Księża protestowali, a ludzie oglądali. Prawdziwy "Tulipan" dostał 15 lat więzienia, serialowy miał się dać lubić

Siła "Tulipana" z Janem Monczką w roli uwodziciela, złodzieja i oszusta czasów PRL-u, tkwi m.in. w tym, że twórcy postanowili: bohater mimo całego draństwa, musi dać się lubić. Scenariusz był inspirowany prawdziwą historią, w której było dużo więcej brutalności, ale i serial od niej nie stronił.

Młody i przystojny rybak wypływa po raz kolejny w morze. Nienawidzi swojego życia, stoi na kutrze zrezygnowany, gdy nagle przez lornetkę dostrzega jacht, na którym tańczą piękne kobiety, a bogaci mężczyźni cieszą się życiem. W pewnym momencie podejmuje decyzję - skacze za burtę, wypływa na brzeg i postanawia zmienić swoje życie. Po kłótni z matką idzie na dyskotekę, ale pierwsza kobieta odrzuca go, mówiąc, że śmierdzi rybami. Potem jednak ma więcej szczęścia - podrywa Niemkę, która razem siostrą spędza czas w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Obie panie chętnie korzystają z tego, co ma do zaoferowania mężczyzna, a on szybko przekonuje się, że uwodzenie kobiet może pomóc w osiągnięciu tego, na czym jemu zależy, czyli luksusowego życia. Wkrótce zostaje alfonsem znanym jako "Tulipan", a to dopiero początek jego działalności...

Tak zaczyna się serial "Tulipan" z Janem Monczką w roli głównej, który w lutym 1987 roku zadebiutował w Telewizji Polskiej. Podobno, choć przeciwko gloryfikowaniu alfonsa, oszusta i przestępcy, protestowały kobiety czy księża, kolejne odcinki sześcioodcinkowej produkcji oglądało podobno aż 19 milionów widzów! Nie bez znaczenia był fakt, że scenariusz powstał na podstawie prawdziwych wydarzeń. Pierwowzorem serialowego Jurka był bowiem Jerzy Kalibabka. Pochodzący z nadmorskiego Dziwnowa przestępca działał w całej Polsce, uwodząc i okradając ponad kilkaset kobiet. Gdy wreszcie go złapano, postawiono mu ponad 100 zarzutów. 

Materiały promocyjne ze stron TVP"Chciałem zrobić serial o silnych kobietach, myślących fajniej niż faceci"

"Tylko dla widzów dorosłych"

Kalibabka opuścił dom jako zaledwie 21-latek i w ciągu pięciu lat (1977-82) omamił ponad 200 kobiet. Wiele okradł - przede wszystkim z biżuterii i kożuchów. Został także oskarżony o wyłudzenia, rozboje i gwałty - do tych ostatnich się nie przyznał. Wartość skradzionych przedmiotów i inne szkody wycenione zostały na ponad 15 mln złotych - w 1984 roku, gdy zapadł wyrok i Tulipan został skazany na 15 lat pozbawienia wolności oraz ponad milion złotych grzywny, średnia pensja wynosiła niecałe 17 tys. złotych. Uznano go winnym oszustw, wyłudzeń, pobić i uwodzenia nieletnich. 

Później opowiadał, że spał z tysiącami kobiet, z którymi ma 28 dzieci. W zeszłym roku dwójka z nich wzięła udział w programie "Top Model".

Zobacz wideo Gracja Kalibabka opowiada o swojej rodzinie

Sam Kalibabka był konsultantem serialu inspirowanego jego życiem, co podobno pomogło mu w spłacie grzywny, a skąd wziął się pomysł na produkcję? Jej twórcą był reżyser i scenarzysta Andrzej Swat, którego wyobraźnię pobudziły m.in. artykuły Leszka Konarskiego, który na łamach "Tygodnika Powszechnego" szczegółowo opisywał sposób działania Kalibabki. Aż pięć odcinków wyreżyserował natomiast Janusz Dymek, który w rozmowie z "Przeglądem lokalnym" z rodzinnego Knurowa, mówił, że po latach patrzy na "Tulipana" z sentymentem, oglądając go jak dokument z tamtych czasów. - Doszły mnie słuchy, że pierwowzór Tulipana, Kalibabka, oglądał serial w więzieniu w Nowym Sączu. Współwięźniowie pytali go o szczegóły, a on przyznawał się nawet do tych scen, które były przez nas wymyślone. Po prostu wciągnął na siebie skórę odtwórcy roli, Jasia Monczki - wspominał Dymek, dodając:

