Oglądaliście "Sprzątaczkę"? Jej historia wydarzyła się naprawdę

Netflixowy miniserial "Sprzątaczka" cieszy się popularnością na całym świecie. Wzruszające wspomnienia Stephanie Land bez wątpienia skłaniają do głębokiej refleksji. Co tak naprawdę przeżyła samotna matka?

10 odcinków przedstawiających szczery, motywujący i momentami zabawny portret kobiety walczącej o godny byt, w stosunkowo krótkim czasie odniosło ogromny sukces. "Sprzątaczka" to opowieść o kobiecie, której życie napisało scenariusz pełen wyzwań. Przemoc w związku, bezdomność i ciąża w trudnym momencie życia to tylko część problemów, z jakimi zmierzyła się główna bohaterka produkcji Netfliksa. Co ciekawe, ta historia jest oparta na faktach. Twórcy miniserialu inspirowali się dziełem pisarki Stephanie Land, czyli "Maid: Hard Work, Low Pay and a Mother's Will to Survive", w którym to autorka opisała swoją historię. Młoda kobieta, która sprząta domy, aby utrzymać dziecko stała się bliska dla wielu kobiet w trudnej sytuacji. 

Zobacz wideo Co łączy Kylie Minogue, Nicole Kidman i Margot Robbie?

Od niewinnego felietonu do bestsellera "New York Timesa". Początek historii 

Kobieta pochodzi z rodziny, która reprezentowała klasę średnią. Cały koszmar ukazany w książce oraz serialu, zaczął się od przemocowego związku. Stephanie Land zakochała się w chłopaku (w swoich wspomnieniach nazywa go Jamie), który to znęcał się nad nią psychicznie. Po czterech miesiącach relacji, kobieta zaszła w nieplanowaną ciążę. Miała wówczas 28 lat. Jej partner był oburzony tym faktem i zaczął nakłaniać ją do aborcji. Pisarka wyraziła stanowczy sprzeciw. Z jakiego powodu? Jako nastolatka usłyszała od matki słowa, które znacząco wpłynęły na postrzeganie przez nią kwestii usuwania ciąży. Wyszło na jaw, że Stephanie Land również miała nie przyjść na świat. Z tego powodu pisarka czuła się niechciana. Zdecydowała, że chce urodzić swoje dziecko. Na świat przyszła Mia. W ich domu nie brakowało codziennych awantur i agresji ze strony ojca dziecka. Z czasem stawał się coraz bardziej nerwowy. Jamie potrafił wymierzać ciosy pięścią w kanapę, na której siedziała Stephanie. Kobieta była coraz bardziej przerażona sytuacją, dlatego też zdecydowała, że odejdzie raz na zawsze. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i uciekła z małą Mią na rękach. Nie miała pojęcia dokąd zmierzają, ale wiedziała jedno - jak najdalej od toksycznego partnera. Stanęła przed ogromnym wyzwaniem. Do tej pory Jamie utrzymywał rodzinę, a ona zajmowała się córką. Musiała szybko znaleźć pracę i na dodatek zapewnić dziecku godny byt.

Roman Wilhelmi, choć znany głównie z filmów i seriali, brawurowo realizował się także w teatrzeWilhelmi nie chciał wierzyć, że w wieku 55 lat jest śmiertelnie chory

Żadna praca nie hańbi

Ojciec dziewczynki otrzymał zakaz zbliżania się do córki. Takie rozporządzenie nie obowiązywało jednak długo, gdyż w późniejszym czasie sąd uznał, że Stephanie zakończyła stabilny związek. Kobieta musiała godzić się na spotkania córki z biologicznym ojcem, lecz nie był to jedyny problem na jej drodze. Prawdziwym wyzwaniem było wyjście z bezdomności i ubóstwa. Po opuszczeniu lokum, które wcześniej kobieta współdzieliła z toksycznym partnerem, przeniosła się wraz z Mią do przytułku w Port Townsend. Mała dziewczynka stawiała pierwsze kroki w ciężkich warunkach. Do dyspozycji miały razem z matką niewielki metraż przeznaczony dla dwóch osób. W ciągu 90 dni Stephanie musiała zmienić swoje życie i ustabilizować sytuację materialną. Postanowiła zacząć pracę na stanowisku sprzątaczki. Jak wyglądały jej zarobki? Otrzymywała od firmy 8,55 $ za godzinę ciężkiej pracy fizycznej. Niska pensja nie pokrywała wszystkich kosztów utrzymania. W związku z tym Stephanie musiała korzystać ze wsparcia od państwa. Mogła liczyć na pomoc personelu medycznego, pokrycie opłat wynikających ze studiowania czy kartki żywnościowe, dzięki którym miała co jeść wraz z córką. Zmuszona była skorzystać również z pożyczki studenckiej. Jako sprzątaczka luksusowych domów, miała okazję przyjrzeć się tajemnicom wielu rodzin. Z pozoru majętne i szczęśliwe małżeństwa skrywały w szufladach leki na mnóstwo dolegliwości. "Amerykański sen" okazał się fikcją. Drogie wyposażenie wnętrz przykrywało ból, który krył się w środku właścicieli. Na swojej drodze Stephanie spotkała ludzi uzależnionych i nieszczęśliwych. Stephanie sprzątała na przykład w domu małżonków, którzy nie spali razem od dawna, a żyli pod jednym dachem ze względu na kota. Co jeszcze widziała sprzątaczka? Dla Vox ujawniła:

To, ile wydawali klienci, zatrważało mnie. Widziałam koc droższy od mojego samochodu. Odkurzałam sypialnie dzieci większe niż moje mieszkanie. Klient o imieniu Rob miał telewizor i sprzęt stereo o wartości 3 tys. dolarów w samym salonie. Telewizor był zawsze włączony. Kartka świąteczna od niego i jego żony zawierała 100 dolarów premii, najwyższą, jaką firma kiedykolwiek widziała. To było w czasie, kiedy leki na receptę pomnożyły się, a skóra Roba nabrała żółtego odcienia

Takie widoki były dla Stephanie codziennością i jednocześnie czymś bardzo niedostępnym. Po skończonej pracy nie mogła liczyć na odpoczynek w czystej i zdrowej przestrzeni, gdyż wracała do mieszkania z pleśnią, która to przyczyniła się do pogorszenia stanu zdrowotnego jej i córki. Infekcje zatok, chore uszy czy kaszel były na porządku dziennym. Na szczęście zdrowie udało się odratować tuż po wyprowadzce. 

 

Czarny marsz przeciw przemocy po zabójstwie Tomka Jaworskiego (1997 r.)Brutalne morderstwo Tomka Jaworskiego. Złamali na jego głowie kij, katowali godzinami

Stephanie Land nigdy nie pragnęła bogactwa. Widziała, co pieniądze czynią z ludźmi

Widząc na co dzień luksusowe wnętrza, Stephanie nie była zazdrosna czy zawistna. Nie chciała posiadać monumentalnej posiadłości, którą trudno jest samodzielnie posprzątać. Z czasem udało jej się zebrać wystarczająco dużo funduszy, aby zrezygnować z posady sprzątaczki. Choć znała największe sekrety swoich klientów to jej odejście odbyło się bez pożegnania. Być może właściciele drogich domów nawet nie zapamiętali imienia kobiety. Doświadczenie z pracy jako sprzątaczka i szczegóły z życia prywatnego, Stephanie Land przedstawiła w artykułach dla "The Huffington Post" oraz "Vox". Nie sądziła, że uzewnętrznienie się będzie jedną z lepszych decyzji w jej życiu. Historia pracowitej kobiety dodała otuchy wielu samotnym matkom i sprzątaczkom na całym świecie. Artykuły szybko stały się książką, która raz na zawsze zakończyła ciężką sytuację materialną Stephanie. Autorka nie mogła w to uwierzyć. Sądziła, że szybko straci majątek zdobyty po wypuszczeniu bestsellera. Poza tym marzyła o tym, aby zostać kiedyś pisarką i w ten sposób zarabiać na życie. Była bowiem bardzo dobra w kreatywnym pisaniu. Lata spędzone w biedzie pozostawiły jednak trwały ślad na jej psychice. Wciąż zmaga się z traumą. Dziś ma 43 lata i mieszka w malowniczym domku z ogródkiem wraz z rodziną. Ma szczęśliwe dzieci i kochającego partnera. Jest wzruszona odbiorem swojej książki i jej netflixową ekranizacją, za którą stoi Margot Robbie. Każdego dnia zdobywa coraz większą liczbę fanów. Co mówi o sobie samej?

Jestem historią, której kochamy słuchać i mówię o tym zawsze podczas autorskich spotkań. Powinniśmy spojrzeć na ludzi, którzy ciągle walczą i posłuchać o ich bólu. Pytasz mnie, jak im pomóc? Dowiedz się od nich, czego potrzebują. Założę się, że tamponów albo pieluch czy 10 dol. na gaz

Zobacz też: U boku Dymnej pokochała go cała Polska. Jego kariera nabrała rozpędu, a on zniknął

<<Reklama>> Ebook "Sprzątaczka" dostępny jest w Publio.pl >>

Alex szuka ratunku w pomocy społecznejAlex szuka ratunku w pomocy społecznej RICARDO HUBBS/NETFLIX / RICARDO HUBBS/NETFLIX

Więcej o: