Obejrzałam pierwszy odcinek "Rysy" i bardzo szybko chcę zobaczyć kolejne. To kawał soczystego kryminału

"Rysa" to najnowszy serial kryminalny, do którego Igor Brejdygant napisał scenariusz na podstawie własnej - bardzo słusznie - bestsellerowej książki. Po obejrzeniu pierwszego odcinka przede wszystkim czuję palącą potrzebę, żeby prędko obejrzeć też resztę. Na szczęście mogę to zrobić, bo zupełnie jak na Netfliksie, Ipla wypuściła 15 stycznia wszystkie odcinki jednocześnie.

Nie da się ukryć, że w ostatnich miesiącach na polskim rynku pojawił się dość szeroki przegląd seriali kryminalnych zrealizowanych na podstawie rodzimych i poczytnych kryminałów. Igor Brejdygant niewątpliwie na tym tle błyszczy, bo widzowie niedawno zgodnie orzekli, że choćby jego "Szadź" została świetnie zaadaptowana na potrzeby telewizji / streamingu. Po obejrzeniu pierwszego odcinka najnowszej "Rysy" śmiem postawić tezę, że podobnie będzie także w tym przypadku.

"Rysa" wciąga od samego początku

Czytelnicy "Rysy" fabułę już znają, ale tym, których jeszcze czeka przyjemność przeczytania tej książki, zdradzę, że kręci się wokół postaci Moniki Brzozowskiej - policjantki ze stołecznego wydziału zabójstw z niełatwą i pogmatwaną przeszłością. Koledzy z wydziału nie za bardzo za nią przepadają, bo uwaga - dużo przeklina i wytyka im nieróbstwo. Serial zaczyna się od tajemniczego morderstwa w melinie na Pradze - ginie kloszard, więc wszyscy są przekonani, że to zwykłe lokalne porachunki. Komisarz Brzozowska jednak przeczuwa, że sprawa jest bardziej skomplikowana, szybko też dochodzi do kolejnego morderstwa popełnionego w ten sam sposób. Poza tym, że Monika musi rozwikłać zagadkę, to do tego użera się z nieznośnymi kolegami z pracy, a dużo kłopotów sprawiają jej tajemnicze objawy, które ją męczą i postępującą choroba matki.

Zobacz wideo "Rysa". Serialowa adaptacja kolejnej powieści Igora Brejdyganta

Igor Brejdygant jest człowiekiem wielu talentów. Już nie raz udowodnił, że nie tylko potrafi budować spójne, wciągające intrygi oraz przekonujące postaci. Potrafi też skutecznie swoje literackie pomysły przełożyć na język filmu i to w taki sposób, że ułatwia to aktorom późniejszą pracę. Nie mam też wątpliwości, że jako autor książki, na podstawie której powstał scenariusz, czuł się dużo swobodniej niż scenarzysta, który musiałby pilnować się wiernie oryginału. I przysięgam, tę swobodę czuć, kiedy włącza się "Rysę".

Tak jak zazwyczaj przy oglądaniu nowych produkcji, zwłaszcza ekranizacji powieści - i to niezależnie od tego, czy są polskie, czy nie - muszę się zmuszać, żeby przecierpieć sztywne i toporne wprowadzenie w świat przedstawiony, tutaj weszłam w historię jak nóż w miękkie masełko. Szybko przestałam się zastanawiać nad porównywaniem serialu z książką, nie dumałam nad kadrami i przejściami pomiędzy scenami. Coraz rzadziej mi się takie rzeczy zdarzają. Dodajmy, że muzyka, montaż i zdjęcia są w istocie w "Rysie" bardzo udane i estetyczne.

'Rysa' / reż.  Maciej Migas i Łukasz Kośmicki / IPLA'Rysa' / reż. Maciej Migas i Łukasz Kośmicki / IPLA fot. Robert Pałka / Rysa - materiały promocyjne

Ja po prostu śledziłam z zainteresowaniem akcję i dążyłam za główną bohaterką, którą Julia Kijowska bardzo zacnie tu zagrała. Zbudowała charakterną postać, która doskonale wpisuje się w charakterystyczny dla dobrych kryminałów kanon skutecznego detektywa z całą masą kłopotów osobistych, problemami z używkami i który w dodatku jest na bakier z większością służbowych formalności czy z towarzyskimi uprzejmościami. No i do tego Monika Brzozowska jeździ starym i jakże efektownym saabem. Sam Brejdygant zachęcał do oglądania tak:

"Rysę" warto obejrzeć choćby ze względu na główną bohaterkę i na to, jak bardzo ona ma zawikłaną sytuację. Normalnie często boimy się o bohatera, bo zagraża mu jakieś zewnętrzne niebezpieczeństwo. Tutaj sytuacja jest bardziej złożona, bo niebezpieczeństwo być może jest wewnątrz samej bohaterki, ona się boi sama siebie.

Faktycznie Julia Kijowska tę ambiwalencję ładnie pokazuje od samego początku. Ale póki co też trudno mi powiedzieć, żeby jakaś rola była tutaj szczególnie nieudana. Może miałam chwilę zwątpienia, kiedy okazało się, że Janusz Chabior ZNOWU gra lekarza i to takiego ze specyficzną manierą mówienia, ale to było bezbolesne spotkanie. Absolutnie czarujący jest Zbigniew Zamachowski w roli komendanta, który wydaje się bardziej zainteresowany podlewaniem kwiatków i utrzymywaniem pozorów, że ma nad wszystkim kontrolę niż faktyczną kontrolą nad wszystkim. Maciej Zakościelny niby wrócił do kryminału, ale tutaj gra troskliwego partnera komisarz Brzozowskiej i fajne jest to, że póki co jako jedyny nie pokazuje w tej historii toksycznego wzorca męskości. Kinga Preis jako pani patolog skradła moje serce, dobrze wypada też Zuzanna Zielińska, która gra partnerkę Brzozowskiej. Teraz jeszcze czekam, aż pojawi się postać grana przez Dawida Ogrodnika! 

'Rysa' / reż.  Maciej Migas i Łukasz Kośmicki / IPLA'Rysa' / reż. Maciej Migas i Łukasz Kośmicki / IPLA fot. Karolina Grabowska / Rysa - materiały promocyjne

No i dodam może, że nie zabraknie też w tym wszystkim oczywiście też scen erotyczynych - Maciej Zakościelny w trakcie transmisji online towarzyszącej premierze produkcji przyznał, że w ciągu swojej 20-letniej kariery nie miał jeszcze okazji zagrać tak ostrych i śmiałych sekwencji tego rodzaju. Z tego co widziałam w pierwszym odcinku, jest w tym coś z bezpośredniego klimatu "Gry o tron" i nie brakuje obrazowej dosłowności. Ale to naprawdę tylko dodatek do smacznie poprowadzonej historii, która zasysa - z dużym bólem zmusiłam się do przerwania serii, żeby opisać swoje pierwsze wrażenia. I z tym Państwa na razie zostawiam, bo serial sam się nie obejrzy do końca. Przypominam od 15 stycznia wszystkie odcinki wyreżyserowanej przez Macieja Migasa i Łukasza Kośmickiego "Rysy" można zobaczyć w serwisie Ipla.

<<Reklama>> Książki Igora Brejdyganta dostępne są w formie e-booków w Publio.pl >>