"Gra o tron". Już po pierwszym odcinku było wiadomo, że to nie jest zwykły serial. Skąd wziął się fenomen produkcji HBO?

"Gra o tron" to najpopularniejszy serial ostatniej dekady. Zmienił telewizję na zawsze, choćby pokazując widzom, że nawet pierwszoplanowy bohater nie musi być bezpieczny. Na czym jeszcze polega fenomen produkcji HBO? Zapytaliśmy blogerkę Zwierza Popkulturalnego i Tomasza Nowakowskiego, który kilka lat poświęcił na tworzenie strony Westeros.pl i fanpage'u "Ubieram się na czarno, bo jestem z Nocnej Straży".
Zobacz wideo

Siedem serii "Gry o tron" zdobyło łącznie 132 nominacje do nagród Emmy oraz 47 statuetek - produkcja pobiła rekord wszech czasów, należący do tej pory do komediowego serialu "Frasier" i jest tytułem z największą liczbą Emmy w historii. Przebój HBO ma na koncie także siedem nominacji do Złotych Globów i jedną statuetkę (otrzymał ją Peter Dinklage - serialowy Tyrion Lannister), 18 nominacji i siedem nagród Amerykańskiej Gildii Aktorów, 17 nominacji i jedną Nagrodę Krytyków oraz siedem nagród Amerykańskiego Instytutu Filmowego.

"Gra o tron" debiutuje 17 kwietnia 2011 roku - to był szok

Gdy "Gra o tron" zadebiutowała na antenie HBO 17 kwietnia 2011 roku, było wiadomo, że oczekiwania widzów są spore - saga "Pieśń Lodu i Ognia" George'a R.R. Martina miała rzeszę wiernych fanów, a promocja samego serialu przyciągnęła przed telewizory i komputery wiele osób nieznających książek. I te ostatnie były szczególnie zszokowane, gdy zobaczyły na ekranach Neda Starka ścinającego głowę poddanemu, a za chwilę stosunek seksualny między rodzeństwem. No i końcówka, w której Jaime Lannister, chcąc zachować w tajemnicy relacje z Cersei, bez wahania zrzuca z wieży małego Brana Starka. Już po tych kilkudziesięciu minutach było wiadomo, że to nie będzie zwykły serial.

Gdybyśmy mieli wymieniać momenty "Gry o tron" zostawiające widzów z wyrazem niedowierzania na twarzy, byłoby ich przynajmniej kilkadziesiąt. To była śmierć Neda Starka już w końcówce pierwszego sezonu, a potem rzeź Starków, zaskoczonych podczas Krwawych Godów. To niewyobrażalne okrucieństwo Joffreya Lannistera, wysadzenie przez Cersei septu Baleora, która za jednym zamachem pozbyła się znaczącej liczby wrogów. Serialowi nie zaszkodziła nawet głośna krytyka za pokazywanie nagości i przemocy, choćby po scenie nocy poślubnej Sansy Stark, zgwałconej przez Ramseya Boltona. Widownia rosła z sezonu na sezon.

Do tego trzeba dodać wysoki budżet, bardzo dobrze wykorzystany przez twórców choćby na scenografię i efekty specjalne. Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, znana jako Zwierz Popkulturalny, wskazuje że "Gra o tron" jest tak popularna, bo... nie ma konkurencji.

"Gra o tron" jest pierwszym serialem fantasy, który został zrealizowany z tak wysokim budżetem i rozmachem produkcyjnym.

- Dotychczas seriale fantastyczne kojarzyły się z raczej z niedostatkami w zakresie produkcji, a nie z wielkim kinem widowiskowym jak np. "Władca Pierścieni". Inwestycja HBO w jakość produkcji pozwoliła pokazać, że i w telewizji można wykreować zróżnicowany, fascynujący świat fantastyczny - mówi.

