TVP planuje film o pedofilii. Prezes Jacek Kurski zapewnia: "Będzie dym"

Prezes TVP Jacek Kurski udzielił obszernego wywiadu tygodnikowi "Sieci". W trakcie rozmowy wyznał, że jego zdaniem brakuje dobrych scenariuszy i filmów, które mógłby pokazywać w telewizji publicznej. Dlatego też pracuje nad własnym projektem dotyczącym pedofilii i obiecuje, że "będzie dym".
Zobacz wideo

Bracia Jacek i Michał Karnowscy przeprowadzili wywiad z prezesem TVPJackiem Kurskim, który ukazał się w tygodniku "Sieci". W trakcie rozmowy zapewnił, że po czterech latach pracy na Woronicza już wie, "co jest optymalne zarówno dla misji, jak i oglądalności". Mimo to ma ogromny problem, bo brakuje mu odpowiednich filmów poruszających w odpowiedni sposób kwestie historyczne czy tożsamościowe. Jeśli jakieś filmy są udane, to najczęściej robią je twórcy z "przeciwnej strony barykady". Dlatego też sam musi najczęściej wymyślać odpowiednie projekty i zamawiać potrzebne produkcje - w ten sposób zapowiedział, że w odpowiedzi na "redukowanie pedofilii do księży", zamówił film na ten temat. "Będzie dym" - zapewnił. 

Kurski: Nie ma dobrych projektów tożsamościowych po stronie dobrej zmiany 

Ale po kolei. Dlaczego ramówka TVP ostatnio wygląda, jak wygląda? Zdaniem braci Karnowskich bowiem brakuje tam filmów historycznych. Jacek Kurski podkreślał więc niejednokrotnie - "Nacisk na wszystko co tożsamościowe, propolskie jest w TVP ogromny. Moje ramiona są szeroko otwarte na każdy dobry projekt patriotyczny, historyczny czy współczesny". Ale ich nie ma. Dlaczego? Prezes diagnozuje, że prawicowi twórcy zwyczajnie nie potrafią robić dobrych filmów - "Brak po prostu talentu, paliwa, paliwa, profesjonalnych projektów po stronie tożsamościowej. To jest najbardziej traumatyczne i zaskakujące doświadczenie z mojej prezesury". Dlatego też Kurski musi się więc ratować tym, co jest. I robi to z sukcesem. Niestety - z jego punktu widzenia - zmuszony jest sięgać po twórców ideologicznie mu dalekich: 

Mimo trudności wielokrotnie udało się połączyć misję, tożsamość, opowieść historyczną, prawdę z wielką oglądalnością i niezapomnianym, trwałym efektem artystycznym.Tylko niestety nie jest to najczęściej dzieło twórców bliskich dobrej zmianie.

Takim przykładem jest m.in. film  "Wołyń" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Prezes podkreśla, że reżyser jest "ideologicznie po drugiej stronie", ale "zrobił genialny, epicki film o tym straszliwym, za mało przypominanym ludobójstwie". Film na antenie TVP obejrzało 3,5 mln osób. Prezes zachwycał się też tym, że "Kamerdynera" Filipa Bajona obejrzało blisko 3 mln widzów. Film jest o tyle ważny, że szerokiej opinii publicznej i mieszkańcom Pomorza uświadomił "zapomnianą niemiecką zbrodnię piaśnicką". Ale ponownie - zrobił go "twórca raczej nie z tej strony barykady". 

Kurski zamawia film o pedofilii 

Kurski nieustannie podkreślał w trakcie rozmowy - "Drzwi są otwarte, próbuję, ale z dobrymi projektami kiepsko". W czym tkwi problem? Prezes TVP dokładnie wskazał przyczynę - "Dramat twórców, którzy chcą robić projekty o sprawach, a nie umieją o ludziach. A widzowie chcą oglądać o ludziach - przez historie, których można opowiedzieć o sprawach". A to ważne, bo "dziś widza trzeba zdobyć, przyciągnąć". Na zarzuty braci Karnowskich, że w TVP brakuje projektów kulturalnych, które odpowiednio poruszałyby kwestie tożsamościowe, powtarzał:

Nie jest tak, że ja rzeczy tożsamościowych nie chcę. Ja o nie wręcz błagam, ale dobre. 

Przykłady? "Telewizja musiała np. wycofać się z koprodukcji filmu o księdzu Kotlarzu, bo nie uznano zmian koniecznych do tego, by film nie był ośmieszający dla bitego i zaszczutego na śmierć księdza. Zażądaliśmy skrótu serialu o innym, niezwykle ważnym duchownym, z 13 odcinków niestrawnej hagiografii do czterech pełnokrwistej opowieści". Kurski zapewnił, że nie ustaje w swych wysiłkach. Dlatego też zamówił film o pedofilii:

Gdy atakuje się społeczeństwo propagandą lewicową - pokazujemy, jak to wygląda od kulis w reportażu "Inwazja". Gdy próbuje się zredukować problem pedofilii do księży, przypominamy film "Pedofile" Latkowskiego. I zamawiamy nowy pt. "Nic się nie stało". Niedługo go pokażemy, wstrząsający. Będzie dym.

Jacek Kurski skonkludował zawiedziony - "Zmierzam do jednego - musi być lider tematu, musi być pomysł. Przykra to przechwałka, ale naprawdę sporo z tego, co w obszarze tożsamości się udało na antenie, musiałem po prostu wymyślić. A ja powinienem być od wyboru, selekcji najlepszych rzeczy, a nie od wymyślania pośród posuchy projektów".