Paul Ritter nie żyje. Aktor "Czarnobyla" i Bonda miał 54 lata

Paul Ritter nie żyje. Informację o śmierci aktora, którego polscy widzowie najlepiej kojarzą zapewne z serialu HBO "Czarnobyl", potwierdził jego agent.

Przyczyną śmieci Paula Rittera był rak mózgu. "Z wielkim smutkiem potwierdzam, że Paul Ritter zmarł ubiegłej nocy. Odszedł spokojnie, przebywając w domu razem ze swoją żoną Polly i dwoma synami - Frankiem i Noah. Miał 54 lata i cierpiał na nowotwór mózgu. Paul miał wyjątkowy talent aktorski, który pozwalał mu wcielać się w szereg różnych ról na scenie oraz na ekranie. Zawsze robił to z niewiarygodną zręcznością. Był dziko inteligentny, uprzejmy i bardzo zabawny. Będzie nam go bardzo brakowało" - napisał agent aktora w oświadczeniu przysłanym redakcji "The Guardian".

Paul Ritter nie żyje. Sławę zyskał dzięki roli Anatolija Diatłowa

W serialu "Czarnobyl", uznanym z jedną z najlepszych produkcji 2019 roku, Ritter wcielił się w inżyniera Anatolija Diatłowa, pracującego w elektrowni atomowej, w której w 1986 roku doszło do awarii. Diatłow był na zmianie w momencie, gdy doszło do tragedii - nadzorował program wyłączenia reaktora w bloku czwartym i wykonania eksperymentów, co doprowadziło do wybuchu reaktora.

Zobacz wideo Czarnobyl - zwiastun

Był również członkiem obsady popularnego w Wielkiej Brytanii serialu ""Friday Night Dinner", emitowanego na antenie Channel 4. Wielbiciele ekranizacji książek o Harrym Potterze mogą kojarzyć go z filmu "Harry Potter i Książę Półkrwi", w którym zagrał Eldreda Worple’a. Wśród jego filmowych ról jest także m.in. występ w "Quantum of Solace".

Krzysztof Krawczyk nie żyje. Natalia Kukulska dla Gazeta.pl: Miał wspaniałe poczucie humoru, a do tego niesamowitą klasę >>

Paul Ritter był również uznanym aktorem teatralnym. Miał na koncie nominację do nagród Tony i Olivera.