Nie wszyscy wciągnęli się od razu. Tak było choćby w przypadku Tomasza Nowakowskiego, który prowadzi fanpage "Ubieram się na czarno, bo jestem z Nocnej Straży" i założył stronę Westeros.pl. - Co zabawne, wcześniej miałem już styczność z tym serialem, słyszałem o nim od innych znajomych i na początku byłem do niego sceptycznie nastawiony – nie podobał mi się! Obejrzałem pierwszą scenę z pierwszego odcinka, a ja średnio lubię koncepcję zombie i myślałem, że to coś podobnego do "The Walking Dead", którego zresztą do dziś nie lubię. Potem jednak koleżanka opowiedziała mi więcej, obejrzałem pierwszy sezon w dwa dni i wciągnąłem się. W trakcie 2. sezonu założyłem więc fanpage i przeczytałem książki - wspomina.

Materiały promocyjneMateriały promocyjne fot. HBO, 'Gra o tron'

Co zdaniem Nowakowskiego złożyło się na sukces hitu HBO? To, co jego przyciągnęło do produkcji, to połączenie elementów fantastycznych z emocjami. - Zawsze lubiłem klimat fantasy, intrygi polityczne i zwroty akcji. Ponadto "Gra o tron" to serial, który jest bardziej wymagający od innych produkcji, można było tworzyć różne teorie, robić analizy, przewidywać, porównywać siły armii... - mówi. - Lubię "Grę o tron" także za wiele barwnych postaci, ciekawe wydarzenia i smoki. Bo kto nie lubi smoków? - dodaje z uśmiechem. Zauważa też, że istotnym elementem fenomenu produkcji jest właśnie poruszenie, jakie twórcy potrafią wywołać u widzów:

Szokujące zwroty akcji, takie jak śmierć Neda, Krwawe Gody, wybuch septu Baelora to momenty, które na pewno wywołały wiele emocji w każdym z nas. Ponadto właśnie barwne, wiarygodnie napisane postaci, intrygi, krew i walka o władzę także zawsze będą tym, co przyciągnie widzów.

Bez George'a R.R. Martina nie byłoby niczego

Oczywiście, nie byłoby "Gry o tron" bez książkowego pierwowzoru. To George R.R. Martin zdecydował, że uważany za głównego bohatera Ned Stark nie dożyje do końca pierwszego tomu (a co za tym idzie, sezonu). Po mistrzowsku prowadzi akcję, co niestety zajmuje mu na tyle dużo czasu, że w pewnym momencie scenarzyści musieli zacząć wymyślać ciąg dalszy bez możliwości posiłkowania się twórczością pisarza. Na dwa ostatnie tomy "Pieśni Lodu i Ognia" musimy jeszcze poczekać.

Dostrzega to także Zwierz. - To, co najbardziej spodobało się widzom: zróżnicowane charaktery, pogłębiona wizja świata czy ostatecznie śmiertelność bohaterów, zostało przeniesione z książek Martina. Literatura rządzi się innymi prawami niż scenopisarstwo, pozwalając autorowi na dużo więcej niż scenarzystom. Przeniesienie niektórych zabiegów z literatury jak np. zabijanie postaci pierwszoplanowych, sprawiło, że dla widzów produkcja była powiewem świeżości, nie wpisującym się w schematy fabularne większości produkcji telewizyjnych - zauważa Czajka-Kominiarczuk.

"Gra o tron", kadr z serialu Mat. prasowe

Nawet gdy zawodzi, przyciąga

Teraz nadszedł czas, by pożegnać się na dobre z serialowymi bohaterami. Nie znamy oczywiście jeszcze wyników oglądalności finału, ale można w ciemno założyć, że będzie rekordowa. Mimo krytyki ósmego sezonu. Bo chociaż pożegnalna seria "Gry o tron" jest najgorzej ocenianą w historii serialu, to jest też najlepiej oglądaną.

