Kevin Costner - zaczynał od soft porno, a teraz gra w najlepszych produkcjach

Grywał agentów federalnych, zbiegów, szeryfów czy samotnych ojców. Bezsprzecznie dzierży miano najsłynniejszego Robin Hooda, ale też ochroniarza w historii kina. Jednak początki nie były łatwe.

'Najważniejszy głos''Najważniejszy głos' Stopklatka TV

W latach 90. regularnie pojawiał się w czołówkach wszelkich możliwych plebiscytów na najlepszego aktora oraz najseksowniejszego mężczyznę show-biznesu. Jego kariera to pasmo wielkich sukcesów przeplatanych równie spektakularnymi porażkami. Zarówno jednymi jak i drugimi obdzielić mógłby kilku kolegów po fachu. Grywał agentów federalnych, zbiegów, szeryfów czy samotnych ojców. Bezsprzecznie dzierży miano najsłynniejszego Robin Hooda, ale też ochroniarza w historii kina. I pomyśleć, że wieloletnia, bogata kariera Kevina Costnera zaczęła się od soft porno.

Kevin Costner, 'Najważniejszy głos'Kevin Costner, 'Najważniejszy głos' fot. BEN GLASS

Aktorem został z przypadku. Kiedyś w samolocie poznał ponoć samego Richarda Burtona, który przekonał go, by postawił wszystko na jedną kartę i spróbował zrealizować swoje marzenia. Wcześniej imał się różnych zajęć. Był marketingowcem, kierowcą ciężarówki, pracował na kutrze rybackim, a nawet oprowadzał wycieczki, pokazując im, gdzie mieszkają największe gwiazdy – co z dzisiejszej perspektywy brzmi dość zabawnie. Zaistniał u Lawrence’a Kasdana w „Silverado” i jak się później okazało, był to początek pięknej kariery, której aktorstwo jest ledwie jednym z elementów. Bo Costner to przecież także wzięty reżyser oraz producent, laureat dwóch Oscarów. Nieprzypadkowo to właśnie jemu w 1995 roku powierzono najwyższy budżet w stuletniej wtedy historii kina, by mógł zrealizować swoją wizję przyszłości w „Wodnym świecie”. Tak się w istocie stało, choć film, w niektórych kręgach wręcz kultowy, spotkał się z bardzo krytycznym przyjęciem.

Kevin Costner, 'Najważniejszy głos'Kevin Costner, 'Najważniejszy głos' fot. BEN GLASS

Costner miał już wtedy jednak ugruntowaną pozycję. Przyczynił się do tego jego reżyserski debiut, w którym zagrał zarazem główną rolę, czyli „Tańczący z wilkami”, ale i nakręcony rok później przez Kevina Reynoldsa „Robin Hood: Książę złodziei”. Zrealizowana z rozmachem ekranizacja popularnej średniowiecznej legendy to jeden z tych filmów (obok chociażby przygód Indiany Jonesa), na którym wychowało się całe pokolenie. Trudno się dziwić, bo świetnemu filmowemu widowisku towarzyszy znakomita obsada oraz wielki muzyczny przebój autorstwa Bryana Adamsa, który lata po premierze wybrzmiewał jeszcze w stacjach radiowych. Obok Costnera w „Robin Hoodzie…” wystąpili m.in. Morgan Freeman, Alan Rickman, Sean Connery czy młodziutki Christian Slater. Nie mam wątpliwości, że była to jedna z ważniejszych ról w dorobku Costnera.

Twardziel o gołębim sercu, co powtórzył chociażby w kolejnych rolach: w „Bodyguard” (przylgnęła do niego łatka ochroniarza Whitney Houston) czy „Doskonałym świecie”, to niejedyne ekranowe oblicze amerykańskiego aktora. Grywał też w komediach romantycznych pokroju „Tin Cup” czy rodzinnych komediodramatach, jak chociażby „Najważniejszy głos”. Wciela się tam w postać ojca samotnie wychowującego młodą córkę. W zabawny sposób odwracają się tu role, bo to dziewczynka jest dużo bardziej rezolutna od niezbyt rozgarniętego mężczyzny. Na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności nagle znajduje się on w centrum zainteresowania całej Ameryki, bo to jego głos zadecydować ma o wyborze przyszłego prezydenta, a co za tym idzie, przyszłości narodu.

Więcej o: