Rodzina "króla diamentów" pozywa oszusta z Tindera. "Kazano nam zapłacić setki tysięcy dolarów"

Lev Leviev i jego rodzina przygotowali serię pozwów przeciw Shimonowi Hayutowi za to, że podszywał się pod ich nazwisko i wykorzystywał je do oszustw. "Przez długi czas udawał syna Leva Levieva i otrzymywał dzięki temu liczne korzyści, w tym finansowe. Przebiegle i kłamliwe podawał się za członka rodziny Levievów, utrzymując, że to właśnie rodzina zwróci wyłudzane przez pieniądze" - argumentują w piśmie sądowym.

W czwartek 24 lutego o godzinie 3 polskiego czasu rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę. Żołnierze uderzyli zarówno z ziemi, jak i z powietrza. Ukraińska armia stawia twardy opór, ale sytuacja zmienia się z minuty na minutę. Na stronie głównej Gazeta.pl prowadzimy relację na żywo.

***

Znany jako "oszust z Tindera" Shimon Hayut podawał się w mediach społecznościowych za Simona Levieva. W ten sposób udawał syna izraelskiego biznesmena Leva Levieva, który potocznie nazywany jest "królem diamentów". Przybrane nazwisko pomagało mu oszukiwać kolejne ofiary na duże sumy pieniędzy. Rodzina prawdziwego biznesmena postanowiła oczyścić swoje nazwisko i sprawić, żeby oszust został ukarany za kłamstwa i przekręty.

Zobacz wideo Rozkochiwał, rozpieszczał i oszukiwał. Nowy dokument Netfliksa "Oszust z Tindera" wzbudza wielkie emocje [ZWIASTUN]

Rodzina "króla diamentów" pozywa oszusta z Tindera

Chagit Leviev - prawdziwa córka Leva Levieva - w oświadczeniu dla mediów podkreśla, że Shimon Hayut to "oszust, który skradł tożsamość jej rodziny i próbował wykorzystać jej dobre imię, żeby naciągać ofiary na miliony dolarów". Przypomina też, że nie ma on żadnego związku z firmą LLD Diamonds, ani nie jest w żaden sposób spokrewniony z samymi Levievami. Jak relacjonuje portal Page Six, rodzina w pozwie argumentuje, że z pełną premedytacją tworzył pozory, że jest inaczej. "Używał nawet znaku towarowego LLD Diamonds, żeby jego ofiary wierzyły, że jest częścią diamentowego przedsiębiorstwa (a konkretnie prezesem, co sugerował jego podpis), a także członkiem rodziny Levievów" - cytuje pozew "Indiewire"

Papiery do izraelskiego sądu zostały wysłane 1 marca. Co więcej, ten pozew to tylko pierwszy krok z wielu następnych, które rodzina Levievów zaplanowała, żeby oszust z Tindera został postawiony przed sądem i otrzymał wyrok, na jaki naprawdę zasługuje.

O Shimonie Hayucie, który wyłudził od swoich ofiar łącznie około 10 mln dolarów, głośno zrobiło się za sprawą filmu dokumentalnego Netfliksa "Oszust z Tindera". Przypomnijmy: na Tinderze podawał się za Simona Levieva, syna izraelskiego biznesmena Leva Levieva. Kolejnym kobietom poznanym przez aplikację randkową wmawiał, że jest milionerem i pracuje w rodzinnej firmie LLD Diamonds. Tworzył wiarygodne inscenizacje: zabierał je do pięciogwiazdkowych hoteli, fundował loty prywatnymi odrzutowcami i stawiał kolacje w najdroższych restauracjach.

Otaczał się też gronem współpracowników, którzy podawali się m.in. za jego wspólnika, matkę jego dziecka czy ochroniarza (Peter K. okazał się Polakiem i pozywa Netfliksa za bezprawne użycie wizerunku w dokumencie) i potwierdzali jego wersję wydarzeń. Tymczasem wszystkie te luksusowe atrakcje były finansowane z pieniędzy, które Hayut wyłudzał od innych kobiet. Oszust zorganizował sobie coś na kształt piramidy finansowej.

Najpierw kobiety w sobie metodycznie rozkochiwał, a potem nakłaniał do przekazywania mu gotówki i kart kredytowych wmawiając, że jego życie jest w niebezpieczeństwie. Choć za oszustwa został postawiony przed sądem, to ostatecznie w izraelskim więzieniu odsiedział tylko pięć miesięcy z piętnastu, na które został skazany.

Teraz wiedzie wygodne życie, wolny od wszelkich długów (te muszą spłacać jego ofiary). Razem z nową dziewczyną, modelką, mieszka w luksusowym apartamencie w Izraelu. Do tego podpisał kontrakt z tą samą hollywoodzką agentką, która reprezentuje m.in. telewizyjną celebrytkę Mamę June. Próbuje dostać własny program randkowy i wykorzystuje swoją rozpoznawalność, żeby sprzedawać m.in. koszulki z napisem "Jeśli naprawdę cię kocha, to weźmie dla ciebie kredyt" czy "Moi wrogowie mnie ścigają". Do tego sprzedaje też za około 200 dolarów dedykowane nagrania dla swoich fanów. Wypuścił też kolekcję NFT.