Do osób, które scenariusz ostatnich odcinków zawiódł, zalicza się także administrator "Ubieram się na czarno, bo jestem z Nocnej Straży". - Niestety, muszę podzielić głos wielu osób - jestem trochę rozczarowany. Głównie poprowadzeniem wątku Jaimego, mojego ulubionego bohatera, ale także wieloma nielogicznościami związanymi z atakiem floty Eurona na smoka Daenerys, pertraktacjami Matki Smoków z Cersei pod murami Królewskiej Przystani i innymi rzeczami - wylicza Nowakowski. - Bardzo nie podobają mi się niektóre reakcje fanów, którzy oskarżają innych, że to tylko narzekanie i marudzenie. Petycję, żeby 8. sezon został nakręcony jeszcze raz podpisało prawie milion osób - czy to też nazwiemy marudzeniem? I nie, nie wierzę, żeby ta petycja przyniosła jakiś skutek i sam jej nie podpisałem, ale pokazuje to, że 8. sezon może się nie podobać. I nie jest to tylko narzekanie i marudzenie. Nie mówię też, że wszystko zostało skopane. Podobały mi się pierwsze odcinki i chociażby Cleganebowl [ostateczne starcie braci Clegane - Ogara i Góry - red.], ale to tylko moje zdanie, wy możecie mieć inne - dodaje.

Takie emocjonalne podejście, tytuł najbardziej komentowanego na Twitterze serialu czy najchętniej piraconej produkcji, który "Gra o tron" dzierży od 2012 roku, to tylko kolejne dowody, że serial zdobył rząd dusz widzów. Nie bez powodu przez lata publikowaliśmy teksty (bardzo popularne na Gazeta.pl) takie jak:

HBO usuwa odcinek z Bushem z sieci, wstrzymuje wysyłki DVD >>

"Gra o tron". Widzowie krytykują twórców serialu za mocną scenę >>

Jak Hodor stał się Hodorem. Reakcje fanów na rewelacje ostatniego odcinka >>

Przełomowe momenty z serialu, które przeszły do historii telewizji >>

Co dalej? Będzie "nowa >>Gra o tron<<"

Nowakowski podkreśla, że zakładając siedem lat temu "Ubieram się na czarno, bo jestem z Nocnej Straży", a trzy lata temu portal Westeros.pl nie przypuszczał, że tak to się rozrośnie, ale też, że będzie wymagało od niego tyle pracy. Dzisiaj jego stronę na Facebooku śledzi 179 tysięcy fanów produkcji HBO. Co zamierza robić po finale "Gry o tron"? - Na szczęście w tym roku mamy wiele wspaniałych seriali: nowy sezon "Stranger Things", "Dark", "Black Mirror", "Domu z papieru", pojawi się pierwszy sezon "Wiedźmina" - wylicza. - O wszystkim tym będę mówił na kanale na YT "Parówki z demogorgona", a gdy za rok pojawi się prequel "Gry o tron" i być może kiedyś książki Martina, to wrócę do "Ubieram się na czarno". Po 8. sezonie będę chciał na pewno trochę odpocząć od prowadzenia fanpage`a, więc pewnie na jakiś czas go wyciszę - zapowiada.

Gra o tron - s08e04Gra o tron - s08e04 Helen Sloan, HBO

Przez prawie dekadę "Gra o tron" była serialem, o którym najczęściej dyskutowało się po premierze kolejnych odcinków. Show must go one więc będą następne serialowe hity, to oczywiste, ale czy któryś powtórzy sukces "Gry"? Która sprawiła, że nawet miliony ludzi, średnio kochających fantastykę, polubiło smoki.

Ostatni czynnik, który sprawia, że "Gra o tron" stała się najpopularniejszym serialem dekady,  to idealne połączenie eskapizmu, jaki daje obserwowanie bohaterów w fantastycznym świecie, z rozrywką oferującą refleksję nad naturą władzy, zagrożeniami dla cywilizacji czy konsekwencjami politycznymi decyzji podejmowanych przez jednostki.

To sprawia, że z jednej strony "Gra o tron" oferuje możliwość oderwania się od niepokojącej i przytłaczającej rzeczywistości, ale z drugiej nie jest to eskapizm pusty, bo oferuje np. możliwość refleksji nad zagrożeniami klimatycznymi. Stąd oglądanie "Gry o tron" bawi, ale nigdy nie jest wstydliwie - podkreśla Zwierz.

Zobacz wideo

Wszystko, co wiemy o finałowym sezonie "Gry o Tron" - słuchaj nowego podcastu TOK FM. Dla prawdziwych fanów!

Więcej o: