" to dowód na to, że marka Marcina Dorocińskiego znaczy coraz więcej nie tylko na rodzimym rynku.