Hayut w wywiadzie dla "Inside Edition" utrzymuje, że jest niewinny. "Nie jestem takim potworem. Byłem po prostu samotnym gościem, który chciał poznać dziewczyny na Tinderze. Chcę oczyścić swoje imię, chcę, żeby świat przyznał, że to wszystko nie jest prawda" - uparcie twierdził. Hayut, po premierze filmu zablokowany na Tinderze za swoje oszustwa, nie może też korzystać z innych stron randkowych.

"Król diamentów" i jego rodzina chcą sprawiedliwości dla ofiar

Rodzina Levievów postanowiła więc, że nie odpuści. Prezeska Leviev Group USA, Chagit Leviev, w wywiadzie z Page Six przekazała, że jej rodzinna firma działa już 40 lat. W tym czasie dostarczała rzadkie i unikatowe diamenty jubilerom na całym świecie, dostarczała też biżuterię koronowanym głowom z różnych części świata czy też takim gwiazdom kina jak Salma Hayek i Charlize Theron. Shimon Hayut swoimi oszustwami bardzo zaszkodził rodzinie i jej biznesowi.

Chagit opowiada: "Czuję wielką ulgę, że jego prawdziwa tożsamość i przestępstwa zostały globalnie nagłośnione. Mam nadzieję, że dzięki temu uda się położyć kres jego niegodziwej działalności". Wspomina też - "Wiadomości o Simonie Levievie zaczęły do nas docierać w 2017 roku. W naszej rodzinie jest dziewiątka rodzeństwa, z czego piątka to bracia. Żaden z nim nie ma na imię Simon". Rodzina zgłosiła sprawę izraelskiej policji, ale Simon tak często zmieniał miejsce pobytu, że trudno było go namierzyć:

Dealerzy diamentów donosili mi, że wystawiał w naszym imieniu czeki na 350 tysięcy dolarów, ale to nie były nasze czeki. Skontaktowała się z nami firma, która utrzymywała, że jesteśmy jej winni 600 tysięcy za prywatne samoloty. Przysłali mi zdjęcie jego paszportu: było wystawione na nazwisko Shimon Hayut.

Choć rodzina wiedziała o kanciarzu od dłuższego czasu, to dopiero po premierze "Oszusta z Tindera" Levievowie przekonali się, na jak ogromną skalę działał. Chagit opowiada: "Prawda jest taka, że ten film pokazuje tylko czubek góry lodowej. Żeby żyć w ten sposób, musiał ciągnąć międzynarodowy przekręt o ogromnej skali. Musi być jeszcze tyle innych ofiar. Mamy dowody na to, że korzystał z usług firm czarterowych, jachtów, wynajmował luksusowe apartamenty - ta lista się ciągnie i ciągnie". Dodaje:

Pomimo tego, że jesteśmy przedsiębiorstwem zajmującym się sprzedażą diamentów, to też jesteśmy w tej sprawie ofiarami. Przez niego ciągle dostajemy pogróżki, nie ustają też telefony z żartami. Myślę, że film Netfliksa nie pokazał wystarczająco dobrze, że nie mamy z nim nic wspólnego.

Chagit Leviev podkreśla, że ona i jej rodzina bardzo współczują ofiarom Hayuta. Na tym etapie zdecydowali, że wszystkie potencjalne odszkodowania przyznane po tym, jak ich pozwy trafią do sądu, przekażą osobom, które zostały przez niego oszukane. Prezeska nie dowierza, że Hayut próbuje prowadzić karierę w Hollywood - On nie powinien działać w przemyśle rozrywkowym. To zwykły kryminalista - twierdzi.

Specjalne wydanie po ukraińsku z najnowszymi informacjami z Ukrainy. Gazetę możesz pobrać bezpłatnie tutaj

Trwa rosyjska wojna przeciwko Ukrainie. Są informacje o zniszczonych domach, rannych i zabitych. Potrzeby rosną z godziny na godzinę. Dlatego Gazeta.pl łączy sił z Fundacją Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), by wesprzeć niesienie pomocy humanitarnej Ukrainkom i Ukraińcom. Każdy może przyłączyć się do zbiórki, wpłacając za pośrednictwem Facebooka lub strony pcpm.org.pl/ukraina. Więcej informacji w artykule:

W tym tekście piszemy "w Ukrainie" zamiast wyrażenia "na Ukrainie", do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Od lat trwa debata, która forma jest odpowiedniejsza i niesie większy ładunek szacunku dla narodów (skoro mówimy "we Francji", "w Szwajcarii", czemu mówić "na Słowacji" czy "na Ukrainie"?). Część językoznawców podkreśla, że użycie "w" nie jest językowo niepoprawne i zależy w zasadzie od woli mówiącego, czy piszącego.

Więcej o: