George R.R. Martin przyznaje, że pilot "Gry o tron" to była klapa. "W tle stał koń z erekcją"

Mało kto na świecie widział pilotażowy odcinek "Gry o tron". Jego nakręcenie kosztowało 10 mln dolarów, pojawił się w nim sam George R.R. Martin jako gość weselny, Daenerys Targaryen i Lady Stark grały zupełnie inne aktorki, a koń w scenie erotycznej Jasona Momoy zrobił wszystkim głupi dowcip. Po latach twórcy i obsada przyznają, że pierwsza wersja była daleka od ideału.
Zobacz wideo

"Gra o tron" była pod wieloma względami przełomowa. Otworzyła mainstreamowych widzów na produkcje z gatunku fantasy i nauczyła, że nie można przywiązywać się do swoich ulubionych postaci, bo prawdopodobnie i tak zginą. Odcinki wypełniały pokrętne intrygi polityczne, liczne i krwawe morderstwa, mocne sceny erotyczne, czasem nawet kazirodztwo, no i świetni bohaterowie, którym się kibicowało mimo wszystko. Przez 10 lat serial rozpalał wyobraźnię widzów i długo szczycił się mianem najpopularniejszej produkcji na świecie. Nie wszyscy zdają sobie sprawę jednak, że naprawdę niewiele brakowało, żeby nigdy nie doszła skutku.

>>> George R.R. Martin zdradził sekret niewyemitowanej części "Gry o tron" <<<

Pilotażowy odcinek "Gry o tron" to była klapa

Już niedługo na amerykańskim rynku ukaże się poświęcona temu epickiemu serialowi książka pt. "Ogień nie może zabić smoka". Napisał ją dziennikarz portalu Entertainment Weekly James Hibberd, a w sieci właśnie ukazał się pierwszy skrawek publikacji z ciekawymi doniesieniami: ekipa i obsada serialu, łącznie z autorem książki, wspominają, jak skrajnie nieudany był odcinek pilotażowy "Gry o tron". Przykładowo, wszyscy byli zdania, że choć niektóre zdjęcia kręcone było w Maroko, to zupełnie nie było tego widać - równie dobrze mogliby filmować w ogródku kogoś z ekipy albo na jakimś parkingu. 

Najbardziej znaczące zmiany zaszły w obsadzie. Wyobrażacie sobie, że ktoś inny niż Michelle Fairley gra Catelyn Stark? Pierwotnie tę rolę przyjęła Jennifer Ehle, której popularność w Wielkiej Brytanii w latach 90. przyniosła głośna ekranizacja "Dumy i uprzedzenia" i jej rola Elżbiety Bennet. Aktorka po tym, jak nakręciła odcinek pilotażowy zrezygnowała z udziału w produkcji, bo nie chciała się przeprowadzić do północnej Irlandii. Dlatego też rolę ostatecznie zaproponowano Michelle.

'Duma i uprzedzenie'. Scena spotkania w Pemberly: Elizabeth (Jennifer Ehle) i pan Darcy (Colin Firth)'Duma i uprzedzenie'. Scena spotkania w Pemberly: Elizabeth (Jennifer Ehle) i pan Darcy (Colin Firth) Fot. ROMANCE TV

Nie ukrywajmy, najważniejsza zamiana to rola Daenerys Targaryen. Wszyscy czuli, że jej wątek jest kluczowy i trzeba go pokazać odpowiednio. To była pierwsza duża rola Emilii Clarke, która wcześniej nie miała zbyt bogatego doświadczenia aktorskiego, ale miliony ludzi ją pokochało za tę postać. Pierwotnie jednak Daenerys zagrała brytyjska aktorka Tamzin Merchant, znana z występów w serialach takich jak "Dynastia Tudorów", "Salem" czy "Supergirl".

Tamzin Merchant i Emilia ClarkeTamzin Merchant i Emilia Clarke 'Dynastia Tudorów' / 'Gra o tron' / kadr z serialu

Twórcy po obejrzeniu odcinka uznali, że choć aktorka zagrała świetnie, to czegoś zabrakło i jej wspólne sceny z Jasonem Momoą nie wypaliły. Serialowy Khal Drogo wspomina:

Tamzin była naprawdę wspaniała i nie jestem pewien, dlaczego zaszły zmiany. Ale kiedy na planie zjawiła się Emilia [Clarke - przyp. red.], wszystko dla mnie zaskoczyło. Tej chemii nie było, zanim Emilia się nie pojawiła.

Faktem jest, że pierwotnie wątek Danenrys i Khala wyglądał inaczej.

"Gra o tron". Wpadki z koniem w roli głównej

Na samym początku historii obserwowaliśmy, jak Viserys sprzedaje swoją młodszą siostrę za żonę potężnemu wojownikowi Khalowi Drogo. W odcinku pilotażowym pojawiła się scena weselna, w której jednego z gości weselnych zagrał nawet George R.R. Martin. I to on opowiedział o dwóch wpadkach na planie, do których doszło przez konie.