Ale to nie było tak, że po przeczytaniu scenariusza Andrzeja Swata wpadłem w zachwyt. Miałem wątpliwości, czy nie zrezygnować z tego pomysłu. Świat knajp i kurew wcale mnie nie interesował. Wtedy mój przyjaciel, operator Antek Wójtowicz, powiedział, że trzeba stworzyć postać, którą widz polubi. Jeśli tego nie zrobi na początku, serial będzie stracony. Cały nasz wysiłek szedł więc na to, żeby Janek Monczka, przy całym swoim draństwie, dał się polubić. I to się udało.

To, że serialowy Jurek, w którego wcielił się początkujący aktor z nierozpoznawalną dla telewidzów twarzą, dał się lubić, stanowiło na pewno o sukcesie "Tulipana", ale stało się jednocześnie jednym z jego największych problemów. Wiele osób protestowało przeciw wybielaniu, ugładzaniu czy wręcz idealizacji głównego bohatera. - Serial po pierwszym odcinku oprotestował Jan Dobraczyński z PRON-u, uznając go za gloryfikację cwaniactwa. Proponował, żeby ściągnąć "Tulipana" z emisji lub ewentualnie puszczać późną porą ze stosownym komentarzem. Ówczesny szef telewizji postanowił zrobić na wizji konfrontację twórców z Dobraczyńskim. Serial udało się wybronić prostym trikiem: potraktowaliśmy go jako ostrzeżenie dla naiwnych kobiet - opowiadał Dymek. W dodatku każdy odcinek "Tulipana" był oczywiście poprzedzany planszą: "Tylko dla widzów dorosłych".

"Wszystkie sytuacje i postacie występujące w filmie są fikcyjne"

Jan Monczka, wtedy absolwent krakowskiej PWST, występujący głównie w teatrze, przed rolą "Tulipana" właściwie nie miał doświadczenia przed kamerą. Wystąpił co prawda w epizodzie w jednym z odcinków "Z biegiem lat, z biegiem dni" Andrzeja Wajdy i Edwarda Kłosińskiego, ale uwodzicielski Jurek był jego pierwszą poważną telewizyjną rolą. W "Programie telewizyjnym" Magdalenie Juszczyk mówił:

Ten serial był trochę taki niegrzeczny. Wywołał skandal, bo już w trakcie emisji były naciski, żeby wstrzymać serial, były protesty różnych środowisk.

- Nie pamiętam jakichś szczegółów, ponieważ byłem ogromnie zestresowany. Miałem 30 lat. To była pierwsza moja duża praca przed kamerą, nie miałem żadnego doświadczenia, było to dla mnie wielkim wyzwaniem - dodawał. Przyznał jednak, że ta rola na długo zdefiniowała go jako aktora, zaszufladkowała nie tylko w oczach filmowców, ale także widzów, którzy utożsamiali go z oszustem z Wybrzeża, choć on sam - jak podkreślał - nie jest typem skandalisty. Zapewne nie raz mógłby tłumaczyć się, przywołując zdanie "zabezpieczające" twórców, pojawiające się na końcu każdego odcinka: "Wszystkie sytuacje i postacie występujące w filmie są fikcyjne".

"Tulipan" to oczywiście przede wszystkim Monczka, ale obok niego pojawiły się Monika Orłoś, Ewa Ziętek, Maria Pakulnis, Marta Klubowicz, Anna Gornostaj, Krystyna Tkacz czy Maria Probosz. Milicjanta, który deptał po piętach, ale jednocześnie długo nie był w stanie złapać Tulipana, zagrał Jerzy Kryszak, natomiast brata jednej z jego kochanek - Artur Barciś. To właśnie Zbyszek zagrany przez Barcisia, wziął udział w jednej z brutalniejszych scen "Tulipana". Niepozornie wyglądający blondyn w zemście za to, co Tulipan zrobił jego siostrze, wbija gwoździe w stopę Jurka, otuloną budzącymi podziw, zazdrość i dającymi "powiew Zachodu" białymi kozaczkami. W rozmowie z Gazeta.pl aktor wspominał, że ta scena została wymyślona przez scenarzystów, ale była tak sugestywna, że - szczególnie kobiety - bardzo mocno na nią reagowały:

Pani w mięsnym, która wcześniej mnie bardzo lubiła, przestała mi po niej odkładać schab spod lady. 
 

Ważnym elementem "Tulipana" była także muzyka, której autorem był Andrzej Korzyński, ale także - jeśli nie przede wszystkim - wykorzystana w serialu piosenki. Już w pierwszym odcinku na dyskotece, na której Jurek poznaje majętną Niemkę, słychać choćby Marlenę Drozdowską (to ta, która zaśpiewała słynne "Mydełko Fa") niemal wykrzykującą: "Łap ją łap /Drap ją drap /Gryź ją gryź /To śpiewa Crazy Zdziś". Po niej zaczyna śpiewać Piotr Fronczewski - a właściwie bardzo popularne w latach 80. jego alter ego, czyli Franek Kimono. Można też wymienić "Sweet, sweet Tulipan" w wykonaniu Urszuli.

Dzisiaj niektórzy patrzą na "Tulipana" z przymrużeniem oka, skupiając się na oznakach luksusu takich jak konkretna marka whiskey czy daszek przeciwsłoneczny z logo amerykańskich papierosów. Serial na pewno był dla wielu osób oderwaniem od rzeczywistości, bo pokazywał świat, do którego na co dzień obywatele PRL-u nie mieli dostępu. Był to jednak - oprócz tego, że naprawdę nieźle zagrany - serial momentami bardzo poważny, brutalny.

Jacek CyganJ.Cygan: "Dumkę" napisałem dla Izabelli Scorupco, ale ona się nie zgodziła

W książce "PeeRel zza krat. Głośne sprawy sądowe z lat 1945-1989" Helena Kowalik pisze o wizycie w więzieniu redaktora Konarskiego, który wspominał słowa Kalibabki: "Całe moje życie, od czasu opuszczenia domu rodzinnego aż do aresztowania było jedną, wielką euforią miłosną. Chciałem mieć wszystkie kobiety świata. Urodziłem się, aby kochać". Dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" komentował:

Kiedy zapytałem, czy wywożenie dziewczyn do lasu, rozbieranie ich siłą i fotografowanie nagich to był podryw, czy szantaż, odpowiedział: - Musiałem znaleźć sposób, aby się od jednych uwolnić, bo na to miejsce czekały inne. Kalibabka, jak każdy oszust, był inteligentny.

Dlatego nawet do więzienia przychodziły do niego miłosne listy, a jedna z ofiar podobno w trakcie przesłuchania prosiła milicjantów, by dali jej zdjęcie Kalibabki z akt sprawy. "Na pamiątkę" - mówiła. Mimo tego, że w toku sprawy ujawniono m.in. że nie miał problemu choćby z uderzeniem wykorzystywanych w swojej działalności kobiet. 

Po odbyciu 9 lat i 8 miesięcy kary Kalibabka został zwolniony na skutek amnestii. Wrócił do rodzinnego miasta, założył kawiarnię. Po tym, jak związał się z nastolatką, a jej rodzice zgłosili prokuraturze domniemane ubezwłasnowolnienie dziewczyny, przez kilka lat mieszkał w Gorzowie Wielkopolskim. Ponowny powrót do Dziwnowa po kilku latach to czas, gdy założył rodzinę i miał warzywniak. Prowadził również... szkołę uwodzenia dla mężczyzn.

 

Zmarł 13 marca 2019 roku. Jak zakończyła się historia serialowego Jurka, można natomiast zobaczyć na DVD lub VOD Telewizji Polskiej - w serwisie jest dostępna odrestaurowana cyfrowo wersja.