"Terror": Marynarze nie wiedzieli, z czym przyjdzie im się zmierzyć. Dostali się do lodowego piekła

Serial "Terror" oparto na faktach i domysłach, a także na sporej dawce fantazji. Rozmawiamy z odtwórcą głównej roli - Tobiasem Menziesem, który zagrał w "Terrorze" kapitana Jamesa Fitzjamesa.

Kalina Mróz: Ma pan jakieś doświadczenie w żeglowaniu?

Tobias Menzies: Żadnego! Ale w "Terrorze" wcale za dużo nie żeglujemy, tylko na początku. Okręty naszych bohaterów dość szybko zostają uwięzione w arktycznym lodzie i stoją. Na dodatek kręciliśmy głównie w kraju bez dostępu do morza. Tak więc to, co pani widziała to po prostu magia telewizji.

"Terror", prod. Ridley Scott, USA 2018. Wyk. Jared Harris, Tobias Menzies, Ciarán Hinds, Paul Ready, Adam Nagitis. AMC

Bohaterowie "Terroru", czyli marynarze Royal Navy płynący do Arktyki w poszukiwaniu Przejścia Północno-Zachodniego do Chin i Indii, to ludzie o XIX-wiecznej mentalności. Twórcy serialu nie próbowali ich uwspółcześniać. Trudno było się panu odnaleźć w ich świecie?

- System klasowy, tak widoczny na pokładach okrętów, o których opowiadamy, jest ciągle w Wielkiej Brytanii bardzo silny i odczuwalny. Więc nie było to dla mnie nic dziwnego. Poza tym, to w aktorstwie najciekawsze: wyobrażanie sobie różnych sytuacji i próba zrozumienia odległych od naszego sposobów myślenia.

Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby z własnej woli pchać się do Arktyki na żaglowcu...

- Całkowicie się z panią zgadzam. Wiktoriańscy odkrywcy to byli bardzo szczególni ludzie. Kierowali się ciekawością, dumą i pragnieniem sławy. Poza tym Wielka Brytania posiadała olbrzymią flotę, a w połowie XIX wieku akurat nie toczyła żadnej wojny. Więc zamiast wysłać marynarzy do domu, utworzono służbę przeznaczoną do odkrywania nieznanych miejsc na Ziemi. W przypadku ekspedycji sir Johna Franklina z 1845 roku, bo o niej opowiada nasz serial, chodziło o bardzo ważny pod względem ekonomicznym przesmyk w Arktyce. Odnalezienie takiego arktycznego szlaku morskiego otworzyłoby Wielkiej Brytanii skrócony szlak handlowy do Azji. Miałaby z tego gigantyczne korzyści finansowe. Mój bohater jest doświadczonym żeglarzem, ale odbywa pierwszą wyprawę polarną w życiu. Nie wiedział, z czym przyjdzie mu się zmierzyć.

Tobias Menzies, 'Terorr' prod. AMCTobias Menzies, 'Terorr' prod. AMC Aidan Monaghan/AMC

Komandor James Fitzjames żył naprawdę, był bardzo interesującą postacią. I miał wiele sekretów.

- To prawda. Nie był dokładnie tym, kim wydawał się być. W serialu rozprawiamy się z tą jego skomplikowaną tożsamością z czasem. Poznajemy go jako klasycznego bohatera Royal Navy. Był gwiazdorem wiktoriańskich czasów, bardzo znanym w imperium brytyjskim. Miałem mnóstwo materiałów źródłowych, pomocnych przy budowaniu postaci. Serialowy James Fitzjames jest syntezą prawdziwego człowieka i pomysłów na postać showrunnerów Davida Kajganicha i Soo Hugh. I oczywiście Fitzjamesa z książki Dana Simmonsa, na podstawie której nakręciliśmy "Terror".

W jaki sposób twórcy serialu i pisarz udramatyzowali tego człowieka?

- Na pewno nie odeszli znacząco od jego prawdziwej biografii. Serial składa się z dziesięciu odcinków i jest w nim mnóstwo różnych bohaterów. O każdym z nich można powiedzieć tylko ograniczoną ilość rzeczy. Na pewno staraliśmy się przedstawić Fitzjamesa jako marynarza z wieloma sukcesami na koncie, charakteryzującego się pewną arogancją. Przynajmniej w pierwszych odcinkach takie sprawia wrażenie. Jednym z głównych tematów serialu jest pycha brytyjskich kolonizatorów, odrywających nowe obszary i próbujących narzucić obcym kulturom swoją wolę. Fitzjames jest centralną postacią tego wątku. Akcentuje swoją wyższość nad innymi. Z czasem traci w arktycznym labiryncie bardzo wiele, staje się bardziej ludzki i pokorny.

 

Poza tym, możemy to chyba zdradzić, bo trąbi o tym Wikipedia, Fitzjames miał ciekawe pochodzenie.

- Wychował się w arystokratycznej rodzinie, ale tak naprawdę urodził się jako bękart w rodzinie mieszczan. Musiał to trzymać w sekrecie, bo w XIX wieku system klasowy był kluczowy. Całe życie nie przyznawał się więc do tego, że nie odziedziczył wysokiej pozycji społecznej, tylko ją dostał. W serialu jest jednak scena, w której Fitzjames wreszcie odkrywa karty przed Crozierem, komandorem Terroru, Irlandczykiem.

Dlatego na początku tak bardzo Croziera nienawidzi? Bo wie, że mają coś wspólnego, obaj przynależą do niższego szczebla drabiny społecznej z powodu swojego pochodzenia?

- Ich wzajemna niechęć chyba jest prostsza. Fitzjames jest Anglikiem, sam przed sobą ukrywa wstydliwe pochodzenie, i nie lubi Croziera za jego irlandzkie korzenie, tak po prostu. Fitzjames rekrutował załogę i zależało mu na tym, żeby składała się głównie z Anglików, żeby to na nich spadł splendor odkrycia nowego szlaku. Poza tym Fitzjames jest znakomitym politykiem, potrafi przekonywać do siebie ludzi. Crozier wręcz przeciwnie. Nie jest beneficjentem klasowego systemu, na którym opierała się Królewska Marynarka Wojenna. Ci oficerowie pochodzą więc z przeciwnych końców politycznego spektrum, dlatego zachowują się na okręcie zupełnie inaczej. Ale z czasem zaczynają się nawzajem doceniać i lepiej się rozumieć.

Fitzjames ma silną więź z sir Johnem Franklinem, granym przez Ciarána Hindsa. Trochę podobny duet stworzyliście w serialu "Rzym" - pan grał Brutusa, Ciarán Cezara.

- Rzeczywiście, znowu gramy trochę ojcowsko-synowską relację, czuć w tym duecie oczywiste echo "Rzymu". Jesteśmy teraz obaj znacznie starsi i cieszę się, że nasze ścieżki się znowu przecięły.

W "Terrorze" strasznie mi się podobają zdjęcia, są przepiękne. A kręciliście głównie w studiu w Budapeszcie?

- Tak, sceny na okrętach powstawały w zbudowanej scenografii w studio i z pomocą green screenu. To niesamowite, że osiągnęli tak przekonujący, naturalny efekt. Wielka w tym zasługa scenografa Jonathana McKinstry. Ale kręciliśmy też w Chorwacji na wyspie Pag, bardzo pustynnej i skalistej. Dobrze się wpasowywała w krajobraz Arktyki. Śnieg był dorobiony. Powstawały tam sceny, w których marynarze próbują się wydostać z arktycznego labiryntu drogą lądową. Odwzorowanie arktycznego klimatu i XIX-wiecznego okrętu było kluczowe dla tego serialu. Dlatego twórcy przywiązywali do scenografii i zdjęć tak olbrzymią wagę. Niesamowicie dopracowano też kostiumy, te wszystkie warstwy ubrania, peruki, czapki, wszystko odwzorowano niezwykle precyzyjnie. To bardzo pomaga aktorowi we wczuwaniu się w postać.

Ale Węgry i Chorwacja to dość ciepłe kraje w porównaniu z Arktyką.