>>> "Gra o tron". Emilia Clarke była zirytowana zakończeniem serialu. "Morderstwo uszło mu na sucho" <<<

Pierwotnie mieliśmy bowiem zobaczyć scenę, w której Daenerys skacze nad płonącym ogniskiem na pięknym koniu, którego dostała od swojego małżonka w prezencie ślubnym. To miała być ważna chwila, bo tym samym bardzo zaimponowała wojownikowi i miała się między nimi narodzić więź. Koń, którego wybrano do sceny, okazał się jednak na tyle uparty, że odmówił skoku nad płomieniami, nie chciał też skakać, kiedy ognisko wygaszono. Ku żalowi pisarza ze sceny trzeba było więc zrezygnować.

Martin wspomina też znaczące różnice w scenie nocy poślubnej Daenerys i Khala:

W wersji z Emilią Clarke to był gwałt. W moich książkach to nie jest gwałt i początkowo nie był też to gwałt, kiedy scenę kręcili z Tamzin Merchant. Oni się w tej sekwencji uwodzą. Nie mówią w tym samym języku, Drogo umie powiedzieć tylko "tak" i "Nie". Ona była trochę wystraszona, a on bardziej wyrozumiały. Początkowo to była całkiem wierna ekranizacja.

Przy kręceniu sceny erotycznej doszło do nieprzewidzianych wydarzeń. Martin zdradził:

Przywiązali konie do drzew i kręcili scenę zalotów przy strumieniu. Jason Momoa i Tamzin byli nadzy i 'uprawiali seks'. Nagle operator zaczął się śmiać. Srebrna klacz wcale nie była klaczą. To był źrebak. I bardzo widocznie zaczął się ekscytować widokiem dwójki nagich ludzi. W tle stał koń z gigantyczną końską erekcją. To też nie poszło najlepiej.

Pisarz wyjawił jednak:

Podobał mi się pilot. Ale później zdałem sobie sprawę, że jestem kiepską osobą do takiej oceny, bo jestem tego zbyt blisko. Niektórzy nie wiedzieli, że Cersei i Jamie to rodzeństwo. Cóż, dla mnie to nie był kłopot. Moja znajomość materiału źródłowego sprawiła, że trudno mi było to obiektywnie ocenić. Powiedzieli mi, że jeśli kiedyś komuś pokażę ten odcinek, grozi mi kara śmierci.

Grający Jamiego Lannistera Nikolaj Coster-Waldau dodał też, że tak naprawdę na samym początku "Nikt nie miał pojęcia, co robi, ani co to do diabła w ogóle wszystko było. Pamiętam, że kiedy kręciliśmy przyjazd króla Roberta, to wszystko wydawało mi się zwyczajnie śmieszne - to tworzenie równoległej rzeczywistości z tymi bardzo szlacheckimi szlachcicami". Z kolei Mark Addy, który rzeczonego króla Roberta zagrał, wspomina, że w pierwszej wersji odcinka, nikt nie klękał przed jego bohaterem, co zupełnie pozbawiało go królewskiej godności - klimat się zaczął zgadzać, kiedy dodano ten element. Starkowie tez ponoć byli za mało zdziwieni i zachwyceni, kiedy udało im się znaleźć wilkory - mityczne nawet w tamtym świecie zwierzęta, których nie widziano od setek lat.

Skrajnie inna była też charakteryzacja niektórych postaci. Lena Headey, która wcieliła się w złowieszczą Cersei, z zachwytem wspomina, że początkowo jej bohaterka wyglądała jak tancerka z Las Vegas: - Miałam mnóstwo futer i gigantyczną fryzurę, zupełnie jak średniowieczna Dolly Parton. Nie żebym narzekała, byłam zachwycona. Moje włosy się rozwiały - powiedziała w wywiadzie do książki. 

MATERIALY PRASOWE

Inną fryzurę miał też Viserys Targaryen, czyli podły brat ukochanej przez wielu Daenerys. Początkowo charakteryzatorki wymyśliły dla niego fryzurę na nieco bardziej klasycznego pazia, przypominającą trochę miskę w kształcie. Twórcy uznali, że to nie oddaje odpowiednio paskudnego charakteru tej postaci i poszli w nieco bardziej współczesną fryzurę.

"Gra o Tron". Viserys umiera w chwili, gdy Khal Drogo wylewa mu na głowę garniec roztopionego złota. W końcu obiecywał mu złotą koronę, prawda? HBO

Poza takimi elementami twórcy serialu David Benioff i Dan Weiss przyznali, że nie bardzo wiedzieli na samym początku, czy bardziej zrobić z tego serial dramatyczny z elementami fantasy, czy fantasy z dramatycznym rysem, wzorować się na Tolkienie, a może po prostu pójść w klimat brytyjskich seriali kostiumowych i wsadzili w sumie po kawałku z tego wszystkiego do pilota. Weiss przyznał, że na początku wydawało mu się, że wszystko idzie całkiem nieźle, ale dlatego, że nikt nie wiedział, że można to zrobić lepiej.