- Na Węgrzech kręciliśmy zimą, i było zimno! Ale do Chorwacji dotarliśmy na wiosnę i rzeczywiście, pociliśmy się potwornie w tych mundurach i potężnych płaszczach. Cały czas musiałem sobie przypominać, że przecież jest 50 stopni na minusie i powinienem zamarzać.

 

Jak w takim razie zrobiono parę z ust, widoczną na ekranie?

- Była częściowo prawdziwa, bo w Budapeszcie temperatura była na minusie. Ale zastosowano też trick. Z tego, co zrozumiałem, zatrudniono aktora, który wypowiadał wszystkie kwestie w wyjątkowo wychłodzonej przestrzeni, przez jakieś dwa dni. Biedak! Nagrywali to wydychane powietrze, a potem nakładali je na nasze usta w postprodukcji.

Przy "Terrorze" pracowało wiele osób, jednym z producentów jest nawet Ridley Scott. Kto miał największy wpływ na całość, w tym na aktorów?

- Chyba jednak duet showrunnerów, czyli David Kajganich i Soo Hugh. Kiedy myślę o kręceniu dziesięciu epizodów, przypominam sobie najwięcej rozmów właśnie z nimi. To oni podejmowali różne decyzje w sprawie sposobu kręcenia scen czy losów naszych bohaterów. Oni udzielali nam odpowiedzi na kluczowe pytania. Poza tym mieliśmy trzech reżyserów, i blisko współpracowaliśmy również z nimi. Ale bardzo ważna była też więź z innymi aktorami. Stworzyliśmy wielką braterską drużynę, musieliśmy się wspierać. Zdjęcia zajmowały nam długie godziny i powstawały w dość trudnych warunkach. Muszę tu wyróżnić Jareda Harrisa, który grał Croziera, najważniejszą postać serialu. To cudowny człowiek do współpracy, dowcipny, serdeczny i bardzo inteligentnie myślący o scenariuszu.

A jakie znaczenie dla scenariusza miała powieść Dana Simmonsa?

- Ogromne, ale musieliśmy od niej znacząco odejść. Na serial "Terror" składają się trzy czynniki. Po pierwsze prawdziwa historia zaginionej ekspedycji Franklina, po drugie oczywiście książka Simmonsa, a po trzecie scenariusz, który David i Soo skonstruowali w oparciu o te dwa źródła. Z powieści na pewno pochodzi fikcyjny element horroru, czyli bestii z lodu atakującej marynarzy.

Ten wątek paranormalny był konieczny?

- To dobry środek do sprawienia, że akcja staje się bardziej dramatyczna, rozpędza się. David i Soo wykorzystali go w bardzo interesujący sposób. Spojrzeli przez jego pryzmat na kulturę Inuitów i na coś, co wymyka się racjonalnemu pojmowaniu świata. Potwór uosabia miejsce, które zostaje zbrukane przez kolonizatorów. To metafora zemsty. Jest więc bardzo istotny dla sensu całej opowieści.

 

"Terror" jest więc w swojej ostatecznej wymowie krytyką kolonializmu w masce horroru?

- Ja to tak widzę. To rozprawa o naturze, środowisku, obcych kulturach i o tym, co człowiek ogarnięty pragnieniem władzy z nimi robi. A poza tym dzisiaj ten lodowy arktyczny labirynt topnieje. Czyli nasza opowieść dzieje się w świecie, który właśnie znika na naszych oczach. Przejście Północno-Zachodnie jest teraz zdatne do przepłynięcia przez duże tankowce. To niesamowita historia.

Z Tobiasem Menziesem rozmawiała Kalina Mróz

Tobias Menzies - brytyjski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. Sławę przyniosła mu rola Brutusa w serialu "Rzym". Zagrał również w "Grze o tron" Edmunta Tully'ego i Księcia Filipa w "The Crown".

"Terror", prod. Ridley Scott, USA 2018. Wyk. Jared Harris, Tobias Menzies, Ciarán Hinds, Paul Ready, Adam Nagitis

Kolejne odcinki: czwartek, 22:00, AMC

Więcej o: